Artykuł

Placebo wolność

Zachodnia propaganda nie słynie z wielkiego wyrafinowania, tworzona jest przez intelektualną biedotę na potrzeby mniej bystrej części populacji. Największym kłamstwem, największym mitem powtarzanym od lat jest oczywiście mit „wolności”. 

Jestem wolnym człowiekiem, podatki placebo muszę”. Tak mówi większość (ogłupionej propagandą) populacji w krajach będących w strefie wpływów Stanów Zjednoczonych. Trudno jednak nie dać się ogłupić w sytuacji, gdy ta propaganda jest tak wszechobecna. Zachodnia cywilizacja rozbudowała swój aparat propagandowy do rozmiarów nie widzianych nigdy w historii. Machina ta działa w trybie 24/7 i jest zasilana miliardami dolarów. Podam taki prosty przykład dla zobrazowania sytuacji – w PRL istniały w tym kraju tylko trzy kanały telewizyjne a wiadomości emitowane były tylko raz dziennie o godzinie 19:30. Dzisiaj samych tylko 24-godzinnych „kanałów informacyjnych” jest kilka a do tego niezliczona ilość innych kanałów, gdzie różnego rodzaju „serwisy informacyjne” są emitowane kilka razy dziennie. Mógłby ktoś pomyśleć, że skoro jest ich tak wiele to prezentują one różne punkty widzenia. Nic bardziej mylnego. Wszystkie te telewizje (a także gazety, tabloidy i inne kolorowe szmatławce) finansowane są przez państwo albo przez zachodnie korporacje (wpływy z reklam) i wyłącznie w interesie kapitalistycznego państwa i zachodnich korporacji kreują medialny obraz. I teraz gdy chodzi o sprawy polityczne wszystkie te media zachowują zadziwiającą wręcz jednomyślność. Wszystkie one powtarzają dokładnie tą samą nowomowę z „wolnością” jako tematem przewodnim. 

Ludziom w systemie kapitalistycznym od kołyski wmawia się, że są „wolni”. Mit ten głosi, że w krajach, które znajdują się w strefie wpływów Stanów Zjednoczonych lub też są koloniami (ekonomicznymi lub innymi) Stanów Zjednoczonych, wmawia się, że tam ludzie są „wolni” i kraje te są „wolne” oraz że są tam „wolne media”. Natomiast w krajach, które nie chcą pokochać Stanów Zjednoczonych, w krajach, które nie chcą tańczyć do muzyki z Waszyngtonu, te kraje określa się mianem „dyktatur”, „reżimów”, mianem „krajów niedemokratycznych”. „W PRL byliśmy zniewoleni, a teraz odzyskaliśmy wolność” – to możemy usłyszeć z „wolnych” mediów nawet kilka razy dziennie. 

Ale o co tak naprawdę chodzi z tą wolnością? Co takiego wolno robić teraz, czego nie wolno było robić w PRL? Na tak konkretne pytania zachodnia propaganda albo nie daje żadnej odpowiedzi albo posługuje się ogólnikami równie kłamliwymi jak kłamliwy jest ten mit o wolności. 
W PRL nie można było zakładać partii politycznych”. Tak Wam zapewne odpowie apologeta „wolności”. Po pierwsze nie jest to prawda a po drugie dzisiaj w tej rzekomej „wolności” z zakładaniem partii politycznych bywa bardzo różnie. Podam przykład partii Razem i partii Zmiana. Obie te partie powstały w 2015 roku. W partii Razem znajdowały się od samego początku grzeczne pupilki GazWybu, grzeczni prozachodni socjaldemokraci ani słowem nie kontestujący obecnego systemu. Partia ta została przez Sąd zarejestrowana bez żadnego problemu. 
W partii Zmiana natomiast nie było pupilków żadnego prozachodniego medium, w partii tej od samego początku byli ludzie o poglądach antykapitalistycznych, realnie antysystemowych i w dodatku pozytywnie wypowiadających się o Rosji i bardzo negatywnie o Stanach Zjednoczonych. Partia ta nie tylko nie została zarejestrowana przez Sąd, ale jej lider Mateusz Piskorski został w dodatku pod absurdalnymi zarzutami aresztowany i następnie więziony przez 3 lata w tzw. areszcie wydobywczym. 
A zatem widzimy, że jeżeli chodzi o sprawy polityczne, jeżeli chodzi o zakładanie organizacji to tutaj ta „wolność” jest bardzo wybiórcza. Kiedy jesteś grzecznym opozycjonistą, który nie krytykuje jawnie Stanów Zjednoczonych, który powtarza za Waszyngtonem produkowaną przez nich nowomowę – wtedy otrzymasz koncesję na działalność. Kiedy krytykujesz zachód zbyt mocno, nie chcesz powtarzać zachodniej nowomowy wtedy Twoja organizacja nie tylko nie zostanie zalegalizowana, ale jeszcze narażasz się na represje ze strony „wolnego państwa”. Krótko tylko przypomnę, że Mateuszowi Piskorskiemu nawet po wypuszczeniu z aresztu odebrano szereg praw obywatelskich, m.in. zabroniono mu spotykać się z działaczami ze swojej partii i zabroniono mu opuszczać kraj, a członkowie Zmiany wzywani byli przez „bezpiekę” na wielogodzinne przesłuchania. 

No ale w PRL nie można było podróżować za granicę” – kolejny, ogólnikowy kłamliwy mit. W czasach PRL istniało coś takiego jak „Zimna Wojna” i „Żelazna Kurtyna”, stąd podróże do krajów zachodnich nie były tak łatwe jak dzisiaj, ale jak najbardziej były możliwe. Regulacje dotyczące wyjazdów zagranicznych w PRL nie były wiele bardziej restrykcyjne niż te jakie istniały w „wolnych” krajach, a w pewnych okresach PRL, częściej zdarzały się przypadki, że Polak nie mógł wyjechać za granicę nie dlatego, że Polskie władze nie chciały go wypuścić tylko dlatego, że władze tego kraju, do którego chciał się dostać nie chciały go wpuścić, o czym dzisiaj się nie mówi, bo dla „wolnych mediów” jest to temat niewygodny. 

Podrążmy jeszcze temat tej „wolności”. Starożytni Rzymianie mawiali, że im bardziej rozbudowane jest prawo tym mniej jest w państwie wolności i tym mniej demokratyczne państwo. Ja się z tym w pełni zgadzam. No to spójrzmy teraz na pewne fakty – w PRL pracowało ok 50 tysięcy urzędników i nie mieli do dyspozycji komputerów, dzisiaj mamy w Polsce ok 200 tysięcy urzędników i mają jeszcze komputery do pomocy. Po co są ci urzędnicy? Oczywiście po to, aby kontrolować każdy aspekt naszego życia od urodzenia aż do śmierci. Dzisiejsze prawo jest tak potężnie rozbudowane, zagmatwane, niezrozumiałe dla zwykłych ludzi, że udając się do Sądu z jakąkolwiek sprawą to bez pomocy prawnika jesteśmy na przegranej pozycji.  
I to ma być ta wolność, gdzie nasze życie jest tak precyzyjnie przez prawo regulowane? Gdzie ludzie są przez to prawo niemalże tresowani jak psy? A co z podatkami? Czy w tym „wolnym” kraju można ich nie płacić? Oczywiście, że nie. A co z wartością dodatkową wytwarzaną przez pracowników i zabieraną im przez „szefa”? Czy pracownicy mają jakiś wybór i mogą się nie zgodzić, żeby jakiś Jeff Bezos, Elon Musk czy jakiś inny faraon kapitalizmu zabierał im wartość dodatkową, wytwarzaną z pracy ich rąk? Oczywiście, że nie mogą. Szefuniu zabiera pewną część wypracowanego przez Ciebie dochodu i lata sobie w kosmos albo kupuje nowego Mercedesa. A dla Ciebie przewidziana jest „najniższa krajowa”. Na tym polega kapitalizm i jego „wolność”. 
A co z wyborem zawodu jaki chciał bym wykonywać? Czy mogę sobie swobodnie wybrać zawód w kapitalizmie? No też nie do końca, bo muszę się dostosować do „praw rynku”. W kapitalizmie panuje dyktat „rynku”. Gdzie jest zatem ta wolność ja się pytam? I jeszcze raz zapytam co takiego wolno teraz, czego nie wolno było w PRL? 

Wolni to w kapitalizmie będziecie jak pospłacacie kredyty, rozliczycie się z urzędem skarbowym, opłacicie wszelkie haracze zwane podatkami. Czyli nigdy. Bo haracz dla państwa płacić będziecie musieli zawsze. Zatem jest to „wolność” typu owsiakowego – „oddajta pieniądze i róbta co chceta”, z zaakcentowaniem na ODDAJTA PIENIĄDZE! 

Wolność to jest takie czarodziejskie zaklęcie wymyślone przez szamanów zachodniego kapitalizmu do ogłupiania ludzi. Jest to pojęcie bardzo względne, dlatego można nim sobie manipulować do woli no i oczywiście zachodni propagandyści to robią. Wiadomo, że każdy chce być wolny zatem to proste słowo idealnie nadaje się na temat przewodni ogłupiającej, kłamliwej propagandy. Zresztą we współczesnej cywilizacji wolności nie ma i być nie może, życie we wspólnocie wielu ludzi zawsze będzie się wiązać z jakimiś regulacjami. Jeżeli ktoś nie jest tego w stanie zrozumieć to niech sobie wyobrazi co by było, gdyby na wszystkich skrzyżowaniach zawsze i wszędzie paliło się zielone światło. 

Wolność to jest takie ładnie brzmiące słowo, którym propagandyści posługują się do wielu celów, m.in. żeby zamknąć usta niezadowolonym z kapitalistycznego systemu. Jesteś bezdomny? Kapitalizm nic Ci nie dał? Głodujesz? ALE PRZYNAJMNIEJ JESTEŚ WOLNY!  
I tą wolnością biedota ma się nażreć. 

Wolność jest też najczęściej poruszanym motywem przez polityków, którzy nie mają wiele mądrego do powiedzenia, ale lubią lać wodę. Królował w tym chyba były prezydent Bronisław „bul” Komorowski. Podobno historyk z wykształcenia, można by się spodziewać po takim człowieku, że w swoich przemowach będzie podawać jakieś konkrety. Niestety nie – pan Komorowski w swoich nawet krótkich mowach trawach, używał słowa wolność po kilkanaście razy. A po odsłuchaniu tych przemówień nie dowiadujemy się absolutnie nic konkretnego. Jest to puste gadanie, lanie wody w stylu „były brudne i osrane, teraz czyste i wyprane”. Coś jak teksty reklamowe – nie ma w nich wiele sensu ani prawdy, tylko ogólniki, które każdy może sobie interpretować jak mu wygodnie. 

Gdybyście czasem na YouTubie pooglądali filmiki z arabami w akcji to zauważycie, że tam ciągle słychać „Allah Akbar”. Są to słowa, które w praktyce nic nie znaczą, ale oni wypowiadają je tak często jakby byli fanatykami z totalnie wypranymi mózgami (być może są). Podobnie jest z „wolnością” w krajach będących w strefie wpływów Stanów Zjednoczonych. To słowo w praktyce nie oznacza absolutnie nic. Ale powtarzane jest ciągle. Jest to czysto abstrakcyjny byt. Zatem jeżeli ktoś mieszka w kapitalistycznym państwie i jeszcze w dodatku przynależy do klasy pracującej i naprawdę wierzy, że jest wolny to jest to co najwyżej efekt placebo. Neoliberalna propaganda odnosi wtedy sukces, bo niewolnik, który myśli, że jest wolny nigdy nie zbuntuje się przeciw swoim ciemiężycielom. 

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Lech200
Lech200
1 miesiąc temu

najprawdziwsza prawda, znakomicie wyłożona, bravo, zaraz to rozkolportuję!