Artykuł

Problemy francuskiej lewicy antykapitalistycznej

Tekst zbyt kiepski dla redaktora naczelnego strajk.eu Wiśniowskiego

Tak jak wielokrotnie w historii, tak i w ostatnich miesiącach, Francja za sprawą niezłomnego ruch Żółtych Kamizelek, znowu była punktem odniesienia dla różnej maści antysystemowców, antykapitalistów czy po prostu lewicowców na całym świecie. Tematem tego tekstu nie jest jednak ruch Żółtych Kamizelek, ale francuska lewica antykapitalistyczna, która nie wykorzystała kryzysu władzy Macrona by stać się liczącą siłą polityczną we Francji.

Zacząć należy od zaprezentowania głównych sił lewicy antykapitalistycznej. Najsilniejszą, przynajmniej na papierze, formacją, którą można zaliczyć do tego grona jest Francuska Partia Komunistyczna (PCF). Formalnie jest to partia, która powstała prawie 100 lat temu jako francuska sekcja Międzynarodówki Komunistycznej i śmiało można powiedzieć, że partia ta w pierwszym pokoleniu miała charakter rewolucyjny. Ale nie wdając się zbytnio w szczegóły, należy wspomnieć kilka ważnych zwrotów politycznych w PCF, z których każdy był coraz większą ewolucją tej partii na prawo w kierunku grzecznej socjaldemokracji, czy nawet ostatnio partii socjalliberalnej. Gdy przyjechałem do Francji w roku 2012 to PCF była zaangażowana w kampanię prezydencką Jean Luca Melenchona i podobno tylko w roku 2012 liczba członków tej partii wzrosła ze 100 do 120 tysięcy. Z partią tą związany jest tygodnik L’humanite i pokazem siły PCF jest coroczny festyn pisma L’humanite, gdzie regulranie przychodzi kilkaset tysięcy ludzi.

Z polskiej perspektywy, wszystko o czym tutaj piszę wydaje się jakimś kosmosem. Nie dość, że partia komunistyczna liczy tysiące członków, to jeszcze legalnie organizuje festyn, gdzie można spotkać wielu znanych muzyków, nie tylko z Francji, ale także z tzw. komercyjnej muzycznej pierwszej ligi. Wystarczy, że jakiś znany artysta kiedyś gdzieś skrytykował amerykańskie wojny czy patologie systemu kapitalistycznego i już dostaje zaproszenie na festiwal. Zresztą to właśnie ten festiwal, mający charakter komercyjny, jest głównym magnesem tej imprezy i pewnie duża część (może nawet 90 procent) wszystkich gości, to apolityczna młodzież, która zamiast na polski przystanek Woodstock woli jechać na francuski festiwal komunistów. Nie zmienia to jednak faktu, że festiwal jest czerwony. Można tam znaleźć stoiska lewicowych partii, stowarzyszeń, związków zawodowych z całego świata. Można znaleźć komunistów z Laosu, przedstawicieli niemieckiej Die Linke, wenezuelskich zwolenników Chaveza czy antykapitalistów z USA.

Jak już jesteśmy przy PCF, to koniecznie należy wspomnieć słynny związek zawodowy CGT, który w dawnych czasach blisko z PCF współpracował. Do dzisiaj zresztą na Fete L’humanite, stoiska regionalnych komórek PCF i CGT się przeplatają. Jeśli chodzi o kadry CGT to trudno czasami odgadnąć, czy bardziej są oni przywiązani do partii czy do związku zawodowego. Jest to związek zawodowy, którego boi się nie tylko francuska burżuazja, ale który wielokrotnie inspirował związkowców w całej Europie swoimi radykalnymi strajkami.

Wymieniłem więc dwie wielkie i dobrze zorganizowane struktury, mające swoje komórki w każdym zakątku Francji. Pytanie oczywiście otwarte brzmi, na ile PCF i CGT można uważać za antykapitalistów. Z perspektywy wieców czy demonstracji to jak najbardziej hasła radykalnie antykapitalistyczne ciągle się tam przewijają. Ale polityka kierownictwa PCF nastawiona na sojusz z socjalliberalną Partią Socjalistyczną byłego prezydenta Hollande’a stawia antykapitalizm PCF pod znakiem zapytania.

Ale to nie koniec. Gdy już wspomniałem o PCF, to koniecznie należy wspomnieć o Jean Lucu Melenchonie. W 2012 Melenchon stał na czele kanapowej Partii Lewicy, ale jako znany radykalny polityk zyskał poparcie PCF dla swojej kampanii wyborczej. PCF nie wystawiła własnego kandydata na prezydenta, podobnie zresztą jak w 2017. Melenchon to lewicowy populista, który wielokrotnie krytykował kapitalizm, jednak nie stawia w programach swoich partii (obecnie jego nowa partia nazywa się Francja Nieuległa) programu obalenia kapitalizmu. W poprzednich wyborach Melenchon dostał 19,2 procent i o mały włos nie trafił do drugiej tury. To tylko pokazuje popularność idei radykalnie lewicowych we Francji. Melenchon na polskiej scenie politycznej nie ma odpowiednika. O ile ekonomicznie to niektóre rozwiązania pokrywają się z programem Razem, to już na arenie międzynarodowej Melenchon i Zandberg to dwa różne światy. Melenchon szczerze krytykuje amerykański imperializm i odnosi się z ogromnym szacunkiem wobec postaci takich jak Fidel Castro czy Hugo Chavez, których partia Razem uważa za totalitarnych dyktatorów.

Ale ta wyliczanka bynajmniej się jeszcze nie skończyła. Następnie należy omówić dwie partie o rodowodzie trockistowskim: NPA (Nowa Partia Antykapitalistyczna) i LO (Walka Robotnicza). Są to partie 20-krotnie mniejsze niż PCF, ale i tak liczące kilka tysięcy członków. NPA przed kongresem 2009 miała prawie 10 tysięcy członków. Kandydaci trockistowscy w wyborach kilkukrotnie osiągali wynik w okolicach 5 procent. Dwukrotnie Arlette Laguiller z LO w 1995 i 2002 i Olivier Besancenot z NPA w 2007 . Do tego należałoby dodać jeszcze dziesiątki innych mniejszych organizacji skrajnie lewicowych jako efekty rozłamów w PCF, u trockistów czy też ruch maoistowski. Najsilniejsza organizacja maoistowska skupiona wokół pisma Szlak Proletariacki liczyła 5 lat temu przed rozłamem ponad 200 członków. Może mało gdy porównujemy to z PCF czy nawet partiami trockistowskimi, ale jak na polską scene polityczną, to już byłaby to licząca się struktura. To kwestia skali, której symbolem mogą być pochody pierwszomajowe. W Paryżu powyżej 100 tysięcy ludzi a w Warszawie zaledwie kilkaset.

Po co o tym wszystkim piszę? By uświadomić polskiemu czytelnikowi, że od strony organizacyjnej francuska lewica antykapitalistyczna jest o wiele lepiej zorganizowana od polskiej. I tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania, dlaczego nie udało się nadać ruchowi Żółtych Kamizelek profilu jednoznacznie antykapitalistycznego. Pytanie to zresztą można odwrócić, dlaczego nie powstał wcześniej ruch czerwonych kamizelek.

W tym momencie przerwę na chwilę wątek lewicy antykapitalistycznej i opowiem kilka słów o ruchu Żółtych Kamizelek. Na chwilę obecną, gdy piszę ten artykuł (ostatni tydzień maja 2020) ruch ten już się zakończył i można się pokusić o napisanie jego historii. Ja wydzielam tutaj trzy zasadnicze etapy. Etap pierwszy to pięć miesięcy od listopada 2018 do marca 2019, gdy ten ruch miał charakter najbardziej masowy i najbardziej radykalny. Masowy był zwłaszcza w pierwszych tygodniach, gdy w tysiącach miejsc we Francji były lokalnie organizowane blokady dróg. W każdą sobotę w Paryżu organizowane były masowe demonstracje, które kończyły się zamieszkami i w pierwszych tygodniach policja francuska nie była przygotowana na to nowe zjawisko. Wielokrotnie na Polach Elizejskich były stawiane barykady, a ruch cieszył się poparciem prawie 80 procent Francuzów. Sam Macron był zaskoczony skalą protestu i przez pierwsze tygodnie w ogóle zniknął z przestrzeni publicznej. Podobno nawet był przygotowany helikopter na wypadek pilnej ewakuacji, co tylko świadczy o głębokości kryzysu politycznego w grudniu 2018 roku. Jako uczestnik tych demonstracji śmiało mogę powiedzieć, że nigdy wcześniej (może za wyjątkiem zamieszek w Genui w 2001 roku) i nigdy potem nie widziałem takiego ulicznego radykalizmu i zjednoczenia przeciwko znienawidzonemu prezydentowi.

Ruch odniósł pierwsze sukcesy. Macron poszedł na ustępstwa. Odwołał podatek od benzyny, zapowiedział jednorazową premię dla najniżej zarabiających, a także zorganizował tzw. dyskusje z narodem. Wszystkie te rzeczy pośrednio wynikały z programu Żółtych Kamizelek, choć Żółte Kamizelki nie były do tych „dyskusji z narodem” dopuszczone. Ruch trwał cały czas, choć równocześnie po kolei udawało się władzy go systematycznie osłabiać. Najważniejsze było zlikwidowanie blokad dróg, co w efekcie zlikwidowało alternatywny ośrodek dyskusji politycznych. Bo te ronda, gdzie gromadziły się Żółte Kamizelki, to było miejsce gdzie sąsiedzi mogli się spotkać i dyskutować o polityce. Bez zawodowych polityków i korporacyjnych mediów. Spontaniczność i oddolność tego ruchu była też powodem politycznej niejednoznaczności. Obok siebie pojawiały się hasła z programów partii radykalnie lewicowych, jak też postulaty prawicowe czy nawet nacjonalistyczne. Ale dopóki ruch był oddolny, dopóty był żywy i groźny dla władzy finansjery stojącej za Macronem.

Gdzieś pod koniec grudnia czy na początku stycznia 2019 francuska policja działała już znacznie sprawniej. Przede wszystkim nie czekano z represjami do sformowania się wielkich tłumów. Wyłapywano ludzi dojeżdżających do Paryża w autokarach, samochodach i na dworcach kolejowych. Równocześnie zaczęto dzielić Paryż na zamknięte strefy. Zamiast więc jednego kilkudziesięciotysięcznego tłumu coraz częściej było wiele rozproszonych manifestacji i przez pierwsze godziny sobotnich demonstracji głównym zadaniem było odnaleźć się i maszerować razem. Zamykano też metro, mosty a na ulicach były policyjne barierki. Znacznie brutalniej też traktowano samą demonsrację. O ile na samym początku gazowanie następowało jako odpowiedź na radykalizm protestu, to już w następnych aktach gazowano demonstrantów od samego początku. Jeszcze się demonstracje nie zaczęła, a już policja rozpylała gaz i biła demonstrantów. Statystyki francuskiej policji były typowe dla totalitarnej dyktatury, gdzie liczba rannych i aresztowanych wynosiła wiele tysięcy. Esencją tej psychozy było represjonowanie ludzi za samo posiadanie w plecaku żółtej kamizelki. Wiele już o represjach francuskiej policji powiedziano, więc na tym skończę. Chcę tylko powiedzieć, że likwidacja blokad dróg i brutalność policji, połączona z coraz większym zmęczeniem demonstrantów sprawiła, że jeden z liderów Eric Drouet zapowiedział, że 18 marca 2019 będzie brał udział w demonstracji po raz ostatni.

Co prawda Drouet obietnicy nie dotrzymał i jeszcze wielokrotnie w demonstracjach uczestniczył, ale wydaje mi się, że 18 marca jest pewną cezurą. Także dla mnie. Po prawie 4 miesiącach spędzania prawie każdej soboty na zadymach w Paryżu moja żona była już coraz bardziej zniecierpliwiona i po prostu zaczynała mieć tego protestu coraz bardziej dosyć. To właśnie ta presja rodzin sprawiła, że ruch stracił dynamikę. Warto jednak podkreślić, że ruch cały czas trwał. Było kilka momentów większej mobilizacji – jak np. demonstracja w Paryżu 1 maja 2019.

Warto tutaj wspomnieć o strukturalizowaniu się wówczas tego ruchu. Organizowano różne kongresy, dyskusje. Nie tylko w mediach społecznościowych, gdzie często policja lub administratorzy kasowali zbyt radykalne grupy Żółtych Kamizelek. Zaczęła się także wyniszczająca walka wewnętrzna o charakter polityczny ruchu. Temat jest szeroki i raczej deprymujący, więc nie będę tutaj się zbyt rozpisywał. Podam tylko jeden przykład o którym opowiadała mi zaangażowana w ten ruch Monika Karbowska, która pojechała do Bretanii na jakiś kongres, gdzie została rozpoznana przez jakichś trockistów z którymi była kiedyś skonfliktowana i oni jej na ten kongres nie chcieli wpuścić. Tego typu wypadki niestety się powtarzały w całej Francji. I najprawdopodobniej ruch ten po jakimś czasie sam by naturalnie się wypalił.

