Świat Wiadomości

Boliwia pogrążona w chaosie

Po tym jak wojsko zmusiło do dymisji prezydenta Evo Moralesa i wszystkich, którzy w takim wypadku obieli by według konstytucji na okres 90 dni jego stanowisko, tymczasową prezydent ogłosiła się Jeanine Añez, opozycyjna prawicowa pro-amerykanka senatorka przejawiająca poglądy rasistowskie. Sesja senatu, na którym miało to miejsce była de facto nielegalna – senat nie miał kworum. Ruch na rzecz Socjalizmu, partia Evo Moralesa zbojkotowali posiedzenie oraz ogłosił, że uzbrojone grupy lojalne wobec opozycji kontrolują drogi, przez co nie mogą czuć się bezpiecznie.

Tego typu grupy dokonują wiele krzywd na ulicach Boliwii, paląc samochody, bijąc ludzi wspierających Moralesa. Zniszczyli jego dom, jego córki i paru innych polityków. Wbili się do Wenezuelskiej ambasady i – słowami jednej z ambasadorek – próbowali zmasakrować pracowników. Bojówki te współpracują zresztą z siłami bezpieczeństwa, które zaczęły zachowywać się bardzo brutalnie, bijąc rdzennych Boliwijczyków i sympatyków Moralesa. Według niektórych przypuszczeń ponad 20 osób zostało rannych w ciągu ostatnich dni, co jednak brzmi na dosyć zaniżoną liczbę.

Godziny po dymisji Evo Moralesa do opuszczonego pałacu prezydenckiego wparowała grupka ludzi, z Luisem Fernando Camacho na czele. Luis z biblią w ręku pomodlił się nad pieczęcią prezydencką przeklinając rdzenną kulturę i oznajmiając, że “Boliwia należy do Chrystusa”. Kilka tygodni temu jeszcze nikomu nie znany, lecz niedawno wypromowany przez lokalne media, prawicowy multimilioner powiązany z wspieranymi przez USA paramilitarnymi organizacjami separatystycznymi, stał się de facto twarzą zamachu stanu.

Biorąc to wszystko pod uwagę nietrudno zrozumieć, czemu Evo Morales bał się o swoje życie i wraz z innymi politykami przystał na propozycję azylu w Meksyku. 12 listopada jego samolot mimo zakazu przelotu nad wieloma państwami w rejonie szczęśliwie wylądował na miejscu. Wcześniej powiedział, że żałuje, że z powodów politycznych musi opuścić swój kraj, ale wróci jeszcze silniejszy. Już po wylądowaniu podziękował Meksykanom za uratowanie mu życia, jak i wspomniał, że spiskowcy “nie zaakceptowali nacjonalizacji zasobów naturalnych.”

Prawdą jest, że to o to się właśnie rozchodzi. Protesty w Boliwii rozpoczęły się niedługo po ogłoszeniu planu znacjonalizowania przemysłu litowego. Tu nie chodzi o demokrację, tu nie chodzi o wolność, tu chodzi po prostu o zysk z surowców naturalnych – o tym musimy wszyscy pamiętać.

#ElMundoConEvo

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o