Artykuł

Pandemia dyktatury a kapitalizm i socjalizm w czasach zarazy

Pandemia wirusa covid 19 stanowi w ostatnich miesiącach główny temat wszelkiej debaty publicznej. To za jej sprawą świat na chwilę stanął. Media głównego nurtu prześcigają się w w donoszeniu o kolejnych przypadkach, urastających w ich przekazie do monstrualnych rozmiarów. Opustoszały sklepy, szkoły galerie handlowe. Zewsząd usłyszeć możemy hasło „zostań w domu”. Przechodząc na pracę zdalną czy przebywając na kwarantannie mamy więcej czasu na refleksję, zastanowienie nad sobą, sensem istnienia świata, życiem, jednym słowem czas się zatrzymał. Można wręcz odnieść wrażenie, że związane z epidemią ograniczenia i swoiste „udomowienie” to swego rodzaju odpowiedź na już dawno obecny w społeczeństwie przesyt wyścigiem szczurów, tempem życia, hiperkonkurencją, ustawiczną gonitwą. Mówiono nawet o zamrożeniu gospodarki, zniknięciu zatłoczenia w galeriach handlowych jako o upadku dotychczasowego świata opartego na konsumpcji i neoliberalnej pogoni za zyskiem oraz kształtowaniu się na jego gruzach nowego ładu. Taki punkt widzenia reprezentowały szczególnie środowiska lewicowe. I rzeczywiście, co rusz to dochodziły do nas doniesienia o niespotykanych dotąd aktach solidarności, jak robienie starszym osobom zakupów, dostrzeżenie trudu i pracy najmniej opłacanych i niedocenianych dotychczas grup zawodowych stanowiących jednak podstawę egzystencji. Pracy osób, które nie mogły pozostać w domach oddając się medytacji i rozważaniom egzystencjalnym, jak sprzedawczynie, kasjerki, kierowcy komunikacji miejskiej, sprzątaczki, opiekunki seniorów, osoby pracujące przy wywozie i segregacji odpadów komunalnych, a co najważniejsze, lekarze i personel medyczny.

Ludzie w trosce o najsłabszych i najbardziej narażonych na konsekwencje pandemii, tłumnie ruszyli myć ręce, nałożyli maseczki (niektórzy jeszcze przed wprowadzeniem nakazu) posłusznie zostali w domach, by nie zarażać najbliższych – sąsiadów, rodziców, dziadków. Uciążliwe w związku z całą sytuacją ograniczenia jak zamknięcie granic, czasowe braki zaopatrzeniowe w sklepach, czy wzmożona obecność policji na ulicach miast z sentymentem i rozrzewnieniem opisywane były jak powtórka absurdów czasów Polski Ludowej. W sieci co chwila pojawiały się fotografie przejrzystego krajobrazu zalanych jeszcze niedawna smogiem miast, czy też czystego jak kryształ Gangesu ze zdatną do picia, zachęcającą do zanurzenia się od stóp do głów wodą. Powietrze tej wiosny jakby bardziej rześkie i pachnące. Jednym słowem, rozpad kapitalistycznej zgnilizny, początek nowego świata, tylko nomen omen żyć nie umierać, można by przewrotnie powiedzieć. Krytykujący dokonujące się za sprawą pandemii zmiany, to zapewne egoistyczni indywidualiści, zblazowani mieszczanie, którzy „wykupili bilet na wakacje”, za nic mający sobie cierpienie i śmierć setek tysięcy (milionów?) ludzi, dotykającą najsłabszej części społeczeństwa. Jak najszybsze odmrożenie gospodarki, zakończenie tego „nowego socjalizmu” i powrót do normalności, może być jedynie w interesie klasy posiadającej. To przedsiębiorcy zresztą jako pierwsi wyrazili niezadowolenie z obecnego stanu rzeczy, poprzez wszczęcie pod przywództwem Pawła Tanajny osławionego Strajku Przedsiębiorców. To przedsiębiorcy, zazwyczaj kojarzeni z krytyką wszelkiego interwencjonizmu państwowego teraz jako pierwsi wyciągają ręce po budżetowe zasoby.

Jeśli chodzi o kapitał i poniesione przez klasę drobnomieszczańską straty, to i tu sprawa wcale nie jest tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Okazuje się, że wszystko zależy od branży. Wielu przedsiębiorców nie tylko nie straciło, lecz wręcz wzbogaciło się na pandemii i rozgorzałej wokół niej paniki. I tak np. na zarazie skorzystał szef amerykańskiej firmy Amazon Jeff Bezos. Dotyczy to w ogóle wszelkiej maści firm wysyłkowych – zamknięci w domu ludzie, jeśli mają wybór, zakupy wolą robić przez internet. Na koronawirusie dorobiły się także firmy farmaceutyczne, bo ludzie w panice zaczęli wykupować rozmaite mające rzekomo podnieść odporność paraleki. Na początku pandemii w popłochu gromadzono olbrzymie zapasy środków higienicznych (których za radą Trumpa używano nie tylko zgodnie z przeznaczeniem, ale również do spożycia oraz podania dożylnego) i żywności. Z wiadomych powodów również branże alkoholowe mają się dobrze. Nie mówiąc już o producentach maseczek i lateksowych rękawic (nie chce się nawet myśleć o tym, jak wpłynie to na globalną produkcję plastiku). Ogólny bilans jest taki, że na pandemii wzbogacili się najbogatsi ludzie świata(w tym wspomniany Bezos), których majątek wzrósł o ok. 1 mld. dolarów. Przekonanie więc, jakoby zamrożenie gospodarki godziło najbardziej w klasę posiadającą i to w jej interesie było jak najszybsze zakończenie związanych z nim obostrzeń, nie do końca wydaje się mieć pokrycie w rzeczywistości. To nie świat pracy, a właśnie przedsiębiorcy są przecież beneficjentami opracowywanych co rusz to przez rząd nowych wersji tzw. tarczy antykryzysowej.

Rychło okazało się bowiem, że wygodna praca zdalna dotyczy tylko wybranej uprzywilejowanej części społeczeństwa, jak menadżerowie, prezesi, pracownicy uniwersytetów, mieszczańska inteligencja. Do narażenia życia w pracy zmuszeni są nie tylko medycy, pielęgniarki, czy sprzedawczynie, ale również pracownicy produkcji, fizyczni pracownicy najemni. Dla nich bonusowe „wakacje” oznaczają de facto nieodpłatne zwykle przestoje lub po prostu utratę pracy. Wiadomo już, że pandemia koronawirusa w znacznej mierze przyczyni się do wzrostu bezrobocia, spotęgowania ubóstwa i rozwarstwienia społecznego. Wszystkie te procesy dotkną oczywiście najsłabszych, klasy robotniczej, bezrobotnych, bezdomnych. To nie burżuazji usiłuje się odebrać urlopy, wydłużyć czas pracy, obciąć pensje. To nie burżuje, gdy domagają się respektowania swoich praw pracowniczych słyszą:”cieszcie się, że was nie zwalniamy”. Biznes dostał od państwa wiele benefitów jak pomoc finansowa, zwolnienie na trzy miesiące przedstawicieli prywatnego biznesu z podatków oraz obniżenie dla przedsiębiorstw CIT i PIT. Pracownik otrzymał skrócenie tygodniowego okresu odpoczynku, wydłużenie dnia pracy do 12 godzin, nie mówiąc o wprowadzaniu procedur ułatwiających jego zwolnienie.

Tzw. rządowa “tarcza antykryzysowa” to nic innego jak wsparcie z funduszy publicznych prywaciarzy kosztem infrastruktury państwowej. Zwolnienie przedsiębiorstw z podatków oznacza obniżenie nakładów w sektorze usług publicznych jak służba zdrowia, edukacja, budownictwo komunalne itd., poprzez przekazanie przeznaczonych na nie środków do prywatnych kieszeni. Skutek – jeszcze większe niedofinansowanie i prywatyzacja i tak już nie radzącej sobie z epidemią i jej skutkami kulejącej służby zdrowia. Zmiany w kodeksie pracy z całą pewnością odbiją się na kondycji zdrowotnej pracowników. Przepracowany robotnik stanie się bardziej podatny nie tylko na koronawirusa, ale i na inne choroby, przez co będzie częściej chorował i jeszcze bardziej obciąży nadwątlony system opieki medycznej.

A jeśli chodzi o polski system opieki zdrowotnej to epidemia na jej gruncie właśnie dobitnie ukazała sprzeczności systemu kapitalistycznego. Chodzi tu nie tylko o zmniejszającą się sukcesywnie od czasu transformacji ustrojowej liczbę szpitalnych łóżek, lekarzy, personelu medycznego w coraz bardziej komercjalizującej się opiece medycznej, czy też brak testów na covid oraz respiratorów. Receptą na owe niedobory miał być zryw charytatywny z prowadzoną przez Jerzego Owsiaka (nota bene zwolennika prywatyzacji służby zdrowia) Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Ale wywołana przez koronawirusa panika doprowadziła do zamknięcia przychodni i przejścia na tzw. leczenie elektroniczne oraz telefoniczne modne już od kilku lat uważane za jedną z przyczyn stopniowego skracania średniej życia. Z dnia na dzień Polacy pozbawieni zostali jakiejkolwiek pomocy medycznej. Odwoływano, zabiegi, od lat wyczekiwane ratujące życie operacje, rutynowe wizyty. Pacjenci zdani zostali więc na kliniki i przychodnie prywatne. Opiekę zdrowotną mieli więc ci, których na to stać, o ile lekarze zechcieli ich przyjąć. Przychodnie i kliniki prywatne zamykały się w tempie zbliżonym do innych małych przedsiębiorstw. W ciągu kilku dni z mapy polski zniknęła niemal całkiem opieka stomatologiczna. Pokazuje to bezużyteczność prywatnej służby zdrowia typu medicover czy luxmed w czasach klęsk i kryzysów.

Rosnące bezrobocie, kryzys i ubóstwo społeczne oraz tragiczna sytuacja finansowa służby zdrowia nie przeszkodziły jednak rządowi w zainwestowaniu 319 mln 700 tys. zł budżetu państwowego w wybory prezydenckie, które się nie odbyły, a także w zakupie za kosmiczne pieniądze amerykańskich myśliwców F 35.

Odpowiedzialność za przejawiającą się na gruncie służby zdrowia niewydolność struktur państwowych w mgnieniu oka scedowano na obywatela. Z dnia na dzień Polacy uwięzieni zostali w domach, z prawem poruszania się jedynie w celach „niezbędnych do życia jak zakupy, wyjście do pracy i powrót z niej. Przywrócono kontrole na państwowych granicach. Kraj został zamknięty na cztery spusty. Zakazano wstępu do lasów (co ciekawe, zakaz ten nie dotyczył polujących na dziki myśliwych), parków, na plażę. Na ulicach pojawiły się kordony policji, nadawane z megafonów komunikaty przywodziły nieodparte skojarzenia z wykorzystywanymi w przez nazistów Generalnej Guberni podczas drugiej wojny światowej szczekaczkami. Wprowadzono przymus noszenia maseczek oraz zakaz zgromadzeń publicznych np. manifestacji. Za złamanie któregokolwiek z wymienionych obostrzeń groziły drakońskie kary pieniężne w wysokości od 500 do nawet 30 tys. złotych. Łatwo można domyślić się, że najdotkliwsze i najbardziej niewypłacalne okazały się dla najbiedniejszej części społeczeństwa, a więc obok bezrobotnych i bezdomnych, uczniów, studentów, dla klasy robotniczej, a to właśnie te warstwy głównie padały ich ofiarą. Pochopne niekiedy wymierzanie często niewspółmiernych do czynów grzywien z czystym sumieniem nazwać można uciskiem ekonomicznym, czy wręcz fiskalnym państwa. Represje te mają charakter opisywanej przez Karola Marksa w I tomie Kapitału relacji dłużnika i wierzyciela, będącej przyczynkiem do niewolnictwa.

Bo z rodzajem krypto niewolnictwa w aresztach domowych mieliśmy de facto do czynienia. Kolejne obostrzenia to bowiem nic innego jak formy odbierania społeczeństwu resztek praw i swobód obywatelskich oraz odwrót od demokracji, która jak się okazuje, niekoniecznie zawsze musi iść w parze z tzw. gospodarką wolnorynkową. Mamy tu do czynienia z rozwojem dyktatury budowanej na strachu. Strachu, który od samego początku leży u fundamentów działań polityków. Codzienna obawa przed utratą środków do życia obok bombardujących nas codziennie doniesień o nowych przypadkach zakażeń budowało atmosferę paniki. I tak, do niedawna jeszcze otoczone czcią pandemii bohaterki oklaskiwane pielęgniarki nagle stały się publicznym wrogiem numer jeden. Szykany, wyzwiska, wyrzucanie z mieszkań, akty przemocy obserwować dało się na każdym kroku. Na porządku dziennym do czynienia mieliśmy ze scenami rodem z filmu Noc żywych trupów George’a A. Romera. Taki oto piękny hołd „bohaterom pandemii” złożyli Polacy. Dyskryminację pielęgniarek dodatkowo podsycał rząd, co obserwować mogliśmy podczas protestów pracowników transgranicznych, gdy w ramach luzowania granicznych kontroli i zwalniania z kolejnych grup zawodowych z obowiązku dwutygodniowej kwarantanny po przekroczeniu granicy pominięto pielęgniarki i medyków. Na ulicach pojawiła się atmosfera wzajemnej podejrzliwości, powszechne były donosy już to o niezasłanianie twarzy, niezachowanie odległości, już to o spacer z psem. Obraną przez rządy europejskie taktykę „zwalczania pandemii” nazwać więc można polityką strachu. Zastraszonym, bojącym się wyjść z domu ludem łatwiej przecież sterować.

Pacyfikacja poprzez izolację jawiła się w potulnym przestrzeganiu przez Polaków bez jakiegokolwiek sprzeciwu coraz bardziej surrealistycznych rozporządzeń ministerialnych. Bez sprzeciwu w odróżnieniu od innych krajów trzeba dodać, mimo że to w Polsce zastosowane przez rząd w celu zatrzymania pandemii covid 19 „środki zapobiegawcze” należały najsurowszych w Europie. Przeciągająca się izolacja w domowych kryptowięzieniach pogłębiła alienację i tak mocno już zatomizowanego polskiego społeczeństwa. Z pewnością będzie to miało fatalny wpływ na relacje interpersonalne, poziom wzajemnego zaufania i solidaryzmu, co obok zakazu zgromadzeń uniemożliwić może również jakąkolwiek wspólnotową działalność o charakterze społecznym, czy politycznym, a co za tym idzie, wszelki opór społeczny. Wiemy już w tej chwili, że konsekwencje długotrwałego zamknięcia oraz masowej paniki znacznie przewyższyć mogą koszty samej pandemii. Oprócz większej umieralności na inne, niezwiązane z koronawirusem wskutek braku dostępu do opieki medycznej choroby, jak np. zawały, nowotwory, choroby przewlekłe itd., spodziewać się można gwałtownego wzrostu wynikających z deprywacji potrzeb społecznych rozmaitej maści dewiacji, zaburzeń depresyjnych, otyłości, alkoholizmu oraz innych uzależnień, w tym od internetu. Jeśli chodzi o internet, mówi się, że w dobie związanej z pandemią separacji jego rola znacznie wzrosła ze względu na przeniesienie relacji interpersonalnych do sieci. Z drugiej jednak strony z związku ze wspomnianymi kosztami społecznymi izolacji, to właśnie pandemia covid unaoczniła dobitnie jak iluzoryczna jest możliwość zastąpienia rzeczywistych relacji międzyludzkich technologią cyfrową.

Podczas okresu kwarantanny odnotowano skokowy wzrost wskaźników samobójstw. Według wyliczeń lekarzy z John Muir Medical Center w Walnut Creek zgonów wywołanych samobójstwem było więcej niż spowodowanych zakażeniem koronawirusem. Szacuje się, że od początku zamknięcia w ciągu jednego miesiąca życie odebrało sobie tyle osób, co w poprzednich latach w ciągu całego roku! A pamiętać trzeba, że w dobie globalnego kapitalizmu liczba samobójstw i tak stoi na wysokim poziomie, rosnąc sukcesywnie co roku. Źródło tego stanu rzeczy oprócz tak oczywistych aspektów jak załamanie gospodarki, wzrost bezrobocia, nagła utrata pracy, ubóstwo i nędza tkwić może w poczuciu osamotnienia wynikającego ze wspomnianej już deprywacji więzi społecznych. Niepokój, poczucie beznadziejności i brak kontroli nad własnym życiem potęgować może dodatkowo stany depresyjne sprzed pandemii.

Masowe zamknięcie całych rodzin przyczyniło się także do intensyfikacji przemocy domowej we wszystkich krajach, gdzie zostało wprowadzone. Jak pisze w tygodniku „Przegląd” Ewa Smoleńska-Borecka, „izolacja” i tak już utrudniająca w znacznym stopniu ofiarom szukanie pomocy ma tu podwójne dno [Smoleńska-Boredcka E., Epidemia przemocy, „Przegląd”, 2010, nr 20, s.20]. Sama izolacja stanowi bowiem jako technika manipulacji drugim człowiekiem strategię przemocową. Sprawca przemocy izoluje ofiarę od przyjaciół czy dalszej rodziny, odgradzając ją w ten sposób od wsparcia z ich strony. Któż nas nie słyszał jak rodzice strofują swoje dzieci słowami: „Nie narzucaj się”, „Nie myśl sobie, że kogokolwiek interesujesz”, „Przecież widzisz, że ona/on cię nie lubi”, „Nikt cię nie lubi”, „Kim ty jesteś, żeby mieli się tobą interesować?”, „Tylko ja mogę z tobą wytrzymać, bo mam do ciebie słabość jako matka!”, „Nie myśl sobie, że obchodzisz kogoś poza mną”itd. Tego typu komunikaty w znakomicie przyczyniają się do kształtowania atomistycznego charakteru społeczeństwa. Biorąc pod uwagę przemocowy wymiar izolacji, łatwo zdemaskować faktyczną rolę tego użytego przez rządy „środka zapobiegawczego”.

Przemoc domowa przejawiać się może także w sferze seksualnej. Trudno jednoznacznie oszacować wpływ kwarantanny na życie intymne par czy małżeństw. Niewątpliwie są to jednak warunki sprzyjające gwałtom małżeńskim. Dość znamienne i nieprzypadkowe wydaje się to, że właśnie teraz, w obliczu kwarantanny związanej z częstszym przebywaniem w domu razem, przy ograniczeniu innych niż domowe bodźców, a także zakazu publicznych zgromadzeń usiłuje się przeforsować zaostrzający ustawę antyaborcyjną projekt Kai Godek.

W ramach walki z pandemią zamknięte zostały szkoły oraz uniwersytety. Część szkół przeszła na nauczanie zdalne, co w oczywisty sposób doprowadziło do upośledzenia w dostępie do edukacji osób, grup i obszarów wykluczonych cyfrowo. Ograniczenie dostępu do szkolnictwa skazało znaczącą część młodzieży na nauczanie przez rodziców. Właściwie mamy tu do czynienia z urzeczywistnieniem modnych jeszcze przed pandemią postulatów edukacji indywidualnej czy domowej. Pomimo zamknięcia szkół, przeprowadzone mają zostać jednak matury przesunięte na termin czerwcowy. Jasne jest, że odcięte na kilka miesięcy od nauczycieli dzieci nie miały kiedy się do nich przygotować lub przygotują się w domu, we własnym zakresie. Zaowocuje to rzecz jasna tym, że wyniki matur jeszcze bardziej niż do tej pory uzależnione będą od pochodzenia społecznego i wyniesionego z domów rodzinnych zaplecza kulturowego.

Jednym z wyjątków dotyczących zakazu opuszczania domów i poruszania się po mieście było wyjście do pracy oraz powrót z pracy. W tym celu wiele zakładów wręczyło pracownikom świadectwa zatrudnienia. Jednym słowem prawo do poruszania się przysługuje jednie pod warunkiem użyteczności dla kapitalisty w generowaniu zysków. Tak jakby odnoszące się do sanitarnych obostrzeń ministerialne rozporządzenia wprzęgnięte były w reprezentującą interesy przedsiębiorców tarczę antykryzysową. To samo tyczy się do niedawna zamkniętych szczelnie przejść granicznych. W celu przekroczenia granicy i uniknięcia dwutygodniowej kwarantanny niezbędne jest okazanie dokumentu poświadczającego zatrudnienie na terenie danego kraju. Oprócz tego, że mamy tu do czynienia z formą pewnej segregacji społecznej i dyskryminacji całych grup np. bezrobotnych, kryje się za tym coś jeszcze. Każde „nieuzasadnione”, inne niż zarobkowe przekroczenie granicy karane jest kwarantanną, która w wielu przypadkach zwłaszcza w dobie kryzysu gospodarczego, grozić może utratą pracy. Więc z wyjazdów zagranicznych rezygnujemy nie tylko ze strachu przed faktycznym zakażeniem się, ale z obawy przed karą w postaci rujnującej nas ekonomicznie kwarantanny. Wprowadzone przez rząd związane z epidemią środki ostrożności obalają ostatecznie modny w ostatnich czasach mit work life ballance zakładający ścisły rozdział czasu pracy od życia prywatnego. Okazuje się, że również decyzje dotyczące czasu poza pracą, jak plany urlopowe, czy choćby wyjście do parku podporządkowujemy pracy. Podczas pandemii covid represjonowana jest wszelka aktywność inna niż praca. Obok tarczy antykryzysowej i takich jej rozporządzeń jak wydłużenie czasu pracy, czy odebranie urlopów, kryzys covid obnażył postrzeganie człowieka jako robota którego głównym celem jest pomnażanie zysków kapitalisty i który żyje po to, żeby pracować.

Widać więc, że wynikający z pandemii kryzys nie tylko nie zainicjował mniej lub bardziej prospołecznych przemian, ile raczej przyczynił się do eskalacji sprzeczności kapitalistycznych. Reprezentująca klasę przedsiębiorców bardziej niż robotników tarcza antykryzysowa, redukcja praw pracowniczych, bezrobocie, atomizacja społeczna oraz zmniejszenie nakładów na i tak mocno niedofinansowaną, w dużej mierze zdominowaną przez sektor prywatny służbę zdrowia trudno uznać za początek nowej alternatywnej bardziej sprawiedliwej i socjalistycznie zorganizowanej rzeczywistości. Co ciekawe, epidemią koronawirusa dotknięte zostały kraje o najbardziej liberalnej gospodarce i prywatnym systemie opieki zdrowotnej. Nie przypadkiem to w USA z prywatnym systemem opieki medycznej i ubezpieczeń społecznych notuje się najwięcej przypadków zarówno zachorowań, jak i zgonów. Kraje z większą dozą państwowego interwencjonizmu czy socjalistyczne jak Kuba, Chiny czy Rosja wysyłające swoich lekarzy do najbardziej dotkniętych regionów jak Włochy i USA, a nawet tzw. kraje trzeciego świata lepiej poradziły sobie z pandemią lub przeszły ją łagodniej.

Oznacza to, że w walce z tą (jak i zapewne każdą inną) pandemią kluczowe oprócz skutecznej organizacji są solidaryzm społeczny, dobrze funkcjonująca służba zdrowia, oraz szeroki zakres infrastruktury bezpłatnych usług publicznych, niekoniecznie zaś zastosowana w wielu krajach europejskich policyjna izolacja. Znamienne jest też, że najbardziej restrykcyjne związane z izolacją „sanitarne środki zapobiegawcze” ustanowione zostały w państwach kapitalistycznych, gdzie do czynienia mamy z najsilniej indywidualistycznymi kręgami kulturowymi. Jak to już zostało wspomniane, jedna z najsurowszych form zamknięcia miała miejsce właśnie w Polsce od lat uważanej na gruncie europejskim za kraj o najniższym stopniu zaufania oraz konsolidacji społecznej. Polacy w odróżnieniu od wielu społeczeństw europejskich wszystkie wprowadzone w związku z epidemią rozporządzenia potulnie, a nawet z aprobatą przyjęli, posłusznie się do nich stosując. Całkowicie spacyfikowała (popierająca w dużej części rządowe decyzje) rozbita polska lewica. Podczas gdy w wielu krajach jak Niemcy, Francja, Włochy, nawet USA co rusz to wybuchają antyrządowe, antykapitalistyczne, sprzeciwiające się obostrzeniom społeczne zamieszki i protesty, w Polsce jedyna aktywną i słyszalną grupą są domagający się jeszcze większych przywilejów przedsiębiorcy.

Co ciekawe, jak pisze Amzat Boukari-Yabara, rozprzestrzenianie wirusa dość mocno pokrywa się z wzorowaną na warunkach globalizacji trajektorią, tzn. najsilniej uderza w państwa z kapitalistycznego centrum, oszczędzając jednocześnie kraje peryferyjne i półperyferyjne (A. Boukari-Yabara L’ Afrique, périphérie de la crise ou épicentre de la solution ?, źródło: http://www.defenddemocracy.press/lafrique-peripherie-de-la-crise-ou-epicentre-de-la-solution-par-amzat-boukari-yabara/?fbclid=IwAR1kCpSmO3cNcM87Oz3bNfWsm0qIyNNaMqZOsNiRxutqB0Plklj1ZgSovW4 ). Podobnie rzecz ma się w obliczu rozmaitych tak często nawiedzających przecież świat zglobalizowanego kapitału kryzysów ekonomicznych, które dotykają głównie strategiczne ośrodki koncentracji przemysłu i akumulacji kapitału, niemal niezauważalnie przechodząc w rejonach nieuprzemysłowionych.

Zasadniczo za sprawą wzrostu cen i bezrobocia wpisuje się obecny czas w schemat powtarzających się permanentnie w historii kapitalizmu kryzysów ekonomicznych, nie tylko tego z roku 2008. Chodzi także o krach z 1873 r. rozpoczynający powszechne szerokie pasmo rozwoju karteli, a także kryzys lat 1900–1903 otwierający ostatecznie epokę międzynarodowego kapitalizmu monopolistycznego – imperializmu. A przede wszystkim kryzys roku 1929, do którego bywa porównywany. Efektem tego kryzysu było pojawienie się w Europie kulminacyjnej fazy systemu imperialistycznego – faszyzmu.

Podsumowując, pandemia koronawirusa nie stanowi początku na żadnego nowego socjalistycznego ładu, ani nie jest okazją do zapoczątkowania społecznych przemian. Być może mające miejsce podczas covid braki zaopatrzeniowe w sklepach pokazują, że niesłusznie kojarzone są ze sprzecznościami realnego socjalizmu, bo mogą pojawić się również w ustroju kapitalistycznym w swojej skrajnie neoliberalnej formie. Również przekroczenie granicy w okresie Polski Ludowej było łatwiejsze niż obecnie.

Nie wywołała również pandemia wybuchu międzyludzkiej solidarności, ile raczej obudziła i ujawniła to co w nas najgorsze i najbardziej mroczne. Kryzys covid pokazał, że współczesny kapitalizm osiągnął swą szczytową graniczną fazę, gdzie raczej do czynienia mamy z eskalacją kapitalistycznych patologii, a nie ich złagodzeniem. O przechodzeniu kapitalizmu w kolejną fazę poświadczyć mogą dające się obserwować np. we Francji podczas protestów Żółtych Kamizelek od dłuższego czasu zaostrzające się akty przemocy policyjnej i militarnej państwa wobec obywateli.

Związane z pandemią zamknięcie to odwrót od demokracji. Można wręcz powiedzieć, że covid zręcznie wykorzystany został przez rządy do przejęcia kontroli nad nami i odebrania praw oraz przez kapitał do pomnożenia zysków i łatwej manipulacji zlęknionymi masami. Pandemia dowiodła, że prawa, które mamy, i które do tej pory wydawały się dla nas niepodważalne oraz oczywiste, jak swoboda przemieszczania się, prawo do prywatności, czy wypowiedzi nie są nam dane raz na zawsze i w każdej chwili mogą być nam zabrane. Pokazuje też jak świetnym źródłem represji i selekcji społecznej potrafi być medycyna, co w przeszłości wykazać można nie tylko na podstawie praktyk „lekarskich” doktora Mengele, ale również szeroko zakrojonego medykalizującego i maskującego sprzeczności klasowe oraz niesprawiedliwość społeczną dyskursu psychiatrycznego. Pamiętać trzeba, że to właśnie dyskurs medyczny głównie wykorzystywany był do udowadniania wyższości jednych ras nad drugimi i legitymizowania koncepcji rasistowskich. Nabiera to wzmocnionego wydźwięku w kontekście głośnych ostatnimi czasy wydarzeń w Minneapolis jak zabicie przez policję czarnoskórego mężczyzny i rozgorzałych w wyniku tego zamieszek. A pamiętać trzeba, że incydenty te zbiegły się oprócz sprzeczności ekonomicznych, wzrostu ubóstwa, bezrobocia i rozwarstwieni społecznego z intensyfikacją w obliczu sanitarnych prewencji policyjnych represji. To między innymi wynikającym z epidemii obostrzeniom sprzeciwiają się amerykańscy protestujący. Rasistowskie podłoże wydaje się mieć również przeciągające się i stale przedłużane przez rządy zamknięcie granic, które oprócz zapędów autarkicznych dążą do jednolitości etnicznej państw oraz „rozwiązania kwestii” uchodźców.

Jak się za sprawą ostatnich miesięcy okazuje, wartości demokratyczne nie są ściśle powiązane z liberalną gospodarką. Liberalizm ekonomiczny stanowi doskonały grunt do ich zaprzepaszczenia i wprowadzania dyktatur. Widać tu też sprzężenie z kapitalizmem ideologii nazistowskich oraz faszystowskich. Parafrazując tytuł jednego z czołowych dzieł Włodzimierza Lenina Imperializm jako najwyższe stadium kapitalizmu powiedzieć można – „faszyzm jako najwyższe stadium kapitalizmu”.

Dodaj komentarz

avatar

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  Subscribe  
Powiadom o