Artykuł

Prawda o Tybecie i Dalajlamie 

W tym roku przypada 70. rocznica pokojowego wyzwolenia Tybetu. Wielka ceremonia odbyła się w czwartek przed Pałacem Potala w Lhasie 

Właścicielami poddanych byli głównie trzej główni posiadacze dóbr – lokalni urzędnicy administracyjni, szlachta, klasztory i ich zastępcy. Poddani byli klasyfikowani na tralpa (ludzie, którzy uprawiali przydzielone im działki ziemi i musieli zapewnić pracę właścicielom poddanych), duiqoin (małe gospodarstwa domowe), nangzan (dziedziczni niewolnicy domowi) i włóczęgów. 

Początkowo Komunistyczna Partia Chin przyjmowała bardzo ostrożne stanowisko w sprawie Tybetu ograniczając reformy jedynie do dobrowolnego wykupu ziemi od szlachty i budowy świeckich szkół. Mimo to nawet tak delikatne próby wprowadzenia jakichkolwiek postępowych zmian napotykały opór lokalnych klik. Z tego powodu w marcu 1959 roku grupka właścicieli niewolników w porozumieniu z obcymi siłami wznieciła w Lhasie zbrojną rebelię z hasłem „niepodległości Tybetu”. Przy wsparciu i pomocy tybetańskich cywilów Armia Ludowo-wyzwoleńcza zdusiła rebelię w zarodku. Wtedy też Dalajlama zbiegł z kraju i obrał drogę wiecznej konfrontacji z Rządem ChRL i Tybetańczykami. 

W 1959 roku, kiedy rozpoczęła się reforma demokratyczna, było tylko 197 rodzin z tytułami szlacheckimi. Wszyscy dziedziczni szlachcice posiadali określoną ilość ziemi, pastwisk i dworów, zgodnie ze swoimi szeregami. Na przykład wielki szlachcic Duoren zajmował ponad 2700 ha ziemi uprawnej. Własnością szlachty byli także poddani i niewolnicy zależni od dworów. 

Po odrodzeniu buddyzmu tybetańskiego w X wieku klasztory zaczęły nabywać ogromne ilości ziemi. Statystyki z 1959 roku wykazały, że trzy duże klasztory w Lhasie (Zhaibung, Sera, Gandan) zajmują 321 dworów, 10 000 ha ziemi i 1700 pastwiskMieli 110 tysięcy sztuk bydła i ponad 40 tysięcy poddanych. Z 200 000 hektarów ziemi uprawnej 29,6% szlachta, a pozostałe 39,5% należało do klasztorów i wyższych rangą lamów. 

Chociaż wielcy posiadacze majątków stanowili tylko 5 procent populacji, rządzili całym Tybetem i kontrolowali prawie wszystkie dochody regionu.  

Najliczniejszą część społeczeństwa tybetańskiego stanowili chłopi pańszczyźniani. 70 procent z nich znajdowało się zawsze na granicy bankructwa z powodu złych warunków produkcji i braku narzędzi rolniczych i zwierząt, a także ciężkiego zadłużenia. Kolejną grupą byli pracownicy najemni stanowiący 30-40 procent poddanych. Najniżej w świętej hierarchii buddyjskiego porządku znajdowali się niewolnicy, którzy nie mieli środków produkcji ani osobistej wolności. Mogli być sprzedawani lub ofiarowani jako prezent a ich warunki życia niewiele różniły się od zwierząt hodowlanych. Według statystyk z 1959 roku w Tybecie było 60 000 niewolników, co stanowiło 5 procent populacji. 

W społeczeństwie feudalnym wszyscy wielcy posiadacze majątku byli wierzycielami, łącznie z Dalajlamami, innymi Żywymi Buddami i wysokimi rangą mnichami. Dalajlama miał dwa specjalne wydziały zarządzające lichwą. Według podlegających Dalajlamie departamentów do zarządzania lichwą w 1950 r. roczne pożyczki lichwiarskie wyniosły 151 929 kg srebra, przy zwrocie 15 193 kg srebra jako odsetki. W dawnym Tybecie wszystkie klasztory praktykowały lichwę. Odsetki od lichwy stanowiły od 25 do 30 procent dochodów trzech wielkich klasztorów w Lhasie. 

Do końca 1960 roku, w ciągu 2 lat zakończone zostały reformy demokratyczne. Zniesiono poddaństwo i feudalny system własności. Dawni chłopi pańszczyźniani po raz pierwszy mieli własną ziemię, zwierzęta gospodarskie i inne środki produkcji. Według statystyk 187 000 ha ziemi zostało skonfiskowane lub wykupione od właścicieli pańszczyźnianych i zostało rozdzielonych do 800 000 poddanych i niewolników bez ziemi. Od tego czasu Tybetańczycy rozpoczęli nowe życie. 

Przed wyzwoleniem Tybetu w 1951 roku, 95% ludności stanowili analfabeci a jedynie 2% dzieci w wieku szkolnym uczęszczało do szkół. Tradycyjnie edukacja Tybetu była skoncentrowana i prawie całkowicie opanowana przez klasztory, z wyjątkiem kilku prywatnych szkół w starym stylu. Szkolnictwo posiadało silne związki religijne i było przeznaczone głównie do kształcenia na urzędników i mnichów. 

W tamtych czasach mnisi byli nauczycielami, modlitewniki były podręcznikami, a sale modlitewne były salami lekcyjnymi. Nie było zorganizowanego systemu edukacyjnego ani instytucji, która by się nim kierowała. Nauka przedmiotów ścisłych takich jak matematyka, fizyka i chemia, praktycznie nie istniała – to religia miała dostarczać odpowiedzi na wszystkie pytania. 

Nowoczesna, świecka edukacja Tybetu została praktycznie zbudowana od podstaw. Pierwsza publiczna szkoła podstawowa została założona w 1952 roku. Według raportu samorządu, do końca 2018 r. wskaźnik skolaryzacji brutto uczniów wyniósł 99,5% w szkołach podstawowych, 99,51 proc. w gimnazjach, 82,25 proc. w liceach i 39,18 proc. na uczelniach wyższych. 

W 2012 roku Tybet jako pierwszy spośród wszystkich chińskich prowincji, gmin i regionów autonomicznych zaoferował program całkowicie bezpłatnej edukacji, co oznacza, że bezpłatna jest nie tylko możliwość nauki, ale także podręczniki, wyżywienie, transport i zakwaterowanie. 

Poprawa warunków życia w Tybecie daje się przedstawić w liczbach. „W zeszłym roku dochód rozporządzalny na mieszkańca wsi wyniósł 14 598 juanów (2 249 dolarów), co stanowi 416-krotny wzrost od 1959 roku” – powiedział Wu Yingjie, sekretarz Tybetańskiego Autonomicznego Komitetu Regionalnego Komunistycznej Partii Chin. 

Obecnie elementy lewackie podnoszą hasła „wolnego Tybetu” i powrotu Dalajlamy. Te środowiska, które na co dzień krzyczą o świeckim państwie nie mają oporu by w imię „wolności” i „praw człowieka” bronić teokratycznego tyrana i państwa wyznaniowego w Tybecie. Dają się oni często urzec antykapitalistycznej retoryce buddyjskich klechów mówiących o odrzuceniu pogoni za dobrami materialnymi. Nie rozumieją jednak, że jest to antykapitalizm reakcyjny wynikający, nie z dążenia do socjalizmu, ale z dążenia do przywrócenia minionego feudalnego porządku. Głoszona przez niego ideologia, że „człowiek jest bogaty, gdy nie potrzebuje więcej”, „należy dążyć do bogactwa duchowego zamiast do dóbr materialnych”, ma na celu rozmywanie świadomości klasowej i demobilizację w walce klasowej, w walce o podniesienie standardu życia mas. W tej wywodzącej się systemu kastowego wizji, ludzie zamiast dążyć do poprawy swojego bytu poprzez walkę o wyższe płace i uspołecznienie środków produkcji, mają pokornie akceptować swoje położenie szukając „szczęścia wewnętrznego”. Dzięki temu większa część dóbr materialnych będzie mogła służyć klasom panującym i duchowym przewodnikom pouczającym o „szczęściu wewnętrznym”. Majątek Dalajlamy szacuje się na 150 000 000 dolarów amerykańskich. On i jego świta otrzymują 3 500 000 dolarów rocznie z budżetu Stanów Zjednoczonych. Oprócz tego otrzymują oni znaczne kwoty od darczyńców oraz wyznawców płacących składki członkowskie na jego związek wyznaniowy.  

Oczywiście Dalajlama będzie wzorem innego znanego zakonnika-biznesmana twierdził, że on nic nie posiada a tego rolexa… dostał od bezdomnego. 

Warto o tym wszystkim co wyżej napisane pamiętać, gdy ktoś znów zacznie krzyczeć o „wolnym Tybecie” i „chińskim zniewoleniu”. 

Źródła: 

https://www.business-standard.com/article/beyond-business/brand-dalai-lama-109042500030_1.html

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Kaz
Kaz
25 dni temu

Trudno się bardziej zgodzić. Brawo dla autora. Instytucjonalna religia – jakakolwiek, gdziekolwiek – to odwieczna, skuteczna metoda na zniewolenie umysłowe i materialne ludzi. Infantylne brednie religijne polskiego chrześcijaństwa są tak infantylne jak brednie religijne tybetańskiego buddyzmu (czy lamaizmu) i każdego innego systemu religijnego na świecie. Te brednie nie mają żadnych wartości ani naukowych ani intelektualnych. Jedyne wartości humanistyczne i moralne, jakie promują religie instytucjonalne to uniwersalne zasady etyczne, które nie mają nic wspólnego z żadnym bogiem, bóstwem czy dogmatem.  Np. tzw. „złota zasada postepowania” nie jest żadnym „darem bożym”, ale cenną zasadą moralną, którą odkryli zwykli ludzie w różnych kulturach… Czytaj więcej »