Artykuł

Recenzja książki Borisa Sokołowa “Rokossowski”

Nie chcę tej recenzji jakoś smętnie zacząć. To dam taką ciekawostkę. W Łęczycy na cmentarzu wojennym (I wojennym, kwatery rosyjskie) pochowani są żołnierze carscy, którzy zginęli w czasie w którym oddziały Rokossowskiego walczyły przy Łęczycy. Może to jego współtowarzysze broni.

Dobra, przejdźmy do oceny czy omówienia. Nazwijcie sobie jak chcecie. Zacznijmy od tego, że ktoś kto redagował tekst w niektórych miejscach nie dopatrzył się błędnych from czy zaimków. Jednak jest ktoś kto tą książkę składał. Nie wiem jak w rosyjskiej wersji, ale tutaj to jest hit z obrazkami. Nie mam nic przeciwko temu, że są tam ilustracje przedstawiające jakiś innych dowódców typu Koniew czy Guderian. Mnie bardziej boli fakt, że zdjęcia Rokossowskiego zbytnio nie zgadzają się z chronologią. Nie wszystkie, ale są takie przypadki. Na przykład: opis początku wojny i ogólnie walki w 1941, a tu zdjęcie Rokossowskiego z Soczi które powinno być rozdział wcześniej.

Kończę ten mega ważny wstęp i przechodzę do treści. Książkę czytałam z trzy razy. Chciałam zrozumieć co autor miał na myśli w pewnych momentach. Może ja jestem za głupia czy coś ale się nie udało. Ta książka to istna męczarnia, ewentualnie jak ktoś jest zwolennikiem IPNu to wtedy nie. Swoją drogą nasz szanowny autor B. Sokołow z IPNem współpracował, miał serię wykładów czy „wieczorków historycznych”. Żeby zacząć mówić o treści trzeba się zastanowić o jakiej. O wypocinach Sokołowa czy tak zwanych gotowców czyli fragmentów innych książek. Zdaje mi się, że gotowce stanowią w „Rokossowskim” większość. Nawet bywają one wpisane na dwie kartki z czego tekst autora można doszukać się tylko po tym, że jest napisany większą czcionką. W literaturze znajdują się fragmenty wspomnień wnuka marszałka czy marszałkowskiego adiutanta. O ile twórca ich nie zmienił to tworzą lepszą część książki. Gdyby tylko wyrzucić tekst napisany przez autora powstałaby o wiele ciekawsza i wiarygodniejsza biografia.

Sokołow pokazał, że jest też dobrym plagiatorem. Przed przeczytaniem „Rokossowskiego” czytałam „Marszałka dwóch narodów” (polecam, jedno z najwiarygodniejszych źródeł). Jakie mnie zdziwienie wzięło gdy w rozdziale pierwszym „Polska młodość” okazało się, że znajdują się zdania czy całe fragmenty z „Marszałka dwóch narodów”. W sumie jak mam być szczera to pierwszy rozdział idealnie pokazuje pozostałą cześć książki. Co mam na myśli? Pełno teorii, kłamstw czy stwierdzenia faktów bez potwierdzenia (np. kiedy autor stwierdza, że rodzina marszałka straciła szlachectwo). Jednak najbardziej rozbawił mnie fakt nagrobka siostry marszałka – Heleny. Chodzi o to, że na podstawie zdjęcia (wykonanego jak autor twierdzi przez prawnuczkę marszałka) Sokołow wywnioskował, że marszałek urodził się wcześniej od siostry, albo w 1895 roku, bo… widnieje tam data 1896! Sprostuje, to była stara tablica, gdzie napisy robione były ręcznie teraz tablica jest inna – wykonana zapewne laserowo jeżeli chodzi o napisy. I na owej nowej tablicy jest jak wał – 1898. Jak jednak byłyby problemy to przecież zapewne w kościele czy gdzieś można znaleźć akt zgonu Heleny i tam się wszystkiego dowiedzieć. W innym wypadku też akta by się autorowi przydały.

Sokołow jest mistrzem w przeinaczaniu i wymyślaniu nowych imion. Przecież w akcie urodzenia kuzyna marszałka, z którym walczył podczas I wojny jest wpisane „Jan Franciszek”, a nie Paweł. Podobna sytuacja dotyczyła dziadka marszałka. Można by też zarzucić autorowi niewykorzystanie informacji w wielu ciekawych sytuacjach. Jedną z takich jest opis jak Rokossowski poznał się z żoną. W książce jest to bardzo płytko opowiedziane. Tak aby było, a przecież za tym kryła się romantyczna postać Rokossowskiego i jego nieśmiałość. Ile musiał przyszły marszałek „wycierpieć” aby w końcu umówić się czy zagadać do Julii. Taki trochę „Romeo i Julia”. Nawet Kardaszow (którego fragmenty pojawiają się w książce) postarał się opisać ich pierwsze spotkanie.

Wróćmy do czegoś co wspominałam, a do roli gotowców i wspomnień. Powiedzmy sobie szczerze. Gotowce wypełniły książkę. Jest ich od groma. Nie ma ani jednej strony gdzie by się nie pojawiły. Jak mówiłam powyżej, zajmują nawet kilka stron czy kartek. Czytając o drugiej wojnie, ma się wrażenie, że nie czyta się Sokołowa tylko autorów tekstów których użył. Jedynym pozytywem z gotowców są wspomnienia. Wspomnienia rodziny, współpracowników czy przyjaciół. Jest to jedna z najlepszych rzeczy w książce i nawet można powiedzieć, że momentami porusza co wyłamuje się z IPNowskiego schematu (jednak nie powoduje, że książka przestają mieć taki charakter). Mamy tam obraz marszałka człowieka, a nie marszałka ważnej postaci historycznej. Może i nawet dzięki temu wyróżnia się na tle swoich kolegów po fachu.

Będąc przy wspomnieniach zgodzę się z prawnuczką marszałka (Ariadna Rokossowska) odnośnie jego służby w Polsce, tyle się mówi, że marszałek skazywał, zabijał itp. A czy ktokolwiek widział jakiś dowód? Czy nasz „kochany” Instytut (Pamięci) Propagandy Narodowej udostępnił skany z takich rozkazów? Jak nawet wpisałam w wyszukiwarkę to pojawił mi się jakiś krótki biogram. Koniec. Na koniec książki autora wzięła głęboka myśl o tym, że w Polsce o nim nie pamiętają. Ale przepraszam, jak mają pamiętać? Po tym co on napisał? Przecież tam ciągle pojawia się kłamstwo czy jakaś jego propaganda. Ja nie chce nic mówić, ale tej książce nawet ufać nie można (nie, żeby coś ale ja już od 2 lat siedzę w temacie marszałka i naprawdę jestem wyczulona na jakieś głupoty). Ta książka psuje dobry wizerunek marszałka tak samo jak „Komunizm po polsku: historia komunizacji Polski widziana z Kremla”. One są siebie wartę. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to by naprawdę trwało i trwało. Przyznam wam się, że w pewnym momencie chciałam rzucić pisanie, ale coś mnie tchnęło, że przecież nie mogę. Nie mogę tego zrobić, przecież muszę Polakom pokazać nową biografie marszałka (chodzi o to, że wiele informacji wyszło od czasu publikacji Sokołowa).

Czytając „Rokossowskiego” jestem przekonana, aby sprostować i odkłamać Polaków. Podsumowując. Książka jest zła, nawet koszmarna. Tyle teorii, spisków i kłamstwa to widziała w IPNowskich artykułach. Jeżeli ktoś by chciał coś przeczytać godnego to polecam „Marszałka dwóch narodów” czy „Rokossowski na ile Polak?”. Chociaż do tej ostatniej podchodzę z ostrożnością. W ostateczności „Żołnierski obowiązek” z tego powodu, że jest to wyłącznie o II wojnie i czasem są wspomniane lata poprzednie. Niewątpliwe marszałek jest bardzo ciekawą postacią. W Polsce niestety jest oceniany przez to kilka lat w Polsce. Nikt nie patrzy na to jaką drogę życiową przeszedł. Życiorys naszego towarzysza marszałka byłby dobrym scenariuszem na pełnometrażowy film, ewentualnie serial. Nie możemy też zapomnieć, że w grudniu jest 125-rocznica urodzin Rokossowskiego.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i stoi

Na zdjęciu: marszałek z żoną i córką w Świdnicy w otoczeniu znajomych.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysztof Sciepuro
Krzysztof Sciepuro
1 miesiąc temu

No i zniechęciła mnie towarzyszka skutecznie do lektury niestety