Artykuł

Zbrodnie amerykańskiego imperializmu

Stany zjednoczone są dziś nazywane ojczyzną wolności, demokracji i walki o prawa człowieka. Proamerykańska propaganda przesiąknęła do kultury masowej i przejęła narrację historyczną w większości krajów świata. Propaganda ta dominuje przede wszystkim media popularne, wtłaczając w niewinną z pozoru rozrywkę (filmy, muzyka, seriale itd.) elementy manipulacji wpływające na świadomość odbiorcy. Tym samym zdecydowana większość ludzi, w tym także tych niezaangażowanych politycznie, postrzega Stany Zjednoczone w sposób jednoznacznie pozytywny. Faktografia i analiza historyczna nie stanowią dla USA zasadniczych środków propagandowych – fakty te zostały bowiem pominięte i przeinaczone, przeradzając się w ogólnie przyjęte mity o “bohaterskich” amerykańskich dziejach, pełnych braterstwa i bezinteresownego poświęcenia. Duży wpływ na te realia ma motyw “amerykańskiego snu”, wdzierający się w umysły milionów ludzi na całym świecie. Skuszeni wizją szybkiego bogactwa odrzucają wszelkie racjonalne argumenty i, w imię miłości do USA, idealizują historyczną i ekonomiczną podstawę tego kraju. Zderzenie z rzeczywistością okazuje się być jednak szczególnie brutalne i skutecznie podkopuje wszystkie wzniosłe wyobrażenia. Społeczne realia Stanów Zjednoczonych stanowią zupełne zaprzeczenie jakiejkolwiek formy humanitaryzmu. Humanitaryzm, rozumiany jako poszanowanie podstawowych praw i godności człowieka (takich jak prawo do mieszkania czy ciepłego posiłku) nie może występować w społeczeństwie amerykańskim, gdyż uniemożliwia to forma organizacji tego społeczeństwa. Ugruntowane na sprzecznościach klasowych nie jest w stanie zagwarantować pracującym odpowiednich warunków bytowania – amerykańscy robotnicy tłamszeni są przez właścicieli wielkich korporacji, wykorzystujących ich pracę do powiększania swoich zysków i wpływów. W warunkach szczególnie dzikiego kapitalizmu skutkuje to najwyższym poziomem ubóstwa wśród wszystkich krajów 1-go świata. Miliony biednych amerykanów co miesiąc pobiera kartki żywnościowe, które ratować mają ich i ich rodziny przed głodem lub śmiercią głodową. Na wielkich połaciach terenu, u podnóży “najbogatszych” amerykańskich miast, rozciągają się ogromne dzielnice nędzy, slumsy, w których wegetuje setki tysięcy pozbawionych mieszkań ludzi. Są to nie tylko robotnicy (najbardziej wyzyskiwani, zniszczeni przez banki bądź wykluczeni z rynku pracy), lecz także młodzi z biedniejszych rodzin, którzy dla realizacji marzeń o studiach zmuszani są do życia w namiocie bądź żebrania na ulicy. Wszystko to ma miejsce w przodującym kraju 1-go świata, uznawanym za najbardziej ucywilizowane państwo na ziemi. Nietrudno zauważyć, że opis ten odpowiada najbiedniejszym rejonom Azji czy Afryki, którym podobny los również zgotowali amerykańscy oligarchowie.  

Tak wielkie nierówności oraz dysproporcje majątkowe są efektem niepohamowanej żądzy maksymalizacji zysków. I tak na przykład, w czasie największej od lat światowej recesji gospodarczej majątki 10 najbogatszych miliarderów uległy znacznemu, niespotykanemu wcześniej wzrostowi (łącznie o ponad 540 mld dolarów); Elon Musk 5-krotnie pomnożył swój majątek zarabiając 130 mld dolarów, Jeff Bezos zarobił ponad 80 mld dolarów, a Mark Zuckerberg – wzbogacił się o ponad 50 %. Wszystko to jest wyraźnie widoczne w ekonomicznej strukturze USA i ukazuje obłudę i irracjonalność gospodarki burżuazyjnej. W tym kontekście widzimy przyspieszający proces koncentracji kapitału w rękach kilkorga najbogatszych kapitalistów, nasilający się szczególnie w warunkach kryzysu. Proces ten jest nieodłączną pochodną istnienia rynkowych monopoli, które dzięki ugruntowanej pozycji są w stanie bez problemu przetrwać większość perturbacji. Wstrząsy gospodarcze uderzające w drobne biznesy są korzystne dla wielkich korporacji, gdyż pozwalają na przejęcie powstałej luki dla realizacji własnych interesów. W tym monopolizmie i koncentracji tkwi zasadnicza istota imperializmu jako nieuchronnej konsekwencji kapitalizmu; Imperializm jest niezbywalną częścią wolnorynkowej gospodarki, w której wraz z wyodrębnieniem się silniejszych podmiotów dochodzi do zdominowania przez nie większości życia ekonomicznego. Ogromne środki dają niezliczone możliwości poszerzania wpływów i dalszego umacniania swojej pozycji. Wielkie kampanie reklamowe, w połączeniu z przewagą skali oraz skuteczniejszymi metodami zarządzania tworzą szklany sufit niemożliwy do przeskoczenia dla przedstawicieli Januszeksów. Ciągła ekspansja ekonomiczna prowadzi do powstawania międzynarodowych monopoli, wykorzystujących cały potencjał do maksymalnego powiększania przychodów. Konsekwencją tego dążenia jest wyzysk robotników spoza kraju macierzystego, pracujących na utrzymanie wąskiej, globalnej elity najbogatszych kapitalistów. W połączeniu z militarnym potencjałem państw burżuazyjnych monopoliści zyskują narzędzie masowego zniewolenia, przyporządkowujące całe narody pod dyktat ich interesów. Powstają w ten sposób wielkie mocarstwa imperialistyczne, które w dążeniu do gospodarczego i terytorialnego rozrostu nie baczą na skutki swojej działalności. Światowe masy pracujące są dla nich źródłem taniej siły roboczej, niezbędnej do pomnażania wielomiliardowych zysków.  

W dziedzinie tłamszenia ludzi pracy niepodzielnie rządzą Stany Zjednoczone, szczególnie chciwe i okrutne w przywłaszczaniu cudzego poświęcenia. U podstaw tego kraju leży destrukcja i zniszczenie, gdyż wyrósł on na krwi ofiar europejskich kolonialistów. Kolonialny podbój ameryki ma swe korzenie już w XV wieku, kiedy Krzysztof Kolumb dotarł do wybrzeży Kuby i ogłosił w Europie znalezienie morskiej drogi do Indii. Lepsze poznanie sytuacji przyniosło jednak nowinę o odkryciu nowego kontynentu, odizolowanego dotąd od reszty świata i wolnego od wpływów europejskich. Wieść ta wzbudziła ogromną falę entuzjazmu, szczególnie wśród handlowców, kupców oraz “łowców skarbów” zainteresowanych zasobami nowego świata. Poznawcze i pokojowe wyprawy szybko przerodziły się w wielką krucjatę konkwistadorów żądnych złota i pieniędzy, którzy dla wizji bogactwa zniszczyli podstawy życia miejscowych, burząc i paląc wioski, rabując i mordując większość zastanych tubylców. Populacja Indian skurczyła się w tym czasie o kilkanaście milionów, doprowadzając do niemal całkowitej eksterminacji tej grupy etnicznej. Motywacje ówczesnych kolonialistów nie różnią się od motywacji współczesnych imperialistów i innych członków klasy posiadającej – wszystkie te cele zamykają się w płytkiej i prymitywnej żądzy posiadania, zwierzęcej żądzy zyskiwania kosztem kondycji społeczeństwa oraz życia całych ludów i narodów. Na takim krwawym gruncie wyrosło państwo amerykańskie, które całymi garściami czerpie z tradycji kolonialnego bandytyzmu. Najważniejsze w tym kontekście jest to, że powstanie USA nie tylko nie zakończyło rzezi ludności rdzennej, lecz także wzmogło ją doprowadzając do ludobójstw na masową skalę. Niech posłuży tu za przykład masakra nad Wounded Knee z 29 grudnia 1890 roku, kiedy wędrująca grupa Lakotów (Indianie) napotkała pułk amerykańskiej kawalerii. Po krótkiej rozmowie żołnierze przekonali wodza grupy do odwiedzenia wojskowego obozu, z którego mieli zostać przeprowadzeni w bezpieczne miejsce. Nazajutrz, w czasie akcji rozbrajania jeden z indiańskich wojowników pomyłkowo wystrzelił z karabinu, nikogo jednak nie trafiając. Sytuacja ta stała się pretekstem do rozpoczęcia krzyżowego ostrzału, wskutek którego zginęło 290 Lakotów, w tym ponad 200 kobiet i dzieci (wszyscy oni pozbawieni byli broni). Podobne incydenty należały w Stanach do codzienności, a szeregi armii przepełnione były pogardą i rasową nienawiścią. W lutym 1860 roku kilkoro lokalnych biznesmenów i właścicieli ziemskich dokonało masowego mordu na jednym z plemion, zabijając nożami i toporami prawie 300 osób, w tym ponad 200 kobiet, dzieci i osób starszych (motywacją była chęć zajęcia zamieszkiwanych przez nich terenów). Oficjalne polityka władz nieustannie podgrzewała konflikt i podsycała rasistowskie nastroje wymierzone w tubylców. I tak na przykład, w roku 1850 odebrano Czejenom prawo do przebywania w Górach Skalistych, gdyż znaleziono tam pokaźne zasoby złota – ludność rdzenna była wybijana i niszczona jako przeszkoda dla interesów wyzyskiwaczy. Szaleńcza antyludzka kampania na tym jednak nie spoczęła i kontynuowana była przez cały okres XX wieku. W latach 60-tych i 70-tych rząd federalny wdrożył skandaliczną praktykę przymusowej sterylizacji rdzennych Amerykanek (!), co sprawiło, że ponad 25 % kobiet w wieku od 15 do 44 lat nie była w stanie się rozmnażać. Trudno uzasadnić tak karygodną i bestialską decyzję jakimikolwiek racjonalnymi przesłankami – podjęcie jej uchyliło fałszywą maskę prawa i tolerancji, ukazując prawdziwą twarz okrucieństwa, rasizmu i obłudy.  

Geneza powstania USA wiąże się nieodłącznie z genezą okrucieństwa, którego najstraszliwsze oblicze odnajdujemy w czasach współczesnych. Imperializm w wydaniu amerykańskim okazuje się bowiem szczególnie agresywny i ekspansywny, wykorzystując wszelkie dostępne środki dla obrony swojego monopolu. Macki Stanów Zjednoczonych sięgają do większości krajów świata, które zmuszone są do zaakceptowania swojej sytuacji i podporządkowania się wpływom zewnętrznym. Wynika to po części ze strachu przed militarną potęgą (i możliwą interwencją wojskową), a po części z polityki rządów marionetkowych podległych decyzjom Waszyngtonu. Takie rządy są w istocie rządami kolonialnymi i reprezentują interesy państwa amerykańskiego – otwierają drzwi wielkim korporacjom, wpuszczają okupacyjne wojska USA, pełnią rolę marionetek w geopolitycznych zagrywkach. Umożliwiają zachodnim koncernom eksploatację mas pracujących, czyniąc z nich niewolników okradanych w szczególnie bestialski sposób. Każdy sprzeciw oraz antyimperialistyczne wystąpienie wiąże się z wściekłą reakcją okupanta, który podejmuje wszelkie kroki by nie stracić wpływów i zysków w regionie. Kroki te są uzależnione od stopnia zaawansowania sytuacji i mogą skutkować próbą obalenia niewygodnej władzy, poprzez np. opłacenie przychylnych polityków czy zbrojny zamach stanu (przykład kolorowej rewolucji na Białorusi czy zbiorowa histeria w sprawie Nawalnego). W wielu przypadkach kończy się to bezpośrednią interwencją zbrojną pod hasłem “szerzenia/obrony demokracji”, mającą na celu odzyskanie bądź zdobycie kontroli nad danym obszarem. Jednym z najjaskrawszych przykładów takiej interwencji jest przykład Wojny w Wietnamie, wiążącej się z rewolucyjnym zrywem narodu wietnamskiego. Po obaleniu francuskich kolonialistów i utworzeniu dwóch odrębnych państw (Demokratyczna Republika Wietnamu na północy i Republika Wietnamu na południu) rozpoczął się wzrost nastrojów prokomunistycznych wśród ludności Wietnamu południowego. Doszło do uformowania lewicowej partyzantki Wietkong, która uzyskała oficjalne poparcie komunistów z północy. Znaczny wzrost liczebności armii komunistycznej na południu doprowadził do zdestabilizowania sytuacji politycznej, a zależny od USA cesarz Bảo Đại podjął kroki w kierunku tłumienia ogólnospołecznego sprzeciwu. Powstanie wietnamskich robotników stawało się coraz silniejsze i bardziej zdecydowane, a zjednoczeni pod sztandarem rewolucyjnego Narodowego Frontu Wyzwolenia zaczęli odnosić istotne sukcesy w walce. Sukcesy i dążenia narodu wietnamskiego leżały w sprzeczności z interesami Stanów Zjednoczonych, które w strachu przed rozlewem komunistycznej rewolucji postanowiły wkroczyć w obronie swojej marionetki. 2 wojna Indochińska, pozostająca wewnętrznym sporem Wietnamu, stała się przedmiotem wpływu amerykańskiego imperializmu. Początkowo zaangażowanie USA ograniczało się do utrzymywania kilkuset doradców wojskowych. Jednak gdy przewaga północy stawała się coraz wyraźniejsza prezydent Lyndon Johnson podjął decyzję o wzmożeniu wsparcia dla południa. W 1964 roku zwiększono obecność wojskową wysyłając ponad 21 tysięcy zawodowych żołnierzy wraz z kadrą dowódczą. Niedługo potem, po rzekomej prowokacji północno-wietnamskiej marynarki (w rzeczywistości nie miała ona miejsca i służyła jako pretekst) rozpoczęto zmasowane, zaplanowane naloty bombowe na całym terytorium Wietnamu Północnego. Do roku 1968 bombowce amerykańskie zrzuciły ponad 605 tysięcy ton bomb, niszcząc nie tylko cele strategiczne, lecz także miasta pełne ludności cywilnej. W międzyczasie rozpoczęto kampanie dewastowania środowiska naturalnego, której nadrzędnym celem było zniszczenie dżungli, podstawy partyzanckiej działalności. Do tego celu używane były silnie toksyczne substancje takie jak napalm czy defolianty, rozpylane z samolotów nad lasami i zielenią całego kraju. Tragiczny wpływ tych substancji uwidocznił się nie tylko w przyrodzie, lecz także w ich działaniu na człowieka. W konsekwencji okazały się być one okrutną i masową bronią biologiczną, stosowaną na niespotykaną dotąd skalę i uderzającą głównie w zwykłych obywateli. Dioksyna dostawała się do organizmu wraz z wodą i pożywieniem, powodowała liczne choroby wątroby i krwi oraz miała katastrofalny wpływ na przebieg ciąży, zwiększając występowanie wrodzonych wad płodu. Po zastosowaniu tych substancji śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy Wietnamczyków, 400 000 (bezpośrednio po wojnie) poważnie zachorowało bądź otarło się o inwalidztwo. Łączna liczba ofiar amerykańskich nalotów chemicznych wynosi w w Wietnamie ok. 4,8 miliona, w tym ponad 3 miliony osób dotkniętych bezpośrednio. Doszło do całkowitego zburzenia fauny i flory Wietnamu. Lasy namorzynowe zostały całkowicie zniszczone, zniknęło 60 % dżungli i 30 % lasów równinnych. Amerykańskie wojska unicestwiły plantacje i produkcję rolną, spustoszono od 40 do 100 % upraw bananów, ryżu i słodkich ziemniaków. Chemikalia przesiąknęły miliony hektarów gleb, do dziś trując i zabijając kolejne pokolenia. Wyginęły 132 z 150 gatunków ptaków, zniknęły wszystkie płazy i owady, skażone zostały rzeki i jeziora. W związku ze zmianami środowiskowymi na terenach tych pojawiły się groźne gatunki komarów przenoszących malarię.  

Wszystkie te katastrofy nie miały znaczenia dla rządu USA, który dla obrony własnych interesów kontynuował prowadzenie wojny. W 1965 roku do Wietnamu przybyło ponad 200 tysięcy amerykańskich żołnierzy, w 1966 kolejne 200 tysięcy, a rok później – ponad 100 tysięcy. Do 1968 roku zasoby wojenne Stanów Zjednoczonych w Wietnamie wzrosły o ok. pół miliona, co było szczytem ich obecności, a więc także i okrucieństwa. Okrucieństwo tych ludzi zostało dobrze udokumentowane i mimo prób zatajenia ujrzało światło dzienne. Armia amerykańska, krocząca przez wietnamskie dżungle zostawiała za sobą śmierć i zniszczenie. Zasadniczym polem jej działalności nie były regularne potyczki, a masowe ludobójstwa na nieuzbrojonej ludności. Niszczenie wiosek, bezcelowe mordowanie i okaleczanie cywilów mimo, że brzmi przerysowanie i niewiarygodnie, należało do codzienności wojny wietnamskiej i było normalną praktyką stosowaną przez amerykanów. Działalność ta niesie za sobą niemożliwą do policzenia liczbę przerażających zbrodni. Jedną z najgłośniejszych spraw z tamtego okresu jest masakra w Mỹ Lai z 16 marca 1968 roku. Odział 23 dywizji piechoty U.S Army pod dowództwem porucznika Williama Calleya wkroczył tego dnia do przysiółka Mỹ Lai, w którym ukrywać się mieli partyzanci Wietkongu. W miejscowości spotkano jedynie zwykłych wieśniaków, z których żaden nie miał powiązań politycznych. Mimo tego, zgodnie z rozkazem dowódcy przystąpiono do rzezi wszystkich napotkanych mieszkańców. W bestialski sposób wymordowano ponad 500 wietnamskich cywilów – większość z nich stanowiły dzieci, kobiety i osoby starsze. Przed śmiercią bito ich i torturowano, dopuszczano się gwałtów, okaleczano i bezczeszczono zwłoki. Odpowiedzialny za wydanie rozkazu porucznik, mimo skazującej decyzji sądu, został ułaskawiony przez prezydenta Nixona i otrzymał karę 3,5 roku aresztu domowego (z tej kary również został zwolniony). Co ważne, sprawa ta nie należy do ekstremalnych wyjątków a podobne sytuacje zdarzały się dużo częściej. Jednym z podobnych przykładów jest patrol rozpoznawczy Tiger Force, o którego zbrodniach czytamy w specjalnym raporcie;  

“Przez siedem miesięcy żołnierze Tiger Force przemieszczali się po Central Highlands, zabijając dziesiątki nieuzbrojonych cywilów – w niektórych przypadkach torturując ich i okaleczając – w fali przemocy, której nigdy nie ujawniono amerykańskiej opinii publicznej …Kobiety i dzieci celowo wysadzano w powietrze w podziemnych bunkrach. Starszych rolników rozstrzeliwano, gdy pracowali na polach. Więźniowie byli torturowani i rozstrzeliwani – odcinano im uszy i głowy na pamiątki. Jeden żołnierz wyłupiał zęby rozstrzelanym cywilom, aby uzyskać złote plomby. ” 

Wśród amerykańskich żołnierzy panowała także zasada “rozpoznania przez ogień”, polegająca na mordowaniu cywilów oraz artyleryjskim ostrzale wiosek. Wszystkie te decyzje, wbrew współczesnym usprawiedliwieniom, nie są wynikiem ignorowania rozkazów czy samowolki poszczególnych oddziałów. Wręcz przeciwnie. Zgodnie z zeznaniem byłego żołnierza Johna Kerrego rząd nie tylko o wszystkim wiedział, lecz także sam był odpowiedzialny za wydawanie takich poleceń; 

“Były to wszelkiego rodzaju okrucieństwa i chciałem powiedzieć, że tak, tak, brałem udział w niektórych z nich, a także tysiące zaangażowanych w to żołnierzy. Brałem udział w strzelaniu w strefach wolnego ognia. Używałem karabinów maszynowych kalibru 50, w które byliśmy wyposażeni i do których nas upoważniono, które były naszą jedyną bronią przeciwko ludziom. Brałem udział w poszukiwaniu i niszczeniu wrogów, w paleniu wiosek. Wszystko to było sprzeczne z prawem wojennym i konwencjami genewskimi, a wszystko odbywało się zgodnie z polityką ustaloną na piśmie na samym szczycie amerykańskiego rządu. I wierzę, że ludzie, którzy wymyślili te strefy wolnego ognia, ludzie, którzy wydawali nam rozkazy, ludzie, którzy milczeli o bombardowaniu terytoriów, myślę, że zgodnie z literą prawa ci ludzie są zbrodniarzami wojennymi.” 

Według niektórych szacunków, liczba ofiar cywilnych poległych z rąk amerykanów oscylowała w granicach ok. 2 milionów. Ota armia bohaterów niosących wolność i demokrację. Oto armia tych, którzy zamienili w piekło życie dziesiątek milionów ludzi. Amerykański imperializm, w obronie zysków i własnych interesów gotów był do najokrutniejszych i najbardziej wynaturzonych zbrodni. 

Podobny konflikt wybuchł wcześniej w Korei, kiedy rząd południowej części kraju, w porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi, postanowił o przeprowadzeniu inwazji na Koreę północną. Powszechna propaganda jako powód wybuchu konfliktu przedstawia wkroczenie wojsk Kim Il Sunga 25 czerwca 1950 roku. Należy jasno podkreślić, że jest to ohydne kłamstwo przykrywające prawdziwą genezę wojny. “Zapomina” się bowiem o rozpoczętym 2 dni wcześniej, z polecenia południowokoreańskiego prezydenta Syngmana Rhee zmasowanym ostrzale artyleryjskim, który miał utorować drogę do wkroczenia jego armii na północ. Z rana, 25 czerwca siły Republiki Korei zaatakowały KRLD wzdłuż całej linii kontaktu. Atak ten skończył się potężną kompromitacją proamerykańskich wojsk, które zaklinowały się kilka kilometrów za granicą i zostały rozbite jeszcze tego samego dnia. Wieczorem Kim Il Sung podjął decyzję o kontynuowaniu kontrataku, a Koreańska Armia Ludowa już następnego dnia znalazła się pod Seulem. Na wieść o tym, Rhee Seung Man przerażony sromotną klęską stchórzył i uciekł z kraju. Taki obrót sytuacji spotkał się z niezadowoleniem Stanów Zjednoczonych, które pod pretekstem “obrony przed komunistyczną agresją” przerzuciły swoje wojska na półwysep koreański. Prymitywna i bezcelowa zemsta za upokorzenie była szczególnie okrutna i miała wykończyć Koreańczyków z północy. Rozpoczęto zmasowane bombardowania miast i wsi i, podobnie jak później w Wietnamie, dokonywano okrutnych zbrodni na ludności cywilnej. Nie było dnia wolnego od egzekucji i rozstrzeliwań zwykłych obywateli; I tak na przykład na górze Sudou w prowincji Hwanghe amerykańscy żołnierze zamordowali łącznie ponad 1100 okolicznych mieszkańców. Budowano obozy koncentracyjne – w samym Pjongjangu wtrącono do nich 4 tysiące Koreańczyków, z których połowa została rozstrzelana. Na przełomie 1950 i 1951 roku dowództwo wydało dwa rozkazy o następujących treściach; 

„Zniszcz wszystkich czerwonych bandytów, aby uwolnić Koreę Północną od komunistycznych potworów. Poluj na nich i zabij wszystkich członków partii komunistycznej, urzędników państwowych i ich rodziny. Zabijaj tych, którzy im współczują. ” 

“Zastrzel każdego cywila podejrzanego o bycie komunistą – nie biorąc go do niewoli. Chińczycy i Koreańczycy tylko nieznacznie różnią się od tych bestii.” 

Dały one podstawę do zaostrzenia prześladowań mieszkańców i pociągnęły za sobą niespotykaną wcześniej w historii falę okrucieństwa. W czasie okupacji prowincji Sinchon zabita została 1/4 wszystkich jej mieszkańców (35 380 ludzi, w tym ok. 16 200 dzieci, kobiet i osób starszych). Odnotowywano incydenty niszczenia mostów pełnych uchodźców, za pomocą napalmu gazowano całe miasta, wybijając tysiące niewinnych osób. W ciągu kilku miesięcy okupacji stracono łącznie ponad milion cywilów. Bezlitosne i potworne ludobójstwo USA jest największą zbrodnią dokonaną kiedykolwiek na narodzie koreańskim.  

Powstania narodów uciskanych przez imperializm nie należą w historii do rzadkości i zawsze kończyły się paniczną reakcją Stanów Zjednoczonych, nie chcących utracić swoich kolonii. Jednym z najważniejszych przykładów jest przykład rewolucji kubańskiej, która wystąpiła przeciwko zbrodniczemu, marionetkowemu reżimowi Batisty. Ruch rewolucyjny miał swój początek 26 lipca 1953 roku, kiedy grupa 165 rebeliantów zaatakowała uzbrojone koszary planując obalenie panującej władzy. Próba ta pociągnęła za sobą krwawe konsekwencje ze strony reżimu, który uwięził wielu młodych działaczy i zaostrzył kontrolę policyjną. Jeden z przywódców ruchu, Fidel Castro, po opuszczeniu aresztu na mocy amnestii z 1955 roku uciekł do Meksyku, gdzie rozpoczął przygotowania do dalszej walki z imperializmem. Po powrocie Castro na Kubę w 1956 roku sformowana została Armia Powstańcza która, mimo początkowych porażek, zaczęła odnosić istotne sukcesy w walce i dała szanse na przepędzenie z kraju jankesów i ich kukiełek. Koniec roku 1958 przyniósł zwycięstwo rewolucji i obalenie rządu Batisty, który uciekł z kraju 1 stycznia 1959 roku. Mimo początkowych złudzeń USA, rozpoczęto politykę nacjonalizacji majątków amerykańskich oligarchów i zaczęto pozbawiać ich jakichkolwiek wpływów na wyspie. W pierwszej kolejności przejęto banki, instytucje finansowe i przedsiębiorstwa przemysłowe oraz handlowe, z których większość należała do zwolenników Batisty i wielkich zagranicznych firm. Ogłoszony przez Fidela Castro socjalistyczny charakter Kuby stał się wielkim ciosem dla Stanów Zjednoczonych, które utraciły kontrolę nad jednym z najważniejszych państw marionetkowych. Uderzenie w amerykański imperializm nie mogło zostać bez odpowiedzi, a rząd USA rozpoczął natychmiastowe finansowanie partyzantki antykomunistycznej (3 stycznia 1961 roku zerwał stosunki dyplomatyczne z Kubą). W USA rozpoczęła się powszechna kampanią oszczerstw i kłamstw, mająca na celu zdyskredytowanie rządu rewolucyjnego i wybielenie reżimu Batisty. W jednym ze swoich przemówień Fidel Castro powiedział; 

„Taka kampania została rozpoczęta przeciwko nam, ponieważ zdecydowaliśmy się bronić politycznej i gospodarczej wolności narodu kubańskiego. Jesteśmy oczerniani za zamiar cofnięcia koncesji dyktatora Batisty na rzecz zagranicznych firm. W oczach monopolu rewolucja na Kubie była „zaraźliwym” przykładem dla Ameryki Łacińskiej.” 

Waszyngton, wykorzystując podległe rządy Ameryki Południowej brał pod uwagę rozpoczęcie zbrojnej inwazji na Kubę (która, patrząc na historię Korei i Wietnamu, skończyłaby się kolejnymi okrucieństwami). Posłużył się w tym celu dyktatorami Dominikany i Nikaragui, których namawiał na złożenie skargi do Organizacji Państw Amerykańskich by zarzucić Kubie przygotowywanie ataku. Próba ta nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, a wolne od imperializmu państwo umacniało swe socjalistyczne podstawy. Działania organizowane przez USA stawały się coraz bardziej bezpośrednie, angażując liczne grupy (w tym także gangi z Ameryki Środkowej) do kontrrewolucyjnych ruchów na wyspie. Z wybrzeży Florydy, gdzie znajdowała się siedziba antykomunistycznej emigracji, organizowano transporty broni wspierające wywrotowców i sabotażystów. Nieustannie naruszano Kubańską przestrzeń powietrzną, wysyłając samoloty zrzucające nie tylko propagandowe ulotki, lecz także bomby zagrażające życiu i zdrowiu obywateli. Wspieranie antyrządowego podziemia przez Stany niosło za sobą realne ryzyko wybuchu wojny domowej; rozpoczęto tworzenie wojskowej siatki szpiegów i partyzantów, która miała (na sygnał USA) rozpocząć zbrojne powstanie w stolicy. Zostało one udaremnione przez kubańskie służby bezpieczeństwa, które ujawniły i unieszkodliwiły spiskowców. Ingerencja w wewnętrzne sprawy niezależnych państw jest dla USA metodą realizowania interesów. Takie działania są niezbitym dowodem na prawdziwe intencje tego kraju, które nie mają nic wspólnego z szerzeniem wartości demokratycznych. Polityka Stanów wobec Kuby skupiała się także (i do dziś się skupia) na tłamszeniu jej rozwoju, niszczeniu podstaw gospodarczych i politycznych, bez względu na cenę ponoszoną przez zwykłych obywateli. W tym celu, z początkiem 1960 roku narzucono na Kubę niemal całkowite embargo ekonomiczne, odcinające ją od wymiany handlowej z wszystkimi państwami podległymi amerykańskim wpływom. W 1964 roku sankcję nałożyło ONZ, a w 1966 roku, decyzją Waszyngtonu, zabroniono amerykanom wjazdu na Kubę. Mimo sankcji i jankeskiej kampanii naród Kubański rozwijał się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, zapewniając godność każdemu ze swoich obywateli i tworząc jeden z najlepszych na świecie systemów ochrony zdrowia. Agresywne i karygodne reakcje USA wynikają z nadszarpania jego imperialistycznych interesów, które pod rządami Komunistów nie mogły być dalej spełniane. 

Taktyka niszczenia i podpalania niepodporządkowanych krajów nie kończy się na Kubie i jest obecna także w czasach współczesnych. Wenezuela, która po zwycięstwie rewolucji Boliwariańskiej zaostrzyła kurs antyimperialistyczny, zatrzymała prywatyzację sektora naftowego i tym samym zamknęła amerykańskim monopolistom drogę do łatwego przychodu. 11 kwietnia 2002 roku odbył się tam finansowany przez CIA zamach stanu, w wyniku którego proamerykańska opozycja usunęła ze stanowiska i aresztowała Chaveza. Nielegalnie przejęcie władzy spotkało się z radykalnym sprzeciwem Wenezuelczyków, którzy stanęli w obronie demokratycznie wybranego prezydenta, domagając się jego natychmiastowego powrotu. Ogólnonarodowe powstanie pogoniło jankeski rząd i przywróciło Hugo Chaveza, który jeszcze mocniej zaostrzył obrany wcześniej kierunek. Nieuniknionym skutkiem sprzeciwu wobec amerykanów było wprowadzenie sankcji gospodarczych, mających na celu destabilizację sytuacji w kraju niewygodnym dla Stanów Zjednoczonych. Przykłady takiej polityki mnożyć można w nieskończoność, począwszy od Białorusi, przez Iran aż po Koreę Północną – wszystkie te państwa, stosując antyimperialistyczną (w większym lub mniejszym stopniu) retorykę i nie godząc się na wpływy imperializmu, są przez imperializm szczególnie zwalczane. Zbrodnicze bombardowania Jugosławii, wojna na bliskim wschodzie, mordowanie syryjskich kobiet i dzieci, brutalny wyzysk w krajach trzeciego świata – to tylko niewielki ułamek zbrodni USA w XXI wieku i jeszcze mniejszy ułamek wszystkich zbrodni tego kraju. 

Stany Zjednoczone są państwem imperialistycznym, które całą swoją działalność opiera no ciągłej ekspansji ekonomicznej i terytorialnej. Dla amerykańskich imperialistów nie ma rzeczy ważniejszej od powiększania zysków i wpływów. Amerykańscy imperialiści zdolni są do największych okrucieństw i masowych ludobójstw, gdy w grę wchodzi realizacja ich interesów. Stany Zjednoczone, owiane legendą wolności i demokracji, są najstraszliwszą karykaturą tych wartości kiedykolwiek stworzoną przez człowieka.  

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments