Artykuł

Żołnierze przeklęci, czyli bestie w ludzkiej skórze

W 2011 roku 1 marca został obwołany narodowym dniem pamięci żołnierzy wyklętych. Żołnierze ci są dziś przedstawiani jako wielcy, nieskazitelni bohaterowie, walczący o wolność swojego kraju i oddani dobru ojczyzny. Taki stosunek do tych ludzi całkowicie mija się z prawdą historyczną, jest bezczelnym i bezwstydnym kłamstwem godzącym w pamięć pomordowanych. Żołnierzami wyklętymi nazwano wszystkich członków antykomunistycznego podziemia, działających od 1944 roku. Do tego grona niektórzy też zaliczają partyzantów z czasów najgłębszej okupacji hitlerowskiej, a zatem z okresu 1939-44 (do powstania warszawskiego, którego nieprzemyślana formuła doprowadziła do śmierci setek tysięcy Polaków). Bojówkarze z podziemia zostali ochrzczeni “wyklętymi” z uwagi na potępiającą ich politykę władz Komunistycznych. Współcześni antykomuniści bazują na tym fakcie i, przeinaczając wszelkie konteksty, wykorzystują go jako skuteczne narzędzie do uwiarygodniania swojej propagandy – roztaczają wokół wyklętych mit męczeństwa, przedstawiają ich jako niewinne ofiary zbrodniczego totalitaryzmu, bojącego się o utratę władzy. Takie stawianie sprawy pozwala odrzucić na bok wszelkie fakty i wpływać na świadomość społeczeństwa wyłącznie za pomocą emocji. Jest to zabieg bezczelny i manipulatorski, gdyż nie uwzględnia powodów, dla których komuniści i ich sojusznicy walczyli z bandami leśnymi. Powody te podyktowane są najwyższymi pobudkami, wynikają ze sprzeciwu wobec antypolskiej i antyludowej działalności podziemia. Motywacje przeklętych wynikały z ich fanatycznego antykomunizmu, a prowadzona przez nich konspiracja miała za zadanie uderzyć we wstającą z kolan powojenną Polskę. W swojej urojonej “walce” (bandyterce) nie cofali się oni przed niczym – mordowali państwowych działaczy, robotników, chłopów, niewinną i bezbronną ludność cywilną, palili wsie, rabowali i gwałcili. Dokonywali najokrutniejszych i najbardziej wynaturzonych zbrodni, mordowali dzieci, ludzi starszych i kobiety w ciąży. Pozbawiali ich całego dobytku i robili wszystko, by przeszkodzić Polakom w odbudowie kraju ze zgliszczy. Oto prawdziwa twarz morderców i gwałcicieli gloryfikowanych przez współczesną prawicę (niestety nie tylko), przez wszystkie elity III RP. Elity te potrzebowały bowiem pięknej historyjki o bohaterstwie i poświęceniu, podłoża, które mogłoby im pomóc w legitymizowaniu swojej władzy. Obłuda w wyborze obiektu westchnień nie może zostać zapomniana przez potomków ofiar antykomunistycznych fundamentalistów. Polityka historyczna III RP jest bezwstydnym pluciem w twarz nie tylko ofiarom, lecz tak także poległym w walce prawdziwym bohaterom, którzy oblani potem i krwią dotarli pod mury Berlina. 

Nasz sprzeciw wobec przeklętych wynika również z ich wrogiego stosunku do zmiana niesionych przez armię czerwoną i system socjalistyczny. Armia ta wypędziła z kraju hitlerowskich okupantów, przepędziła panów, obszarników i kapitalistów burząc podstawy starego porządku. Wbrew głoszonym dziś oszczerstwom, naród polski nie doświadczył ponownego zniewolenia, a podwójnego wyzwolenia – z jednej strony wyzwolenia od reżimu Hitlera, z drugiej strony wyzwolenia od dyktatury burżuazji. Wyzwolenie społeczno-ekonomiczne które nadeszło ze wschodu pozwoliło polskim robotnikom na budowę nowego, lepszego świata, wolnego od wyzysku i wpływów imperializmu. Pierwsze zmiany dokonane w PRL, łącznie z reformą rolną i nacjonalizacją przemysłu, dały przedsmak nadchodzącej rewolucji. Rozpoczęty w 1945 roku pierwszy plan 6-letni zapoczątkował wdrażanie nowych rozwiązań gospodarczych, doprowadził do klasowego wyzwolenia, powszechnej elektryfikacji, wielkiego skoku cywilizacyjnego i znacznego polepszenia warunków życia. W międzyczasie zmęczeni wojną Polacy przystąpili do odbudowy kraju, całkowicie zrujnowanego przez nazistowskich zbrodniarzy. Planowanie i dobra koordynacja pozwoliły narzucić niezwykle szybkie tempo odbudowy- naród pracował jak wielki, zgrany organizm, a obywatele ramię w ramię, z największym zaangażowaniem podnosili z ruin całe dzielnice, osiedla i miasta. Miała swój początek wielka kampania odbudowy Warszawy – cegły i inne materiały napływały z każdej strony, wszyscy zjednoczyli się we wspólnym dziele i byli mu w całości oddani. Jednocześnie rosło poparcie dla nowej władzy, dla Polskiej Partii Robotniczej, bez której osiągnięcia te nie mogłyby zostać zrealizowane. Wielki ogólnonarodowy zryw i jedność z partią w odbudowywaniu kraju było najgorszym, co spotkać mogło antykomunistycznych fanatyków. Fanatycy ci, ugruntowani w swoim antykomunizmie i wierni rządowi londyńskiemu nie mogli dopuścić do rozkwitu Polski pod wodzą Komunistów. Rozpoczęła się wielka akcja sabotażowa, mająca za zadanie podkopać zdobycze socjalizmu i zniszczyć każdego zaangażowanego w pracę na rzecz PRL. Żołnierze przeklęci rozpoczęli w tym celu szeroką akcję ukierunkowaną na mordowanie działaczy PPR i wszystkich, którzy włączyli się w dzieło socjalistycznej przebudowy. Przeklęci uznawali za taką osobę każdego człowieka sympatyzującego z władzą ludową- a zatem większość robotników i chłopów, którzy sprzeciwiali się powrotowi ucisku II RP i rozumieli słuszność zachodzących zmian. Żołnierze wyklęci kontynuowali więc długoletnią tradycję pacyfikacji wsi i masowych ludobójstw. Zbrodniczy i antyludowy terror zataczał coraz szersze kręgi, a przerażeni obywatele żyli w ciągłym strachu przed utratą życia czy miejsca zamieszkania. Jednym z najbardziej makabrycznych mordów była masakra w Wierzchowinach, gdzie zgrupowanie pod dowództwem Mieczysława Pazderskiego ps. “Szary” wymordowało 196 osób narodowości ukraińskiej. Odziały szarego weszły do wsi 6 czerwca 1945 roku i, ubrane w mundury wojska polskiego, zostały ciepło przyjęte przez mieszkańców. Jednak sprawiający pozór patriotów i sojuszników okazali się być żądnymi krwi bandytami – po krótkim pobycie bojówkarze opuścili miejscowość by nie wzbudzać podejrzeń, po czym przypuścili szturm mordując każdą napotkaną osobę. Nie zwracano przy tym uwagi na wiek ofiar, zabijano bez ustanku i bez opamiętania – najstarsza ofiara miała 94 lata, najmłodsza zaś – 2 tygodnie. Przebieg zbrodni w Wierzchowinach ukazuje prawdę o przeklętych bandytach, ludziach złej woli działających na szkodę narodu. Do przeprowadzania makabrycznych interwencji wystarczało przeklętym nie tyle podejrzenie współpracy, co sam fakt popierania władzy.  

4 grudnia 1946 roku oddział Zdzisława Brońskiego ps. “Usko” napadł na wieś Rozkopaczew, zarzucając mieszkańcom kontakty z “Sowietami i żydami” (co mówi nie tylko o antykomunizmie, lecz także o antysemityzmie i rasizmie przeklętych). Spalono i zniszczono 26 gospodarstw pozbawiając ludzi dachu nad głową, uprowadzono jednego z chłopów i brutalnie go zamordowano. “Żołnierze” ci pozbawieni byli jakichkolwiek skrupułów, nie oszczędzali dzieci i młodzieży – 1 maja 1947 roku rozstrzelanych zostało siedmiu działaczy Związku Walki Młodych (15-27 lat), którzy spacerując po lesie napotkali oddział “Uskoka”. Ludność wiejska, wbrew propagandowym bredniom dzisiejszych “historyków”, nie była zainteresowana współpracą z “partyzantami” i w strachu o własne dobro, współdziałała z władzami w zwalczaniu leśnych band. Mity o 200 czy 300 tysiącach Polaków aktywnie walczących w podziemiu są całkowicie wyssane z palca i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. I tak na przykład, w czerwcu 1947 roku anonimowi mieszkańcy wsi Puchaczów poinformowali miejscowy oddział Urzędu Bezpieczeństwa o trzech “AK-owcach” grasujących w okolicy. Do akcji natychmiast ruszyli oficer UB i 23 żołnierzy KBW, którzy po dotarciu na miejsce i długiej wymianie ognia (zginął jeden żołnierz KBW) schwytali i rozstrzelali niedoszłych zabójców. Sytuacja ta uspokoiła miejscowych i przekonała ich o ostatecznym zażegnaniu niebezpieczeństwa. Wieść o wydarzeniu i współpracy chłopów z UB dotarła jednak do “Wiktora”, “Żelaznego” i “Ordona”, dowódców okolicznych oddziałów, którzy zdecydowali się na dokonanie odwetu na bezbronnych mieszkańcach. Krwawa zemsta rozpoczęła się jeszcze tego samego dnia, a grupa 20 partyzantów zastrzeliła 22 niewinne osoby – wśród ofiar było 10 kobiet, w tym 7-letnia dziewczynka, poległa od wybuchu granatu (granaty były losowo wrzucane do chat). Do 1953 roku aresztowanych i skazanych zostało większość “żołnierzy” bezpośrednio odpowiedzialnych za te czyny. Straceni za okrutne ludobójstwa i zbrodnie przeciwko ludzkości, są dziś gloryfikowani i przedstawiani jako ofiary komunistycznej bezpieki; oto prawdziwy obraz sytuacji oto, dlaczego przeklętym zbrodniarzom wymierzano kary śmierci.  

Jednym z największych morderców skazanych na śmierć i jednocześnie czczonych przez współczesną propagandę jest Romuald Rajs “Bury”. Domeną “Burego” i jego sojuszników były mordy na prawosławnych mieszkańcach Białostocczyzny dokonywane ze szczególnym okrucieństwem. W dniach 1-2 lutego 1946 roku na rozkaz Rajsa przeprowadzona została pacyfikacja trzech podlaskich wsi. Akcja została starannie rozplanowana, powołano 3 grupy pod różnym dowództwem odpowiedzialne za zniszczenie poszczególnych miejscowości. Pierwszy pluton, któremu przewodził “Wiarus”, wyruszył do wsi Szpaki. Drugi pluton, dowodzony przez “Bitnego” zajął się spaleniem Zań, a trzeci pluton na czele z “Leszkiem” udał się do wsi Końcowizna, w której pacyfikacji osobiście brał udział “Bury”. Do Szpaków pierwsza grupa dotarła wieczorem, rozpoczęła ostrzał miejscowości i zaczęła podpalać wszystkie zabudowania. Ludzie ginęli od kul i płonęli żywcem, a każda próba ucieczki kończyła się natychmiastowym rozstrzelaniem. Łącznie zginęło 7 osób, a w jednym z domostw doszło do brutalnego gwałtu na młodej kobiecie. II pluton udał się do Zań, gdzie przybył w okolicach godziny 20:30. Wioska została otoczona z trzech stron, wzniecano pożary w budynkach należących do rodzin prawosławnych, niszczono je i ograbiano (oszczędzenie katolików wskazuje, że jedyną motywacją oddziału była nienawiść na tle religijnym i narodowościowym). 35 furmanek, które mieli ze sobą wyklęci służyło do transportowania skradzionego dobytku – zabierano żywność, ubrania, nie oszczędzano pamiątek rodzinnych; mamy zatem motywację opartą z jednej strony na szowinizmie, z drugiej strony na klasycznym rabunku i rozbójnictwie. W płonących chatach ginęły kobiety i dzieci, a próbujących zbiec zabijano. Podstawą działania faszystów przeklętych była pogarda dla innych narodów; zgodnie z relacjami świadków, przyznanie się do pochodzenia białoruskiego bądź ukraińskiego równoznaczne było ze strzałem w tył głowy. Łączna liczba zamordowanych w Zanie wynosi, według różnych szacunków, od dwudziestu kilku do ponad 30 osób. Tego samego dnia przez trzeci pluton najechana została wieś Końcowizna, a do ludności otwarto zmasowany ogień z karabinów maszynowych. Budynki standardowo palono, niszczono oraz grabiono z wszelkiego dobytku. Na szczęście mieszkańcom Końcowizny, mimo tych ogromnych tragedii, udało się uciec ze wsi i zgubić goniących ich żołnierzy. Rok wcześniej w tej samej miejscowości napadnięty został Bazylii Zińczuk, który zapisał się wówczas do PPR – napastnicy brutalnie go pobili, kazali zjeść legitymację partyjną po czym zamordowali.  

Na przełomie stycznia i lutego 1946 roku na Podlasiu miała miejsce krucjata Romualda “Burego”, którego oddziały mordowały cywilów i plądrowały kolejne wioski. Zaledwie 4 dni przed makabrą z 1 i 2 lutego grupa Rajsa dotarła do wsi Łazice, gdzie odbywało się spotkanie chłopów z kilkunastu okolicznych miejscowości. Pojmano ok. 50 osób posiadających najlepsze konie i powozy; planowano wykorzystać ich majątek do usprawnienia logistyki oddziału. Zatrzymani zostali zmuszeni do transportowania żołnierzy i ich ekwipunku, dotarli do Hajnówki, gdzie podjęta została decyzja o ponownym powrocie do obozu. Po drodze wypuszczono kilka osób deklarujących polskie pochodzenie, a po dotarciu do Puchał Starych pozostałych chłopów rozstrzelano w okolicznym lesie (łącznie ponad 30 ofiar). Jeden ze świadków mówi o sadyzmie “Burego”, który po dokonaniu mordu nakazał “zmasakrować twarze furmanów, tak aby rodzona matka ich nie rozpoznała”. Żołnierze wykonali rozkaz dowódcy. 2 dni po tym wydarzeniu (29 stycznia) ta sama grupa NZW dotarła do wsi Zaleszany, gdzie “partyzanci” dopuścili się kolejnej rzezi na mieszkańcach. Latającym kulom towarzyszyły akcje rabunkowe, podczas których zastrzelono Fiodora Sacharczyka i Stefana Wremczuka, dwóch rolników, którzy odmówili wydania owsa. Zabójstw dokonywano z największym okrucieństwem i premedytacją -15 mieszkańców zostało podstępem zwabionych do jednego budynku (gdzie mieli rozmawiać z żołnierzami). Po zastrzeleniu dwóch młodych działaczy PPR Oficer NZW ogłosił zebranym, że zostaną zamordowani a wieś doszczętnie spalona; po tych słowach wyklęci zabarykadowali główne drzwi i podpalili budynek, tak aby odciąć możliwość ucieczki płonącym żywcem ludziom. Miejscowym udało się jednak wyrwać ze śmiertelnej pułapki (wydostali się oknem i tylnymi drzwiami), a strzelający do nich partyzanci pudłowali. W przypływie wściekłości podpalono wszystkie miejscowe domostwa uśmiercając 14 osób, w tym osiem dzieci w wieku od tygodnia do 7 lat. Nie wszyscy zginęli w płomieniach, część z nich, m.in. Grzegorz Leończuk z dwoma synami (6 miesięcy i 3 lata) zostali dobici przy pomocy broni palnej. Potomkowie ofiar tych zbrodni sprzeciwiają się szaleńczej kampanii kultu “Żołnierzy Wyklętych”. Jeden z bezpośrednich świadków pacyfikacji wsi mówi tak;  

“..To była niedziela. Odział Burego jechał w kierunku Hajnówki. U nas na wsi była potańcówka. Żołnierze weszli i powiedzieli: „bawcie się, bo to ostatni raz.”…. Wszedł „Bury”, wystrzelił w sufit i powiedział: „Wasza wieś pójdzie z dymem, a wy przestaniecie istnieć”. I wyszedł.” 

Co ciekawe, raport Instytutu Pamięci Narodowej z 2005 roku potwierdził większość zarzutów i , na podstawie dokumentów archiwalnych z PRL i zeznań prawie dwustu uczestników wydarzeń 46 r., uznał działania Burego za noszące znamiona ludobójstwa. Ten sam komunikat został podważony w 2019 roku, kiedy wszystkie jego ustalenia wyrzucono do kosza i, wbrew protestom poszkodowanych stwierdzono, że działania Romualda Rajsa były usprawiedliwione (włączając w to zabójstwa kilkutygodniowych noworodków). Rehabilitacja zbrodniarza dokonała się jednak znacznie wcześniej, w 1995 roku, kiedy sąd wojskowy w Warszawie unieważnił decyzje z 1949 roku. Zbrodniarz wojenny, uznany na bazie niepodważalnych dowodów za winnego masowych ludobójstw i pacyfikacji wsi jest dziś usprawiedliwiany i wynoszony na piedestał. Polityka przekręcania historii ma za zadanie podsycić antykomunistyczną histerię, wyzwolić w społeczeństwie pokłady nienawiści do Polski Ludowej, a walkę z socjalizmem ukazać jako wyraz “patriotyzmu” i “bohaterstwa”. Wydźwięk oraz cele działalności podziemia antykomunistycznego, tj. obalenie władzy robotniczej, przywrócenie systemu klasowego, przywrócenie ucisku obszarników i kapitalistów, powrót biedy oraz zacofania II RP, utworzenie z Polski kolonii zachodnich korporacji – wszystko to brzydzi nas jako komunistów i brzydziło większość społeczeństwa w powojennej Polsce; robotnicy i chłopi dostrzegli w PKWN, a później w PPR, pierwszą w historii, prawdziwą reprezentację ich interesów. Dlatego też u boku Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej stanowczo zwalczali wszystkich przedstawicieli leśnej bandyterki; Stanowczo zwalczali wszystkich morderców i barbarzyńców, którzy w dążeniu do realizacji ohydnych założeń dokonywali najbardziej wynaturzonych zbrodni. W latach 1944-49 żołnierze przeklęci zabili łącznie ponad 5 tysięcy cywilów, w tym 187 dzieci do lat 14. 

W kontekście tych zbrodni nie sposób pominąć hitlerowskiej kolaboracji, którą NSZ i Armii Krajowa uprawiały przez większość okresu 2 wojny światowej. I tak, pod koniec 1943 roku, wobec zbliżającej się Armii Czerwonej i zwiększonej mobilizacji Gwardii Ludowej (gotowej do starcia z Niemcami), dowództwo AK podjęło decyzję o przeprowadzaniu akcji sabotażowych wymierzonych w żołnierzy GL. 7 października 1943 roku jeden z oddziałów Armii Krajowej napadł i zabił 7 działaczy Gwardii Ludowej, sześciu działaczy PPR, oraz trzech innych żołnierzy AK gotowych na współpracę z ZSRR. W tym samym czasie na wschodzie dochodziło do starć radzieckich partyzantów z AK, które prowokowane były przez działaczy polskiego podziemia. Działania te były jedynie niegroźnym draśnięciem w stosunku do tego, co działo się później. Wkroczenie Armii Czerwonej na tereny zachodniej Białorusi, a potem na etniczne tereny Polski, spotkało się z wrogą odpowiedzią NSZ, AK i innych podobnych organizacji (bronili okupacji hitlerowskiej?). Próbowano za wszelką cenę zdestabilizować siły radzieckie, wchodząc na ich tyły i atakując niektóre z oddziałów. Powszechne było mordowanie radzieckich żołnierzy i radzieckich oficerów, atakowanie pojedynczych, odosobnionych pułków, porywanie i zabijanie dowódców, niszczenie punktów medycznych oraz żywnościowych. Dokonywano masowych egzekucji żołnierzy Armii i Gwardii Ludowej, np. W Łysowodach koło Ćmielowa, gdzie oddział NSZ “Las” zebrał w jednym miejscu 70 osób podejrzanych o członkostwo w GL i PPR, po czym wszystkich rozstrzelał. Podobne tragedie spotykały również partyzantów radzieckich. I tak, w czasie rosnącej kontrofensywy Armii Czerwonej i słabnącej pozycji III Rzeszy, “najwięksi polscy patrioci” decydują się na zbrojną walkę z największymi antyhitlerowskimi siłami – czy można to nazywać inaczej jak walka w obronie Hitlera? Posunięcia te nie są jednak wynikiem niemrawych decyzji krajowego dowództwa, a wynikają z rozkazów płynących z rządu Londyńskiego. Istnieje także szereg dowodów (a właściwie faktów akceptowanych przez historyków) potwierdzających kontakty i współpracę tych ruchów z nazistowskimi Niemcami. I tak, wielu z czołowych AK-owskich dowódców nawiązywało kolaborację z hitlerowcami, w zamian za np. dostawy broni czy wzajemna pomoc w realizowaniu swoich interesów (w przypadku AK było to wspieranie Niemców w walce z ZSRR). Jednym z takich dowódców był Adolf Plich, który kontaktował się z nazistami już w 1943 roku (w zamian za pomoc przysyłali mu oni broń), a rok później został mimo tego włączony do struktur AK. Dalej mamy majora Łupaszkę, jednego z największych dziś bohaterów, który w 1944 roku nakazał zabijanie na miejscu wszystkich napotkanych radzieckich żołnierzy. Negocjował on także współpracę z oficerem SD Seidlerem von Rosenfeldem, który obiecał pomoc jemu i jego oddziałom – wysoko postawieni oficerowie Armii Krajowej wielokrotnie dyskutowali z Niemcami warunki ewentualnego przymierza. Kreuję się tu także postać Stefana Zajączkowskiego ps. “Ragner”. Oto treść raport Eduarda Straucha (SS-Obersturmbannführer): 

“Współpraca z białymi polskimi bandytami trwa. Oddział 300 osób w Rakowie i Iwieńcu okazał się bardzo przydatny. Negocjacje z tysiącem ludzi z grupy “Ragnera” (Stefan Zajączkowski) dobiegły końca. Grupa Ragnera pacyfikuje teren między Niemnem a koleją Wołkowysk-Mołodeczno, między Mostami a Iwem. Nawiązano kontakt z innymi polskimi grupami.” 

Widzimy zatem, jak obłudne było Dowództwo AK i jakie prawdziwe stosunki łączyły ich z Niemcami podczas wojny. Fanatyczny Antykomunizm i fanatyczna nienawiść do Armii Ludowej sprawiały, że w czasie, gdy AL ramię w ramię z Armią Czerwoną walczyło z Hitlerowskimi okupantami, Armia Krajowa i inni entuzjaści II RP sabotowali tę walkę i nawiązywali kontakty z SS. Fakt kolaboracji z nazistami nie jest tu zapewne przypadkowy, a antysemityzm i szowinizm NSZ przejawiał się w zbrodniach na ludności żydowskiej. Zbrodnie te dokonywane były w czasie największej dominacji III Rzeszy, kiedy żydzi i osoby innych narodowości żyli w ciągłym strachu przed hitlerowcami – okazało się jednak, że hitlerowców wyręczali często żołnierze z pod znaku Narodowych sił Zbrojnych; I tak na przykład w październiku 1942 roku w Lasach Krasińskich oddział Narodowej Organizacji Wojskowej wymordował 40 żydów zbiegłych z obozu w Lublinie. W kwietniu 1943 roku NSZ-owiec wydał Niemcom trzech Żydów ukrawających się w pobliskim mieszkaniu – wszyscy zostali zabici. Podobne sytuacje można by mnożyć w nieskończoność, a mordy na żydach (i nie tylko) dokonywane przez “polskich patriotów” należały w tym czasie do codzienności. 

Dziś, 1 marca, rząd III RP i wszystkie środowiska antykomunistyczne uroczyście świętują dzień morderców i hitlerowskich kolaborantów, dzień zbrodniarzy odpowiedzialnych za szereg masowych ludobójstw. Zbrodniarze ci, w imię powrotu pańskiego ucisku, niszczyli i podkopywali zdobycze powojennej odbudowy Polski. Fanatyczny antykomunizm postawił AK i NSZ po stronie nazistowskich Niemiec, a nadchodzące ze wschodu wyzwolenie stało się dla nich obiektem okrutnego sabotażu. Jako Komuniści, w imieniu wszystkich ofiar pomordowanych na Białostocczyźnie, w imieniu zapomnianych dziś prawdziwych bohaterów AL I GL sprzeciwiamy się gloryfikacji przeklętych bandytów. Niechaj dzień 1 marca stanie się dniem pamięci ofiar “Żołnierzy Wyklętych”. Precz z wyklętym faszyzmem! Precz z antykomunistyczną propagandą! 

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments