Artykuł

Przeciwko współczesnej chłopomanii

Internet buzuje od pouczeń na temat „powinności lewicowców”. Częstym zarzutem internetowych „proroków” jest odejście „lewicy” od „szarego człowieka”, „typowego Kowalskiego”, „ludu”. Tylko czy jest ten szary człowiek? Dlaczego należy się do niego zbliżyć i co właściwie z nim zrobić?

Lud był kategorią rewolucyjną w czasach upadku feudalizmu i rozwoju kapitalizmu, w okresie buntów chłopskich, potem w czasach Rewolucji Francuskiej i Wiosny Ludów. Po 1789 mieliśmy do czynienia z solidaryzmem narodowym w ramach „stanu trzeciego” walczącego z arystokracją i monarchią. Wraz z rozwojem kapitalizmu zaczęły pojawiać się klasowe antagonizmy. Po której stronie pojawił się ów szary człowiek, przeciętny Kowalski?

Za „lud” zwykło się uważać klasy uciskane: robotników i chłopów, ale również drobnomieszczan. Taką interpretację usprawiedliwiano tym, że warunki życia u części drobnomieszczaństwa i chłopstwa, nawet jeśli są oni posiadaczami, są „proletariackie”. Marks przestrzegał jednak przed takim rozumowaniem, podkreślając że przynależność klasową wyznacza stosunek do środków produkcji.

Marks i Engels w „Manifeście Komunistycznym” uważali klasy średnie, w tym chłopstwo i drobnomieszczaństwa za reakcyjne wówczas gdy chcą oni zatrzymać rozwój kapitalizmu. Klasy średnie okazać się jednak mogą postępowe, jeśli przyjmą rewolucyjne przewodnictwo proletariatu ekonomiczne i kulturowe. Nadal jednak nie wiadomo gdzie znajdować się ma ten „przeciętny Kowalski”. Robotniczy sztandar ma jednak kolor czerwony, nie szary. Na szarości zaś buduje się założenie o „klasach ludowych”.

Niewielka część tej „ludowej lewicy” poparła strajki AgroUnii i hodowców zwierząt futerkowych przeciwko „5 dla zwierząt”. Część nawet poparła Protest Przedsiębiorców przeciwko restrykcjom w czasie pandemii koronawirusa. Dla mniejszych lub wyzyskiwaczy życie i zdrowie ludzi nie ma zbyt wielkiego znaczenia, byleby tylko móc akumulować kapitał.

Kołodziejczak i Tanajno kreują się na przedstawicieli „ludu”. Na szczęście część „ludowej lewicy” poparło te protesty, w tym część członków Komunistycznej Partii Polski. To konsekwencja odrzucenia klasowej perspektywy proponowanej przez Marksa i cofnięcie się do czasów XVIII-wiecznego liberalizmu.

Protestujący przedsiębiorcy pod wodzą Pawła Tanajny głoszą często hasła koronasceptyczne. Aby ratować swoje interesy głoszą antynaukowe bzdury, popadają w skrajny subiektywizm. Z kolei futrzarze oraz rolnicy bagatelizują epidemiologiczne zagrożenie płynące z ferm, handlu zwierzętami, a także aspekty z wiązane z katastrofą klimatyczną.

Klasy średnie z tym rolnicy i drobni przedsiębiorcy są podatni na reakcyjne i antynaukowe idee, mogą uznać je nawet za pragmatyczne. Nie jest to jednak w interesie pracowników, ani w interesie szeroko ludzkości. To czysto egoistyczne, subiektywno-racjonalne podejście. W interesie proletariatu jest rozwój nauki – to jest stanowisko Engelsa. Z dążenia drobnomieszczaństwa i rolników a celem pracowników najemnych są sprzeczne interesy.

Klasy średnie i burżuazja zazwyczaj swoje interesy przedstawiają jako interes narodu albo całej ludzkości. W praktyce najbardziej za nic ma dobro ogółu. Tyczy się do między innymi kwestii ekologicznych, w tym hodowli zwierząt. Hodowla bydła to główne źródło emisji gazów cieplarnianych, w tym metanu. Hodowla zwierząt futerkowych również się do tego przyczynia, a odpowiada na kaprysy osób zazwyczaj najbardziej zamożnych, których stać na drogie futrzane płaszcze. Hodowle przyczyniają się również do zagrożenia epidemiologicznego.

W Danii przemysł futrzarski niemal upadł z powodu likwidacji hodowli norek na której mutował koronawirus. Taki sam problem pojawił się w Polsce, mimo to nie zlikwidowano ferm. Dzięki protestom AgroUnii, naczelny futrzarz Szczepan Wójcik otworzy dom aukcyjny futer we współpracy z Chinami. „Lud” uratował wielką, „narodową” burżuazję promowaną przez Radio Maryja.

Engels choć przyznawał, że nie jest wegetarianinem, przestrzegał przed zagrożeniami nowoczesnego kapitalistycznego rolnictwa i podkreślał, że działalność człowieka może przyczynić się do ekologicznej katastrofy. Przy dzisiejszym stanie wiedzy i zbliżającej się katastrofy ekologicznej nie można tych tematów odpuścić, „bo lud może się obrazić” albo „ bo lewica będzie miała małe poparcie”.

Rolnictwo potrzebuje przebranżowienia w kierunku produkcji bardziej roślinnej albo wdrożyć produkcję mięsa z próbówki. Ludomania działa na tym polu zazwyczaj reakcyjnie m. in. wówczas gdy uważa weganizm za „wielkomiejską”, „hipsterską” fanaberię. Tym samym zajmuje pozycje pro-pandemiczne i stawia się w szeregu ignorantów klimatycznych. Za nic ma „lud” z krajów Trzeciego Świata, który zacznie w przyszłości emigrować z powodu nieznośnych upałów i których obecnie pozbawia się żywności, po to by wyżywić bydło. Tu są konieczne zmiany systemowe.

W ramach ostatnich „ludowych” protestów wytworzył się swego rodzaju solidaryzm. Drobni ciułacze sprzymierzyli się z większą burżuazją, drobni rolnicy z kułactwem i wielkimi hodowcami zwierząt futerkowych. Drobny przedsiębiorca chce być większym przedsiębiorcą. Lud chce być bogaty.

Rolnicy z AgroUnii mydlili oczy konsumentom ideą „zdrowej żywności prosto od chłopa”. Przyjęli alterglobalistyczną retorykę. Kołodziejczak kreował się na „trybuna ludowego”, broniąc interesów „narodowej” burżuazji, wielkich kurnikarzy i hodowców bydła, którzy straciliby częściowo na zakazie hodowli zwierząt futerkowych i uboju rytualnego jako eksporterzy.

„Miłość do ludu” zobowiązywać ma nawet do popierania reakcyjnych dążeń chłopstwa i drobnomieszczaństwa. „Ludowi lewicowcy” którzy nie poparli kułaków z AgroUnii czy Januszów biznesu ze Strajku Przedsiębiorców to mniejszy kaliber szkodnictwa. Nadal jednak odrzucenie prawdziwie klasowej perspektywy należy uznawać za szkodliwe. „Lewica ludowa” mówi „proletariat” myśli „lud”. Lud w swoim błogim marazmie i katolickiej harmonii socjalnej. Nie robotnik pragnący wyzwolenia pracy i swojego intelektualnego potencjału, ale robotnik z „ludu”.

„Ludowej lewicy” bliżej do Jana Jakuba Rousseau niż do Marksa, a bardziej nawet do reakcyjnych romantyków. Poza tym „lewica ludowa” mogła by mieć nie lada problem z tym, że Rousseau proponował weganizm jako dietę najodpowiedniejszą dla człowieka.

W pojęciu ludu nie może być hipsterów, „typów wielkomiejskich”, wegan, homoseksualistów i feministek, bo przecież nie uprawiają pola i nie majstrują przy samochodach, a jak pracują najemnie, to jedynie w korpo jako menadżerowie – to mogło by być zabawne, ale nie jest. To konsekwencja słabości intelektualnej, odrzucenia klasowego, marksistowskiego punktu widzenia na rzeczy jakiś osobistych obsesji.

Wrzucając proletariat do worka z napisem „lud” hamuje się wyzwolenie pracowników i pogłębia ich marazm. Ten „lud” w ujęciu przedstawicieli współczesnej chłopomanii to w gruncie rzeczy apologeza stylu życia XIX-wiecznego solidarystycznego burżuja rodem z „Rodziny Połanieckich” Henryka Sienkiewicza. Kościółkowość, nadkonsumpcja, ogłupiająca kultura popularna utrudnia kulturowe wyzwolenie pracowników. Robotnik jednak wcale nie musi być tak głupi jak chce „ludowa lewica”.

Georges Sorel w „Złudzeniach postępu” krytykuje socjalistów demokratycznych, którzy jego zdaniem pragnęli stworzyć „patrycjat miernych i przeciętnych ludzi”. Sorel jako teoretyk syndykalizmu propagował figurę heroicznego proletariusza. Prowadzić do takiego ideału miało prowadzić zaangażowanie w walkę klasową. W toku tej walki rozwinąć miał się silny ruch proletariacki jako samodzielny rewolucyjny podmiot.

Sorel stawiał na rewolucyjny proletariat. Współczesna tzw. alternatywna lewica niechętna nowolewicowym prądom lewicy obyczajowej czy innym „nowym” nurtom takim jak np. weganizm, stawia na klasy ludowe, których przedstawicielem ma być ów ubóstwiony „szary Kowalski”. Kowalski ze „stanu trzeciego” może być rolnikiem, drobnym ciułaczem lub robotnikiem. To kwestia drugorzędna, byle by epatował tą „ludową aurą”. Prym wieść ma przeciętniactwo.

„Ludowa lewica” to w gruncie rzeczy druga strona liberalnego medalu, konsekwencja kulturowej dominacji drobnomieszczaństwa. Nie jest to lewica klasowo proletariacka. Internetowy konflikt między „ludową alternatywną lewicą” a „wielkomiejską, hipsterską lewicą” to nieporozumienie. Obydwie strony nie rozumieją marksizmu. To swego rodzaju kłótnia w rodzinie. „Szary człowiek”, „przeciętny Kowalski” to nic nie znaczące figury.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Wiktor
Wiktor
1 miesiąc temu

Pierdolenie. Sam żryj zielsko i sztuczne mięso jak lubisz a innym daj spokój. Jak komuniści nie będą za zwyczajnymi ludźmi tylko za tęczowymi dziwadłami to ludzie pójdą za Konfederacja i tyle