Wypalenie Żółtych Kamizelek dostrzegł też Macron i postanowił przejść do ofensywy forsując kilka radykalnie neoliberalnych projektów, takich jak reforma edukacji czy reforma emerytur. I gdy wydawało się, że Francuzi już są zmęczeni protestami, a popularność Żółtych Kamizelek była w społeczeństwie coraz mniejsza, to bunt we Francji wybuchał na nowo, z jeszcze większą siłą niż w listopadzie 2018. I tutaj dochodzimy do trzeciego etapu, w którym pracownicy transportu i kilku innych branż ogłaszają strajk generalny. Strajk generalny wybucha 5 grudnia i na nowo cała Francja staje się areną walki klasowej. Cały grudzień i styczeń trwają strajki, demonstracje i mimo różnych ustępstw Macrona, ruch ma ogromną dynamikę. Strajkują także szpitale o czym wiem chociażby dlatego, gdyż moja żona rodziła w lutym i codziennie gdy przychodziłem do szpitala były wywieszone transparenty, że trwa strajk i poza ostrym dyżurem i porodówką reszta szpitala pracowała na pół gwizdka.

Przede wszystkim jednak był totalny paraliż transportowy. Ze względu na blokady rafinerii brakowało też benzyny na niektórych stacjach. Trudno powiedzieć, jak by to się wszystko skończyło. Pracownicy transportu czy strażacy byli bardzo zdeterminowani do kontynuowania protestu, a determinację strażaków można zobaczyć w internecie na licznych bójkach strażaków z policją. Wielotygodniowe walki klasowe, które oczywiście dominowały całkowicie przestrzeń medialną, być może sprawiły, że Francja tak bardzo była zaskoczona, gdy wirus w końcu zaatakował. Wszystkie protesty zostały zakończone po przemówieniu Macrona 16 marca, kiedy to wprowadził stan wyjątkowy i nakaz siedzenia w domu. Warto jednak podkreślić, że Macron wycofał się ze wszystkich reform i tym samym strajkujący zwyciężyli.

Co dalej we Francji? Co dalej z ruchem Żółtych Kamizelek? Ruch ten oczywiście ciągle żyje w internecie i wszyscy czekają aż epidemia się skończy by znowu można było demonstrować. Macron mając tego pełną świadomość będzie najprawdopodobniej maksymalnie wydłużał zgodę na zgromadzenia. Już dzisiaj po 11 maja mamy paradoksalną sytuację. Wszyscy wróciliśmy do pracy, ale stan wyjątkowy trwa i w północno-wschodniej Francji z regionem paryskim, gdzie jest najgorsza sytuacja pod względem epidemiologicznym nie możemy chodzić do parków. Nie można się też przemieszczać dalej niż 100 km od miejsca zamieszkania. Czy ruch odżyje? W jakiejś formie na pewno. Ale będzie to już na pewno inny ruch, niż ten masowy i oddolny z końca roku 2018.

Po tym bardzo długim wstępie, pora w końcu przejść do zasadniczej treści tego artykułu. Czyli do poszukiwania odpowiedzi na pytanie, dlaczego lewica antykapitalistyczna, przynajmniej według mnie, nie zdała tego testu i w protestach w ogóle nie uczestniczyła, lub też odgrywała w nich rolę marginalną. Ale to pytanie można na kilka sposobów zmodyfikować. Dlaczego w kraju takim jak Francja, gdzie istnieją silne organizacje związkowe i polityczne, powstaje masowy ruch protestu poza tymi partiami? Odpowiedź na to drugie pytanie będzie chyba prostsza. Francuskie związki zawodowe, tak jak związki zawodowe w innych krajach europejskich, są najsilniejsze w wielkich zakładach pracy, często państwowych, lub kontrolowanych w jakimś stopniu przez państwo. Im mniejsza firma, tym niższy poziom uzwiązkowienia. Drugą specyfiką uzwiązkowienia w Europie jest nadreprezentacja pracowników wykwalifikowanych.

Jeśli więc wykwalifikowani pracownicy jak kolejarze pracujący w kontrolowanym przez państwo transporcie publicznym (metro, kolej) mają bardzo wysoki poziom uzwiązkowienia, to już prekariusze zatrudnieni przez agencje pracy tymczasowej nie mają swojej organizacji. To samo dotyczy szeroko rozumianej biedoty, którą na francuskiej prowincji tworzą zarówno bezrobotni, pracownicy zatrudnieni na niepełen etat czy pensję minimalną, a nawet drobnomieszczaństwo, którego status ekonomiczny jest zbliżony do poziomu biedoty. Kim są liderzy tego ruchu? Jerome Rodrigues jest hydraulikiem. Eric Drouet kierowcą ciężarówki. Czyli większość swojej pracy wykonują samodzielnie i być może właśnie dlatego musieli znaleźć jakąś inną formę organizowania się, gdyż tradycyjne związki zawodowe okazały się zbyt skostniałe.

Z drugiej strony jest bardzo śliska różnica polityczna między francuską radykalną lewicą a Żółtymi Kamizelkami. Różnica ta dotyczy imigracji, Unii Europejskiej i w ogóle pytania czym jest i czym powinna być Francja. Na lewicowych salonach od wielu lat dominuje dogmat, że obowiązkiem internacjonalistów jest walka o zniesienie granic i solidarność z migrantami z całego świata. A sam naród jest konstruktem przestarzałym i powinien być zastąpiony przez wieloetniczne i wielokulturowe społeczeństwo obywatelskie. Akcenty patriotyczne (noszenie flagi Francji, śpiewanie hymnu), nacjonalistyczne (postulat by warunkiem podjęcia pracy we Francji była znajomość języka francuskiego) czy nawet ksenofobiczne (dla przykładu w mediach burżuazyjnych próbowano dorobić protestującym gębę antysemitów czy homofobów) były obecne w tym ruchu przez cały czas jego istnienia. Z drugiej jednak strony sprawa nie jest taka prosta. Chcemy tego czy nie, społeczeństwo francuskie jest wieloetniczne i protesty Żółtych Kamizelek też mają taki charakter a jedną z liderek ruchu jest czarnoskóra Priscilla Ludosky.

Fakty są jednak takie, że trzy największe środowiska lewicy antykapitalistycznej, które wcześniej wymieniłem, czyli PCF, NPA, LO w listopadzie 2018 gdy ruch ten startował, to były wobec niego nastawione bardzo krytycznie. W mediach burżuazyjnych trwała narracja, że ruch ten jest przybudówką Frontu Narodowego Marine Le Pen i tą narrację podchwyciła lewica. I ten błąd sprawił, że przez cały okres istnienia tego ruchu istniał dystans i nieufność. Ruch Żółtych Kamizelek jest ruchem pełnym sprzeczności, ale paradoksem było to, że ruch ten poprzez swój radykalizm musiał postawić postulaty kontestujące system kapitalistyczny.

Śmiało też można się pokusić o sprzeczności klasowe między czołowymi lewicowymi intelektualistami, którzy w swoich partiach decydują o politycznej linii, a Żółtymi Kamizelkami. Jeśli chodzi o Paryż to w organizacjach trockistowskich takich jak LO, NPA i innych mniejszych kadry partyjne składają się w dużej mierze z nauczycieli lub przedstawicieli intelektualnych wolnych zawodów. Żółte kamizelki to ruch francuskiej biedoty. I tę różnicę słychać. Inaczej wypowiada się student czy nauczyciel z partii trockistowskiej, a inaczej robotnik z prowincji w żółtej kamizelce. Żółte kamizelki wysuwały różne postulaty niepoprawne politycznie, co paryskich intelektualistów kłuło w uszy. Z drugiej strony jednak nie były to na pewno postawy rasistowskie o czym sam mogę zaświadczyć. Na demonstracje chodziłem w polskim szaliku biało-czerwonym i na każdym kroku podkreślałem, że jestem Polakiem i jako Polak z tym ruchem się utożsamiam. I nigdy nikt nie miał do mnie o nic pretensji. Nigdy nikt nie powiedział mi niemiłego słowa. Mimo, że w dyskursie liderów często było słychać, że Polska kradnie Francji fabryki, a Polacy kradną Francuzom pracę, to jednak w twarz nigdy nikt mi tego nie powiedział. Raczej można było wyczuć żal, że tak niewielu Polaków się interesuje walką z Macronem.

Odzielnym tematem jest postawa Melenchona. Melenchon jak i zresztą Besansenot w telewizji bronili tego ruchu, ale robili to tak troszkę w sposób zdystansowany. Podobno pojawiały się sygnały, by zawodowi politycy nie przejmowali tego ruchu. W tym miejscu przypomniał mi się szczegół z jednej z pierwszych demonstracji na Polach Elizejskich. Tam w ogóle nie było flag partyjnych, bo był nieformalny konsensus, że trzeba demonstrować żółtą jedność, a nie polityczne rozbieżności. To był jednak konsensus dość krótkotrwały. W późniejszych miesiącach doszło do żenujących spektakli, takich jak bójka w Lyonie między skrajną lewicą a nacjonalistami. Jedni i drudzy mieli na sobie żółte kamizelki…

Wracając do początków tego ruchu, tak jak w listopadzie lewica antykapitalistyczna do tego ruchu podchodziła sceptycznie, to po pierwszych dwóch demonstracjach to się zmieniło. Na trzeciej demonstracji można już było zobaczyć francuskich lewaków a wypowiedzi w mediach antykapitalistycznych zmieniły się o 180 procent. Nie chodzi tutaj może nawet o Żółte Kamizelki, ale raczej o popłoch Macrona i stojącej za nim finansjery. Płonące barykady na Polach Elizejskich, zniszczone luksusowe butiki i wezwania do rewolucji, wszystko to rozbudziło wśród części radykalnej lewicy ogromne nadzieje. Sam tym nadziejom uległem. Ale nie byłem sam. Jednym z niewielu pozytywnych zaskoczeń jest dla mnie postępowanie frakcji NPA zgrupowanej wobec pisma i portalu o nazwie Rewolucja Permanentna.

O ile sama frakcja to tradycyjni trockiści zwiazani z latynoamerykańskimi morenowcami ( od argentyńskiego działacza Nahuela Moreno), to jednak należy do nich popularny we Francji młody robotniczy lider, motorniczy metra Anasse Kazib. Kazib stał się powszechnie znany we Francji podczas strajku kolejarzy w 2017 roku. Od tego czasu regularnie jest zapraszany do mediów burżuazyjnych, gdzie wchodzi w polemiki z czołowymi francuskimi politykami. Kazib występuje też w mediach społecznościowych i na mitingach Rewolucji Permanentnej. Oni od samego początku przychodzili zwartą grupą na protesty Żółtych Kamizelek, choć Kazib zawsze miał na sobie czerwoną kamizelkę związkowca paryskiego metra. Rewolucja Permanentna wykorzystała doświadczenie polityczne by organizować wielkie konferencje z udziałem np. protestujących, którzy stracili oko. I od tej strony były to bardzo ciekawe inicjatywy, gdyż te mitingi miały jednoznacznie charakter antykapitalistyczny. Frakcja ta mocno urosła w siłę i walczy dzisiaj o przywództwo w NPA.

Jest to jednak wyjątek niepotwierdzający reguły. W mojej ocenie, francuska lewica antykapitalistyczna zmarnowała tę wielką szansę by dotrzeć ze swoim programem do masowego ludowego ruchu protestu. Jest to smutne, zwłaszcza w kontekście rozpoczynającego się kryzysu kapitalizmu i zapowiadanych przez rząd ataków na prawa pracownicze. Francuska klasa robotnicza właśnie teraz potrzebuje bojowej i politycznie doświadczonej organizacji, która te protesty mogłaby organizować i przede wszystkim, gdy kapitalizm jest w kryzysie, zaproponować zupełnie nowy, bardziej sprawiedliwy system. Spontaniczność i oddolność ruchu Żółtych Kamizelek, mimo wielu zalet, jednak nie postawiła w dokumentach programowych kwestii obalenia kapitalizmu. To mogliby zaproponować stetryczali francuscy marksiści. Miejmy nadzieję, że jeszcze się obudzą i na coś się przydadzą.

Być może jednak kryzys francuskiej lewicy ma w sobie coś pozytywnego. NPA i LO to partie maja 1968 i do dzisiaj te partie są zdominowane przez ludzi aktywnych politycznie jeszcze 50 lat temu. Być może ruch trockistowski właśnie wstąpił w okres breżniewowskiej starczej demencji i te partie rozpadną się wkrótce na rozproszone atomy jak PZPR czy KPZR w momencie upadku Bloku Wschodniego. Jedno jest pewne. Kryzys kapitalizmu wymaga od francuskiej radykalnej lewicy – radykalnych zmian w swoich szeregach.

Autor jest robotnikiem mieszkającym we Francji od 2012 roku. Prowadzi kanał na YouTube Odrodzenie Komunizmu.

Dodaj komentarz

avatar

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  Subscribe  
Powiadom o