Artykuł

Jak przebić się przez mury

« I am in a very dark place presently

Light up the night until Victory »

Julian Assange, w liście do działaczki Wikijustice, 17 sierpnia 2019

Monika Karbowska

Jak przebić się przez mury – od „Ciemnego miejsca” do niezwykłego spotkania 

Proces Juliana Assange’a 21 października

Gdy w maju 2019 roku zaczęłam zajmowac się „aferą” Assange’a, miałam zamiar jedynie odkręcić zakręconą wokół niego „szwedzką pętle”. Moim celem było jedynie « wyczyszczenie » « mojego » feminizmu co do którego myślałam od pewnego czasu że idzie z złym kierunku poprzez poddanie się różnym manipulacjom i wpadanie w polowanie na czarownice – właściwie w polowanie na facetów – równie medialne co bezproduktywne, a na przyszłość także niebezpieczne. Potem przyszło długie lato w czasie którego człowiek Julian Assange tak bardzo zniknął z widoku, że można było rzec że jest widmem, chimerą albo… wymysłem mediów.

W tym to czasie dołączyłam do stowarzyszenia Wikijustice które narodziło się w łonie ruchu Żółtych Kamizelek. W tej grupie mogłam się podzielić od dawna przemyślanymi wątpliwościami związanymi ze sprzecznościami w historii sprawy. Na przykład wydarzenia wokół ekwadorskiej placówki dyplomatycznej od dawna wydawały mi się niewiarygodne, co jest związane z moim doświadczeniem tego środowiska.1 Doświadczenie represji antyzwiązkowej w formie procesu o kradzież jaki przeszłam w Grecji w latach 2009-2013 naturalnie krytycznie nastawiały mnie do profesji adwokatów. Pamiętałam lekcje koleżanki, wielkiej działaczki o prawa człowieka z Wałbrzycha która nauczyła mnie jak wygrywać sprawy polityczne bez adwokatów, za to z trzeźwym umysłem. W analizie przypadku Assange’a każdy z nas w komitecie Wikijustice posługiwał się bogatym doświadczeniem politycznym i osobistym. Następnie staraliśmy się zrozumieć jego jako człowieka – przeanalizowaliśmy jego osobowość, jego historię, jego rodzinę, jego otoczenie…

Tym sposobem, odkrywając że Julian Assange w dużym prawdopodobieństwem wychował się w strasznej sekcie, the Family Cult2, zrozumieliśmy lepiej jego samotność, brak prawdziwych bliskich. Matka jego pozostała być może do dziś, pod wypływem tej ciągle istniejącej organizacji protegowanej przez polityczne i społeczne elity Australii. Julian Assange w różnych wywiadach wypowiadał się że „ojciec to dla niego abstrakcja”3 i nigdy nie pojawił się publicznie w towarzystwie Johna Shiptona. Jednakże dzisiaj człowiek ten podaje się za jego ojca biologicznego i posiada dziwnie uprzywilejowany dostęp do Juliana Assange’a w wiezieniu poprzez zarządzanie jego „visitor list”4. Poza tym, John Shipton szefuje od 2014 roku Wikileaks Party i posiada od 2006 roku nazwę domeny Wikileaks.org poprzez amerykańską firmę Dynadot5. Często mamy wrażenie że jego rolą jest odseparowanie więźnia od wszelkich kontaktów z organizacjami społecznymi. Julian Assange’a nie wspierają ani jego dorosłe dzieci, ani żadne towarzyszki życia, matki tychże dzieci ani żadni inni czy inne przyjaciele i przyjaciółki w dzieciństwa i z drogi życia. Jest to człowiek którego absolutna społeczna izolacja jest wręcz nieprawdopodobna. Odkrywając to zrozumieliśmy że « Afera Assange’a » to prawdopodobnie w genialny sposób rozłożona na 10 lat „extraordinary rendition”6 której celem była publiczna nagonka, izolacja, a następnie zamknięcie tego człowieka aby jego złamać fizycznie i psychicznie i wysłać do „czarnej dziury” – nieważne czy to „dark place” to wiezienie Belmarsh czy… tu wstaw jedną z licznych legalnych i nielegalnych baz amerykańskich w Europie. Koniec końców człowieka na wykończeniu będą sądzić pod jego nieobecność, jego adwokaci będą go bronić pro forma, a następnie przetransportuje się go Guantanamo podczas gdy chór dziennikarski odśpiewa nam starą śpiewkę: „takie jest życie nic nie można zrobić, system jest taki silny…” Cyniczny vice przewodniczący amerykańskiej agencji Stratfor już w 2010 roku ogłosił ze losem Juliana Assange”a ma być zostać „doskonałą żoną w więzieniu” czyli niewolnikiem seksualnym w hierarchii więźniów.

Zrozumieliśmy działanie piekielnej machiny i postanowiliśmy włamać się do niej by przerwać jej tryby. Tak więc udałam się do Londynu by być obecna na 4 rozprawach sądowych Juliana Assange”a od 20 września do 21 października w Westminster Magistrate Court. Przy okazji dowiedziałam się wiele o towarzyszach niedoli Assange’a na listach ekstradycyjnych: o Polakach, Rumunach i innych wschodnich Europejczykach sądzonych ekspresowo w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania, często pod nieobecność oskarżonych, bez adwokatów, bez tłumaczy, nie rozumiejąc co się dzieje, przed przerażonymi i milczącymi członkami rodzin patrzącymi na ten spektakl horroru z miejsca na widowni. Podczas gdy wypatrywałam aż sąd wezwie oskarżonego Julian Assange’a czekającego na ekstradycję do Stanów Zjednoczonych, 20 września, 11 i 18 października, machina sądowa decydowała bezlitośnie o losach wschodnioeuropejskiego proletariatu w Wielkiej Brytanii – 10 minut maksimum na życie każdego człowieka. Pod koniec to już nawet młodzi adwokaci którzy starali się ratować jak mogli tych robotników mówili między sobą że to czystka przed Brexitem.

W tym czasie wysyłaliśmy liczne prostety – do sądów, do administracji więziennej- oraz nasz pierwszy kompletny raport o sytuacji Juliana Assange’a. Protestowaliśmy przeciwko licznym pogwałceniom jego praw ludzkich, takich jak nie dostarczanie listów, paczek, pieniędzy wysyłanych do wiezienia przez ludzi dobrej woli. Domagaliśmy się aby administracja więzienna pokazała, że jeszcze jest żywy, że go nie zamordowano w jakiejś izolatce albo szpitalu psychiatrycznym. I wygraliśmy w końcu ten proces : administracja brytyjska została zmuszona do fizycznego pokazania Juliana Assange’a w sądzie 21 października. Wieść, że nikt go nie widział od kilku miesięcy i że nie wiemy czy jeszcze żyje zaczęła roznosić się bowiem po Europie. A administracja brytyjska nie lęka się skromnych poszturchiwań ONZ-owskich komitetów od praw człowieka, lecz tu zaczął się budzić gniew ludu który jest zdecydowanie innego kalibru. Widok Żółtych Kamizelek szturmujących wóz policyjny przewożący Assange’a, zapewne dał elitom brytyjskim przedsmak tego czym może być rewolucja.

Tak więc 21 października 2019 roku wczesnym rankiem przybyłam pod Westminster Magistrate Court, mając jeszcze nadzieję, że adwokaci Juliana Assange’a poproszą o jego zwolnienie, co jest prawnie jak najbardziej możliwe, według tego co powiedzieli nam polscy adwokaci wyspecjalizowani w ekstradycjach. Być może dziś wieczór będzie on wolnym człowiekiem… Razem z koleżanką z Wikijustice przygotowałyśmy kartki z wiadomością jaką chcemy mu przekazać w odpowiedzi na jego SOS wysłany nam latem. Zamierzałyśmy pierwotnie pokazać nasze karteczki do okien samochodu prywatnej firmy wyspecjalizowanej w transporcie więźniów która dowozi oskarżonych do sądu pobocznym wejściem. Ale wnet zrozumiałyśmy, że będzie tyle policji że nasza akcja może stać się niemożliwa i zbyt niebezpieczna – może uniemożliwić nam uczestnictwo w rozprawie.

Udałyśmy się więc o 8:15 do pobliskiej kawiarni. Wkrótce potem… kogo widzimy? Do kawiarni wchodzi adwokatka Juliana Assange’a sollicitor Gareth Peirce razem z jego barristerem adwokatem Markiem Summersem7. Kawiarnia jest mała, nie możemy uniknąć faktu, że słyszymy jak Gareth Peirce instruuje swojego współpracownika jak ma bronić Juliana Assange’a już za godzinę. W tym publicznym miejscu widzę wyraźnie plik kartek A4 na których najważniejsze argumenty podkreślono żółtym flamastrem. Myślę nagle jak bardzo Julian Assange był nieufny, jak obawiał się bycia śledzonym, jak starał się chronić przed inwigilacją, do tego stopnia że przez lata nie nawiązał kontaktów z nowymi ludźmi i ciągle polegał na tych samych którzy przegrywają jego sprawę od 10 lat. A tutaj osoby te siedzą przede mną w miejscu publicznym i dyskutują o jego przypadku o stoliczek od mojego krzesła. Jako działaczka nie używam ukrytych kamer ani żadnego sprzętu tego typu który dzisiaj jest dostępny dla wszystkich. Lecz w tym momencie każdy kto chciał mógł po prostu dyskretnie nagrać tak ważną rozmowę adwokatów Julian Assange’a.

Gdy o 8:45 podchodzimy do sądu, około 50 osob stoi już w kolejce do wejścia. Inni przygotowują transparenty, tabliczki z napisami « Free Assange » oraz ulotki z jego podobizną. Wydaje się to nam sympatyczne aż w końcu rozumiemy, że organizacja „komandoska” ma za zadanie zajęcie miejsc w kolejce tak aby nikt inny nie mógł wejść do sądu i uczestniczyć w rozprawie. Tym sposobem widzimy że pewni « znani ludzie » jak Kristinn Hrafnson czy Craig Murray pomimo tego , że przyszli po nas otrzymują miejsce tuż przy wejściu gdyż natychmiast młoda działaczka trockistowskiej grupy SEP odstępuje im swoje. Panowie rozmawiają między sobą i zajmują to miejsce tak jakby im się należało nie dziękując jej nawet. Niestety bardzo podobnie będzie na sali sądowej. Grecka działaczka która na portalach społecznościowych używa pseudonimu « Greekemmy » zarządza grupą podległych jej kobiet których zadaniem jest zajęcie miejsc i odstępowanie ich w miarę jak pojawiają się spóźnieni „ważni ludzie” – John Pilger, Ken Livingstone, Vaughan Lockart Smith, a potem Francuzi którzy przybędą z autobusami Żółtych Kamizelek Juan Branco i Maxime Nicolle. Gdy wchodzi taki « ważny », Greekemmy krzyczy « substitution » i jedna z kobiet wstaje i oddaje swoje miejsce. Uważam że takie zajmowanie miejsc jest nieuczciwe i nielegalne. Każdy ma prawo wejść na salę sądowa i być obecnym na publicznej rozprawie. Nikt z ulicy nie ma prawa rządzić kto może się dostać na salę sądu a kto nie. Nawet w Polsce nikt by się na to nie zgodził. Greekemmy robi zresztą rzeczy jeszcze bardziej karalne: gdy wypatrzy na sali sądowej albo na korytarzu kogoś kogo nie zna, natychmiast żąda nazwiska i danych tej osoby podając się za autorytet w sądowy. Takie zbieranie cudzych danych w miejscu publicznym podając się za emanacje władzy jest nielegalne w świetle praw o ochronie danych osobowych. To jedna z wielu dziwnych rzeczy w kontekście walki o Juliana Assange’a. Rzecz ta ma jednak ważne konsekwencje gdyż uniemożliwia ludziom z organizacji społecznych bycie świadkami na jego procesie.

Zresztą jedna z działaczek trockistowskich rozdaje w kolejce ulotki podszeptując obecnym że nie ma co starać się wejść do sądu gdyż nie będzie miejsca dla wszystkich, sala numer trzy ma tylko 13 miejsc dla publiczności. Wiem, że to niestety prawda, ale nie poddaję się. Przechodzimy przez wykrywacz metalu razem z rodzinami dzisiaj sądzonych Polaków i Rumunów. I tu odkrywamy że plotka rozpowszechniona w kolejce jest nieprawdziwa: rozprawa odbywa się w sali numer jeden, znacznie większej. Biegniemy na pierwsze piętro. Sala jest większa, ale 40 osób czeka przed drzwiami. Greekemmy negocjuje już z firmą ochroniarską żeby « ważni ludzie” stojący obok niej weszli pierwsi. Wśród podopiecznych Greekemmy poznaję Jennifer Robinson, byłą medialna adwokatkę Assange`a, nie ma natomiast Christine Hawkins Assange ani Johna Shiptona. Greekemmy nie może więc twierdzić że reprezentuje „rodzinę” Juliana Assange’a. W tej chwili mamy takie same prawa wejścia na salę sądową jako publiczność. Urzędnicy sądu wpuszczają na salę dziennikarzy którzy uprzednio pokazali legitymacje prasowe w sekretariacie. Tłum zaczyna napierać na drzwi i Greekemmy także uczestniczy w akcji popychając mnie i ciągnąc mnie za ubranie abym pozostała w tyle. Krzyczy do mnie że „nie jestem zarejestrowana na liście”. Odpowiadam jej po grecku że nie ma żadnej listy, że jest to proces publiczny i każdy ma prawo wejść. Wtedy kobieta odgraża się, że powie wszystkim kim jestem, sugerując że jestem „zinfiltrowana”. Odpowiadam jej że każdy wie kim ja jestem, jestem znana w Grecji, może się zapytać moich znajomych działaczy, podaję jej nawet nazwy organizacji lewicy greckiej i działaczy z którymi współpracowałam. Napięcie rośnie i greckie koleżanki Greekemmy także zaczynają mnie atakować. Natomiast „ważne osoby” dla których Greekemmy wykonuje brudną robotę strażnika nie zwracają uwagi ani na nią ani na mnie. Są tak pewne siebie że wejdą na salę że spokojnie rozmawiają między sobą.

Nagle ochroniarze i urzędniczka sądu otwierają drzwi i wpuszczają pierwsze dziesięć osób. Dostaję się na miejsce widowni za szybą, na tyłach sali posiedzenia. Jest około 40 miejsc, siadam w drugim rzędzie po środku i nie ruszę się z tego miejsca przez kolejne dwie godziny. Tłum szybko wypełnia sale i Greekemmy zaczyna akcje « substytucji » dla jej „ważych osób” – tym sposbem Francuz Juan Branco dostaje miejsce miedzy Kenem Livingstonem a Johnem Pilgerem pomimo tego że przychodzi grubo spóźniony podobnie zresztą jak obaj panowie oraz lider Zółtych Kamizelek Maxime Nicolle. Vaughana Smitha, bizesmena który gościł oraz więził Juliana Assange’a na swojej farmie Elligham Hall w latach 2010-2011 według angielskiego feudalnego systemu „gwarancji prawnej” – za emigranta wypuszczonego za kaucją odpowiada Anglik który pilnuje więźnia w swoim domu8-, Greekemmy przedstawia jako „najbliższego przyjaciela Juliana Assange’a”. Rosły mężczyzna siada w czwartym rzędzie na miejscu innej kobiety.

Jest gorąco, czekamy ściśnięci w bezruchu, chce się pić gdyż nie wolno wnosić butelek z wodą. Czas upływa a nadal rozprawa nie rozpoczyna się. Widzę Gareth Peirce i Marka Summersa którzy zakończyli seans w kawiarni. Za nimi siedzi młoda asystentka Peirce oraz wysoki mężczyzna który okaże się być Alistar Lyon, współpracownik Gareth Peirce i być może obrońca Assange’a na kolejne rozprawy. Poznaję także Clair Dobbin, request barrister reprezentującą interesy Amerykanów którą zidentyfikowałam na rozprawie 11 października. Rozumiem teraz, że prokurator królewski siedzi w pierwszej ławie na przeciwko sędziego, po jego lewej stronie zasiadają adwokaci obrony a po jego prawej adwokaci oskarżenia. Sekretarz sądu, starszy człowiek, zasiada za biurkiem z komputerem pomiędzy katedrą sędziowską a ławą obrońców i nie będzie wcale zabierał głosu w odróżnieniu od wszystkich spraw ekstradycyjnych które do dzisiaj widziałam, w czasie których urzędnik ten posiada ważną władzę organizacji rozpraw. Tym razem młoda i elokwentna pani sędzia regionu Vanessa Baraitser będzie wiodła prym politycznego show. Około trzydziestu dziennikarzy gnieździ się na tyłach sali tuż przed szybą oddzielająca publiczność. Lecz kim są ci mężczyźni, trzech młodych i jeden starszy, wysocy, uśmiechnięci i dobrze ubrani którzy zajmują miejsca w ostatniej ławie przed dziennikarzami? Korzystają z tego czasu czekania by omówić ważne sprawy z Clair Dobbin i jej współpracowniczką a następnie z prokuratorem. Cała grupa gromadzi się z kącie sali tak aby dziennikarze nie mogli ich usłyszeć. Nagle rozumiem co się dzieje. To główni oskarżyciele. Amerykanie? Po rozprawie podejdę do nich prosząc o ich nazwiska ale nie będą chcieli odpowiedzieć, wychodząc wyraźnie zadowoleni z rozprawy. Zrozumiałam że opóźnienie rozprawy służy im, daje im czas na rozmówienie się oraz na dyskusje kuluarowe ze stroną brytyjską. W sprawie Juliana Assange’a nigdy nic nie dzieje się przypadkowo.

