Artykuł

O podatkach

Ilekroć natrafiamy w Internecie na dyskusję, nt. tego jak można by poprawić poziom życia zwykłych ludzi, spotykamy się z argumentem ze strony zwolenników wolnego rynku, że właściwie to wszyscy zarabiamy całkiem sporo, tylko państwo zabiera nam dużą część wypłaty w różnych podatkach. Mam zamiar opisać po kolei dlaczego uważam taki argument za błędny.

Na początek sprawdźmy ile w ogóle wynosi przeciętna pensja i ile z niej zabiera państwo. Na potrzeby tekstu skupimy się tylko na zarobkach pracownika produkcji. Celowo nie wybrałem, np. wysoko wykwalifikowanego pracownika umysłowego, czy jakiegoś menagera, bo ci stanowią jednak mniejszość na rynku pracy, oraz nie narzekają jakoś specjalnie na wysokość swoich pensji. A w każdym razie nie powinni, bo zarabiają całkiem sporo. Ale wracając do tematu…


Wg. portalu wynagrodzenia.pl, taki pracownik zarabia przeciętnie około 2900zł brutto, lub 2100 netto więc 800zł to podatki i składki które wolnorynkowcy chcą usunąć i tym sposobem zapewnić pracownikowi całe 2900 na koniec miesiąca. Zatem na czym polega problem. Otóż, co często podkreślają zwolennicy niewidzialnej ręki wolnego rynku, wartość pieniądza ulega zmianie, i zależnie od warunków, za taką samą sumę możemy kupić mniej lub więcej rzeczy. Z tego faktu zdają sobie sprawę wszelkiej maści kapitaliści, tacy jak, np. właściciele mieszkań na sprzedaż bądź wynajem. Przyjrzyjmy się relacji między nimi a naszym pracownikiem.

Załóżmy, że nie mieszka w Warszawie, ani w innym mieście pełnym, np. turystów czy innych zamożnych osób, bo ceny mieszkań bywają tam absurdalne, ale i zarobki też są odpowiednio większe. Umieśćmy go więc w Łodzi. Wg. portalu bankier.pl, cena wynajmu średniej wielkości mieszkania to jakieś 1600zł miesięcznie. Daje nam to sytuację, gdzie „rynek”, tj. właściciele wynajmujący mieszkania i najemcy tychże mieszkań, zadecydował że optymalna cena wynajmu mieszkania to, plus minus ¾ wypłaty takiego pracownika. Załóżmy zatem, że w Polsce wprowadzono totalny wolny rynek, składki i podatki zniknęły, a nasz łódzki pracownik produkcji ma dostać swoje obiecane 2900 na rękę. Taka sytuacja spowodowałaby różne następstwa, więc omówmy po kolei najważniejsze z nich.

Na pierwszy ogień niech pójdzie kwestia mieszkania. Jak zauważyliśmy, normalnie nasz pracownik płaciłby ¾ swojej pensji właścicielowi. Ten stosunek ceny do pensji pracownika nie wynika od tak sobie. Wywodzi się on z tego, że właściciel wynajmując komuś mieszkanie, chce na tym jak najwięcej zarobić. Nie może jednak zażądać ceny kompletnie z kosmosu, ponieważ umowa między nim a najemcą musi być do zaakceptowania przez obie strony. Najemca z kolei kalkuluje sobie czy mieszkanie o danej wielkości, jakości, położeniu, itd. (mając jednocześnie w głowie alternatywy w postaci innych ofert) Jest godne swojej ceny, oraz czy go po prostu na nie stać. W momencie wspomnianej podwyżki dochodów przeciętnego pracownika, stosunek ceny do wypłaty wynosiłby trochę mniej niż 1:2. W tym momencie właściciele mieszkań zauważają, że skoro najemcy zgadzali się na sytuację, gdzie oddają im ¾ swojej wypłaty to czemu teraz miałoby być inaczej. Za pomocą tych samych mechanizmów co przed podwyżką, rynek ponownie ustaliłby dawną, optymalną wysokość cen wynajmu mieszkań względem wypłaty pracownika. Po prostu pracownik zarabiałby więcej i więcej by oddawał. Warto przy tym zaznaczyć, że nie jest to tylko rozważanie czysto teoretyczne.

