Świat Wiadomości

Psy propagandy przekraczają granice śmieszności

Wczoraj miało miejsce na Białorusi niecodzienne zdarzenie. Samolot linii Ryanaira musiał awaryjnie lądować na lotnisku w Mińsku z powodu zawiadomienia o podłożeniu bomby.  

Decyzję o awaryjnym lądowaniu na lotnisku w Mińsku podjął pilot lecącego z Aten do Wilna samolotu – poinformował w niedzielę szef zmiany mińskiego lotniska Maksim Kijakow. 

– Według międzynarodowych zasad najbliższym lotniskiem okazał się Mińsk i zgodnie z tymi międzynarodowymi zasadami dowódca podjął decyzję, aby lądować u nas. To znaczy, to była decyzja kapitana załogi – powiedział Kijakow telewizji ONT. 

Jak poinformował z kolei kanał w Telegramie „Pul Pierwogo”, „Mińsk” był najbliższym lotniskiem dla samolotu w momencie otrzymania informacji o bombie. 

Okazało się, że na pokładzie znajdował się ścigany przez białoruski wymiar sprawiedliwości Roman Protasiewicz, który został natychmiast zatrzymany. Protasiewicz to zawodowy wywrotowiec, który założył internetowy kanał nexta. Na portalu tym ujawnił m.in. tysiące wykradzionych przez hakerów szczegółowych danych osobowych funkcjonariuszy białoruskich służb. Bydlątka z nexta odgrażały się, że będą ujawniać kolejne, jeżeli nie zostaną spełnione ich polityczne żądania. 

Mateusz Piskorski, ekspert od spraw wschodnich, tak napisał o Romanie Protasiewiczu: 

latem 2014 roku 19-letni wówczas Białorusin pojechał jako ochotnik na Ukrainę, by wziąć tam udział w tzw. operacji antyterrorystycznej przeciwko ludności Donbasu. Zaprzyjaźnił się tam z liderem neobanderowskiego Sojuszu Narodowego Igorem Guziem. Guź zwerbował go do neonazistowskiego batalionu “Azow”, gdzie Protasiewicz przeszedł szkolenie specjalne obejmujące m.in. działania dywersyjne. Zimą 2015 roku został nawet zastępcą dowódcy ds. łączności 2. kompanii uderzeniowo-szturmowej batalionu. Miał też pomagać w pozyskiwaniu dla wspomnianej bandy finansowania ze Stanów Zjednoczonych i z Polski. 

Zimą 2020 roku Białorusin uzyskał status uchodźcy w Polsce. 

To teraz pytanie dla inteligentnych – w którym kraju zachodnim, (które od wczoraj podnoszą takie larum w związku z tym incydentem) tego typu działania są legalne? Czy gdyby sytuacja była odwrotna, powiedzmy, że na Białorusi ukrywałby się Polak publikujący w internecie szczegółowe dane osobowe polskich funkcjonariuszy, nawoływałby do siłowego obalenia władz państwa, nawoływałby do linczowania polskich funkcjonariuszy, organizowałby nielegalne demonstracje, nawoływałby do nienawiści, brałby udział w wojnie w Donbasie, czy polski wymiar sprawiedliwości odstąpiłby od ścigania takiego człowieka? 

Bo ja myślę, że nie i w tym momencie w Europie zachodniej rozpoczął się festiwal ostrego rżnięcia głupa. 

Działania Białorusi potępiło wiele państw, w tym Polska, zarzucając złamanie prawa międzynarodowego, piractwo, “terroryzm państwowy” i “porwanie samolotu”, a także domagając się wyjaśnienia okoliczności tego zdarzenia i “zdecydowanej reakcji społeczności międzynarodowej”. 

Polski premier Mateusz Morawiecki także już zdążył powiedzieć, że Białoruś “porwała” samolot. Zachodnia propaganda ujada jak wściekły pies, w głowach jej twórców nie do pomyślenia jest, że kraj taki jak Białoruś może ścigać jawnych przestępców jakim jest np Protasiewicz. W zachodnich mediach rozpoczęła się licytacja na to kto oskarży Białoruś w sposób najbardziej niedorzeczny, w sposób najbardziej chamski, w sposób najbardziej prymitywny. 

Pewien przygłupawy polski generał powiedział, że ten incydent to “groźny precedens”. Otóż to nie jest żaden precedens. Przypomnę dwa podobne przypadki. W październiku 2016 roku Ukraina zawróciła białoruski samolot. Grożono poderwaniem myśliwców. Białoruski samolot pasażerski ze 142 osobami na pokładzie został zmuszony, pod groźbą poderwania myśliwców, do powrotu na lotnisko w Kijowie, skąd wyleciał, kierując się do stolicy Białorusi, Mińska. Kapitan białoruskiego samolotu został ostrzeżony, że jeśli nie wykona polecenia, w powietrze zostaną poderwane myśliwce. Po wylądowaniu samolotu w Kijowie ukraińskie służby wyprowadziły z maszyny jednego z pasażerów, obywatela Armenii.  

Czy przypominacie sobie, aby wtedy panowała ta cała medialna hucpa jaka teraz jest wyprawiana? Bo ja sobie jakoś nie przypominam, żeby wtedy ktoś mówił o “terroryzmie państwowym” i “porwaniu samolotu” itd. 

Inny przykład – w lipcu 2013 roku władze Francji, Hiszpanii, Portugalii i Włoch zabroniły wracającej z Moskwy prezydenckiej maszynie (z Evo Moralesem na pokładzie) przelotu przez ich przestrzeń powietrzną, zmuszając w ten sposób samolot do lądowania w Austrii. Gdzie następnie samolot został zatrzymany na kilkanaście godzin, ponieważ USA podejrzewały, że na jego pokładzie znajduje się były agent CIA Edward Snowden. Żadnego Snowdena tam nie było. 

Boliwijska minister powiedziała wtedy – rząd boliwijski sądzi, iż Stany Zjednoczone wiedziały, że Snowdena nie było na pokładzie, ale chciały po prostu zastraszyć Moralesa. – To pierwszy przypadek państwowego terroryzmu wymierzonego przeciwko prezydentowi, przeciwko krajowi, przeciwko narodowi. To o tym teraz mówimy – oświadczyła minister łączności Amanda Davila Torrez. 

Czy przypominacie sobie, aby wtedy panowała ta cała medialna hucpa jaka teraz jest wyprawiana? Bo ja sobie jakoś nie przypominam, żeby wtedy W ZACHODNICH MEDIACH ktoś mówił o “terroryzmie państwowym” i “porwaniu samolotu” itd. Kalizm zachodu po prostu poraża. 

A zatem “zachód” rości sobie prawo do zatrzymywania samolotów nawet tych, szczególnie chronionych przez przepisy prawa międzynarodowego – prezydenckich samolotów z głowami państw na pokładzie. Kraje zachodnie depczą prawo międzynarodowe, kiedy tylko uznają taką potrzebę. I drą mordę na cały regulator, kiedy suwerenne, niezależne od USA państwo ośmieli się aresztować jawnego przestępce takiego jak Protasiewicz. 

Trudno jest opisać słowami poziom hipokryzji, poziom błazeństwa “polskich dziennikarzy i komentatorów”, którzy samozwańczo uzurpują sobie tytuł “wolnych mediów”. To co obecnie oglądamy w zachodnich mass mediach w związku z zatrzymaniem Protasiewicza to po prostu mistrzostwa świata w rżnięciu głupa. 

To co dokładnie wydarzyło się wczoraj w Mińsku nie zostało jeszcze wyjaśnione, ale kiedy trzeba oskarżyć jakiekolwiek państwo nie będące wiernym psem Waszyngtonu to nagle okazuje się, że nie są potrzebne, żadne śledztwa, żadne dowody, żadne dochodzenia. Dziennikarzyny zachowują się jak naoczny świadek, prokurator i sędzia. Trzy w jednym. Polskojęzyczne k*rwizje już wszystko wiedzą, wiedzą już, że na pokładzie byli agenci białoruskich służb, wiedzą, że cały ten incydent to “operacja reżymu Łukaszenki”. Skąd to wiedzą? Znikąd. Nie musi tego wiedzieć ktoś kto uważa się za sędziego, naocznego świadka i prokuratora w jednej osobie. 

Zachodnioeuropejski festiwal rżnięcia głupa uważam za otwarty. 

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments