Artykuł

Krytyka Totalizmu – cz. 2

Ostatni artykuł poruszył totalistów do tego stopnia, że napisali w odpowiedzi aż 4 artykuły (Towarzysz Rafał, Towarzysz Arek i Towarzysz Formbi). Problem z ich ripostą polega na tym, że popadają w tą pułapkę, w której popadnięcie sugerują opcji demokratycznej. To znaczy wykreowali wręcz „anarchistycznego potwora”, którego łatwo obalić argumentami. Niniejszy tekst to kontynuacja Krytyki Totalizmu jak i odniesienie się do nowych argumentów wysuwanych przez totalistów.

Irracjonalizm definiowania wspólnego interesu

Towarzysz Arek w jednej ze swoich odpowiedzi na mój artykuł wysilił się na podanie różnicy między interesem uśrednionym a interesem wspólnym. O ile do samego obrazowego przedstawienia różnicy między tymi pojęciami, nie ma do czego się przyczepić, o tyle należy zadać sobie pytanie czy ustalanie wspólnego interesu jest możliwe w systemie socjalistycznego totalizmu.

Otóż autor krytyki opcji demokratycznej obszernie przedstawia koncepcję partii- złożonego z wyedukowanych specjalistów organu władzy- która miałaby realizować wspólny interes w oparciu o socjoekonomiczne analizy rzeczywistości. Pytanie jakie natychmiast się rodzi, to czy możliwym jest by eksperckie grono, które mogłoby się składać z nawet najtęższych umysłów, mogłoby w sposób nakazowy rozstrzygać jaki jest wspólny interes robotników? Czy dysponują oni jako eksperci możliwością definiowania wspólnych interesów jakiejkolwiek grupy społecznej nie pytając jej nawet o zdanie? O ile ogólny interes klasy robotniczej da się wydedukować samą analizą kapitalistycznego systemu klasowego gdzie każdy co bardziej wnikliwy obserwator zauważy antagonizmy między klasą burżuazyjną a klasą robotniczą, które to klasy posiadają sprzeczne ze sobą interesy. To się tyczy makroskali – natomiast w codziennej rutynie rządu centralnego nie da się w sposób czysto dedukcyjny i analityczny dojść do tego jaki jest wspólny interes robotników choćby w kwestii reformy systemu edukacji, czy to w kwestii zbudowania nowego węzła komunikacyjnego między miastami, albo też w sprawie poprawienia warunków pracy w fabrykach. Nie da się takich analiz przeprowadzać zza biurka i drogą zdroworozsądkową, bez sięgania do opinii publicznej ustalić czy dana droga jest potrzebna, czy w danym zakładzie pracy pracownicy mają odpowiednie warunki, czy też dany system edukacji faktycznie jest efektywny – przy czym w kwestii ostatniego odpowiedzią nie będzie „przecież są egzaminy” ponieważ udowodniono już dawno temu, że egzaminy nie świadczą o stopniu przyswojenia wiedzy a jedynie o tym ile uczeń jest w stanie zapamiętać na jeden dzień, jest to wiedza typowo odtwórcza.

Partia w duchu idei totalistów musiałaby posiadać wszechwiedzę o warunkach pracy robotników, jednocześnie pozbawiając tychże robotników prawa do demonstrowania swoich potrzeb w kwestii warunków w jakich pracują. System taki nie różni się niczym od działania współczesnej korporacji kapitalistycznej, której to zarząd ustala biznesplan, któremu każdy pracownik musi się w pełni podporządkować. To zarząd nadaje kurs w jakim podąża korporacja, dysponuje kapitałem jaki przydzieli poszczególnym filiom, a pośrednio także decyduje o tym jakie wymagania są stawiane przed pracownikami by zrealizowali plan. Socjalistyczny totalizm to więc kapitalizm państwowy a nie socjalizm jako taki. Gdzie partia pełniłaby rolę de facto takiego zarządu korporacji, który ustala plan, normy i warunki pracy.

Totaliści cały czas pomijają kwestię tego jak taka KorpoPartia miałaby się uchronić przed samoistnym uwłaszczeniem jako ci, którzy posiadają kapitał. Jako marksiści powinni rozumieć, że podział społeczeństwa oparty na różnej relacji względem środków produkcji to podstawa podziałów klasowych. Tak więc biurokracja partyjna stałaby się nową klasą rządzącą, a klasa robotnicza tak jak była klasą uciskaną, tak nadal by nią pozostała. Robotnicy zmieniliby tylko właściciela ich pracy. Partia totalna nie miałaby żadnego interesu by poszerzać grono posiadaczy środków produkcji, a wręcz zawężałaby to grono w rękach coraz to węższej grupy elit partyjnych.

Totaliści zgrabnie uciekają od tego na jakiej zasadzie będą definiować wspólny interes, uciekając do stwierdzenia, że da się na drodze czystej analizy społeczno-gospodarczej wywnioskować jaka polityka jest właściwa. Tymczasem sami ekonomiści przyznają, że analizy ekonomiczne polegające na próbie przewidzenia zachowania się gospodarki w reakcji na innowacje – przy współczesnym lub szybszym tempie innowacji – jest nierealne. Takowi „analizatorzy” musieliby posiadać zdolność jasnowidzenia jak nowe technologie będą oddziaływać na te już używane.

Interes robotników a dyktatura specjalistów

O ile realnym jest założenie, że początkowo partia wspomniana przez totalistów mogłaby rzeczywiście składać się z rewolucjonistów, którym przyświeca idea budowy socjalizm, a następnie komunizmu. Natomiast bez weryfikacji przez klasę robotniczą, w miarę kolejnych przemijających liderów nie da się uniknąć, że partia ulegnie degeneracji wynikającej z karierowiczostwa, które jest nieuniknione – szczególnie w systemach opartych o totalitarny model państwa.

Partia awangardowa nie musi być elitarna czego dowiódł Lenin. Awangardowość partii polegać powinna przede wszystkim na żywej aktywności marksistów w partii robotniczej, którzy dbali by o ideologiczną edukację członków organizacji. Awangarda nie może być kliką rządzącą, która w wyniku bliżej nieokreślonego procesu weryfikacji stawałaby się organem będącym ponad społeczeństwem. Sam elitaryzm ogranicza możliwość popularyzacji marksistowskiego poglądu. Wynika to z prostego faktu, że elita partyjna naturalnie dąży do zgromadzenia wokół siebie jak największej władzy i w jej interesie bynajmniej nie jest by tę władzę oddawać. Przykładem tego jest Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego, która mimo szczerych chęci Józefa Stalina, który postulował kilkukrotnie by partia zrzekła się władzy na rzecz Rad Robotniczych, nie był w stanie powstrzymać aparatu partii przed dalszym zagarnianiem władzy.


„Piątą właściwością projektu nowej Konstytucji stanowi jego konsekwentny i do końca utrzymany demokratyzm. (…) Nie istnieją dla niego obywatele czynni lub bierni, dla niego wszyscy obywatele są czynni. Nie uznaje on różnicy między prawami mężczyzn i kobiet, „osiadłych” i „nie–osiadłych”, posiadających i nie posiadających, wykształconych i niewykształconych. Wszyscy obywatele są dla niego równi pod względem swoich praw. Nie stan majątkowy, nie pochodzenie narodowe, nie płeć, nie stanowisko służbowe, lecz osobiste zdolności i osobista praca każdego obywatela określają jego położenie w społeczeństwie.” (J. Stalin „O projekcie Konstytucji ZSRR”- str. 14).

Czym tak naprawdę jest opcja demokratyczna

Demokracja jest przede wszystkim podstawą socjalizmu. Nie da się wcielić w życie uspołecznienia środków produkcji bez demokratyzacji państwa, bez popadania w wewnętrzne sprzeczności. Tworzenie takich totalitarnych oksymoronów porównać można do zaklinania rzeczywistości, polegającym na zgrabnym zabiegu zmiany znaczenia pojęć. To co faktycznie jest nacjonalizacją gospodarki w rękach biurokracji państwowej – totalista nazwie „uspołecznieniem środków produkcji”. To co faktycznie jest państwem korporacyjnym – totalista nazwie „socjalistycznym planowaniem naukowym”. To co faktycznie jest zamordystycznym państwem policyjnym – totalista nazwie „obroną socjalizmu”. Za przeproszeniem, ale obroną czego?

Socjalizm naukowy to przede wszystkim uspołecznienie środków produkcji polegające na tym, że to robotnicy stają się posiadaczami tychże środków. Nie chodzi tu jednak o syndykalizm, gdzie robotnicy stają się nowymi rozdrobnionymi posiadaczami w postaci trustów. Robotnicy jako klasa w takowej uspołecznionej gospodarce posiadają środki produkcji a na swoich przedstawicieli wybrać mogą delegatów, którzy zajmowaliby się takim zarządzaniem na co dzień. Kluczowa jest tu jednak obieralność takich delegatów. Środki produkcji nie należą do robotników jeśli robotnicy nie mają nic do powiedzenia w kwestii ich wykorzystania. Zabieg totalistów polegający na nazwaniu partii- „robotniczą”- ich zdaniem załatwia cały problem. Tymczasem co by tą „robotniczość” partii definiowało poza zapisaną w statucie nazwą? Zabieg ten jest porównywalny do taktyki Bela Kuna, który w rewolucyjnym optymizmie uznał, że pozostawiając starą nadbudowę systemu burżuazyjnego- zmieniając nazwę Armii Węgierskiej na Armię Czerwoną, urzędników na komisarzy ludowych a posiadaczy ziemskich na komisarzy chłopskich – zmieni kapitalizm w socjalizm samą zmianą nominalnych nazewnictw.

Socjalizm naukowy to nie anarchizm – to udemokratycznienie gospodarki i nauka robotników jak rządzić państwem. Państwo nie jest w stanie uczyć robotników takowego rządzenia jeśli nie mają oni bezpośredniej szkoły w postaci realnie podejmowanych decyzji. Robotnicy mogą nauczyć się rządzić tylko poprzez praktykę. Stąd cały socjalizm to demokracja przedstawicielska, która w miarę postępu świadomości społecznej powinna ulegać coraz większej demokratyzacji. Ograniczenie demokracji w działaniu ma prawo bytu wyłącznie w okresie porewolucyjnym gdy wciąż jeszcze istnieją wewnętrzne organizacje zbrojne chcące obalić nowy system i istnieje groźba interwencji zagranicznej. Jednak jak najszybciej po tym okresie należy ustanowić demokrację przedstawicielską w duchu dyktatury proletariatu, w odróżnieniu od dzisiejszej demokracji przedstawicielskiej- będącej dyktaturą burżuazji.

„Kiedy nie będzie klas społecznych, które trzeba trzymać w uległości, kiedy nie będzie panowania jednej klasy nad drugą i walki o byt, mającej swe źródło we współczesnej anarchii produkcji, kiedy usunięte zostaną wynikające stąd starcia i akty przemocy, wówczas już nie będzie do kogo stosować siły i represji, wówczas zniknie potrzeba władzy państwowej, spełniającej obecnie tę funkcję. Pierwszy akt, w którym państwo wystąpi jako rzeczywisty przedstawiciel całego społeczeństwa —przekształcenie środków produkcji we własności społeczną —będzie jego ostatnim samodzielnym aktem jako państwa. Wtrącanie się władzy państwowej do stosunków społecznych stopniowo stanie się zbędne i ustanie samo przez się. Na miejsce rządzenia osobami staje zarząd rzeczami i kierownictwo procesami wytwórczymi. Państwo nie zostaje „zniesione”, ono obumiera” (F. Engels, „Anty-Duhring”, str. 328).

Historia ZSRR pokazuje, że zbyt długo istniejąca mono-partia prowadzi do zastąpienia rewolucyjnej awangardy przez biurokratycznych karierowiczów. Lenin i Stalin o tym wiedzieli, jednak zbyt długo zwlekali z demokratycznymi reformami systemu. W cytowanym wyżej tekście Stalina, mówi on w pozostałej części także o tym, że należy filtrować partię z karierowiczów. Jednak jak pokazują wydarzenia z lat późniejszych – nie jest to osiągalne ustawowo, jeśli natura partii sama działa jak magnes na takowe osoby. Mono-partia jest skazana na karierowiczów, skoro jest jedynym w takim państwie ośrodkiem gdzie pragmatycy mogą realizować swoje egoistyczne potrzeby.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Gabriel Nazarowicz Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Gabriel Nazarowicz
Gość
Gabriel Nazarowicz

Nie znam za bardzo światopoglądów osób o których tutaj mowa, ale moim zdaniem to kolejny bardzo dobry artykuł. Merytorycznie jak najbardziej poprawny. Z tego co pamiętam Tow. Arek w ostatnim swoim artykule, pisząc o kierowaniu społeczeństwem, odwoływał się do cybernetyki. Nie od dziś wiadomo, że zyskała sobie ona silne państwowe uznanie w okresie wzmożonej biurokratyzacji krajów bloku komunistycznego. Można śmiało powiedzieć, że cybernetyka jako nauka o kierowaniu społeczeństwem jako takim była oficjalną ideologią ówczesnej klasy biurokratycznej, i wraz ze wzrostem jej popularności, malało znaczenie samego materializmu dialektycznego. Nieprzypadkowo. Swoją drogą z tego co mi wiadomo wielu cybernetyków było i jest… Czytaj więcej »