Ochroniarze a także sędzia Vanessa Baraitser zawiadamiają nas: ktokolwiek wykona jakikolwiek ruch zakłócający rozprawę zostanie natychmiast usunięty a rozprawa odroczona. Nie możemy więc sobie pozwolić na pokazanie Julianowi naszych informacji na koszulkach. Następnie sprawy toczą się bardzo szybko. Po lewej stronie sali Julian Assange wchodzi do miejsca oskarżonych za szybą. Siada na końcu, przy szybie, na przeciwko swoich obrońców. Stoi podczas gdy my wstajemy gdy sędzia wchodzi na salę. Wszyscy jesteśmy wzruszeni. Oto go z końcu widzimy… Odwraca głowę w kierunku publiczności i podnosi lewą zaciśniętą pięść. Wielu z nas, także ja, odpowiadamy na jego rewolucyjny gest. To wszystko co nam wolno zrobić. Ochroniarka stoi przed nami i mówi że od tej pory nie wolno nam już nic. Show się zaczyna.

Julian Assange jest wysoki, lekko przygarbiony ale nie wydaje mi się że jest tak chudy jak mówią niektórzy – jeśli rzeczywiście stracił 15 kilo wyglądałby bardziej mizernie. Miedzy nami a nim jest około 30 metrów i dzielą nas dwie szyby. Nie widać go w całości gdyż dolna część ławy oskarżonych jest zasłonięta. Ubrany jest w jasno niebieski sweter, szare spodnie, białą koszulę z kołnierzykiem wpuszczonym w sweter oraz granatową marynarkę. Tym razem, w odróżnieniu od posiedzenia 11 października, pozwolili mu się ogolić i dobrze widać jego twarz. Jego jasne włosy są obcięte według stylu który nosił jak był młodszy, w latach 2007-9 jeszcze na wolności – zaczesane to tylu i bez grzywki. Przez 45 minut patrzy przed siebie – na obronę, sędzinę, oskarżycieli. Ponieważ siedzę pośrodku sali na wprost sędziny, widzę bardzo dobrze jego prawy profil. Trzeba przyznać że ma wyraz twarzy bardzo, bardzo smutny, bardzo przybity. To ten sam człowiek co w 2010 roku lecz wygląda jakby miał 60 a nie 48 lat. Oczywiście nie jest dziwne, że stracił beztroskę lat wolności, uśmiech i poczucie humoru o którym tyle wtedy mówiono. Oczywiście taki smutek pojawił się u niego od lat więzienia w dziwnym lokalu placówki ekwadorskiej, usytuowanym dziwnym trafem w tym samym budynku na tym samym piętrze co przyjaciele Amerykanów – Kolumbijczycy. Ale dzisiaj jest to smutek jeszcze większy człowieka zdradzonego i osamotnionego. Przez 45 minut nie pojawi się na twarzy Juliana Assange’a ani jeden uśmiech, ani jedna oznaka porozumienia z widownią. Julian Assange ani razu nie spojrzy w stronę „ważnych ludzi”. Nie pozdrowi ich, nie przekaże im żadnego znaku porozumienia. NIGDY. Także nie pozdrowi ani Gareth Peirce ani Marka Summersa. Żadnego kontaktu przyjacielskiego z nimi.

Widzę dobrze jego twarz. Ma okrągłą brodę, cofnięta do tyłu tak jakby zaciskał szczęki ze strachu cały czas. Widzę dobrze jego prosty nos, profil jak na zdjęciach z lat 2010-11. Oczy ma ciemne, szaro niebieskie. Musze powiedzieć że w odróżnieniu od wielu komentatorów nie mam wrażenia że ma martwy wzrok. Odwrotnie, odczuwam u niego wielką siłę, opór i wytrzymałość. W rzadkich chwilach kiedy wstaje lub pochyla się do szyby by pokazać, że chce rozmawiać z obrońcami, jego gesty mają pewien wdzięk tak jak w latach wolności. Człowiek ten nie poddaje się i ciagle jest sobą. Na kolanach trzyma plik kartek A4 ale nie będzie się nimi posługiwał na rozprawie. W którymś momencie wyciąga okulary z kieszenni marynarki, lecz wkłada je z powrotem. Niestety nie wiemy jaki jest stan jego wzroku, co widzi i czy nas widzi. Przez pierwszą częśc rozprawy Julian Assange zachowa tę samą postawę wycofaną co na nagraniu video z 11 października: kołysze się na krześle do przodu i do tyłu, trzyma ręce schowane pod pachami i założoną nogę na nogę. Lecz później, krótka przerwa zmieni jego postawę: zacznie uczestniczyć z tym co się dzieje, zbliży się do szyby, uważnie będzie śledził wypowiedziane słowa.