Podobna sytuacja miała miejsce przy okazji wprowadzenia 500+. Jak podają różne portale, realna wartość tych pieniędzy spadła już o połowę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wpływa na to wiele czynników. Ale krytyka programów socjalnych i 500+ to temat na inny raz. Innym przykładem za to będzie sytuacja na rynku mieszkań na zachodzie. Pomimo tego, że tamtejsi pracownicy zarabiają więcej od nas, to również nie zostaje im zbyt dużo na życie, po opłaceniu czynszu. Podobne mechanizmu działają też u nas. We wspomnianej Warszawie, gdzie jest dużo miejsc pracy dla wykwalifikowanych pracowników o dużych zarobkach, nadzianych turystów, czy studentów na garnuszku rodziców, ceny mieszkań potrafią być 2 razy większe niż w miejscowościach zamieszkanych przez ludzi o mniej zasobnych portfelach. Oczywiście całe zjawisko nie tyczy się wyłącznie mieszkań, ale wszystkich dóbr na rynku. Druga kwestia to to czy w ogóle, pensja pracownika by się zwiększyła. Nie tylko właściciele mieszkań chcą maksymalizować swój zysk kosztem pracownika, ale też przede wszystkim jego pracodawca.

Z perspektywy przedsiębiorcy, pracownik za swoją wypłatę może wynająć sobie średnie lub małe mieszkanie i zostanie mu trochę pieniędzy na życie. Pracownik godzi się na taką sytuację. W momencie podwyżki o te 800 zł, dochodzi do sytuacji w której zarobki pracownika są ponad ten optymalny poziom. Nie ma zatem powodu, żeby pracodawca nie obniżył z powrotem pensji pracownikowi, maksymalizując w ten sposób swój zysk. Taka obniżka najprawdopodobniej nie nastąpiła by z dnia na dzień, tylko powoli następowałaby jednocześnie z innymi zmianami na rynku.


Tak więc po wywaleniu podatków i składek, na dłuższą metę ani nie będziemy mieli tańszego mieszkania, ani tańszych towarów, generalnie realna wartość naszej wypłaty jakoś specjalnie się nie zmieni. Niestety nie oznacza to, że wrócimy do punktu wyjścia. Te wszystkie podatki i składki, których byśmy się pozbyli, finansują takie rzeczy jak emerytura, renta, opieka zdrowotna, czy wszystko co jest finansowane z podatku dochodowego, czyli np. edukacja. Wraz z pozbyciem się ich, pozbywamy się także tego co finansują. Więc ostatecznie, nie mamy wyższych pensji, nie mamy opieki zdrowotnej, nie mamy edukacji, nie mamy opieki zdrowotnej, nie mamy emerytury ani renty. W skrócie cofamy się do XIX wieku, albo jak kto woli, przenosimy naprzód, do cyberpunkowej dystopii, gdzie wszystkie te wymienione rzeczy są dostępne jedynie dla bogatych, lub też dla tych co chcą i mogą zadłużyć się na resztę życia (tak jak ma to miejsce dziś w USA).

Oczywiście argument w stylu „wolny rynek zapewni tani zamiennik publicznej służby zdrowia/edukacji” od razu odrzucam, bo 1. Patrz przykład USA, 2. W jaki niby sposób zlikwidowanie konkurencji w
postaci DARMOWEJ służby zdrowia/edukacji ma zmotywować przedsiębiorców do obniżenia cen tych usług? Gdy weźmiemy to wszystko pod uwagę, nie ma absolutnie nic zaskakującego, że takie pomysły postulują organizacje i partie, których zwolennicy to zwykle bananowe dzieci z łatwym startem, nieraz od urodzenia ustawione do końca życia, albo po prostu młodzież, która jeszcze nie doświadczyła na własnej skórze, że wolny ryneczek i kapitalizm to nie jest żadna wolność i szacunek do jednostki, tylko zdeptanie tej jednostki w imię zysku finansowego.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
ReptylWojciech Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wojciech
Gość
Wojciech

Czy wolny rynek nie spowodowałby obniżki cen mieszkań spowodowaną zwiększoną konkurencją wśród właścicieli ???
Z góry dziękuję za odpowiedź.
Bardzo dobry artykuł.

Reptyl
Gość
Reptyl

Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję. Nie jestem pewien co masz na myśli pisząc “zwiększona konkurencja”. Jeśli chodzi o deregulację, to być może pojawiły by się tanie mieszkania, ale raczej kosztem ich jakości. Już teraz deweloperzy oszczędzają na czym się da. Poza tym mieszkanie to jest coś czego ludzie bezwzględnie potrzebują, tj. jeśli mogą to na pewno wybiorą mieszkanie zamiast bezdomności, nawet jeśli musieliby się w związku z tym zadłużyć, zrezygnować z zakupu innych rzeczy, itd. W związku z tym deweloper/właściciel nie ma powodu żeby obniżyć cenę, ponieważ popyt na mieszkanie zawsze będzie (no chyba, że mieszkań będzie dużo więcej niż… Czytaj więcej »