Artykuł

Niewygodna prawda o zbrodni katyńskiej

(Tłumaczenie rozdziału piątego «Tajemnicy Masakry Katyńskiej» Grovera Furra, tłumaczenie – tow. Formbi, tow. wKomunizmie24, tow. Dominika)

W 2011 i 2012 roku we Włodzimierzu Wołyńskim w Ukrainie, polsko-ukraiński zespół archeologiczny częściowo odkopał miejsce egzekucji. Łuski znalezione w jamie grobowej dowodzą, że egzekucje miały miejsce nie wcześniej niż w 1941 roku.

W grobach znalezione zostały odznaki dwóch polskich policjantów, którzy jak do tej pory było przyjęte, zostali zamordowani ponad tysiąc kilometrów dalej przez sowietów w kwietniu-maju 1940 roku podczas masakry katyńskiej.

Odznaki

  1. Józef Kuligowski

W maju 2011 polskie media ogłosiły, że w zachodniej Ukrainie w mieście Włodzimierz Wołyński odkryto metalową odznakę, którą zidentyfikowano jako własność polskiego policjanta Józefa Kuligowskiego. Według “oficjalnej” (przyjmującej winę Sowietów) wersji wydarzeń w Katyniu przyjęte zostało, że Kuligowski wraz z tysiącami innymi jeńców został stracony przez radzieckie NKWD w Kalininie (obecnie Twer) w Rosji i pochowany wraz z innymi ofiarami w Miednoje poza miastem.

«Czy osoby z Listy Katyńskiej mordowano również na Grodzisku we Włodzimierzu Wołyńskim?! Odnaleziona przez ukraińskich archeologów odznaka Policji Państwowej o numerze 1441 / II na to wskazuje. Jak nas poinformował pan Piotr Zawilski, dyrektor Archiwum Państwowego w Łodzi odznaka o tym numerze należała do posterunkowego Józefa Kuligowskiego z IV komisariatu w Łodzi. Informacja o przydziale i numerze służbowym pochodzi z maja 1939 roku. Nazwisko posterunkowego figuruje na jednej z list dyspozycyjnych dla obozu w Ostaszkowie. Dotychczas uważano, że został zamordowany w Kalininie i spoczywa w Miednoje. Jak wytłumaczyć fakt, że odznaka Józefa Kuligowskiego znaleziona we Włodzimierzu Wołyńskim? Czy zginął w Kalininie, czy we Włodzimierzu?»

Ten artykuł identyfikuje Kuligowskiego jako jednego z ludzi, którzy według «oficjalnej» wersji zostali zamordowani w masakrze katyńskiej.

To odkrycie wywołało znaczną dyskusję w polskiej prasie, która doszukiwała się związku pomiędzy masakrą katyńską. a znaleziskami w okolicach ukraińskiej miejscowości. Wówczas nikt nie wątpił, że to miejsce mordów prowadzonych przez radzieckie NKWD.

Ukraińskie media również podały tę informację zakładając, że radzieckie NKWD jest odpowiedzialne za te zabójstwa – jak można przeczytać w poniższym artykule z 4. października 2011 na ukraińskim portalu tyzhden.ua:

«I choć nie zostało jeszcze oficjalnie potwierdzone kim są ci ludzie i dlaczego ich zastrzelono, naukowcy są skłonni myśleć, że są to ciała obywateli polskich – żołnierzy, cywilów i polskich elit zamordowanych w 1941 roku przez NKWD. Tak sugerują dowody znalezione w miejscu egzekucji.

Są tam odznaki dwóch oficerów polskiej policji i ponieważ są numerowane wiemy już, że należą one do Józefa Kuligowskiego i Ludwika Małowiejskiego. Obie pochodzą z Łodzi. Zgodnie z dokumentami NKWD, jedna z ofiar została zastrzelona w Kalininie, a druga w Ostaszkowie, blisko Charkowa.»

W listopadzie 2012 roku polscy członkowie polsko-ukraińskiego zespołu archeologicznego opublikowali raport dotyczący znalezisk. W zbiorowej mogile nr 1 znajdowało sie 367 zwłok ludzkich poddanych ekshumacji i badaniom w 2011, a w 2012 dodatkowo 232. Została również określona lokalizacja masowych grobów. Co do znalezionej odznaki Kuligowskiego w raporcie napisane jest tak:

«Była to odznaka Polskiej Policji Państwowej z numerem 1441, która należała do: Post. PP Józef KULIGOWSKI s. Szczepana i Józefy z Sadurskich, ur. 12 III l898 w m. Strych. WWP od 20 VI l919. 10 pap. Uczestnik wojny 1920, szczególnie odznaczył się w bitwie pod Mariampolem 24 V 1920. W policji od l921. Początkowo służbę pełnił w woj. tarnopolskim. Następnie od 1924 przez wiele lat w Łodzi – w 1939 w V Komis. W sierpniu 1939 zmobilizowany do l0 pal. Odzn. VM V kl. nr 679.L. 026/l ( 15), 35[.]6.; za: red. Z. Gajowniczek, B. Gronek „Księga cmentarna Miednoje” t. l, Warszawa 2005, s. 465. Odznaka została przekazana do miejscowego muzeum.»

Obr. 5.1 – Artystyczna rekonstrukcja odznaki Józefa Kuligowskiego znalezionej we Włodzimierzu Wołyńskim

Poniżej jest wpis o Kuligowskim z pierwszej części «Miednojskiej księgi cmentarnej»:

«Post. PP Józef KULIGOWSKI s. Szczepana i Józefy z Sadurskich, ur. 12 III 1898 wm. Strych. W WP od 20 Vl 1919, 10 pap. Uczestnik wojny 1920, szczególnie odznaczył się w bitwie pod Mariampolem 24 V 1920. W policji od 1921. Początkowo służbę pełnił 2 w woj. tarnopolskim. Następnie od 1924 przez wiele lat w Łodzi – w 1939 w V Komis. W sierpniu 1939 zmobilizowany do 10 pal. Odzn. VM V kl. nr 679.»

Kuligowski został schwytany przez Armię czerwoną trochę po siedemnastym września 1939 kiedy radzieckie wojska weszły do Polski wschodniej aby niemieckie wojska nie usadowiły się setki kilometrów dalej na granicy ZSRR sprzed września 1939. Był trzymany w ostaszkowskim obozie jenieckim w Obwodzie Kalinińskim (obecnie Twerskim). W kwietniu 1940 został przeniesiony z Ostaszkowa do Kalinina (obecnie Tweru) Później nie ma o nim żadnych informacji.

Kuligowski jest zaliczany do ofiar masakry katyńskiej. Rzekomy zapis jego przeniesienia z dodanym słowem «Mord» jest dodany na jednej z polskich stron o Katyniu.

Jak w polskich mediach zostało powiedziane 25 maja 2011, nazwisko Kuligowskiego jest na liście transferowej więźniów z Ostaszkowa odtworzonej w oficjalnej publikacji Jędrzeja Tucholskiego z 1991. Kuligowski jest również wymieniony w innych niedawno opublikowanych spisach ofiar Katynia. Oczywiście oryginalny rosyjskojęzyczny zapis przewozu więźniów przedrukowany w «Mordzie w Katyniu» Tucholskiego nie zawiera słowa «Mord».

Polska archeolożka zarządzająca wykopaliskami i autorka raportu, dr Dominika Siemińska określiła, że ofiary zakopane w masowym grobie gdzie znaleziono odznaki zostały zabite nie wcześniej niż w 1941:

«Z pewnością stwierdzono,że zbrodnia została dokonana nie wcześniej niż w 1941 roku.»

Okres egzekucji został ustalony na podstawie łusek znalezionych w grobach. Niemal wszystkie są produkcji niemieckiej i są datowalne na 1941.

Niektóre ciała zostały ułożone w układzie «puszki sardynek» (Sardinenpackung), preferowanym przez obergruppenführera Friedricha Jeckelna, dowódcę Einsatzgruppen, ekip eksterminacyjnych, których zadaniem było wykonywanie masowych mordów. Zdjęcie grobu nr 1 pokazuje układ ciał.

Dodatkowo duży odsetek ciał w grobach to dzieci. Nie ma żadnych dowodów że Sowieci zabijali dzieci. Jest za to wiele dowodów że Niemcy tak robili. Jest to mocny dowód że jest to miejsce niemieckich a nie radzieckich masowych mordów.

Ten wniosek potwierdzają ostatnie badania innych ukraińskich naukowców dotyczące tego konkretnego miejsca pochówków. Polegając na dowodach z procesów o niemieckich zbrodniach wojennych, naocznych świadectwach ocalałych Żydów i badaniach polskich historyków o wielkoskalowych masakrach na Polakach przeprowadzanych przez ukraińskich nacjonalistów, profesor Iwan Kaczanowski i Wołodymir Musyczenko ustalili że ofiary zakopane w tej mogile były głównie Żydami, ale też Polakami i «radzieckimi działaczami».

Obr. 5.2 i 5.3 – Jeckeln podczas wojny oraz w radzieckiej niewoli. Został osądzony i skazany na śmierć w Rydze, Łotewska SRR w 1946 r.

Kaczanowski stwierdza że ukraińskie władze próbowały zrzucić winę na radzieckie NKWD aby ukryć winę sił ukraińskich nacjonalistów, które są wychwalane jako bohaterowie w dzisiejszej Ukrainie, w tym w samym Włodzimierzu Wołyńskim.

Kuligowski był rzeczywiście przewieziony z ostaszkowskiego obozu jenieckiego do Kalinina w kwietniu 1940. Nie był jednak zastrzelony aż do co najmniej 1941. To znaczy że listy przewozowe, które w oficjalnej wersji winiącej Sowietów są uważane za listy osób mających zostać zastrzelonymi nie są wcale czymś takim. Kuligowski został przewieziony do Kalinina w kwietniu 1940 przez Sowietów nie po to, aby zostać zastrzelonym, ale z jakiegoś innego powodu. Przeżył, a później został złapany i zabity przez Niemców, najprawdopodobniej w drugiej połowie 1941. Co więcej, Włodzimierz Wołyński jest ponad 1200 km od Kalinina (Tweru).

Główny wniosek jaki możemy wyciągnąć z tego odkrycia i mogący nam pomóc zrozumieć sprawę masakry katyńskiej jest taki: to, że nazwisko jakiegoś polskiego jeńca pojawia się na radzieckich listach przewozowych nie może już służyć za dowód że dany jeniec był przewożony na egzekucję, a zatem był zabity przez Sowietów.

  1. Ludwik Małowiejski

Są dowody że w tych masowych grobach znajduje się więcej polskich jeńców, co znaczy że zostali oni zamordowani w tym samym czasie, przez Niemców w 1941 lub 1942. W grobie nr 2 znaleziono pagon z munduru polskiego policjanta i wojskowe guziki.

We wrześniu 2011 polskie media doniosły że policyjna odznaka o numerze 1099/II należąca do starszego posterunkowego Ludwika Małowiejskiego została znaleziona w masowych grobach we Włodzimierzu Wołyńskim. Twierdzono że podobnie jak Kuligowski, Małowiejski był jedną z ofiar masakry katyńskiej, którego ciało zostało zakopane w Miednoje niedaleko Kalinina, gdzie według «oficjalnej» wersji pochowane są inne ofiary zamordowane przez NKWD w 1940.

Nazwisko Małowiejskiego pojawia się też w niedawno opublikowanych listach ofiar Katynia. Podobnie jak Kuligowski jest on zapisany w «Miednojskiej księdze cmentarnej» – w tym przypadku w tomie 2, na stronie 541:

«St. post. PP Ludwik MAŁOWIEJSKI s. Jakuba i Marianny z Jagiełłów, ur. 22 VIII 1890 W Żychlinie. Żołnierz I Korpusu Polskiego, plut. W policji od 1919. Od 14 I 1930 przeniesiony do Rez. Konnej m. Łodzi i tam nadal pełnił służbę we wrześniu 1939. Do Ostaszkowa przeniesiony ze szpitala w Szepietówce. Odzn. MN, MPzaW, MDzON.»

Jego zapis przewozowy z dodanym słowem “Mord”, podobnie jak w przypadku Kuligowskiego jest na tej samej oficjalnej polskiej stronie o Katyniu:

Tak samo nazwisko Małowiejskiego również jest na rosyjskich listach więźniów wywiezionych z obozu ostaszkowskiego.

W 2011 cały czas twierdzono, że masowe groby we Włodzimierzu Wołyńskim zawierają ofiary NKWD. Co za tym idzie, te rozbieżności w miejscach pochówku docierają do niewielkiej części opinii publicznej. Od tego czasu polski zespół archeologiczny zdecydowanie określił datowanie na 1941 i ustalił że jest to miejsce mordu SS Einsatzgruppe. To z kolei oznacza, że Kuligowski i Małowiejski zostali zabici przez Niemców w 1941, nie przez Sowietów w 1940. Inni polscy jeńcy – być może liczni – uważani za ofiary Katynia mogli być zastrzeleni razem z Kuligowskim i Małowiejskim i zakopani w masowych grobach we Włodzimierzu Wołyńskim czy gdzieś indziej w Ukrainie.

Artykuł autorstwa Siergieja Strygina zawiera zdjęcia tablic pamiątkowych Kuligowskiego i Małowiejskiego znajdujących się na specjalnym polskim cmentarzu pamiątkowym w Miednoje. Te dwie i tysiące innych tabliczek na tym cmentarzu odzwierciedlają założenie że «listy transportowe» były tak naprawdę «listami egzekucyjnymi» – założenie obalane przez odkrycia we Włodzimierzu Wołyńskim.

Dzisiaj jest jasne, że ciało żadnego z tych mężczyzn nie jest zakopane w Miednoje. Pojawia się teraz pytanie: czy którykolwiek z jeńców wpisanych obok Kuligowskiego i Małowiejskiego rzeczywiście jest tam zakopany? Obecnie nie ma powodów żeby tak sądzić.

Obr. 5.4 i 5.5 – Tablice pamiątkowe Kuligowskiego i Małowiejskiego na cmentarzu w Miednoje. Oni nie są tam pochowani.

Tuszowanie

Nazwisko Kuligowskiego, odkrycie jego odznaki i informacje wiążące go z Katyniem pojawiają się jedynie w przypisie raportu polskich archeologów. Informacje o Katyniu są przytoczone w tak skróconej formie, że jedynie eksperci w sprawie Katynia zauważą powiązanie.

Na przykład w raporcie polskich archeologów odniesienie do wpisu o Kuligowskim w liście przewozowej w książce Tucholskiego wygląda tak:

«026/l (15),35[.]6»

Poniżej jest dokładne odniesienie do nazwiska Kuligowskiego w książce Tucholskiego, str. 810:

«15. КУЛИГОВСКОГО Юзефа Степановича, 1898 г.р. 35.6»

Numer listy przewozowej, 026/1, jest na górze strony 810. Nazwisko Kuligowskiego jest na liście opatrzone numerem 15. Wpis «35[.6]» odnosi się do «dieła» czy pliku sprawy w liście NKWD – informacja niemająca tu znaczenia, bo ten plik nie został znaleziony i pewnie został zniszczony dawno temu.

Można by założyć że to odkrycie, najważniejsze odkrycie całych wykopalisk we Włodzimierzu Wołyńskim, powinno zostać nagłośnione. Zamiast tego jest «zakopane» w takim przypisie i zasłonięte rzadkimi słowami. Niewątpliwie zostało to zrobione ze strachu że to odkrycie podważy zarzut jakoby Sowieci przeprowadzili masakrę katyńską – zarzut, który polskie władze nie tylko chcą utrzymać, ale cały czas podtrzymywać jako niepodważalnie prawdziwy.

Nie ma wątpliwości że to właśnie dlatego nazwisko Małowiejskiego jest całkowicie pominięte w raporcie polskich archeologów. To ważne odkrycie jest zupełnie ignorowane!

Te dwa fakty – «zagrzebanie» przypisu o Kuligowskim i całkowite pominięcie odkrycia odznaki Małowiejskiego – są dobrymi dowodami, że polscy archeologowie chcieli umniejszyć powiązanie Katynia i Włodzimierza Wołyńskiego. Ale w raporcie ukraińskich archeologów z Włodzimierza Wołyńskiego nazwisko żadnego z tych mężczyzn nie jest nawet wspomniane!

Łuski

Szczegóły łusek, wszystkich stu pięćdziesięciu znalezionych w grobie nr 1 są podane w przypisie 3 na stronie 8 polskiego raportu, ale nie ma ich w raporcie ukraińskim:

  1. “kam, 67, 19, 41”- 137 szt;
  2. “dnh, *, l , 41” – 7 szt;
  3. Geco, 9 mm – l szt;
  4. łuski bez oznaczeń, 7,62 x 25, wz. 30, produkcja ZSRR – 5 szt.

Sto czterdzieści cztery, ponad 96% ze 150 znalezionych łusek było produkcji niemieckiej i mogą zostać zdatowane na 1941. Te znaki identyfikacyjne na łuskach są znane jako «stemple». Według analizy Andrieja Strygina “kam, 67, 19, 41” oznacza fabrykę Hasag w Skarżysku-Kamiennej, «67» odsetek miedzi w pocisku, «19» numer partii, a «41» rok produkcji. «dnh *, 1, 41» oznacza fabrykę Dürlach, «*» znaczy że łuska była wykonana z mosiądzu, a «41» to rok produkcji.

Obr. 5.6 i 5.7 – Artystyczne odwzorowanie łusek typów znalezionych w grobach nr 1 i 2

Raport polski, ale nie ukraiński podaje również łuski znalezione w grobie nr 2:

l. „kam, 67. 19, 41” – 205 szt;

2. „dnh, .*, l, 41” – 17 szt;

3. łuski bez oznaczeń. 7.62 x 25. wz. 30, produkcja ZSRR – 2 szt;

4. łuska „B, 1906″

Z 225 łusek znalezionych w grobie, 205 to niemieckie «Hasagi» z 1941, 17 to niemieckie «Dürlachy» z 1941, dwie to nieoznaczone radzieckie łuski z lat trzydziestych, a jedna jest oznaczona «B 1906». Oznacza to, że 98.67% zostało wyprodukowanych w niemieckich fabrykach w 1941.

Dla porównania żaden z ukraińskich raportów nie przytacza ile było łusek jakiego typu ani tego, że niemieckie łuski z 1941 stanowią przytłaczającą większość znalezionych łusek. Ten akapit pojawia się słowo w słowo w każdym z ukraińskich raportów:

«У поховальних ямах виявлено ідентичні гільзи , головним чином калібру 9 мм. Більшість з них мають позначки dnh (виробництво заводу Верк Дурлах в Карлсрує, Німеччина) та kam (виробництво фабрики Hasag у Скаржиці Кам’яній, Польща) 1941 р. Проте виявлені і декілька гільз радянського зразка. Все це потребує додаткових досліджень, оскільки стверджувати про те, що розстріли про- водилися гітлерівцями при наявності в поховальних ямах гільз радянського зразка– не є об’єктивним. Відомі факти (зокрема дані розстрілів польських військових у Катині), що радянські органи НКВС використовували при роз- стрілах німецьку зброю.»

Tłumaczenie:

«W dołach pogrzebowych znaleziono identyczne pociski, głównie kalibru 9 mm. Większość z nich ma znak «dnh» (fabryka Dürlach w Karlsruhe w Niemczech) i «kam» (fabryka Hasag w Skarżysku-Kamiennej w Polsce) z 1941. Znaleziono jednak też kilka łusek produkcji radzieckiej. Wszystko to wymaga dalszych badań, gdyż nieobiektywnie byłoby zakładać że rozstrzelania były prowadzone przez hitlerowców mimo tego, że radzieckie łuski zostały znalezione w grobach. Znane są przykłady (w tym dane o rozstrzelaniach polskich żołnierzy w Katyniu) gdy organy radzieckiego NKWD używały niemieckich broni przy egzekucjach.»

Jest trochę problemów z wnioskami w ukraińskim raporcie. Po pierwsze jest to przykład myślenia kołowego. Przyjęte jest że masowe mordy w Katyniu przeprowadzone niemiecką amunicją (co przyznali nawet Niemcy) były zbrodnią radziecką. Ale to właśnie założenie jest podawane w wątpliwość przez odkrycia we Włodzimierzu Wołyńskim.

Po drugie raport przyjmuje, że nawet przytłaczająca przewaga broni niemieckiej nie wystarczy aby uznać że morderstwa były prowadzone przez Niemców skoro Sowieci również mogli używać niemieckiej amunicji. Bez wątpienia jest to powód dla którego ukraiński raport nie podaje liczb łusek i odsetku łusek produkcji niemieckiej (W ukraińskim raporcie powinno również zostać powiedziane że Niemcy mogli użyć amunicji radzieckiej. Niemcy przechwycili ogromne ilości radzieckich broni i amunicji w 1941.).

Ukraiński raport zauważa że w grobach znaleziono również kobiety trzymające dzieci przy piersiach.

«Відмічено також, що вбиті часто прикривали об- личчя руками, або обіймали іншу жертву (жінки тулили до себе і прикривали дітей).»

Tłumaczenie:

«Należy również zauważyć, że zabici często zakrywali swoje twarze rękami lub obejmowali inną ofiarę (kobiety przytulały do siebie i zakrywały dzieci).»

Nie ma nigdzie w ZSRR przypadków rozstrzeliwania dzieci.

Ukraiński archeolog Oleksij Złatohorski zwrócił uwagę na problemy polityczne pojawiające się w wyniku uznania Niemców za morderców przez polskich archeologów:

«Неосторожные высказывания польских археоло- гов о принадлежности останков, найденных на территории замка Казимира Великого во Влади- мире-Волынском, могут поставить под сомнение уже известные преступления НКВД по отноше- нию к польским офицерам, сообщил директор ГП “Волынские древности” Алексей Златогорский в комментарии Gazeta.ua.»

Tłumaczenie:

«Nieostrożne stwierdzenia polskich archeologów o mieniu szczątków znalezionych na ziemi zamku Kazimierza Wielkiego we Włodzimierzu Wołyńskim mogą rzucić wątpliwość na znane już zbrodnie NKWD na polskich oficerach, powiedział dyrektor państwowego przedsiębiorstwa «Wołyńskie zabytki» Oleksij Złatohorski w komentarzu dla gazeta.ua.»

Jedyna «znana już zbrodnia NKWD na polskich oficerach» to masakra katyńska – konkretnie mówiąc «oficjalna» wersja masakry katyńskiej. Prof. Złatohorski nie wyjaśnia jak polski raport «rzuca wątpliwość» na «oficjalną» wersję Katynia.

Ukraiński raport zacytowany wyżej wygląda na krótszą, być może internetową wersję dłuższego raportu napisanego przez Złatohorskiego i dwóch innych ukraińskich archeologów, S.D. Paniszkę i M.P. Waszetę. Ten raport pomija jakiekolwiek wzmianki o Kuligowskim, Małowiejskim i ich odznakach. Aneks badania zawiera pewne zdjęcia pojawiające się również w polskim raporcie. Wśród nich znajduje się zdjęcie pagonu polskiego policjanta i «sardynkowego» ułożenia ciał w grobie nr 2.

5 marca 2013 zapowiedziano otwarcie wystawy poświęconej temu miejscu we Włodzimiersko-Wołyńskim Muzeum Historycznym. W załączonym artykule podano jedynie że w 1997 r. badacze ustalili, że pochowane tam ofiary to rozstrzelani przez NKWD Polacy z lat 1939-1940 i sugeruje on, że jest to nadal ich konkluzja.

Kaczanowski i Musyczenko przytoczyli dowody, że Niemcy zamordowali ofiary z Włodzimierza Wołyńskiego. Ponad 96% amunicji znalezionej w masowych grobach to amunicja niemiecka wyprodukowana w 1941 r. Listy „tranzytowe” i „wysyłkowe” z Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska są z kwietnia i maja 1940. Kuligowski i Małowiejski nie mogli zginąć wcześniej niż w 1941. Nikt nie zasugerował, że zginęli oni w Kalininie i Charkowie w kwietniu-maju 1940, a następnie ich odznaki przewieziono do zbiorowej mogiły we Włodzimierzu Wołyńskim oddalonym o 1200 km i tam je wrzucono do grobu.

Kuligowski i Małowiejski rzeczywiście zostali wywiezieni z obozu jenieckiego w kwietniu 1940 jak to odnotowano na radzieckich listach tranzytowych opublikowanych przez Tucholskiego w 1991, ale żaden z nich nie został wysłany na egzekucję. Zginęli oni w 1941 r. we Włodzimierzu Wołyńskim w Ukrainie. Według dostępnych obecnie dowodów zostali zabici przez Niemców.

Odznaki i łuski są głównym dowodem, który nie mógł w żadnym razie zostać sfałszowany lub podrobiony. Polska archeolożka nigdy nie sfabrykowałaby odznak ani nie wymyśliła tożsamości ich właścicieli. Nie sfabrykowałaby też faktu, że łuski znalezione w masowym grobie były nie tylko niemieckie, ale też powstały w 1941, czyli długo po mordach w Katyniu.

Wręcz przeciwnie: polskie władze zaprzeczają obecnie raportowi polskiej archeolożki. Fundusze zostały wycofane; masowe groby zostały zasypane. Nieliczne niezidentyfikowane ofiary zostały ponownie pochowane i są teraz oficjalnie nazywane „ofiarami NKWD”. Omówimy to bardziej szczegółowo w późniejszym rozdziale i wskażemy, że stanowi to milczące przyznanie się przez polskie władze do tego, że „oficjalna” wersja Katynia została obalona.

Materialne dowody znalezione we Włodzimierzu Wołyńskim – odznaki i niemieckie pociski z 1941 r. – to najważniejszy rodzaj dowodów, o jaki moglibyśmy prosić. Nie mogły zostać „podrzucone” lub w inny sposób sfałszowane. Pod tym względem różnią się od dowodów dokumentalnych i osobistych zeznań.

Gdybyśmy nie mieli innych niepodważalnych pierwszorzędowych dowodów wskazujących, że „oficjalna” wersja zbrodni katyńskiej jest fałszywa, to te odkrycia wystarczyłyby do ustalenia tego faktu. Na podstawie odznak i łusek we Włodzimierzu Wołyńskim sami możemy wywnioskować, że więźniowie zostali wywiezieni z radzieckich obozów jenieckich w kwietniu i maju 1940, ale nie wysyłano ich na śmierć. To samo w sobie obala „oficjalną” wersję zbrodni katyńskiej.

Dodaj komentarz

avatar

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  Subscribe  
Powiadom o