Artykuł

Mit chilijskiego cudu

Rządy Augusto Pinocheta to jedna z największych porażek ekonomicznych i humanitarnych w XX wieku. Mimo to dyktator ten ma wielu zwolenników i jest powszechnie uważany za postać kontrowersyjną, a nie jest oceniany jednoznacznie negatywnie, czyli tak jak być powinno. Dzieje się tak za sprawą wszechogarniającej, burżuazyjnej propagandy, która lubi go przestawiać jako wybawiciela Chile przed komunizmem i cudotwórcę. Jest to oczywiście stek bzdur.

Zacznijmy od krótkiego zarysu historycznego  sytuacji Chile od początku lat 70. do początku lat dziewięćdziesiątych. Wybory prezydenckie w tym kraju w 1970 roku wygrał socjalista Salvador Allende. Był on kandydatem lewicowej koalicji Unidad Popular (Zjednoczenie Ludowe), w skład której wchodzili komuniści, socjaliści i liberałowie. Niedługo po dojściu do władzy zaczął realizować swoją ideę chilijskiej drogi do socjalizmu. Nie trwało to jednak długo, gdyż po 3 latach, 11 września 1973 generał Augusto Pinochet przeprowadził wojskowy zamach stanu, a junta na czele z nim objęła władzę w kraju. Rozpoczęło to trwający 17 lat okres krwawej dyktatury wojskowej. W 1988 Pinochet przeprowadził plebiscyt, w którym Chilijczycy mieli zdecydować, czy ma on być prezydentem kraju przez następne 8 lat. Odniósł porażkę (55 % było przeciw). W 1989 przeprowadzono wybory prezydenckie, a w 1990 Pinochet ostatecznie został odsunięty od władzy.

Teraz omówmy ekonomiczny bilans rządów Pinocheta, który wedle burżuazyjnej propagandy określany jest jako chilijski cud. Nie ma w tym jednak zbyt dużo prawdy. Pinochet po dojściu do władzy rozpoczął prywatyzację firm znacjonalizowanych przez Allende, zlikwidował również monopole państwowe, który istniały jeszcze przed nim, zakazał działalności związków zawodowych i zniósł płacę minimalną. Podatki spadły znacząco… ale dla najbogatszych, ponieważ na miejsce podatku progresywnego wprowadzono podatek ryczałtowy osobowy. Sprywatyzowany został nawet m.in. system emerytalny, a firmy zagraniczne zachęcono do inwestowania w Chile. W marcu 1974 Pinochet zadeklarował, że zamierza zamienić swój kraj z kraju proletariuszy w kraj wolnych przedsiębiorców. Neoliberalizm w pełni panował w Chile od 1975 roku. Pole do popisu zdobyli wolnorynkokretyni z Chicago, Milton Friedman i inni tzw. Chicago Boys. Było to coś w stylu planu Balcerowicza, ale znacznie gorsze. A jakie skutki miała polityka ekonomiczna junty? W roku 1974 bezrobocie wyniosło 9,1%, aby już rok później osiągnąć wynik 18,7%. Produkcja przemysłowa spadła o 27%, a PKB o 13%. Mogłoby się wydawać, że w latach 1978-1982 ekipa Pinocheta osiągnęła całkiem dobry wynik, gdyż wzrost gospodarczy wynosił wtedy 6,6 %. Nie był to jednak sukces, a odrobienie dotkliwych strat, jakie wcześniej poniesiono. Całkiem słabo jak na cud gospodarczy… W rzeczywistości Chile, mające w myśl chicagowców być liderem regionu, miało w tamtych latach po Argentynie drugi najsłabszy wzrost w latynoskim świecie. Nie trwało to długo, gdyż w 1982 nadszedł kryzys gospodarczy, który w rządzony przez Pinocheta kraj uderzył wyjątkowo mocno. Biorąc pod uwagę stopień uzależnienia gospodarki chilijskiej od gospodarki światowej nie powinno to dziwić. Skutki? Wzrost i spadek. Spadek produkcji przemysłowej o 28% i PKB o 14% (wobec spadku innych państw regionu o średnio 3,2%), a wzrost inflacji i bezrobocia do zawrotnych 34,6%. W tle był ogromny dług kraju. Do wspomnień mieszkańców Chile z tamtego okresu należą żebracy chodzący po ulicach, ogromne niezadowolenie społeczne, zamieszki i rozrost przestępczości. Warto wspomnieć, że gospodarkę Chile przed całkowitą ruiną uratowały Codelco, czyli firmy niesprywatyzowane przez Pinocheta, a znacjonalizowane wcześniej przez Allende. Generowały one w pewnym okresie nawet  85% przychodów z eksportu i 20% PKB. Neoliberałowie musieli się opamiętać i zaprzestali ich prywatyzacji, a część firm nawet ponownie znacjonalizowano. W drugiej połowie lat 80. nastąpił wzrost, ale ponownie było to jedynie cofanie strat. Mimo to PKB per capita był w 1989 niższy o 6% od tego w 1981. W latach 1972-87 PNB per capita spadł o 6,4%. W 1993  PKB na głowę mieszkańca wynosił 3170 USD. W przeliczeniu na wartość dolara w 1973 r. PKB na głowę mieszkańca wynosiło wtedy 3600 USD. W 1987 poniżej progu ubóstwa żyło 45% Chilijczyków. Faktycznie cud, ale na odwrót…

Powiedzmy też parę słów o Allende. Pierwszy rok jego prezydentury przyniósł wzrost płac realnych o 22,3 %. Rozpoczęto budowę 76 tys. domów i 120 tys. budynków mieszkalnych. Prowadził politykę integracji mniejszości indiańskiej do systemu oświatowego, m.in. przyznano tysiące stypendiów indiańskim dzieciom, a pracownikom zapewniono zabezpieczenia socjalne. Południowej ludności, wcześniej ignorowanej, zapewniono naukę czytania, pisania i opiekę zdrowotną. Wojnę wypowiedziano analfabetyzmowi i nastąpił wzrost liczby uczniów na każdym poziomie (w okresie dyktatury Pinocheta liczba studentów spadła z 146 tysięcy w 1973 do 118 tysięcy w 1982). W latach 1971–1972 produkcja zbóż wzrosła o 32,4%, mleka o 42,2%, drobiu o 74,6%, cukru o 17%, natomiast kukurydzy o 65%. Realny wzrost płac wyniósł 27,5%. Bezrobocie spadło z 8,3% do 3,6% w 1973. Produkcja przemysłowa w latach 1971-72 wyniosła rocznie 10%, konsumpcji o 10,4%, a produkcji miedzi o 1,5%. Problemy gospodarcze Chile okresu prezydentury Allende wynikały dużej mierze z zaangażowania USA i wywoływaniem przez prawicę strajków, finansowanych przez CIA.

Wiemy już, jakie wspaniałe rzeczy osiągnął Pinochet, a jaka była cena za te sukcesy? Bo skoro jesteśmy przy temacie Pinocheta, nie można by było nie wspomnieć o jego rządzeniu za pomocą terroru. Zamordowanych zostało 2095 osób, a 1102 zaginęły bez wieści. Kilkadziesiąt tysięcy osób poddano barbarzyńskim, brutalnym torturom, w tym kobiety i dzieci, a 80 tys. internowano. Wytworzono atmosferę strachu, wprowadzono ostrą i wszechogarniającą cenzurę. Dyktatura wojskowa posiadała rozbudowany aparat propagandy, a dzieci w szkołach, które zresztą podporządkowano celom ideologicznym, były karane za poglądy i działania swoich rodziców. Działająca w tamtym okresie policja polityczna DINA zyskała przydomek GESTAPO Pinocheta, bądź chilijskie GESTAPO. Oto relacja świadka pochodząca z Le Monde z 1973 roku: W czasie przesłuchań podwładni Pinocheta stosowali nieludzkie tortury, o których dziennikarze nie mieli pojęcia: prąd elektryczny na genitalia, bicie mokrymi workami, zanurzanie w beczkach z ekskrementami, wyrywanie paznokci i palenie włosów. Tym, którzy brali udział w akcjach oporu ucinano palce, ramiona, dłonie, uszy, genitalia, wyłupywano oczy. Z raportu międzynarodowego psychologów, opublikowanych u schyłku minionego stulecia, wynikało, że tysiące osób poddanych torturom potrzebowało intensywnej opieki psychiatrycznej. Jedna z ofiar tortur, Antonio Ozimica, którego winą było pracowanie jako sklepikarz w urzędzie wiejskim wioski, w której Allende spędzał dzieciństwo, twierdzi, że znienawidził życie. Symbolem ery Pinocheta jest zamiana stadionów w obozy koncentracyjne, w tym chilijskiego stadionu narodowego. Była to największa na świecie izba tortur, na której torturowano i zamordowano między innymi piosenkarza Victora Jarę.

Bilans rządów Pinocheta jest katastrofalny. Kilkanaście lat rządów okrutnego tyrana i fatalnej polityki ekonomicznej. Najbardziej przeraża liczba jego dzisiejszych zwolenników. Na jego temat padło już wiele głupich wypowiedzi, ale chyba najbardziej odmóżdzona należy do Tomasza Greniucha z opolskiego IPNu i ONRu, z której wynikałoby, że Pinochet… zapobiegł terrorowi. Coś takiego mógł powiedzieć tylko skrajny, antykomunistyczny fanatyk.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments