Świat Wiadomości

Gry wideo furtką do inwigilacji?

Gry komputerowe od dobrych kilkunastu lat stanowią jeden z bardziej dochodowych elementów biznesu rozrywkowego. Dziś grają już nie tylko introwertyczni chłopcy zafascynowani komputerami, ale przedstawiciele praktycznie wszystkich grup społecznych. Co za tym idzie, gry to już nie jest byle hobby lecz poważny biznes. Dlatego w celu w maksymalizacji zysków zaczęto coraz częściej tworzyć tytuły stworzone pod, tzw. e-sport. Powstają wielkie produkcje, w których miliony graczy z całego świata zmagają się na wirtualnych arenach, pnąc się w górę tabeli rankingu. Oczywiście granie ,,na poważnie” nie miałoby żadnego sensu, gdyby nie było fair, dlatego też programiści umieszczają w swoich tytułach specjalne mechanizmu mające wyłapywać oszustów. W grach takich jak, np. Counter Strike czy League of Legends polega to mniej więcej na tym, że gra monitoruje jakie programy są uruchomione w czasie gry i sprawdza czy żaden nie wygląda jak jakiś niedozwolony wspomagacz. Ponadto istnieją systemy pozwalające donosić na podejrzanych graczy. Po takim donosie odpowiednia osoba sprawdza nagranie z gry i stwierdza na oko, czy gracz grał fair.

(Zdjęcie z gry Valorant)

Ostatnio jednak coraz częściej możemy zaobserwować podejmowanie przez wydawców dość podejrzane praktyki. Kilka dni temu rozpętała się mała burza, gdy zaniepokojeni gracze zaczęli dzielić się komunikatami Windowsa, informującymi o tym że gra którą właśnie pobrali jest potencjalnym szkodliwym oprogramowaniem. Mowa tu o będącej jeszcze w fazie otwartych testów grze Valorant, autorstwa Riot Games czyli twórców słynnego ,,LoLa”. Otóż okazuje się, że dołączone do gry oprogramowanie anti-cheat (tj. mające zapobiegać oszukiwaniu) posiada podejrzanie szerokie uprawnienia na komputerze użytkownika.
Wspomniane oprogramowanie nazywa się Vanguard i zainstalowany, uruchamia się nie wraz z grą, ale już przy starcie systemu. Kontrowersje wzbudził też fakt, że posiada najwyższe możliwe uprawnienia na komputerze (kernel). I choć sami twórcy zarzekają się, że nie daje im to żadnej możliwości inwigilacji, oraz że program ani nie skanuje systemu (przynajmniej do momentu uruchomienia gry) ani w ogóle nie jest podłączony do sieci, gracze pozostali sceptyczni. Dodajmy do tego, że za Vaunguarda odpowiada niesławna firma Denuvo odpowiedzialna za mechanizmy blokujące nieautoryzowane kopie. Niektóre z poprzednich dzieł firmy działały jak furtki dla wirusów (rootkit), których na dodatek nie dało się normalnie odinstalować.

Podobnie sprawa się ma z najnowszą aktualizacją do gry Doom Eternal, której bardzo wysoka ocena z dnia na dzień spadła na samo dno. Warto tutaj zaznaczyć, że jak się okazuje podobne rozwiązania wykorzystują również inne anti-cheaty wykorzystywane w grach. Mowa tu o BattleEye i Easy Anti-Cheat, które są wykorzystywane przez takie tytuły jak PUBG, Apex Legends, Fortnite, Rainbow Six Siege, Warface czy Paladins. Wszystko to są produkcje w które grają setki tysięcy osób z całego świata.

Dodaj komentarz

avatar

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  Subscribe  
Powiadom o