Artykuł

Odkrycie niemieckiego ekonomisty MASAKRUJE brednie Balcerowicza.

Znany szarlatan podający się za ekonomistę – Leszek Balcerowicz – w przemówieniu skierowanym do młodych lemingów biorących udział w imprezie Tuska i Trzaskowskiego pod nazwą „Campus Polska”, stwierdził, że nierówności ekonomiczne nie są problemem. Bzdury Balcerowicza obala jednak teoria niemieckiego ekonomisty.

Nierówności w rozkładzie dochodów w danym społeczeństwie są problemem i jest to fakt naukowy.

Wynika to z tego, że nierówności w dystrybucji środków na konsumpcję powodują mniej efektywne wykorzystanie tych środków dla zapewnienia ogólnego dobrobytu w skali całego społeczeństwa.

Pula środków przeznaczonych na konsumpcję w danym społeczeństwie jest wykorzystana znacznie efektywniej gdy jest rozdzielona w sposób bardziej równomierny. Aby wyjaśnić dlaczego tak jest i udowodnić dlaczego nierówności są problemem a w każdym razie zjawiskiem negatywnym można się odwołać do praw sformułowanych przez XIX wiecznego ekonomistę Hermanna Heinricha Gossena.

Aby je zrozumieć, trzeba poznać najpierw definicję użyteczności krańcowej.

Użyteczność krańcowa to korzyść jaką odnosi konsument ze zwiększenia konsumpcji danego dobra o jedną jednostkę. Stanowi przyrost korzyści w związku z konsumpcją dodatkowej jednostki dobra.

Pierwsze prawo Gossena – jest to prawo zwane powszechnie prawem malejącej użyteczności krańcowej lub prawem nasycalności potrzeb. Polega ono na tym, że użyteczność krańcowa dobra spada wraz z przyrostem ilości nabywanego dobra, bądź usługi. Każda kolejna jednostka dobra dostarcza konsumentowi coraz to mniejszych przyrostów użyteczności (zadowolenia, satysfakcji).

W miarę wzrostu konsumpcji danego dobra użyteczność całkowita co prawda rośnie, wzrost ten jest jednak coraz wolniejszy, co sugeruje, że użyteczność krańcowa kolejnych jednostek dobra zmniejsza się wraz ze wzrostem ilości konsumowanego dobra i rosnącym poziomem zaspokojenia potrzeby. Każda potrzeba w miarę jej zaspokojenia ulega zatem nasyceniu. Użyteczność pierwszej konsumowanej jednostki jest znacznie większa niż kolejnych konsumowanych jednostek.

Można to zilustrować przykładem: zjedzenie jednej bułki ma znacznie mniejszą użyteczność dla osoby regularnie dobrze odżywionej niż dla osoby, która od kilku dni nic nie jadła, w tym pierwszym przypadku utrata bułki będzie wiązać się z lekkim dyskomfortem z powodu mniejszego nasycenia, w drugim zaś jest to kwestia wystąpienia lub uratowania przed poważnym uszczerbkiem na zdrowiu i osłabieniem z jakim wiąże się głód. Jak widać po tym przykładzie prawo to oddaje nie tylko malejący przyrost zadowolenia z każdej kolejnej podwyżki środków utrzymania o tę samą kwotę, ale stosuje się także do naszych materialnych potrzeb takich jak niezależne od świadomości potrzeby fizjologiczne (jedzenie, zdrowie).

Pierwsze prawo Gossena stosuje się jednak nie tylko do poszczególnych dóbr konsumpcyjnych ale również do użyteczności całej puli środków na konsumpcję jakimi dany konsument dysponuje. Arnold Schwarzenegger powiedział kiedyś: “Pieniądze szczęścia nie dają. Mam teraz 50 mln dolarów, ale jestem tak samo szczęśliwy jak wtedy, kiedy miałem 48 milionów.”. To spostrzeżenie Schwarzeneggera dobrze oddaje działanie pierwszego prawa Gossena dla całości środków danego konsumenta.


Każdy następny wzrost o tę samą kwotę sumy środków jaki mamy na zaspokajanie naszych potrzeb, podnosi naszą stopę życiowo w mniejszym stopniu niż poprzedni. Gdy nasz dochód rośnie z 2000 złotych do 4000 złotych otwiera się przed nami wiele nowych możliwości. Możemy sobie pozwolić na lepsze jedzenie, jakąś wycieczkę czy też nabycie sprzętu, który ułatwi prace domowe.

Kiedy jednak dochód gospodarstwa domowego rośnie z 20 000 do 40 000 znacznie trudniej znaleźć coś na co wcześniej nie mogliśmy sobie pozwolić. Podniesienie naszych dochodów o 20 000 gdy mieliśmy już 20 000 daje nam mniejsze podniesienie stopy życiowej niż podniesienie ich o 2000 gdy zarabialiśmy 2000.

