Artykuł

Wolta historyczna

Od końca PRL trwa proces wolty historycznej, który opiera się na nobilitacji pewnych ugrupowań polityczno-wojskowych, a oczerniania innych. Głównym poszkodowanym tej zmiany jest oczywiście PPR z AL, na drugim miejscu znajdują się BCh.

Ten festiwal zrywania tablic, zmieniania nazw ulic, usuwania pomników poświęconych ALowcom opiera się na pewnym paradoksie. Z jednej strony gdy ktoś wspomni o polskim rasizmie, to od razu usłyszy litanię o odwiecznej polskiej tolerancji, bo w I RP było wiele narodowości, była wolność szlachecka i zamiast Murzynów eksploatowano Rusinów, więc problem nie istnieje. Jednocześnie ta sama osoba będzie wylewać nienawiść na ALowców, bo byli tam Żydzi, Rosjanie, Białorusini, Polacy, Litwini. AL zrzeszała wszystkie narodowości byłej I RP, była wspomnieniem „złotego wieku” i na tym polegał jej grzech główny. Bo jak to – myśli polactwo – może istnieć wojsko, gdzie żydek jest oficerem, a Polak szeregowcem! To musi być wojsko żydowskie, a jak nie żydowskie no to przynajmniej komunistyczne, czy antypolskie.

Wracając do tematu wolty historycznej.

W ich miejsce próbowano ustanowić świecki kult AK. Szło to bardzo różnie – choćby dlatego, że po wojnie część akowców wstąpiła do PZPR (sic!) i budowała Polskę Ludową. Dlatego AK ogólnie stała się z czasem coraz większym ciężarem i stąd pojawiła się potrzeba przejścia od ogółu do szczegółu. Od AK do powstania warszawskiego.

Samo powstanie ma swoją własną faktografię, która stawia je w pozycji dwuznacznej. Koncepcja zrobienia powstania przeciwko „Niemcom i Sowietom” postawiła je już a priori na straconej pozycji. Kierownictwo całkowicie świadomie postanowiło wywołać nieudane powstanie. Jeżeli zaś uznamy, że nie mieli takiej świadomości, to najwidoczniej liczyli, że po zajęciu Warszawy Niemcy nie przystąpią do pacyfikacji. Dlaczego? Najwyraźniej Bór-Komorowski uznał, że wzięcie kilkuset tysięcy mieszkańców stolicy na zakładników powstrzyma represje. Jak wiemy mylił się.

Dzisiaj mit tego nieudanego powstania stanowi okazję do eksponowania najgorszych wątków polskiej historii. I tym wytykaniem wcale nie zajmują się „żydy, masony, komuchy” tylko te pocieszne tłumy z marszu powstania, ze śpiewów patriotycznych itp.

Najbardziej obrzydliwa jest bajka o „małych powstańcach”. Kiedy obcokrajowcy zwiedzają Warszawę i widzą ten znany wszystkim pomnik, pytają się: Czy to nie jest żart?

Bo i faktycznie, komu w Europie w XXI wieku przyszłoby do głowy chwalić się wykorzystywaniem dzieci w celach militarnych? Ta zbrodnia wojenna to domena bojówek i terrorystów z trzeciego świata: ISIS i Boko Haram. Najwyraźniej AK zbytnio od nich się nie różniła – pomyśli sobie człowiek z zagranicy i słusznie. Polacy zaś żadnej krępacji nie czują i z radością celebrują popełnione przez siebie zbrodnie wojenne.

Jednak poza Warszawą też jest Polska i co jej mieli do zaproponowania nasi dekomunizatorzy?

Osobiście nie wiem jaki proces rozumowy nastąpił u ludzi odpowiedzialnych za kult żołnierzy wyklętych. Spełnili oni w polskiej historii jedną z najbardziej haniebnych ról, w pełni porównywalną z rolą konfederacji targowickiej.

Tak! Wyklęci odegrali taką samą rolę co targowiczanie, byli oni w istocie targowicą XX wieku. Obrali reakcyjne stanowisko polegające na blokowaniu reform społecznych, które umożliwiłyby modernizację kraju. Dodatkowo robili to wszystko pozostając w zmowie z Berlinem, a potem z Londynem. Ktoś mógłby zarzucić, że przecież PPR „przyleciała” z Moskwy. Istotnie, PPR utrzymywała sojusznicze relacje z ZSRR; po to aby zrzucić z Polski jarzmo niewoli niemieckiej, a z mas polskich jarzmo niewoli obszarniczej. Jej program był postępowy, słuszny, sprzyjający odbudowie kraju. Gdyby wyklęci głosili słuszne stanowisko, a do jego zrealizowania potrzebowaliby pomocy tego czy innego państwa, to nie miałbym im tego za złe. Problem jest taki, że PROGRAM WYKLĘTYCH BYŁ BŁĘDNY, BYŁ ANTYPOLSKI. Wyklęci działali na rzecz umocnienia w Polsce jarzma niewoli niemieckiej i obszarniczej.

Co więcej, nawet najbardziej zagorzali obrońcy wyklętych, ci co gardłują „precz z komuną, niech żyje wolna Polska” sami nie kryją się z tym, że wyklęci byli najzwyklejszą w świecie agenturą. Przytoczmy tutaj sobie fragment artykułu Jana Bodakowskiego z prawy.pl:

Dla Żołnierzy Wyklętych oczywiste było to, że miejsce Polski jest w obozie demokracji i wolnego rynku [czytaj: miejsce Polski jest jako satelity USA], a nie komunistycznej tyrani politycznej, społecznej i gospodarczej. Wiec, nawet jeżeli nie głosili manifestów politycznych, to oczywiste jest to, że walczyli o Polskę demokratyczną i wolnorynkową, a nie o komunistyczny kołchoz bez demokracji i wolnego rynku (o co walczyły ofiary Żołnierzy Wyklętych).” [1]

To, że ktoś zamiast rubli przyjmuje dolary w żaden sposób nie zmienia jego targowickiej natury.

Warto dodać, że niezależnie od orientacji politycznej kierownictwa państwa to gospodarka socjalistyczna zapewnia samodzielność i niezależność od obcych stolic. Nie ma w tym przypadku, że wszystkie kraje, które obierały drogę na samodzielność mniej lub bardziej starały się zbudować jakąś formę socjalizmu. Szczególnie widać to w krajach postkolonialnych. Obranie zaś przez te kraje drogi gospodarki rynkowej praktycznie z automatu wpychało je w szpony euro-amerykańskich banków, które rozdzielały terytorium na koncesje dla spółek wydobywczych. Kończyło się to tak jak w DR Konga. Miliony ludzi dziś pracują w kopalniach koltanu, szmaragdów, złota itp., a gros zysków wpada do kieszeni kilku właścicieli koncesji. Zwykły człowiek dorobi się tam co najwyżej garba.

O innej formacji, WiNie pozostaje nam powiedzieć, że ramię w ramię napadała z UPA na polskie wsie. Chyba tutaj komentarzy nie potrzeba.

W tym momencie możemy przytoczyć tradycyjną linię obrońców wyklęciaków. Najczęściej na wszelkie przykłady ich zbrodni, napadów i przykładów współpracy z SS i gestapo możemy usłyszeć, że robiły to struktury lokalne, ale kierownictwo o niczym nie wiedziało. No cóż, taka linia obrony przypomina nam wypowiedzi pewnego reakcjonisty o braku dowodów na to, że Hitler wiedział o holokauście.

Ktoś mógłby się łudzić, że wychwalanie wyklętych nie jest wcale wynoszeniem na piedestał agentury tylko odkrywaniem „białych plam” historii. Otóż nie ma podstaw, żeby tak sądzić. Prędzej palmy wyrosną w Suwałkach niż nasi dekomunizatorzy wspomną o GL, WRN i innych socjalistycznych formacjach. Oczywiście zwolennikiem PPS-owskich formacji nie jestem, bo dziwaczna orientacja międzynarodowa PPS-u upośledzała ich program polityczny.

Dla PPS-u ważne było kto rządzi Polską, a nie to jaka ta Polska jest. Jeżeli reformę rolną mieli przeprowadzić komuniści to nagle PPS-owcy stwierdzali, że należy sabotować reformę rolną itd. Partia ta kultywowała najgorsze nawyki polactwa – trybalizm i totemizm.

Mimo jednak tych oczywistych wad była to partia socjalistyczna, więc w obecnym kapitalistycznym folwarku jest skazana na zapomnienie. To tylko potwierdza, że wolta historyczna dekomunizatorów to nic innego jak dorabianie dziejowego uzasadnienia dlaczego fabryki w Polsce mają być niemieckie, a w Redzikowie ma siedzieć US Army.

Pozostaje życzyć rodakom, aby sami zaczęli poznawać historię. Żeby zastanowili się jaki interes oni – w 99% potomkowie chłopów, którzy uzyskali dziejową szansę przez socjalistyczną modernizację – mają w wychwalaniu ziemiańskich synków, którzy chcieli ich dziadków i babcie z powrotem zagonić do odrabiania pańszczyzny.

SPRAWA NASZA JEST SŁUSZNA

ZWYCIĘSTWO BĘDZIE Z NAMI

[1] https://prawy.pl/106964-zolnierze-wykleci-walczyli-o-polske-demokratyczna-i-wolnorynkowa-a-ich-ofiary-o-wprowadzenie-komunistycznego-zniewolenia-i-nedzy/

Grafika: Pomnik „Czynu zbrojnego Gwardii Ludowej i Armii Ludowej” w Polichnie. Po 1989 roku pomnik „przechrzczono”. Symbole AL i GL zastąpiono Orderem Virtuti Militari i krzyżem „Na polu chwały” z 1920. Miecz obwieszono datami oraz symbolem Polski Walczącej. (źródło: http://zasekunde.pl/polichno-pomnik-zolnierzy-gwardii-ludowej/ )

Dodaj komentarz

avatar

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  Subscribe  
Powiadom o