Zwraca moją uwagę kobieta która siedzi o cztery siedzenia za nim i patrzy się na niego z pewną łagodnością we wzroku tak jak pielęgniarka czuwa nad chorym. Nagle rozumiem że to strażniczka – policjantka albo ochroniarka z prywatnej firmy pilnującej więźniów. Szczegół ten pokazuje że nie jest możliwe żeby go dłużej przetrzymywali w Belmarsh – nawet strażnicy rozumieją że nie jest do miejsce dla niego, że nie jest niebezpiecznym więźniem. Przypominam sobie przypadek pana K., Polaka którego sądzono 18 października i który siedzi w Belmarsh za popełnione włamania. Wątpię by tę strażniczkę pozostawiono samą do pilnowania pana K. gdy pojawi się w sądzie na tej samej ławie co Julian Assange. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek Julian Assange wygląda na myszkę zagubioną w gnieździe żmij. Po przerwie pojawi się drugi strażnik który także spędzi całą rozprawę patrząc się w swój telefon. Dobroduszna postawa tych strażników zastanawia mnie. Oni pierwsi wiedzą wszystko o stanie psychicznym Julian Assange’a. A może rzeczony „dark place” to szpital psychiatryczny wewnątrz więzienia Belmarsh albo w innym miejscu?

Za mną siedzi rodzina emigranta który jest następny na liście sądzonych. Rozmawiają między sobą i nie są zadowoleni. Urzędniczka sądu wzywa ich by wyszli i zapewne tłumaczy im że ich bliski będzie sądzony po procesie politycznym. Opuszczają dwa miejsca które natychmiast zajmują kobiety od Greekemmy wygonione z sali po przybyciu Pilgera i Livingstona.

Rozprawa zaczyna się. Przedstawię tutaj co zrozumiałam. Nie jest bowiem łatwo zrozumieć wszystko co się dzieje gdyż sędzia, prokurator i obrońcy rozmawiają między sobą i nie mówią do publiczności według zasady że sąd sądzi z imieniu króla a nie z imieniu ludu, tak jak to się ma z krajach republikańskich Europy, do których zalicza się Polska. Najpierw Vanessa Baraitser wzywa oskarżonego by przedstawił się. Julian Assange wstaje ale ma trudności z wymienieniem własnego nazwiska. Urywa w pół słowa, a kiedy udaje mu się wymówić „Julian Assange” (zwraca naszą uwagę fakt, że 11 pździernika przestawił się jako Paul Julian Assange), wkłada wiele wysiłku by wyartykułować własną datę urodzenia. Mówi cicho, słabo go słychać, ale gdy udaje mi się usłyszeć poznaję jego głos i specyficzny akcent który jest ten sam co na jego licznych wystąpieniach publicznych lat 2010. W odróżnienniu od wielu Australijczyków Assange zawsze mówił angielskim zrozumiałym dla Europejczyków dla których angielski nie jest językiem ojczystym.

Vanessa Baraister mówi o postępowaniu sprawy, o procedurach i harmonogramie tego „case” – przypadku, który ustalono już pod koniec lipca. Wielokrotnie cytuje rozprawę 31 lipca, kiedy w środku lata nikt z nas nie był świadomy jak bardzo ważna była to data a adwokaci Assange’a swoim zwyczajem nic nikomu nie powiedzieli. „Ważni ludzie” byli wtedy na urlopach a my, działacze, martwiliśmy się tylko tym brakiem jakiejkolwiek informacji o stanie zdrowia więźnia politycznego. Wbrew temu co Greekemmy wykrzykiwała mi pod nosem 11 października, „technical hearing” – „rozprawy administracyjne” mogą być właśnie bardzo ważne. Pani sędzia oświadcza że „skarga Stanów Zjednoczonych doprowadziła do złożenia wniosku o ekstradycje przed rządem Wielkiej Brytanii”. Gdy pada informacja o drodze dyplomatycznej, oznacza to, że Julian Assange jest sądzony według konwencji dwustronnej o ekstradycjach pomiędzy Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Umowa ta pozostanie niezależnie od Brexitu w odróżnieniu od Europejskiego Nakazu Aresztowania. Natomiast w jej przypadku sąd będzie musiał rozpatrzyć sedno sprawy czyli „dowody” winy. W odróżnieniu od Europejskiego Nakazu Aresztowania kraj przyjmujący wniosek o ekstradycje nie ma obowiązku poddania się żądaniu drugiego kraju gdyż w każdy kraj zachowuje wtedy suwerenność.

Sędzia Vanessa Baraitser daję głos prokuratorowi koronnemu Lewisowi. Ogólnie oskarżenie będzie dysponowało trzy razy dłuższym czasem niż obrona – Mark Summers będzie miał 15 minut na rozwinięcie argumentów. Prokurator wstaje pomiędzy Summersem i Clair Dobbin. Na początku przedstawia skargę złożoną przez Stany Zjednoczone prowadzącą do wniosku o ekstradycje. Mówi że « naród Stanów Zjednoczonych poczuł się obrażony » opublikowaniem przez Juliana Assange’a tajnych telegramów dyplomatycznych. 19 tysięcy, 400 tysięcy… słynne liczby Wikileaks nadal mogę wywołać wrażenie. Ale my, którzy z niepokojem oczekiwaliśmy oskarżeń o „zdradę” niemal czujemy ulgę. Obraza nie jest przestępstwem…Prokurator dodaje że wykroczeniem jest fakt, że publikacje te umyślnie zawierały imiona i nazwiska ludzi którzy później z powodu tego ujawnienia zostali torturowani i uśmierceni przez wrogów.

To te same argumenty co w 2010 roku i wiadomo, że to nie prawda. Nawet ówczesny rząd Stanów Zjednoczonych musiał się przyznać że nikt nie stracił życia z powodów publikacji Wikileaks. Ale co mogliby dzisiaj wymyślić nowego w sytuacji kiedy ich oskarżenia gwałcą ich własne prawa o wolności słowa i publikacji? Muszą coś wymyślić by usprawiedliwić „obrazę” narodu amerykańskiego. Trudno im będzie usprawiedliwić „zdradę” kiedy można zdradzić tylko własny kraj a Assange nie jest obywatelem amerykańskim. Prokurator i sędzia odbywają dialog w sprawie dat rozpraw. Mowa jest o 2 maja, aresztowaniu i skazaniu za naruszenie zwolnienia za kaucją, o 14 czerwca, „extradition adress” czyli wniosek o ekstradycje, natępnie 31 lipca „case management,” rozprawa organizacyjna, wreszcie rozpatrzenie skargi i ważny dzień dla obrony – 18 października. Tak, 18 października wydarzyło się coś ważnego. Siedziałam tego dnia prawie cały dzień w sali numer 3, kiedy decydowano o ekstradycji niespełna 30 wschodnich Europejczyków. Nie widziałam Juliana Assange’a ani na żadnej liście ani na sali a jednak ważne rzeczy wydarzyły się pomiędzy adwokatami a sędziami. Niewykluczone, że był to termin składania dowodów obrony i że to zostało załatwione przez adwokatów poprzez bezpośrednie złożenie dokumentów do teczki sprawy. Z tego co rozumiem, prokurator żąda by obrona złożyła swoje wnioski w ciągu miesiąca a obrona prosi o termin trzech miesięcy.

Pani sędzia w końcu oddaje głos adwokatowi Markowi Summersowi który rozpoczyna swoje wystąpienie. Zaczyna przemawiać dość głośno lecz wkrótce niestety głos jego cichnie i pod koniec publiczność nie słyszy tego co mówi. Z tego co rozumiem podkreśla, że proces ma ważny charakter polityczny i będzie miał znaczące skutki dla osób zgłaszających naruszenie prawa i dla dziennikarzy śledczych. Mówi dobrze o wolności słowa ale nie jestem pewna czy jego pieknę słowa wnoszą coś nowego dla sytuacji Julian Assange’a gdyż nie atakuje on wprost argumentów oskarżenia o „obrazę” narodu amerykańskiego. Summers oświadcza że ważnym dowodem obrony będą nagrania “spanish contractors” czyli hiszpańskiej firmy ochroniarskiej która szpiegowała Juliana Assange’a w lokalu ekwadorskim. Aby mieć czas na złożenie tych dowodów Mark Summers prosi o odroczenie terminu. Zawsze jestem trochę podirytowana gdy adwokaci Assange’a protestują, że prywatna firma nagrywała ich rozmowy z klientem. A kiedy będą protestować że szpiegowano jego życie prywatne i nagrywano wszystko włącznie z chwilami najbardziej intymnymi? Kiedy z końcu ktoś kiedyś wytoczy proces do pogwałcenie prawa do życia prywatnego i prawa do dobrego imienia tym wszystkim którzy od lat szkalują Assange’a wyzywając go od gwałcicieli? Summers cytuje Chelsea Manning i mówi o konieczności kontaktów z adwokatami amerykańskimi. Chce kilka miesięcy więcej ale nie podaje żadnej konkretnej daty w lutym, marcu ani kwietniu. Podaje datę 18 grudnia, a jeśli sędzia udzieli jedynie dwóch miesięcy na złożenie wniosków obrony, to wtedy ten “full extradition hearing” – ostateczna rozprawa ekstradycyjna odbędzie się zgodnie z planem strony oskarżającej w lutym 2020 roku.

Pani sędzia powtarza głośno : “application for more time for evidence” – wniosek o odroczenie terminu na zebranie dowodów. Julian Assange patrzy się na to wszystko z pustym wzrokiem. Wydaje się być psychicznie nieobecny przy spektaklu. Ożywia się dopiero gdy sędzia zarządza przerwę by pozwolić jemu by jednak porozumiał się ze swoimi obrońcami. Mark Summers rzeczywiście skarżył się na utrudniony dostęp do niego w więzieniu. Jednakże adwokat nie składa wniosku o uwolnienie albo o zamianę więzienia i przeniesienie do więzienia w Wandsworth gdzie przebywają wszyscy ekstradowani. Polscy adwokaci tłumaczyli nam, że nie tylko przeniesienie jest prawnie możliwe, ale byłoby wskazane gdyż jest to reżim więzienny o niebo łagodnijeszy niż w Belmarsh – więźniowie zachowują kontakty społeczne, mogą znacznie łatwiej otrzymywać listy, paczki i wizyty. W tym momencie rozumiemy że w tym teatrze jakim jest sąd znany adwokat przede wszystkim dba o własną karierę. Nie będzie ryzykował więc reputacji prosząc o coś czego nie otrzyma. Więc nie prosi. Nie jest wykluczone że Juliana Assange’a skuteczniej by bronili ludzie mniej znani którzy nie ryzykują ani reputacji ani kariery.

Rozpoczyna się przerwa. Sędzia wychodzi, wszyscy wstają jak w szkole. Wtedy to ludzie od Greekemmy zajmują się sobą. Jedni idą się napić, drudzy do toalety, inni rozmawiają ze znajomymi i zajmują się własnym pijarem z dziennikarzami. Mało kto w tym momencie interesuje się Julianem Assangem. Oczywiście ja zostaje. Patrzę się na niego, uśmiecham się, niewiele więcej mogę zrobić niż ufać, że myśli mogą przebić mury. Wtedy widzę że zbliża się do szyby. Rozmawia najpierw z Gareth Peirce i Markiem Summersem a następnie Alistar Lyon pochyla się nad nim. Widzę że mnie widzi, taką rudą w kostiumie fioletowym, starannie dobranym by wyróżniać się z daleka – wiem jak to jest jak się słabo widzi, kolory są ważne. Julian Assange’a ma cieme smutne oczy. Koniec przerwy, wstajemy, pani sędzia wraca.

Powracamy do walki o daty. Prokurator żąda jednego miesiąca :”it is very easy to say more time”‘ – łatwo mówić więcej czasu. Summers prosi o więcej czasu ale zawsze mowa jest o 18 grudnia, dwa miesiące po tym ważnym dniu 18 października. Sędzia mówi że trzeba negocjować. Julian Assange zbliża się do szyby i tym razem słucha co się dzieje. Aktorzy gry o czas i specjaliści „case management”- „zarządzania przypadkiem” wyjmują terminarze jak na spotkaniu biznesowym. Jeśli złożenie dowodów obrony odbędzie się 18 grudnia, 18 stycznia odbędzie się “prosecution hearing” – „rozprawa oskarżycielska”, a następnie „full extradition hearing”, końcowa rozprawa ekstradycyjna będzie mogła się odbyć od 21 do 24 lutego 2020 roku.

Tak też się stanie. Sędzia oddala wnioski, zresztą nieprecyzyjne, Marka Summersa. Decyduje się na takie kalendarium sprawy. Potem zwraca się do Juliana Assange’a by ogłosić jemu jej decyzję. Mówi mu, że pozostanie w areszcie i że musi z tego tytułu pojawić się na rozprawie co 28 dni. Następna rozprawa odbędzie się więc 18 listopada przez video. Oczywiście Vanessa Baraitser nie zawiadamia nas, że daty te są okazją by składać wnioski o uwolnienie, warunkowe za kaucją czy ostateczne z powodów zdrowotnych czy rodzinnych. Jest to możliwe i wiele razy widziałam polskich adwokatów w walce o zwolnienie z aresztu polskich więźniów. Ale tutaj pani sędzia nie musi się o to martwić, wie że obrońcy Assange’a nie będą składać żadnych wniosków ani o nic walczyć skoro nie walczą o to od 11 kwietnia. Spokojnie podaje kalendarz wydarzeń : 19 grudnia przez video « case management hearing », potem 18 stycznia po 28 dniach aresztu, potem koniec od 21 do 24 lutego. Końcowa rozprawa odbędzie się w sądzie w Belmarsh. Na naszej sali rozlega się szept przerażenia : tam nie będzie publiczności, będzie to sąd kapturowy niemal jak w ancien régime… Nagle czujemy się wszyscy solidarni, nawet z Greekemmy…

Na końcu Vanessa Baraitser pozwala Julianowi Assange’owi zabrać głos. I wtedy staję się coś nieoczekiwanego i strasznego. Julian Assange wstaje, zbliża się do szyby, chce coś powiedzieć. Nie ma siły by wypowiedzieć całe zdania… Zdania są urwane, ma słaby i cichy głos, jąka się.. Tym razem nie można udawać że się nie widzi że człowiek ten przeszedł tortury… To jest straszne… Każdy z nas wytęża siły by go usłyszeć, zrozumieć… Czujemy się nagle wszyscy razem, zapominam nawet o agresywności popleczników „ważnych ludzi”…Julian Assange płacze jak na balkonie ekwadorskiego lokalu w maju 2017 kiedy wiedział że czeka go droga przez mękę. Lecz Vanessa Baraitser, niczym zimny kat, najpierw pyta się jego czy zrozumiał co się dzieje. On odpowiada że nie! Wtedy ona mu radzi by zapytał się adwokatów jakby był dzieckiem albo ubezwłasnowolnionym człowiekiem! Tymczasem jeśli człowiek dorosły jest w takim stanie psychicznym, że nie rozumie co się dzieje, powinien natychmiast być zwolniony z więzienia by mógł dojść do siebie i sam się bronić! A tu odsyła się jego chorego do adwokatów by za niego decydowali!

Ale Julian Assange walczy, nie daje się zepchnąć do klatki psychicznie chorego, pasywnie czekającego na decyzje podjęte przez innych! Udaje mu się powiedzieć że ten proces nie jest fair, że mocarstwo miało 10 lat by przygotować się, a jemu zabrano wszystko, nawet dokumenty niezbędne do obrony… Ostatnie słowa są straszne. Słyszę jedynie „interior life” i „children”. Nie rozumiem nic więcej. To horror. Anglicy także nic nie rozumieją. Pytam się sąsiada co usłyszał ale on niewiele więcej wie niż ja. Dopiero potem dowiemy się od dziennikarzy którzy byli w stanie zrekonstruować wypowiedź Juliana Assange’a, także dlatego że siedzieli o 10 metrów od niego za jedną szybą podczas gdy my oddaleni byliśmy o 30 metrów za dwoma szybami. „Włamali się do mojego życia wewnętrznego za pomocą psychologów. Ukradli DNA moich dzieci ». Cokolwiek te słowa znaczyły, człowiek który je wypowiada wyraźnie nas zawiadamia że go torturowano. Tortura jest zbrodnią przeciwko ludzkości, należy to przypomnieć na tej sali…

To koniec. Sędzia wychodzi. Julian Assange wyszedł w tej samej chwili. W tym zamęcie i emocjach spuściłam wzrok i przegapiłam ten moment. Ochroniarze wyganiają nas z sali a potem wyprowadzają prawników i dziennikarzy. Ścigam Amerykanów by złowić jakieś nazwiska a potem proszę o rozmowę z Alistarem Lyonem. Clair Dobbin rozpoznaje mnie gdyż rozmawiałyśmy po rozprawie 11 października. Kłania się mi. Inni przed budynkiem sądu robią pijar z dziennikarzami podczas gdy Żółte Kamizelki ścigają wóz policyjny odwożący Juliana Assange’a. Wiemy już że on wie że nie jest sam. Jestem pewna że to zrozumiał. Widział nas i usłyszał lud który przyszedł by go odbić…

Nagle widzę że trzech panów – Hrafnsonna, Pilgera et Lockharta Smitha wychodzących z sali „consulation room 4”, sali normalnie zamkniętej i przeznaczonej dla adwokatów i ich klientów. Wyglądają na zadowolonych z siebie. Zaintrygowana podchodzę i widzę przez szybę Juana Branco rozmawiającego z Renatą Avilą, była współpracowniczką Assange’ w Wikileaks, obecnie dyrektorką w organizacji Open Democracy finansowanej przez Open Society Institute Sorosa a także działaczką w komitecie kierującym partią Yannisa Varoufakisa Diem 25. Jestem zdziwiona że brytyjski sąd tak surowo przestrzegający zasad prawnych pozwala na prowadzenie zebrań partii politycznych w lokalach zarezerwowanych dla adwokatów i klientów, przewidzianych przecież w celu uniknięcia spotkań w kawiarniach takich jak to którego byłam świadkiem z rana między Gareth Peirce a Markiem Summersem. W tej sprawie adwokatami są jedynie Gareth Peirce sollicitor i Mark Summers barrister a klientem nie jest nikt inny tylko Julian Assange, a nie oficjalny redaktor dzisiejszego Wikileaks Hrafnson, emerytowany dziennikarz Pilger czy właściciel klubu Lockart Smith, nie mówiąc o niejasnej roli polityków Avila i Branco. Assange jest człowiekiem dorosłym, nikt nie ma prawa za niego podejmować decyzji… Chyba że już go ubezwłasnowolniono ? Musimy to wyjaśnić. W przeciwnym razie my także, jako organizacja praw człowieka powinniśmy mieć dostęp do tego lokalu.

Zresztą adwokaci Assange’a nie korzystają nawet z przysługującego im prawa używania tych sal do spotkania z ich klientem godzinę przed rozprawą i aż do trzech godzin po, zgodnie z tym o czym nas powiadamiają polscy adwokaci. Mnie już chyba nic nie zdziwi. Wychodzimy na dwór gdzie kamery telewizji działają pełną parą wśród tłumu zgromadzonych. Pora odnaleźć naszych towarzyszy. Żółte Kamizelki eksportują Rewolucje do Londynu. Walka trwa.

1 Wątpliwości moje przedstawiłam w artykule „ Faire la lumiere pour gagner la bataille – qui sont les proches de Julian Assange ? « Naświetlić ciemność by wygrać walkę – Kim sa bliscy Juliana Assange’a » ?

http://www.defenddemocracy.press/monika-karbowska-faire-la-lumiere-pour-gagner-la-bataille-qui-sont-les-proches-de-julian-assange/

2 Literatura dotycząca tej politycznej sekty zwanej także the Santiniketan Park Association która była największym skandalem Australii lat 80 tych jest dość bogata. Czytelnik może zacząć od strony Wikipedia a potem z łatwością znajdzie na internecie książkę Sarahy Hamilton Byrne, artykuły prasowe, filmy i programy telewizyjne o guru Annie Hamilton Byrne oraz wywiady z dziećmi które przeszły przez sektę

https://en.wikipedia.org/wiki/The_Family_(Australian_New_Age_group)

3 https://www.youtube.com/watch?v=wkTZAkBgAjE

4 Lista osób odwiedzających w więzieniu. W teorii to więzień sam zarządza tę listą ale w przypadku Assange’a są duże wątpliwości czy pozwolono mu na to.

5 https://website.informer.com/wikileaks.org

6 „nadzwyczajne aresztowanie „ – porwanie przez CIA opozycjonistów i więzienie ich w tajnych więzieniach

https://en.wikipedia.org/wiki/Extraordinary_rendition

7 Brytyjski system prawny odróżnia adwokata „sollicitor” który jest w bezpośrednim kontakcie z klientem i może reprezentować go w sądzie pierwszej instancji od „barristera” który ma prawo przemawiać w sądzie i jest jedyny dopuszczony do obrony w sprawach kryminalnych, w sądach królewskich crown court i w sądach wyższej instancji. Jest to system hierarchiczny i mało przejrzysty, często niezrozumiały dla mentalności Europejczyka z kontynentu.

8 System ten jest stosowany często wobec cudzoziemców nie mających pracy oraz rodziny w wielkiej Brytanii. Człowiek oskarżony jest zwolniony za kaucją ale musi mieszkać u gwaranta który także jest odpowiedzialny za stawienie się oskarżonego na policji do kontroli. Taka była sytuacja Juliana Assange’ a w 2010 roku. Nie posiadał żadnych dóbr ani umowy o prace z Wikileaks dla której to organizacji pracował jako wolontariusz. Henry Vaughan Lockart Smith, właściciel hotelu i restauracji oraz agencji produkcji filmów gościł jego ale także gwarantował wobec systemu brytyjskiego że Assange jest w areszcie domowym.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Jotazet Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jotazet
Gość
Jotazet

To co wyprawiają z Assange’m to najzwyklejsze tortury.
Natomiast czytski przed brexitem i masowe deportacje Polaków to temat całkowicie przemilczany i przez nikogo nie podejmowany