Artykuł

Problemy polskiej socjaldemokracji

Ten tekst będzie próbą odpowiedzi na pytanie, często zadawane przez zagranicznych towarzyszy, dlaczego lewica w Polsce jest tak słaba. W większości krajów europejskich istnieją duże partie socjaldemokratyczne, mające solidne 20-30 procentowe poparcie społeczne, a lewicowa scena polityczna jest wzbogacona o partie radykalnie lewicowe, lub komunistyczne. Tymczasem w Polsce socjaldemokracji faktycznie nie ma. W poprzedniej kadencji 2015-2019 nawet nie było w parlamencie żadnej partii lewicowej. W obecnym Sejmie co prawda jest koalicja o nazwie Lewica, która jednak z lewicą czy też socjaldemokracją wiele wspólnego nie ma. O ile z pewnymi zastrzeżeniami do socjaldemokracji można zaliczyć partię Razem, mającą poparcie na poziomie około 1 procenta, to powstająca obecnie Nowa Lewica łącząca Wiosnę Roberta Biedronia z SLD to formacja liberalna. Scena polityczna w Polsce w roku 2020 jest zdominowana przez różne odcienie prawicy i w tym tekście postaram się nakreślić moją analizę tej sytuacji.

Moją opowieść na temat polskiej lewicy zacznę od banalnej obserwacji, że Polska jest krajem w Europie, który przez większość swojego istnienia, naśladował europejskie trendy. W średniowieczu Polska przyjęła chrześcijaństwo i feudalne stosunki społeczne, które przyszły do nas z zachodu. Z zachodu przyszła też do Polski reformacja i kultura renesansu. A także barok, oświecenie, a nawet echa  Rewolucji Francuskiej. W latach siedemdziesiątych XIX wieku na ziemiach polskich rozpoczęła się gwałtowna industrializacja i powstały stosunki kapitalistyczne, które również przywędrowały do nas z zachodu. Pierwsi kapitaliści na ziemiach polskich to byli bardzo często obcokrajowcy, czego najlepszym przykładem był francuski przemysłowiec, który wokół swojej farbyki stworzył miasto Żyrardów. Wraz z rozwojem kapitalizmu, pojawiła się na ziemiach polskich kolejna moda z zachodu, mianowicie powstał ruch robotniczy, pierwsze związki zawodowe i partie socjalistyczne.

Wyliczankę tą mógłbym kontynuować dalej. Chodzi mi głównie o to by podkreślić, że do II Wojny Światowej, polska scena polityczna przypominała inne kraje europejskie. W Polsce istniały dwie duże partie lewicowe, socjaldemokratyczna PPS (Polska Partia Socjalistyczna) i Komunistyczna Partia Polski. Przedwojenna Polska była też miejscem ostrych walka klasowych, strajków i robotniczych demonstracji, które to często były krwawo represjonowane przez policję i wojsko. Nie da się napisać historii przedwojennej Polski z pominięciem polskiej lewicy ze względu chociażby na fakt, że twórcą polskiej niepodległości był Józef Piłsudski, który przez lata był związany z ruchem socjalistycznym i wiele kluczowych stanowisk politycznych w przedwojennej Polsce sprawowali dawni członkowie PPS.

Tymczasem we współczesnej Polsce lewica właściwie nie istnieje. Słowa takie jak „socjalista” czy „lewak” pełnią rolę wulgaryzmów. Noszenie czerwonego sztandaru to obciach. A komunizm to już w ogóle zło wcielone.

To, że formacje prawicowe zwalczając lewicową i socjalistyczną tradycję, to oczywiście rzecz całkowicie zrozumiała. Problemem jest dla mnie to, że tą samą tradycję zwalczają przedstawiciele Lewicy, czy nawet partii Razem, czego przykładem może być zastąpienie czerwonego sztandaru fioletową szmatą. Lewicowy głos faktycznie nie istnieje też w debacie geopolitycznej. Parlamentarna lewica to najgorsliwsi zwolennicy amerykańskiej dominacji w Europie Wschodniej, czego przykładem było zaangażowanie się w próbę puczu na Białorusi w sierpniu 2020. Sytuacja polskiej lewicy jest naprawdę katastrofalna i kończąc tym stwierdzeniem chciałbym się zastanowić, jak znaleźliśmy się w tym miejscu.

By zrozumieć Polskę w 2020 roku, trzeba się cofnąć o 40 lat, kiedy to Amerykanie rozpoczęli przeprowadzanie w Polsce swojej pierwszej kolorowej rewolucji. Do zimnowojennej walki ze Związkiem Radzieckim i ustrojem socjalistycznym wykorzystano narzędzia używane do tej pory wyłącznie przez siły lewicowe. Bilans geopolityczny jest dość jasny. Amerykanie sfinansowali opozycyjny ruch w Polsce, który to w dalszej perspektywie doprowadził do członkostwa Polski w NATO i zainstalowania w Polsce amerykańskich baz wojskowych. W dodatku Polska stała się głównym wykonawcą amerykańskich poleceń w Europie Wschodniej przez co realcje z Rosją i Białorusią są od lat bardzo napięte. Taki jest bilans solidarnościowej kolorowej rewolucji, jeśli chodzi o miejsce Polski w świecie. Ja natomiast chciałbym się zastanowić, jak ta solidarnościowa kolorowa rewolucja oddziaływuje na dzisiejszą scenę polityczną w Polsce i słabość polskiej lewicy.

Chciałbym zacząć od opisania paradoksu polskiej sceny politycznej w latach 90 tych bezpośrednio po kontrewolucji. Przez pierwsze pietnaście lat kapitalistycznej Polski, scena polityczna była zdominowana przez konflikt sił politycznych, z których obie miały rodowód robotniczy. Z jednej strony mieliśmy dawnych członków PZPR (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza) skupionych wokół Sojuszu Lewicy Demokratycznej i popieranych przez związek zawodowy OPZZ. Z drugiej strony mieliśmy kolejne prawicowe formacje o rodowodzie solidarnościowym i popierane przez związek zawodowy Solidarność. Dla obserwatora z zewnątrz sytuacja ta mogłaby więc wydawać się bardzo korzystna dla polskiej klasy robotniczej. W końcu nie ważne kto wygrywał wybory, zawsze była to partia popierana przez duży związek zawodowy i tym samym, przynajmniej w teorii powinna ona realizować przynajmniej niektóre związkowe postulaty.

Efektem tego związkowego zaplecza było wpisanie do polskiej konstytucji z 1997 roku zapisu, że Polska jest „społeczną gospodarką rynkową”. Główne siły na polskiej scenie politycznej, czyli SLD i obóz solidarnościowy zgadzały się co do kierunku transformacji ustrojowej. SLD inspirował się przykładem zachodnioeuropejskiej socjaldemokracji, a obóz solidarnościowy społeczną nauką kościoła. Polskie społeczeństwo w latach dziewiędziesiatych właśnie takiego kapitalizmu z ludzką twarzą oczekiwało. Niestety zamiast socjalnego państwa dobrobytu Polska stała się pionierem neoliberalnych reform w Europie. Zamiast kapitalizmu z ludzką twarzą, zaserwowano Polsce mafijny kapitalizm. Prywatyzacja doprowadziła do powstania polskiej oligarchii i wielomilionowej armii bezrobotnych. Szczególnie dotkliwie transformacja ustrojowa potraktowała tzw. Ziemie Odzyskane, czyli tereny, które przed wojną należały do Niemiec, gdzie poza likwidowacją przemysłu, masowo likwidowano też Państwowe Gospodarstwa Rolne i gdzie kapitalizm doprowadził do nędzy nie tylko w miastach ale i na wsi.

Polskie elity polityczne były całkowicie oderwane od polskiej rzeczywistości. W tym samym momencie, gdy następował proces masowego ubożenia Polaków, w ramach dostosowywania Polski do międzynarodowego rynku, to rządzący Polską politycy udawali, że reprezentują interesy robotników należących czy to do OPZZ czy do Solidarności. Pierwsze pietnaście lat polskiego kapitalizmu, to nieustanny wyścig pomiędzy SLD a politykami obozu solidarnościowego o to, kto wprowadzi więcej neoliberalnych reform i kto bardziej dokopie polskim pracownikom. Reformy Balcerowicza, następnie SLDowski program prywatyzacji Kaczmarka, później cztery reformy Buzka firmowane przez AWS no i w końcu SLDowski Plan Hausnera i plany Leszka Millera by wprowadzić w Polsce podatek liniowy. Wszyscy politycy rządzący Polską w latach 1989-2005 mieli na celu wyłącznie przekształcenia Polski w jedną wielką specjalną strefę ekonomiczną, gdzie nie obowiązują żadne przepisy chroniące pracowników. Uśmieciowienie rynku pracy, epidemia samozatrudnienia i wiele innych patologii, które znane są dziś w całej Europie. Cała ta zaraza rozpoczęła się właśnie w Polsce. W Polskę uderzyło neoliberalne tsunami, a na jego falach dryfowała łódka z polskimi politykami popieranymi przez związki zawodowe. Im głośniej mówiono o społecznej gospodarce rynkowej, tym bardziej przekształcano Polskę w kraj dzikiego mafijnego oligarchicznego kapitalizmu.

Szczególnie ważna dla kondycji polskiej lewicy była kampania wyborcza do parlamentu z 2001 roku. Cztery lata rządów koalicji AWS-UW sprawiło, że Polacy powoli mieli dość neoliberalizmu nad Wisłą. AWS się totalnie skompromitował i nawet nie wszedł do Sejmu. SLD podczas kampanii wyborczej słusznie wskazywało na wiele patologii wynikających z kapitalizmu i partia ta uzyskała poparcie na poziomie 40 procent. Niestety nie tylko nie zrealizowano wyborczych obietnic, ale jeszcze bardziej przykręcono śrubę neoliberalnych reform. Leszek Miller będący wówczas przywódcą SLD i premierem Polski inspirował się tzw. lewicą z zachodu, czyli demokratą Clintonem, labourzystą Blairem i kanclerzem Schroederem. Wszyscy oni w swoich krajach wprowadzili neoliberalne reformy i rząd Millera ich w tym przelicytował.

Długo mógłbym tutaj pisać o zdradzie polskiej socjaldemokracji i komromitacji rządów SLD w latach 2001-2005. Dla porządku jedynie chciałbym podkreślić trzy kwestie. Po pierwsze SLD realizowała neoliberalny program gospodarczy. Po drugie w polityce zagranicznej SLD była odpowiedzialna za wspieranie imperialistycznych wojen w Afganistanie i Iraku. Polskie wojska obok brytyjskich i amerykańskich brały udział w inwazji w 2003 roku, a na terytoriach Polski stworzono tajne bazy CIA do torturowania jeńców. Po trzecie SLD zdradziło swój kobiecy elektorat, który liczył na liberalizację ustawy aborcyjnej. Na koniec należy dodać, że SLD odeszło w atmosferze wielkich korupcyjnych skandali.

Zdrada wyborców czy afery korupcyjne to rzecz normalna dla europejskiej socjaldemokracji i zazwyczaj po kilku latach, gdy zmieni się partyjne kierownictwo, to partia znowu zyskuje popularność. Co takiego się stało, że SLD cały czas oscyluje na poziomie kilku procent? Dlaczego od 15 lat rządzi polską prawica? Tutaj dochodzimy do sedna problemu. Transformacja ustrojowa doprowadziła do zubożenia polskiego społeczeństwa. Następnym etapem transformacji, była integracja Polski z Unią Europejską, która doprowadziła do wielomilionowej emigracji. Emigracja zarobkowa nie jest dla Polaków niczym nowym. W latach 90 tych Polacy też emigrowali. Ale ponieważ pracowali wtedy głównie na czarno to po kilku miesiącach lub latach wracali.

Emigracja w 2004 roku ma nowy charakter. Polacy wyjechali i nie wracają. Temat masowej emigracji Polaków powracał w kolejnych kampaniach wyborczych. Donald Tusk w 2007 obiecywał, że Polacy wkrótce wrócą. W 2015 roku, gdy już zaczęto obserwować problemy demograficzne w Polsce, to do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość. I dojście PiS do władzy jest gwoździem do trumny polskiej socjaldemokracji. Trzeba to jasno powiedzieć, solidaruchy i SLD z lat 1989-2005  jak i rządy liberałów z Platformy Obywatelskiej z 2007-2015 łączyło jedno. Kolejne reformy antypracownicze i niewolnicze posłuszeństwo wobec międzynarodowego kapitału. Przywódca PiS, Jarosław Kaczyński zrozumiał, że jeśli ta polityka będzie kontynuowana, to biologiczna przyszłość polskiego narodu jest zagrożona. Nie dość, że Polska ma jedne z najniższych wskaźników urodzeń w UE, to jeszcze ma jeden z najwyższych wskaźników trwałej emigracji. Mało dzieci, dużo emigrantów plus starzejące się społeczeństwo, to prawdziwy horror dla patriotycznej prawicy.

I dlatego PiS, jako pierwsza partia rządząca Polską po 1989 minimalnie zanegował dotychczasowy kurs reform gospodarczych, które w skrócie można było streścić hasłem: wszystko dla oligarchów, nic dla ludzi pracy. Pierwszą reformą, która dała Andrzejowi Dudzie zwycięstwo w wyborach prezydenkich w 2015 roku, było cofnięcie reformy wydłużającej wiek emerytalny. Decyzja Dudy była nie tylko wyjątkowa jak na polskie standardy. W całej Europie w tym czasie wydłużano i cały czas wydłuża się wiek przechodzenia na emeryturę. A Duda ten wiek obniżył. Kolejną reformą PiS jest słynne 500 plus, czyli finansowe dodatki do wychowywanych dzieci. W Europie jest to stanard, ale w Polsce była to nowość. I to nowość wprowadzona przez patriotyczną prawicę. Z kolei podczas kampanii wyborczej z 2019 Jarosław Kaczyński zapowiedział ogromną podwyżkę płacy minimalnej. Najważniejsze jest jednak to, że PiS jako pierwsza partia rządząca Polską, zauważył problemy ludzi biednych i niewykształconych. Co prawda wcześniej tych ludzi dostrzegł już Andrzej Lepper, lider partii chłopskiej Samoobrona, ale dopiero rządu PiS sprawiły, że władza zmieniła swój przekaz w stosunku do najbiedniejszych.

Według socjologicznych badań, na elektorat Lewicy składają się wykształceni ludzie z wielkich miast. Gdy na początku artykułu zaznaczyłem, że jest dla mnie kwestią dyskusyjną czy Razem można uznać za partię socjaldemokratyczną, to przede wszystkim ze względu na fakt, że baza społeczna Razem diametralnie różni się od bazy społecznej tradycyjnych partii socjaldemokratycznych. Dlaczego tradycyjny elektorat lewicy, która w 2001 dostała 40 procent głosów, głosuje dziś na PiS? Odpowiedzią jest oczywiście bilans rządów Leszka Millera. Ale dlaczego lewica będąc u władzy realizuje interesy wbrew swojemu elektoratowi? Odpowiedź jest bardzo smutna. Polska lewica jest strasznie tchórzliwa i najbardziej na świecie boi się oskarżeń o socjalizm. Polscy socjaldemokraci na każdym kroku muszą podkreślać, że nie są socjalistami. Jest już swego rodzaju zwyczajem, że politycy Razem w telewizji zaczynają swoją wypowiedź od potępienia PRL. I właśnie ze strachu o to, że ktoś ich oskarży o socjalizm, asekuracyjnie w ogóle nie podnoszą kwestii lewicowej polityki ekonomicznej.

Polska posiada wielkie tradycje sektora spółdzielczego, który powstał na ziemiach polskich jeszcze w XIX wieku i dopiero w ostatnich latach został zniszczony. Był to sektor powiązany z przedwojenną PPS i gdy na wiosnę pojawił się temat bankructwa wielu firm, to naturalnym postulatem lewicy mogloby być wezwanie do przekształcania bankrutujących firm w spółdzielnie zarządzane przez pracowników. Niestety lewica licytowała się z premierem Morawieckim o to, kto zaproponuje większe wsparcie dla burżuazji. Niepisana zasada polskiej polityki brzmi, lewicy można mniej. I nie jest przypadkiem, że to PiS jako pierwsza wprowadziła do polskiej polityki kilka rozwiązań lewicowych. Za co zresztą PiS jest dzisiaj krytykowany przez liberalne media, że prowadzi politykę socjalistyczną. Takiej krytyki nigdy liberalne media nie skierowały przeciwko polskiej socjaldemokracji, gdyż ta nie dawała ku temu żadnych powodów.

Lewica całkowicie skapitulowała nie tylko na płaszczyźnie ekonomicznej, ale także na płaszczyźnie historycznej. Rytualne potępienie socjalizmu w PRL i odcinanie się od kolejnych postaci międzynarodowej lewicy doprowadziło do pustki tożsamościowej i poszukiwania lewicowych przodków w… Armii Krajowej. Jedyną płaszczyzną, na której działacze tzw. polskiej socjaldemokracji czują się w miarę pewnie, to płaszczyzna światopoglądowa. Rok temu działacze Razem uczestniczyli wielokrotnie w paradach LGBT, a od kilku tygodni aktywnie wspierają kobiece protesty. Niskie notowania polskiej socjaldemokracji wyraźnie pokazują, że ta formacja nikomu dzisiaj do niczego nie jest potrzebna. 

I tutaj pojawia się pytanie, co w tej sytuacji powinni robić komuniści? Gdybyśmy przyjęli prostą kalkę sytuacji politycznej z innych europejskich krajów, to sytuacja była by beznadziejna. Komuniści w większości europejskich krajów zadowalają się rolą radykalnego skrzydła socjaldemokracji i chowają się w jej cieniu. W polskiej rzeczywistości jest to dość trudne do zrealizowanie, gdyż polska socjaldemokracja jest tak bardzo słaba, że nawet trudno się w jej cieniu schować. Moim zdaniem miałkość i tchórzliwość polskiej socjaldemokracji to dla nas komunistów wielka szansa. Póki co udało nam się na internetowej platformie Youtube stworzyć medium znacznie popularniejsze od kanałów socjaldemokratrycznych. Bez pieniędzy od sposorów i bez pieniędzy z budżetu państwa udało nam się stworzyć codziennie aktualizowany kanał przyciągajacy codziennie tysiące Polaków. Jest to może i nie wiele. Ale na tyle dużo by zrozumieć, że Polacy nie potrzebują dziś tchórzliwej formacji politycznej, której zależy głównie na akceptacji liberalnych salonów. Trwające obecnie protesty pokazały ogromny poziom społecznego niezadowolenia z polskiego kapitalizmu i naszym zadaniem jest wnoszenie w niezadowolone masy radykalnej antykapitalistycznej świadomości i popularyzowanie marksizmu.

Osoby tworzące Odrodzenie Komunizmu to robotnicy fizyczni lub prekariusze będący w drabinie społecznej na samym dole. W odróżnieniu od przedsiębiorców czy menadżerów z partii socjaldemokratycznych, my jako ludzie pracy jesteśmy dla ludzi pracy bardziej autentyczni. Bo jesteśmy tacy jak oni. I ten nasz radykalny antykapitalistyczny przekaz nie jest adresowany do salonowych liberalnych elit. Ale do wkurwionych mas wychodzących dziś na ulicę. Wkurwionych nie tylko na dominację kościoła, zakaz aborcji czy autorytarne tendencje PiS. Wkurwionych na specjalną strefę ekonomiczną made in Poland, która to mimo kilku socjalnych okruchów, cały czas jest zagłębiem najtańszej siły roboczej w Europie i największego wyzysku. Polska lewica jeśli ma się odrodzić, to wyłącznie na radykalnych protestach i na radykalnym zakwestionowaniu panujących od lat dogmatów. Programem dla ludzi pracy jest walka o socjalizm pod rewolucyjnym czerwonym sztandarem.

Dodaj komentarz

avatar

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  Subscribe  
Powiadom o