Artykuł

System karny dziś i w socjalizmie

Upadek PRL-u skutkował zburzeniem gospodarki narodowej i przekształcił kraj w rezerwuar taniej siły roboczej. Miliony robotników straciło pracę i źródło utrzymania, a antyludzkie reformy Balcerowicza doprowadziły naród na skraj bankructw. Szalejąca kampania prywatyzacji wdrożyła w Polsce dziki kapitalizm, doprowadzając do wyprzedania i rozkradzenia mienia państwowego. Zniszczenie ekonomii, przywrócenie kapitalistów oraz dojście złodziei do władzy stworzyło idealne warunki do rozwoju korupcji i przestępczości zorganizowanej. Tysiące najbiedniejszych obywateli zostało zmuszonych do szukania alternatywnych źródeł dochodu, wpadając w sidła nielegalnej działalności. Tragiczne położenie polskich robotników zostało wykorzystane przez gangsterów i bossów mafijnych, ludzi o burżuazyjnej mentalności, którzy rozpoczęli rozwijanie gęstej siatki grup przestępczych. Powszechna w policji korupcja dała mafiom możliwość masowego poszerzania swojej działalności, tworząc fundamenty nowego, przestępczego państwa w państwie. Kryzys lat 90-tych i trudności w jego pokonaniu pokazują, że istotna część przestępstw, zwłaszcza kradzieży i napadów rabunkowych, podyktowana jest warunkami bytowymi przestępcy i wynika ze specyfiki społeczeństwa kapitalistycznego. Oczywiście, nie jest to warunek prawdziwy dla ogółu przestępców i wielu z nich rabuje mimo stabilizacji finansowej. Niemniej, obalenie kapitalizmu eliminuje ubóstwo jako źródło kradzieży i gwarantuje, że ludzie uczciwi, których do przestępstwa zmusiła sytuacja materialna, w socjalizmie do kradzieży nie powrócą.

Potwierdzenie tej tezy odnajdujemy w historii i w danych statystycznych. Wraz z transformacją ustrojową doszło do załamania wypracowanego w PRL-u, stabilnego poziomu przestępczości. Liczba popełnianych przestępstw w pierwszych latach III RP znacząco się zwiększyła, osiągając wartości bliskie najciemniejszym czasom II RP. I tak, ogół corocznie dokonywanych przestępstw przez cały okres lat 20-tych wyraźnie przekraczał milion; w 1927 roku było to ponad 1,6 mln, w 1928 roku – 1,3 mln, a w 1927- niespełna 1,4 mln. Niż tych wartości osiągnięty został w połowie lat 30-tych i wyniósł ok 750 tysięcy. Najważniejsza dla oceny sytuacji materialnej jest jednak ilość popełnianych kradzieży i rozbojów, których mimo spadku ogólnej liczby przestępstw systematycznie przybywało przez cały okres II RP (255 tysięcy w 1926 wobec 476 tysięcy w 1937). Pierwsze lata Polski Ludowej (z uwzględnieniem zmniejszonej populacji) ukazują wyraźny spadek poziomu przestępczości – w 1945 r. zanotowano 265 tysięcy nadużyć, a zatem trzykrotnie mniej niż w połowie lat 30 tych i sześciokrotnie mniej niż pod koniec lat 20-tych. Następne lata podtrzymywały trend spadkowy i oscylowały w granicach ok. 200 tysięcy przestępstw aż do 1951 roku, kiedy do kanonu wykroczeń włączono włóczęgostwo i żebractwo. Liczba kradzieży w latach 40-tych i 50-tych nie przekraczała okolic stu tysięcy i była od 2 do 5 razy mniejsza niż wartości w latach 20-tych i 30-tych. Warto zaznaczyć, że rozbojów i kradzieży w II RP było średniorocznie więcej od ogółu przestępstw dokonywanych w PRL. Wolność od ciemnoty i ucisku, godny poziomu życia, praca, mieszkania, pewność dnia jutrzejszego- wszystko to, w połączeniu z socjalistycznym wychowaniem i powszechną edukacją, pozwoliło na znaczące ograniczenie liczby przewinień.

Okres po PRL-owski, analogiczne do okresu przed PRL-owskiego, dał podstawy do rozkwitu nielegalnej działalności. Liczba stwierdzonych przestępstw w 1990 roku (pierwszym po transformacji ustrojowej) wyniosła 883 tysiące, a zatem niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej (!). Kolejne lata otwierały przed narodem rosnącą przepaść chaosu i bezprawia, a skala przestępczości, przez cały okres lat 90-tych, utrzymywała się na podobnie wysokim poziomie. Prawdziwą katastrofę przyniósł jednak schyłek XX wieku, który zapoczątkował eksplozje społecznego napięcia. Ilość czynów karalnych rosła w tym czasie lawinowo, czyniąc z Polski prawowitą spadkobierczynię drugiej Rzeczpospolitej. Pierwszy milion, przekroczony w 1998 roku, okazał się być jedynie wierzchołkiem nadchodzącego tsunami. Liczba przestępstw rosła z każdym następnym rokiem; w 1999r. wyniosła 1,1 miliona, a niespełna 2 lata później – 1,4 miliona. W 2003 roku było to aż 1 461 217 przestępstw, co jest najwyższą wartością w całej historii III RP. Dla porównania, szczyt przestępczości w PRL przypadł na rok 1984 i wyniósł 544 361, a zatem trzykrotnie mniej niż w dzisiejszej Polsce i tyle samo mniej niż w II RP.

Co ciekawe, mimo tych istotnych rozbieżności, liczba osadzonych była w PRL-u nieznacznie wyższa niż obecnie i znacznie wyższa niż w latach 90-tych i na początku XXI w. (czyli okresu, w którym karalność powinna być największa). Nie świadczy to bynajmniej o liczbie więźniów politycznych, a o skuteczności systemu karnego i umiejętności stosowania prawa. Konsekwencja Milicji Obywatelskiej i wysoki odsetek wykrywalności przestępstw sprawiały, że kara była, w większości przypadków, nieuchronna. Bezpieczeństwo publiczne było w Polsce Ludowej znacznie większe niż obecnie, co potwierdzają powszechnie dostępne raporty MO i innych instytucji. I tak na przykład, statystyki Opolskiej komendy miejskiej za rok 1977 mówią o 1010 popełnionych przestępstw (w 2006r. było to 9500). Kontrast widoczny jest także we wskaźniku wykrywalności, który w 2006 roku wynosił ok. 54 %, a w 1977 – 92,4 % (!).

Nieudolność III RP widać również w nieudolności współczesnego więziennictwa i systemu karnego. Niedofinansowana służba więzienna, zatłoczone placówki, brak wychowawczego charakteru kary – wszystko to ogranicza celowość wyroku i sprawia, że jedyną jego funkcją jest odstraszenie społeczeństwa od pokusy złamania prawa. Funkcja ta jest niewątpliwie istotna, a ukazanie surowości i nieuchronności kary (na przykładzie skazanych) odgrywa dużą rolę w zwalczaniu przestępczości i zniechęcaniu do przestępstwa. Taki rachunek ‘’zysków i strat’’ (opłaca się ukraść? Czy jest to warte surowego wyroku?) musi być jednak uzupełniony o elementy resocjalizacyjne i wychowawcze. Zrozumienie powodów ukarania i dostrzeżenie szkodliwości czynu jest kluczowe dla ponownej integracji ze społeczeństwem. Obecna praktyka więzienna ukazuje jednak trend zupełnie przeciwny – pobyt w zakładzie karnym, zamiast socjalizować, prowadzi często do pogłębienia demoralizacji skazanego. Blisko 60% polskich więźniów po wyjściu na wolność ponownie posuwa się do przestępstwa, z czego 20% w pierwszym roku po opuszczeniu zakładu. Te zatrważające statystyki mówią nam o klęsce dzisiejszego więzienia jako ośrodka wychowawczego. Kolejne ‘’programy resocjalizacyjne’’ okazują się być całkowicie nieefektywne, gdyż są wdrażane w nieodpowiedniej formie i warunkach. Budżetowość oraz wątpliwa jakość edukacyjna tych programów skreśla zasadnicze cele jakie powinny im przyświecać – płynny powrót skazanego do rzeczywistości, uświadomienie skazanemu popełnionego zła i zniechęcenie do dalszego łamania prawa. Płynny powrót do rzeczywistości, nawet mimo sukcesu resocjalizacji, jest jednak utrudniany przez warunki ekonomiczne kapitalizmu. Stygmatyzacja i problemy z zatrudnieniem nie pozwalają na rozpoczęcie normalnego życia, skutkując błędnym kołem i powrotem na ścieżkę przestępczą. W tym kontekście widzimy ważne zadanie, które realizować powinien ogólny program więziennictwa – wychowanie poprzez prace i przygotowanie do podjęcia pracy. Program ten zrealizować można wyłącznie w warunkach socjalizmu – szczególny, wychowawczy charakter pracy musimy postrzegać znacznie szerzej i upatrywać w nim podstawy socjalistycznego systemu karnego. Tym samym należy odrzucić bezcelowość współczesnego więzienia, które karę i resocjalizację opiera na bezproduktywnej wegetacji w celi (dodatkowo opłacanej przez społeczeństwo). Wykorzystanie pracy do karania i resocjalizacji więźniów jest rozwiązaniem najlepszym z punktu widzenia społecznej odpowiedzialności. Przestępcy, którzy swoim działaniem narazili społeczeństwo na straty lub krzywdę- muszą mieć obowiązek odrobienia tej straty poprzez ciężką pracę na rzecz dobra wspólnego. Praca ta, prócz charakteru rehabilitacyjnego, musi mieć także charakter wychowawczy, aby ułatwić powrót do codzienności i zminimalizować ryzyko dalszego łamania prawa. Rodzaj pracy i organizacja kolonii/obozu muszą być uzależnione od stopnia społecznej szkodliwości czynu – najwięksi bandyci i przestępcy, którzy dziś siedzą w celach i przemycają narkotyki (bądź w willach i okradają proletariuszy) w socjalizmie wykonywać będą najcięższe i najniebezpieczniejsze zajęcia.

System obozów pracy (w tym także obozów reedukacyjnych) spotyka się jednak z histerycznym sprzeciwem ‘’obrońców praw człowieka’’ (właściwie to obrońców praw kapitału), który powołując się na przykład stalinowskich łagrów widzą w nim największe źródło zła. Ich intencji nie można nazwać szczerymi, gdyż są elementem politycznej gierki wymierzonej w komunistów i Związek Radziecki. Mitologizowanie obozów w ZSRR ma za zadanie oczernić ruch komunistyczny, powiązać go z okrucieństwem i masowymi ludobójstwami. Samo słowo ‘’GUŁAG’’ budzi u współczesnych najgorsze skojarzenia – miliony niewinnych ofiar, praca ponad siły czy nieludzkie traktowanie osadzonych. Wszystko to jest częścią zgrabnej zagrywki propagandowej, wykorzystującej kłamstwo i emocję do dyskredytowania idei Komunizmu. W burżuazyjnej polityce historycznej nie ma bowiem miejsca na analizę i interpretację faktów, gdyż te wykazują obłudę tej polityki – głęboko zakorzeniona odraza do GUŁAGU pozbawiona jest jakichkolwiek podstaw merytorycznych. Fakty te, jakkolwiek rzetelne by nie były, są zaciekle odrzucane przez antykomunistycznych fanatyków. Takie podejście do sprawy świadczy o zabetonowaniu tych ludzi, religijnym postrzeganiu prawdy opartym na bezgranicznej wierze i oddaniu swoim panom. Prawda dla tych panów ma jednak charakter nie poznawczy, a interesowny – służyć ma obronie ich władzy przed siłami sprzeciwu, a każde zagrożenie, takie jak masowy ruch komunistyczny, eliminować z życia publicznego. Specjalnie do tej roli burżuazja powołała historyków politycznych, którzy, w odróżnieniu od historyków właściwych, gustują w literaturze fantasy. Celem tej literatury jest rozpowszechnianie w społeczeństwie manipulacji i kłamstw historycznych dla realizowania interesów kapitalistów.

Pieski łańcuchowe burżuazji pojawiły się jeszcze przed czasami Stalina i wzajemnie prześcigały się w swoim antysowietyzmie. Niekwestionowanym liderem w tej dyscyplinie był przez lata A. SoŁŻEnicyn, który liczbę ofiar Komunizmu oszacował na ok. 110 milionów. Wskazał on między innymi na system obozów pracy, który nazwał nieludzkim i bestialskim i któremu przypisał znaczącą część tych ofiar. Należy przy tym podkreślić, że wszyscy zachodni ‘’badacze’’ i ‘’sowietolodzy’’ pozbawieni byli jakiegokolwiek dostępu do materiałów archiwalnych, a wiedzę mogli czerpać co najwyżej z wywiadów z radzieckimi wygnańcami bądź obłąkanymi uciekinierami (których stosunek do ZSRR był naturalnie negatywny). Resztę danych uzupełnić mogła jedynie ich wyobraźnia, która w obliczu amerykańskich dolarów działała w sposób niezwykle wybujały. Wartość naukowa tych danych plasuje się zatem poniżej poziomu krytyki. Dalej mamy postać brytyjskiego ‘’badacza’’ Roberta Conquesta, który ilość śmiertelnych ofiar łagrów oszacował na ponad 42 miliony. Liczbę tę można by wyśmiać na podstawie samych danych demograficznych, które w żadnym miejscu nie ukazują tak znacznego ubytku populacji. Najistotniejsze w tej sprawie jest jednak prawdziwe miejsce pracy Conquesta, którym okazuje się być dział dezinformacji brytyjskiego wywiadu – i tak oto raporty szpiega (w dodatku odpowiadającego za dezinformację!) są dziś uznawane za rzetelne źródło informacji historycznych. Czy potrzeba lepszego dowodu na bezczelność i obłudę propagandy burżuazji? Najlepsze spojrzenie na absurd sytuacji daje porównanie tych bajdurzeń do rzeczywistych statystyk GUŁAG-u. Najbliższe prawdzie dane sporządzone zostały przez rosyjskiego historyka Wiktora Zemskova, który uzyskał pełny dostęp do materiałów archiwalnych. Okazuje się, że realna liczba więźniów nie tylko nie była bliska rewelacjom Conquesta (o Sołżenicynie nie wspominając), lecz także całkowicie im zaprzeczała. I tak, liczba osób zesłanych do wszystkich radzieckich kolonii i obozów pracy w 1934 r. po raz pierwszy przekroczyła pół miliona (510 307). Znaczy to, że przez pierwsze lata intensywnej industrializacji i przez cały okres pierwszej pięciolatki (1928-32) osadzonych w łagrach było mniej niż 500 tysięcy (100-300 tys). Pod tym ciężarem upada popularny mit o ’’uprzemysłowieniu dokonanym niewolniczą pracą więźniów”. Ogólna populacja obozów pracy, po zestawieniu danych z lat 1928-1954, stanowiła średnio ok. 0,8 % ogólnej siły roboczej ZSRR. Wynika stąd, że wkład więźniów w ekonomiczny sukces Związku Radzieckiego jest znikomy i niemal całkowicie niezauważalny. Tak niska liczba skazanych, w obliczu wyzwań i sukcesów pierwszego planu pięcioletniego nie mogła mieć żadnego istotnego wpływu na rozwój gospodarczy kraju. Kolejne lata dokończyły transformację systemu karnego, a większość dotychczasowych więźniów została przeniesiona pod pieczę GUŁAGU. Tym samym, liczba przebywających w łagrach wyniosła 965 tysięcy w 1935 roku, 1,2 miliona w 1936 roku, 1,1 miliona w 1937 roku, 1,8 miliona w 1938 roku i 1,6 miliona w 1939 roku. Widzimy zatem ogromną rozbieżność między faktycznymi danymi a informacjami rozpowszechnianymi przez Conquesta, Sołżenicyna i innych antykomunistycznych fanatyków. ,,Kilkanaście lub kilkadziesiąt milionów więzionych w jednym momencie’’ – takie deklaracje padały z ust Sołżenicyna i takie słowa są podstawą obecnej polityki historycznej. Pytamy zatem – gdzie te kilkadziesiąt milionów więźniów? Gdzie dziesiątki milionów ofiar? Gdzie wielka stalinowska czystka lat 30-tych? Istotnie, w 1938 roku liczba osadzonych wzrosła o 700 000, lecz przy poprzeczce postawionej przez antykomunistów wciąż są to wartości niewielkie. Wzrost ten, wbrew temu co niektórzy chcieliby usłyszeć, ma niewiele wspólnego z ‘’powszechnymi i ogólnonarodowymi represjami’’. Nie ma również wiele wspólnego z represjami politycznymi, choć rzeczywiście, ruchy kontrrewolucyjne nasiliły się w tym czasie i podjęto (słusznie) szereg środków do ich zwalczania. Zdecydowaną większość w obozach stanowili bowiem pospolici bandyci i przestępcy skazani prawomocnym wyrokiem. W 1937 roku było to 87% wszystkich osadzonych, a zatem 957 tysięcy z 1,1 miliona więźniów. Rok później, ‘’w szczycie stalinowskich represji’’ było to 81%, a zatem 1,458 miliona z 1,8 miliona więźniów. Widzimy zatem, że decydujący wpływ na przyrost osadzonych w tym okresie miał ogólny wzrost poziomu przestępczości. Wzrost odsetka przestępców politycznych wynika natomiast z wzmożonej działalności wywrotowców i odpowiedniej, stanowczej reakcji władz. W obliczu tych statystyk (wielokrotnie niższych od propagandowego dyskursu) staje się jasne, że odpowiedzialność karna groziła wyłącznie tym, którzy rzeczywiście złamali prawo. ‘’Powszechne represje wobec wszystkich obywateli’’ są kolejnym mitologicznym frazesem, a każdy uczciwy człowiek nieprowadzący antyradzieckiej działalności wiódł długie i spokojne życie.

Maksymalna liczba więźniów GUŁAG-u osiągnięta został w 1949 roku i wyniosła 2 561 351 osób, z czego 71 % stanowili pospolici przestępcy. Wartość ta, mimo oczywistego kontekstu historycznego, jest często wykorzystywana jako podstawa do atakowania ZSRR. Ten kontekst historyczny (wybuch 2 wojny światowej) całkowicie przewartościował dotychczasowe priorytety i wszelkie wysiłki narodu przekierował na walkę z hitleryzmem. Tym samym na początku lat 40-tych rozpoczęto masową amnestię dla drobnych przestępców – wcielano ich do wojska, szkolono do pomocy na froncie, wysyłano do pracy w fabrykach broni, amunicji i sprzętu ciężkiego. Spadek obozowej populacji został szybko zrekompensowany przez kolaborantów, szpiegów, jeńców wojennych i wszystkich tych, którzy wykorzystywali sytuację do prób destabilizowania państwa. Odsetek więzionych za przestępstwa pospolite znacząco w tym czasie zmalał i w 2 lata po wojnie zbliżył się do ok. 40 %. Wynika stąd, że zdecydowaną większość więźniów stanowili hitlerowscy kolaboranci, a walka z nimi było główną przyczyną wzrostu liczby osadzonych w pierwszych latach powojennych. Wszystko to ukazuje prawdziwy przekrój populacji obozów pracy – od antyradzieckich sabotażystów, przez pospolitych, rasowych bandytów aż po morderców i popleczników Hitlera – oto niewinni i bezbronni obywatele uciskani przez opresyjną władzę, oto prawdziwa twarz antykomunistów stających w obronie przestępców i hitlerowskich kolaborantów. Antykomuniści ci coraz bardziej gubią się w swoich kłamstwach i, wbrew faktom i statystykom, oskarżają radzieckie obozy o nieludzkie traktowanie więźniów, bredząc coś o wysokim odsetku śmiertelności. Pod tym względem wielu z nich przechodzi samych siebie, a padające wartości przekraczają ogólną liczbę skazanych. Prawda jest bowiem zupełnie inna – radziecki system penitencjarny odznaczał się najwyższym humanitaryzmem i szacunkiem do człowieka. Odbywający karę ludzie mieli pełny dostęp do opieki medycznej i psychologicznej, a rozwinięty system reedukacji pozwalał na zdobywanie umiejętności przydatnych w późniejszym życiu. Realny poziom śmiertelność, za wyjątkiem okresu 2 wojny światowej, rzadko przekraczał 5 %. Po roku 1950 śmiertelność ta zmalała jeszcze bardziej i oscylowała w granicach od 1 do 2 %. O żadnych ‘’dziesiątkach milionach ofiar’’ nie może być zatem mowy, gdyż nie ma fizycznej, statystycznej możliwości by mogły mieć one miejsce. Co ciekawe, fałszowanie statystyk GUŁAG-u nie było wyłączną domeną antykomunistów. W jednym ze swoich wspomnień N. Chruszczow napisał; „… Kiedy zmarł Stalin, w obozach przebywało do 10 milionów ludzi”.

Liczba więźniów GUŁAG-u nie jest wartością nadzwyczajną i nie wskazuje na stosowanie masowego terroru. Co więcej, gdy porównamy te dane z więziennictwem współczesnych Stanów Zjednoczonych okaże się, że ‘’bastion wolności i demokracji’’ przetrzymuje obecnie więcej ludzi, niż Związek radziecki w szczycie ‘’Stalinowskich represji’’. W amerykańskich więzieniach, według najnowszych szacunków, przebywa ok. 2,3 miliona osób. Przy zachowaniu proporcji populacji (w USA jest dziś o ok. 50% większa niż w ówczesnym ZSRR) okazuje się, że obecnej liczbie więźniów w USA odpowiada ok. 1,5 miliona więźniów radzieckiego GUŁAG-u. Wartości te są bliskie uśrednionym wartością obozowej populacji w ZSRR w latach 1928-1954 i wyższe niż w całym okresie lat 1928-37. Należy przy tym podkreślić, że Związek Radziecki, przez cały okres budowania socjalizmu borykał się z silnymi ruchami kontrrewolucyjnymi, wywrotowymi i sabotażowymi. W połączeniu z wyniszczającą wojną kładzie to na barkach radzieckich zdecydowanie większy ciężar, który należało udźwignąć przy pomocy dostępnych środków. Dziś w USA, w czasach pokoju i względnej stabilności, obłożenie systemu karnego jest bliskie czasom największego chaosu w ZSRR. Mit o masowych represjach i powszechnym strachu przed aresztowaniem trafniej by zatem odnieść do współczesnych Stanów Zjednoczonych.

System karny w USA prezentuje szereg patologii nieznanych w państwach socjalistycznych. Społeczne i kulturowe pochodzenie odgrywa w tym systemie ogromną rolę, a rozpowszechnione stereotypy (na temat rasy czy statutu) decydują często o ostatecznym kształcie wyroku. Uprzedzenia rasowe są zmorą amerykańskiego sądownictwa i sprawiają, że osoby czarnoskóre oceniane są surowiej niż inni oskarżeni. Sytuacji nie poprawia struktura społeczna w tym kraju, blokująca lub utrudniająca szansę awansu osobom o ubogim pochodzeniu. Skrajnie niesprzyjające warunki popychają tych ludzi do konfliktu z prawem, który z racji tych właśnie warunków, zawsze jest dla nich przegrany. Równość wobec prawa i sprawiedliwy wymiar kary, jest w USA (i wszystkich państwach burżuazyjnym) pustym frazesem, nie mającym odzwierciedlenia w rzeczywistości. Skrajne nierówności ekonomiczne oznaczają skrajnie różne środki, które mogą zostać wykorzystane w procesie sądowym – z jednej strony mamy miliarderów, bogaczy, właścicieli wielkich fortun dysponujących najlepiej opłacanymi adwokatami i dużo szerszym spektrum obrony. Ogromny majątek daje możliwości mataczenia w sprawie, pozwala wpływać na decyzje sędziego oraz manipulować ławą przysięgłych (czy to presją, czy to przekupstwem). Osoby takie chroni ich położenie w piramidzie własności, umożliwiające działanie ponad prawem i wykluczające z odpowiedzialności karnej. Z drugiej strony mamy ludzi biednych, pozbawionych majątków i oszczędności a co za tym idzie – szans na skuteczną obronę. Wykluczenie społeczne i osamotnienie dodatkowo potęgują te problemy i sprawia, że ludzie ci traktowani są inaczej niż przedstawiciele klasy posiadającej. W czasie, gdy skazani ubodzy odsiadują wieloletnie wyroki, uniewinnieni milionerzy śmieją się w im w twarz odpoczywając w swoich apartamentach. Oto system, w którym wysoki statut materialny pozwala naginać barierę prawa. Oto system, w którym niski status materialny pozbawia możliwości obrony bądź znacząco ją ogranicza. Oto ‘’praworządność’’ i ‘’bezstronność’’ w rozumieniu burżuazyjnym.

Proceder ten eskalował na początku lat 80-tych, kiedy w Stanach Zjednoczonych rozpoczął się proces prywatyzacji więzień. Charakter działania placówek prywatnych całkowicie zanegował misję, którą spełniać powinien system karno-wychowawczy. Misją tą jest (przynajmniej w założeniu) wychwycenie jednostek działających na szkodę społeczeństwa i odpowiednia ich resocjalizacja. Więzienia prywatne, działające na rzecz maksymalizacji zysku nie są w stanie udźwignąć tak wielkiej społecznej odpowiedzialności, gdyż nie uwzględniają w swoich rachunkach dobra wspólnego. Interesowne spojrzenie na system karny całkowicie podkopuje jego fundamenty – okazuje się bowiem, że w najwyższym interesie takich korporacji leży niezwalczanie przestępczości, a jej promocja i rozpowszechnianie. Przykładem podobnego bestialstwa jest skandal związany z czołową amerykańską firmą więzienną, która zapłaciła dwóm sędziom 2,8 miliona dolarów za wysłanie do więzień 2000 dzieci oskarżanych o, uwaga, wtargnięcie do pustych budynków i kradzież płyt DVD z Wal-Marta. Chwiejność prywatnego więziennictwa, podobnie jak chwiejność kapitalizmu, została udowodniona w praktyce. Cięcia kosztów i słabość organizacyjna są dużym utrudnieniem w prowadzeniu życia więziennego. W placówkach tych obserwujemy duży stopień destabilizacji, który przekłada się na wzrost niepożądanych zachowań takich jak ucieczki, bójki czy liczne ataki na personel (według danych jest to ponad 50% więcej niż norma). Pewne śledztwo dziennikarskie ujawniło, że w jednym z prywatnych więzień stosunek personelu do liczby osadzonych wynosił jedynie 1:120. W tym samym ośrodku doszło wkrótce do krwawych zamieszek, w których 6 osób zostało ciężko rannych i przewiezionych do szpitala. Co ciekawe, równolegle do rozpoczęcia prywatyzacji w USA doszło do ogromnego wzrostu liczby skazanych (10-krotny wzrost od 1980r). Więzienia prywatne ochoczo z tej okazji skorzystały, powiększając swoją populację w latach 1990-2005 o ponad 1600 %.

Za wszystkie te zbrodnie odpowiada własność burżuazyjna i niepohamowana chęć maksymalizacji zysku. ‘’Obrońcy demokracji i praw człowieka’’ powinni być zatem świadomi, że od wielu lat w prywatnych amerykańskich więzieniach rozkwita proceder współczesnego niewolnictwa. Osadzeni w nich skazańcy wykorzystywani są do niemal nieodpłatnej pracy (najniższa pensja – 16 centów na godzinę) na rzecz właściciela ośrodka, który zgarnia większość pensji i prywaciarza, u którego są zatrudnieni (dużo niższa płaca znacząco zwiększa jego zyski). Wychowawczy i resocjalizacyjny charakter pracy znany z socjalizmu został w kapitalizmie zbezczeszczony i obrzydliwie zwulgaryzowany. Praca w ramach pracy nad sobą, praca na rzecz ogółu, praca dla skruchy i naprawy winy – jest dziś zastępowana niewolniczą pracą na rzecz prywaciarza, wymuszaną z niskich pobudek i pozbawioną jakiegokolwiek społecznie przydatnego charakteru. Oto rzeczywisty obraz antyludzkiej polityki, oto, gdzie należy upatrywać niewolnictwa i ucisku. Oto obraz Stanów Zjednoczonych w XXI wieku.

Głównym zadaniem burżuazyjnego sądownictwa jest obrona interesów burżuazji. Ekonomiczne warunki kapitalizmu nie tylko odbierają robotnikom prawo do obrony, lecz także spychają ich do świata przestępczego i skutkują znaczącym wzrostem przestępczości. Obalenie kapitalizmu (i budowa socjalizmu) zapewnia każdemu człowiekowi pracy godne warunki bytowania, eliminując ekonomiczną motywację do kradzieży czy rozbojów. Socjalistyczny system karny stać ma na straży tych warunków i stanowczo walczyć z wszystkimi wrogami nowego porządku – kontrrewolucjonistami, sabotażystami i wywrotowcami zainteresowanymi powrotem ucisku klasowego. Jednocześnie musi z wyrozumiałością i zrozumieniem podchodzić do ludzi pracy, starać się zrozumieć powody ich postępowania i przy pomocy reedukacji eliminować pozostałości burżuazyjnego sposobu myślenia. Bezcelowy system zamkniętego więziennictwa musi zostać zastąpiony rozwiniętym systemem obozów i kolonii pracy – wychowawczy i resocjalizacyjny charakter kary, w połączeniu z pracą na rzecz dobra wspólnego pozwala na sukcesywne obniżanie skali przestępczości. Wraz z gospodarką socjalistyczną (zniechęcającą do łamania prawa), daje szansę na wykorzenienie w przyszłości większości patologicznych zachowań.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments