Artykuł

Hipokryzja zachodu w sprawie emisji gazów cieplarnianych

Kraje zachodnie takie jak Stany Zjednoczone czy bogate kraje Unii Europejskiej, za zagrożenie dla klimatu uznają wzrost emisji gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń w krajach rozwijających się. Pomijają jednak w swej narracji fakt, że wiele dóbr, których produkcja w krajach rozwijających się powoduje wzrost emisji jest produkowanych właśnie na potrzeby konsumpcji w krajach wysokorozwiniętych. Ponad to chociaż kraje takie jak Chiny odpowiadają za wzrost emisji co wiąże się ze wzrostem konsumpcji dokonywanym za sprawą setek milionów ludzi wychodzących ze skrajnego ubóstwa, to rozwój ten odbywa się dziś znacznie mniejszym kosztem środowiskowym niż miało to miejsce w przypadku krajów, które dziś mają tę fazę rozwoju już za sobą. 

Jak pisze w swoim programie Polska Partia Robotnicza „Państwa zachodniego świata całą swoją gospodarczą potęgę zbudowały na industrializacji napędzanej energią ze źródeł nieodnawialnych oraz znacząco opóźniły rozwój źródeł energii odnawialnej, powodując obecną katastrofę klimatyczną. Cały swój kapitał zbudowały przez brutalny kolonialny wyzysk i ekstrakcję surowców. Jednocześnie nie przeszkadza im to pouczać kraje mniej rozwinięte, których wpływ na środowisko jest względnie mały, gdy zachód jest rozwinięty i posiada kapitał zbudowany na zanieczyszczaniu środowiska. Teraz stać go na transformacje ekologiczną i narzuca to samo tempo innym państwom grożąc sankcjami w razie sprzeciwu. Jest to narzędzie umacniania hegemonii centrum kapitału i utrzymania nierówności między państwami. Dodatkowo fabryki, które powodują te zanieczyszczenia należą w większości do kapitału zachodniego a zyski z nich trafiają do krajów zachodnich, gdzie też wyprodukowane w nich towary są konsumowane. Dzięki temu najbogatsze kraje obniżają swoje emisje jednak przez koszty transportu globalne emisje rosną.” 

Na kwestię tę zwrócił uwagę także chiński publicysta Zheng Guichu w swoim artykule „Rozliczanie luksusowych emisji w krajach rozwiniętych – Ponieważ ekstremalne warunki pogodowe uderzają w wiele części świata, niektórzy próbują zrzucić winę na Chiny”, który ukazał się 10 sierpnia 2021 na łamach dziennika Global Times. Poniżej prezentujemy tłumaczenie owego artykułu: 

Ulewne deszcze w prowincji Henan w środkowych Chinach, tajfun In-fa na Morzu Wschodniochińskim, śmiercionośne powodzie w Europie, fale upałów w Ameryce Północnej i gwałtowne burze piaskowe w Mongolii… W 2021 roku świat doświadczył wielu ekstremalnych zjawisk pogodowych. Natura wielokrotnie ostrzegała ludzkość na swój własny sposób, że człowiek i natura współistnieją w tym samym ekosystemie i że ludzkość musi szanować i chronić przyrodę oraz przestrzegać jej praw. 

We wrześniu 2020 r. Chiny podjęły inicjatywę zobowiązania, że będą dążyć do ograniczenia emisji dwutlenku węgla po 2030 r. i osiągnięcia neutralności węglowej przed 2060 r., znanej również jako cel „3060”. Po ogłoszeniu przez Chiny wiele innych krajów zaktualizowało swoje cele redukcji emisji, aby lepiej rozwiązać problem klimatyczny. Jednak osoby o złych zamiarach nadal twierdzą, że cel Chin „3060” nie jest wystarczająco ambitny, wywołując sensację pogląd, że „Chiny są największym emitentem gazów cieplarnianych”, próbując zanegować chińskie wysiłki na rzecz redukcji emisji.  

To wystawny styl życia krajów zachodnich przyczynił się głównie do masowej emisji dwutlenku węgla. Być może nadszedł czas na rozliczenie ich emisji luksusowych, czyli dodatkowej emisji dwutlenku węgla generowanej z dóbr luksusowych, odróżniającej się od podstawowych potrzeb. 

Według badania przeprowadzonego przez China International Capital Corp w 2017 r. emisje dwutlenku węgla z gospodarstw domowych stanowiły 60-80 procent całkowitej emisji w bogatych krajach rozwiniętych. Tymczasem liczba ta w Chinach wynosi 40 procent, co stanowi tylko połowę liczby w USA. 

Jeśli chodzi o zużycie energii elektrycznej, produkcja przemysłowa stanowiła ponad 70 procent całkowitego zużycia energii w Chinach, podczas gdy w USA liczba ta wynosiła mniej niż 30 procent. Zużycie energii elektrycznej na mieszkańca w USA w 2019 r. było sześciokrotnie wyższe niż w chińskich gospodarstwach domowych. Według artykułu opublikowanego w 2020 r. w Journal of Cleaner Production, renomowanym czasopiśmie naukowym o środowisku, ślad węglowy w USA wynosi 18,1 tony, co jest wyraźnie wyższy niż średnia światowa wynosząca około 5 ton.Liczby te rzucają światło na wysokoemisyjny styl życia krajów rozwiniętych, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, dla których życie w luksusie jest ważniejsze niż ograniczanie emisji dla większego dobra. 

Kraje zachodnie produkują najwięcej odpadów spożywczych. Gdyby odpady żywnościowe były krajem, byłby trzecim największym emitentem gazów cieplarnianych na świecie, jak stwierdzono w raporcie ONZ z 2013 r. Wyniki badania ONZ z 2017 r. wykazały, że kraje europejskie i północnoamerykańskie, które dla mniej niż 20 procent światowej populacji, odpowiadały za 60 procent globalnego marnowania żywności. Nic dziwnego, że według statystyk Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa wiele bogatych krajów zachodnich, takich jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, znalazło się w pierwszej dziesiątce światowych producentów odpadów spożywczych. Obfita w mięso dieta mieszkańców Zachodu pozostawia wysoki ślad węglowy. Zwierzęta gospodarskie wytwarzają gazy takie jak metan, a konsumpcja mięsa powoduje znacznie więcej emisji dwutlenku węgla niż jedzenie warzyw czy owoców. Jak pokazuje badanie przeprowadzone w 2020 r. przez Centrum Zrównoważonych Systemów Uniwersytetu Michigan, w krajach zachodnich, takich jak Stany Zjednoczone, mięso jest największym źródłem (56,6 procent) emisji dwutlenku węgla z przeciętnego posiłku. W przeciwieństwie do tego mięso odpowiada tylko za 36,6 procent śladu węglowego przeciętnego chińskiego posiłku, według Beijing Review, ze względu na tendencję do spożywania ryżu jako podstawowego pożywienia. Najwyraźniej narracja zachodnich mediów, że konsumpcja mięsa w Chinach jest głównym winowajcą zmian klimatycznych, jest sprzeczna z dowodami. 

Amerykanie cieszą się luksusowymi standardami mieszkaniowymi. Stany Zjednoczone mogą pochwalić się dużym terytorium i niską gęstością zaludnienia. Chociaż Amerykanie cieszą się obfitością ziemi, roztrwonili również ogromne ilości zasobów. Według US Census Bureau średnia powierzchnia mieszkalna na osobę w nowych domach jednorodzinnych w USA przekroczyła w 2015 roku 98 metrów kwadratowych. Ponadto wielu Amerykanów jest przyzwyczajonych do utrzymywania klimatyzacji w trybie 24/7. Im większe są ich domy, tym więcej potrzebują klimatyzacji, a tym samym większe straty energii. Jednocześnie wysokoemisyjne urządzenia gospodarstwa domowego, takie jak ekspresy do kawy, piekarniki, zmywarki do naczyń i suszarki, są niezbędne dla wielu amerykańskich rodzin. Według American Association of Home Appliance Manufacturers zwykła suszarka w amerykańskim gospodarstwie domowym zużywa rocznie 1079 kilowatogodzin energii elektrycznej. Samo to odpowiada rocznemu zużyciu energii przeciętnej chińskiej rodziny. 

Emisje z transportu w USA są uderzająco wysokie. Stany Zjednoczone to kraj na kółkach. W USA popularne są tradycyjne modele pojazdów, takie jak amerykańskie muscle cary i pick-upy, które słyną z mocnych silników i wysokiego zużycia paliwa. Tymczasem chińskie drogi coraz częściej zapełniają się pojazdami elektrycznymi. 

Statystyki posiadania samochodów pokazują, że w 2019 roku Amerykanie mają 0,8 pojazdu na osobę, czterokrotnie więcej niż Chińczycy. W 2016 roku 21 procent amerykańskich gospodarstw domowych posiadało trzy lub więcej samochodów, podczas gdy tylko 9 procent nie miało dostępu do pojazdu. Co więcej, transport publiczny w USA boryka się z przestarzałymi obiektami i niewielką liczbą użytkowników. W Stanach Zjednoczonych, które jest najbardziej rozwiniętym krajem na świecie, może dziwić fakt, że większość regionalnych systemów transportu publicznego jest słabo rozwinięta. Problemy takie jak brak przystanków autobusowych, długie odstępy między godzinami odjazdu i zagrożenia bezpieczeństwa są powszechne. Jak podkreśla badanie przeprowadzone przez Cato Institute, ogólnokrajowa liczba pasażerów transportu publicznego w USA spadła od 2014 r. i tylko 5 procent amerykańskich pasażerów wybiera obecnie transport publiczny. Mniej niż 3% populacji USA w 50 największych aglomeracjach miejskich dojeżdża do pracy komunikacją miejską. Słabe usługi publiczne zmusiły więcej Amerykanów do samodzielnej jazdy, co pozostawia za sobą większy ślad węglowy. 

Western playbook aż nazbyt znajomy 

I odwrotnie, metro, autobusy i inne wygodne środki transportu publicznego są pierwszym wyborem w większości części Chin. Ponadto Chiny mają najdłuższą na świecie sieć kolei dużych prędkości. Zasilana energią elektryczną kolej dużych prędkości ma mniejszy ślad węglowy niż większość innych środków transportu, biorąc pod uwagę jej stosunkowo wysoką przepustowość i niski poziom emisji na jednostkę pasażerską lub ładunkową. Na przykład, już w 2011 r. usługa szybkiej kolei Pekin-Szanghaj wynosiła tylko 3,64 kilowatogodziny na 100 kilometrów na pasażera. To 12 razy mniej niż komercyjny lot pasażerski, osiem razy mniej niż sedan i trzy razy mniej niż autobus średniej wielkości. Biorąc pod uwagę przyszłe postępy technologiczne, chiński system kolei dużych prędkości odnotuje jeszcze niższą emisję dwutlenku węgla. Chociaż kraje zachodnie żyją w większym stopniu śladu węglowego, to one dyktują standardy śladu węglowego i dlatego nadal mogą kontrolować narrację. Zachód odegrał dominującą rolę w formułowaniu istniejącego systemu obliczania emisji. System ten musi jeszcze zapewnić skuteczną kalkulację emisji towarów luksusowych i pośrednio pozwala na istnienie szarej strefy, w której antychińskie mocarstwa stawiają fałszywe zarzuty wobec Chin. Łatwo zauważyć, że styl życia Chińczyków jest o wiele bardziej przyjazny dla środowiska niż w krajach rozwiniętych, takich jak USA. 

Według obliczeń brytyjskiej grupy ekologicznej z 2007 roku, gdyby wszyscy na Ziemi żyli jak Amerykanie, Europejczycy lub Japończycy, potrzebowaliby 5,6 Ziemi, 3,9 Ziemi i 2,9 Ziemi. Ale gdyby wszyscy żyli jak Chińczycy, zajęłoby to tylko 0,9 Ziemi. 

Niedawny artykuł niemieckiej ekspertki ds. klimatu, Uty Steinwehr, również wskazuje, że emisja dwutlenku węgla na mieszkańca w Chinach wynosi 7,1 tony, co zajmuje 48. miejsce na świecie i jest znacznie niższe niż w krajach zachodnich. Chociaż USA obsesyjnie obwiniają Chiny, amerykańskie emisje per capita wynoszą 16 ton, czyli dwa razy więcej niż Chiny, a nawet więcej. Nie można zaprzeczyć, że emisje dwutlenku węgla w Chinach wzrosły w ostatnich latach, ale wzrost ten pochodził z szybko rozwijającego się sektora produkcyjnego. Jest to nieunikniony składnik szybkiego rozwoju gospodarczego i produkt uboczny bycia światową fabryką. Jednocześnie wyższa jakość życia 1,4 miliarda ludzi w naturalny sposób oznacza pewien wzrost emisji dwutlenku węgla. Jak ludzie na Zachodzie lubią mawiać, jeśli wszyscy są równi przed Bogiem, Chińczycy również mają prawo do godnego życia. Dzięki przewadze pierwszego gracza w czasie rewolucji przemysłowej, czołowe mocarstwa zachodnie dokonały modernizacji w krótkim czasie. Osiągnięcie to odbyło się jednak kosztem poważnych szkód dla globalnego środowiska i emisji, które katalizowały zmiany klimatyczne. Teraz te kraje nagle mają sumienie i pouczają rozwijający się świat, aby wytwarzał mniej dwutlenku węgla. W rzeczywistości jest to próba trzymania się swoich przywilejów poprzez hamowanie rozwoju innych krajów. 

Western playbook jest aż nazbyt znajomy: działaj lekkomyślnie, nie zważając na konsekwencje, a potem przeproś i nadrabiaj bałagan. Z pewnością Chiny nie pójdą za tą starą sztuczką, ponieważ Chiny wiedzą, że czyste wody i bujne góry to nieocenione atuty. Co ważniejsze, Chiny od dawna opowiadają się za sprawiedliwością i sprawiedliwością w zakresie zmian klimatycznych, w szczególności za zasadą wspólnej, ale zróżnicowanej odpowiedzialności. Chiny zdecydowanie opowiadają się za interesami rozwojowymi krajów rozwijających się. Ogłoszenie ambitnego celu „3060” oznacza, że Chiny, kraj rozwijający się, zamieszkały przez 1,4 miliarda ludzi, są zdeterminowane, aby w ciągu zaledwie trzech dekad wykonać misję, która zajęłaby krajom rozwiniętym od 50 do 60 lat. Mówi wiele o przekonaniu i odpowiedzialności Chin. 

Jak czytamy w wersecie z wiersza przewodniczącego Mao Zedonga: „W spokojnym świecie młodzi i starzy dzielą jednakowo ciepło i zimno”. Aby wspierać wspólnotę życia człowieka i przyrody, jedynym wyborem jest solidarność i współpraca. W tym krytycznym momencie, jeśli Zachód nadal czyni z działań klimatycznych kartę w rozgrywkach geopolitycznych, narzędzie do atakowania innych krajów lub pretekst do podnoszenia barier handlowych, to nadszedł czas na rozliczenie w historii nie tylko tej starej gry w obwinianie, ale również te nowe luksusowe emisje. 

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments