Artykuł

Kułaków od futer do wycięcia

Obecnie przez ponowne deklaracje polityków Zjednoczonej Prawicy rozgorzał spór dotyczący branży futrzarskiej: likwidować, czy nie likwidować? Nasza odpowiedź brzmi naturalnie: likwidować. Jednak i tutaj, jak w przypadku wielu innych zagadnień, nie tyle istotne jest to czy uśmiercimy już i tak obumierający przemysł, ale jak tę eutanazję przeprowadzimy.

Zaczynając od pewnego banału – gospodarka w znacznej mierze ma charakter psychologiczny. To oznacza, że pewne subiektywne opinie mogą przekształcać rzeczywistość ekonomiczną i tak opinie pewnych autorytetów mogą zmieniać sytuację radykalnie. Jakaś gwiazda potępi firmę? Od razu jej obrót maleje, a towary czasem tanieją aż poniżej kosztów wytworzenia z racji na brak chętnych do kupienia obciachowego towaru. Podobnie jest z branżą futrzarską, której likwidacje już od kilku lat wieszczy Jarosław Kaczyński. Oczywiście sam pomysł walki o abstrakcyjne prawa zwierząt kiedy prawa ludzi znajdują się pod znakiem zapytania wiele mówi o burżuazyjnej wrażliwości.

My, materialiści, humaniści i komuniści oczywiście żadnych praw zawieszonych gdzieś w próżni nie uznajemy. To oznacza, że nie uznajemy abstrakcyjnych praw, bo to że jakiś porządek prawny może różne prawa obejmować to już inna sprawa. Dlatego nasza decyzja o poparciu likwidacji nie ma podstawy wyłącznie etycznej, ale też ekonomiczną.

Nagonka organizowana przez PiS i wynikający z tego spadek popularności to jedna z części składowych, drugą jest typowo kolonialna struktura tego sektora. Owszem zwierzęta są hodowane, zabijane i podawane przetworzeniu w Polsce, ale sprzedaż już odbywa się przez pośredników – wielkie domy handlowe. Naturalnie nasz „trzeci w Europie” sektor futrzarski już własnego domu handlowego nie był w stanie zbudować.

No ale właśnie, czy można likwidować branżę, która jest na „górze”? Liberałowie oczywiście powiedzą, że nie. My powiemy, że tak. Jakiś czas temu powszechnie mówiono o tym że Polska jest wielkim śmietniskiem całego świata. Nawet z Nigerii importowano do nas śmieci. Jest to bardzo symptomatyczne, że z 10 gospodarki przemysłowej na świecie w okresie PRL udało nam się zejść do pierwszorzędnego śmietniska na świecie. Czy powinniśmy być dumni z bycia śmietnikiem? Czy powinniśmy bronić swojego statusu jako śmietnik prima sort? A jakby gdzieś powstał konkurencyjny śmietnik, to może jeszcze rząd powinien dotować import śmieci do Polski, żeby utrzymać tę zaszczytną funkcję?

Zwolennicy kułactwa gardłują: teraz zabierzecie nam futra, a zaraz zabierzecie nam mleko i każecie pić sojowe! I zapewne mają rację. Tylko to, co oni nazywają lewackim terrorem my nazywamy postępem technologicznym. 100 lat temu tysiące burżujów żyło z zabijania wielorybów na olej, a dzisiaj? Kto z was ostatnio zapalał lampę z wielorybim tłuszczem? Czy to jakiś komunistyczny rząd opanował USA, Anglię i Japonię, że to się skończyło? Nie. Samo życie wydało nad tym wyrok śmierci. Samo życie zmusiło was do używania elektryczności. I co? Źle wam?

Bronienie się przed przekształceniem w nowoczesną gospodarkę, hołdowanie starym zwyczajom (tj. po prostu temu, co zastaliśmy tu i teraz) niezależnie od tego jak bardzo są one anachroniczne jest zwyczajnie głupie. Narzędzia, siła robocza i powierzchnia obecnie tracona na dostarczanie zysku zagranicznym domom handlowym mogłyby zostać wykorzystane na rozwój albo tego, w czym przynajmniej obecny jest pośrednik polski, albo czegoś nastawionego na rynek wewnętrzny.

W warunkach kapitalizmu likwidacja jakiejś branży to wzrost bezrobocia. Co z tym zrobić? Oczywiście odpowiedź brzmi: znacjonalizować. Obecni pracownicy mają do czynienia z brakiem higieny i z łamaniem prawa pracy. Kiedy te zakłady zostaną znacjonalizowane, jakość pracy się znacznie poprawi. Nie liczymy na to, że kułacy z branży to zrozumieją. Jeżeli ktoś robi wały podatkowe, prowadzi nieskrępowaną eksploatację i okazuje zwykłe schamienie wobec pracowników jak i wobec zwierząt to nie ma z nim o czym mówić. Nawołujemy do zajęcia przedsiębiorstw futrzarskich na poczet narodu, wygaszenie tam dotychczasowej działalności i przebranżowienie ich w celu obsługi rynku wewnętrznego.

Pozostaje zatem pytanie: co zrobić z futrzastymi mieszkańcami farm w przypadku zlikwidowania tychże? Wypuszczanie ich na wolność odpada, gdyż albo przez wychowanie w niewoli nie dałyby sobie rady, albo dałyby sobie radę aż za dobrze, zaburzając ekosystemy. Co za tym idzie, należy te zwierzęta do końca ich życia trzymać w jakiegoś rodzaju niewoli i ktoś musi nimi się opiekować. Najprostszym rozwiązaniem byłoby poumieszczanie zwierząt w ogrodach zoologicznych.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Cauli Recent comment authors

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Cauli
Gość
Cauli

Z tego co słyszałem to futrzaki potrafią sobie jakoś poradzić na wolności, gdyż nie są udomowione, więc istnieje możliwość wypuszczenia ich.