Artykuł

Krytyka wyklętych

Wojny domowe są na ogół najbrutalniejszym rodzajem konfliktów. Po zakończeniu II wojny światowej mieliśmy w Polsce do czynienia z małą wojną domową. Już w czasie walki z hitlerowskim okupantem szła równocześnie walka o kształt przyszłej Polski. Po wyzwoleniu ziem polskich spod okupacji hitlerowskiej ta walka trwała nadal. Aby ocenić strony konfliktu należy ocenić, której cele były bardziej słuszne. Tylko to daje realną naukę, która może się przydać w przyszłości.

Lewica prowadzi krytykę podziemia antykomunistycznego opartą o piętnowanie zbrodni na ludności cywilnej dokonywanych w ramach jego działalności bojowej. Taką krytykę można jednak odeprzeć w bardzo prosty sposób stwierdzając, że walka w obronie interesu narodowego uzasadnia przemoc a nawet nieukierunkowany terror. Z tej przyczyny należy piętnować nawet nie tyle terrorystyczne metody walki ale jej treść polityczną.

Należy zadać zasadnicze pytanie czy bojownicy podziemia antykomunistycznego (tak zwani „żołnierze wyklęci”) rzeczywiście walczyli w interesie Narodu polskiego, jak próbują to przedstawić elity polityczne i „intelektualne” III RP? A może jednak świadomie lub nieświadomie wyświadczali Narodowi niedźwiedzią przysługę?

Najbardziej skrótowo, ich ideologia zawierała się mniej więcej w krótkim; “chcemy żeby było tak jak przed wojną”. Polska w dawnych granicach i o przedwojennym ustrojem społeczno-gospodarczym. Jednak dla ogromnej większości ludności Polski, przed wojną również nie było wcale tak różowo. Właśnie dlatego frakcja ta nie była w stanie pozyskać sobie najliczniejszych warstw polskiego społeczeństwa. Prawda jest taka, że większość ludzi chciała ujrzeć Polskę przeprowadzającą niezbędne reformy społeczno-ekonomiczne takie jak reforma rolna (której masy bezskutecznie domagały się przez całe międzywojnie) czy nacjonalizacja przemysłu i wyzwolenie od dyktatu zachodniego kapitału. Pod zachodem nie można by było tego zrobić. Musielibyśmy pozostać kolonią zachodnich banków i korporacji. Na pewno nie zajęlibyśmy w świecie zachodnim tej pozycji co Francja, Niemcy czy nawet Włochy i bylibyśmy potraktowani delikatnie mówiąc po macoszemu (jak zwykle) .

Ktoś powie “ani wschód, ani zachód” tyle że to było w tamtych warunkach niemożliwe. W tej sytuacji akcje skierowane przeciwko “komunistycznej dywersji” (zawarte programowo już w pierwszych dokumentach NSZ) pomagały tylko wrogom Polski przez zajęcie sił polskiego podziemia walkami frakcyjnymi zamiast walką z niemieckim okupantem i jego banderowską przybudówką, którzy w odróżnieniu od sowietów (ci chcieli jedynie zainstalować przychylny wobec siebie rząd) chcieli nie tylko wyrzucenia wrogich sobie wpływów z regionu ale absolutnej dominacji osiągniętej dzięki biologicznej eksterminacji Narodu polskiego.

Z perspektywy lat można postawić tezę że ta partyzancka która stawiała ZSRR i rozprzestrzenianie bolszewizmu na równi z nazizmem lub uważała nawet nazizm za mniejsze zło, popełniła coś w polityce znacznie gorszego niż zbrodnię – błąd.

Tylko program proradziecki pozwalał na przeprowadzenie niezbędnych reform takich jak reforma rolna czy nacjonalizacja przemysłu i bankowości (które przez całe międzywojnie zdominowane były przez kapitał zagraniczny, głównie niemiecki, brytyjski i francuski tak więc zachód nie mógł się zgodzić na reformy). Orientacja ta dawała też gwarancję Dolnego Śląska dla Polski (do czego Wielka Brytania była sceptyczna). Orientacja probrytyjska, którą reprezentowały organizacje podziemia antykomunistycznego nie dawała szans żadnych na reformy a jedynie na kontynuację status quo ante (przedwojennego) w zakresie ustroju gospodarczego, stosunków handlowych i finansowych.


Kontynuacja polityki rządów burżuazyjnych nie leżała (i dziś również nie leży) w interesie Polski. W tamtym okresie to program czerwonych lepiej odpowiadał potrzebom i interesom naszego kraju. Ci, którzy go zwalczali działali świadomie lub nieświadomie na szkodę polskiej racji stanu.

Ten konflikt trzeba ocenić na chłodno i bez emocji by wyciągnąć wnioski na przyszłość.


Nie ma tu żadnego znaczenia czy ktoś był zwykłym bandytom kierowanym własną chciwością czy kierował się miłością do Polski. Bo nawet jeśli ktoś działa z miłości do kraju nie oznacza to że działa dla dobra kraju. Aby miłość do kraju przełożyła się na jego dobro musi być ona ujęta w twarde ramy rozumu. Jeśli nawet ktoś sobie roi, że jego to co robi wynika z miłości do ojczyzny a faktycznie jest to działanie na jej szkodę, to nie ma znaczenia co on sobie roi.

Dlatego głównym motywem krytyki powinno być nie to, że ktoś posunął się do terroru w obronie swoich racji (choć o ofiarach tego terroru zapomnieć nie można) ale to, że nie miał racji i był w błędzie. Dlatego należy kultywować pamięć o ruchach o błędnej treści politycznej ale nie po to by je stawić za wzór do naśladowania, ale ku przestrodze. Po to aby zawsze pamiętać do czego prowadzi ignorancja polityczna i społeczno-ekonomiczna. Należy zawsze podkreślać kto miał (i ma !) rację a kto był w błędzie.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Tow Michał Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tow Michał
Gość
Tow Michał

Trochę mało tej krytyki.