Podobnie sprawa ma się ze spadkami kwoty środków na konsumpcję. Weźmy na przykład dwie osoby, z których jedna spożywa 2600 kalorii dziennie zaś druga żyjąc w ubóstwie spożywa ich 1700. Obniżenie im dawki o 400 kalorii w przypadku pierwszej spowoduje jedynie utratę kilku kilogramów i ustabilizowanie masy ciała na niższym poziomie, zaś w przypadku drugiej oznacza spadek poniżej poziomu 1500 kalorii niezbędnych dla utrzymania zdrowia, osłabienie i znacznie większe ryzyko śmierci w przypadku zakażenia jakąś chorobą. Natomiast utrzymywanie tak niskiego poziomu wyżywienia może w dłuższym okresie stać się bezpośrednią przyczyną śmierci.

Podobnie sprawa ma się ze spadkiem środków kwoty środków utrzymania. Skoro każdy wzrost kwoty jaką mamy na utrzymanie coraz mniej odczuwalnie podnosi nasz poziom życia, to gdy dochody naszego gospodarstwa domowego idą w drugą stronę, to jest spadają, to nasz poziom życia z każdym ich spadkiem o tę samą kwotę spada coraz szybciej.

Rozważmy więc sytuację, w której upada prywatne przedsiębiorstwo na skutek czego spadają dochody pracowników oraz dochody właściciela. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to właściciel ponosi większą stratę ze względu na wartość środków, które stracił oraz obniżkę jego jego rodziny, która jest znacznie większa niż obniżka dochodów rodzin jego pracowników.

Jak wygląda ich sytuacja majątkowa i dochodowa? Zarówno były właściciel jak i pracownik mają opcję znalezienia innej, zazwyczaj dużo gorzej płatnej pracy co odbije spowoduje tak czy siak obniżenie ich stopy życiowej. Jednak były właściciel ma oszczędności nagromadzone przez czas gdy uzyskiwał zyski z posiadania przedsiębiorstwa, może jeszcze przez długi czas utrzymać swoją rodzinę na wyższej stopie życiowej nie podejmując pracy, niż ta na jakiej utrzymywali swoje rodziny jego pracownicy. W przypadku zaś kryzysu panującego na rynku bezrobocia właściciel upadłego przedsiębiorstwa, mimo utraty dochodu może przetrwać złą koniunkturę dzięki sporym oszczędnościom jakich jego pracownicy nie mieli możliwości uzbierać. Rzadko też się zdarza by właściciel dużego lub średniego przedsiębiorstwa nie miał oprócz niego innych źródeł dochodu takich jak powiedzmy renta z najmu mieszkań czy procenty z lokat bankowych, lub też udziały w innych przedsiębiorstwach, które przetrwają kryzys.

Kapitalista, którego dochody kurczą się ze 200 000 złotych miesięcznie do 10 000 złotych miesięcznie na skutek zamknięcia jego najbardziej dochodowego przedsiębiorstwa doświadcza mniejszego spadku stopy życiowej niż pracownik, który zarabiał 3000 i nie mogąc znaleźć równie dobrze płatnej pracy zarabia teraz 2300 lub otrzymuje 1000 złotych zasiłku. Mimo że dochody tego, że dochody kapitalisty spadły 20 – krotnie a pracownika 3- krotnie lub choćby tylko o 10%, to spadek poziomu życia będzie bardziej drastyczny w przypadku zwolnionego pracownika.
Oznacza to, że TO PRACOWNIK PONOSI WIĘKSZE RYZYKO ZWIĄZANE Z MOŻLIWOŚCIĄ UPADKU PRZEDSIĘBIORSTWA niż jego właściciel.

Takie są konsekwencje wynikające z działania I Prawa Gossena.

Biorąc pod uwagę wszystko co powiedziano powyżej można już się domyślić, jakie konsekwencje ma wzrost nierówności dla zaspokojenia potrzeb nie jednostek ale całej populacji. Żeby to jednak było wyraźniejsze należy przyjrzeć się także Drugiemu Prawu Gossena.

Głosi ono, że w celu osiągnięcia największej sumy zadowolenia konsument stara się tak podzielić dostępne mu środki, aby stosunki użyteczności krańcowych poszczególnych dóbr/usług do ich cen były równe. Inaczej mówiąc racjonalni nabywcy będą się tak starać rozdysponować swoje środki finansowe, aby każda jednostka pieniężna wydana na ostatnią jednostkę każdego dobra przyniosła im jednakową miarę zadowolenia (użyteczności). Znaczy to tyle, że najlepszy sposób wydawania naszych środków to kupowanie najpierw tego co da nam największy przyrost użyteczności za tę samą cenę.

Co to ma do zjawiska nierówności? Otóż tak jak z punktu widzenia konsumenta indywidualnego konsumenta najlepszym sposobem rozporządzania swoimi środkami jest przeznaczanie ich w pierwszej kolejności na dobra, które w największym stopniu podniosą jego poziom dobrostanu. Gdyby zaś potraktować całe społeczeństwo jako jednego zbiorowego konsumenta, to wtedy aby uzyskać maksymalny wzrost całkowitego dobrostanu, powinien on w pierwszej kolejności kierować środki przeznaczone na konsumpcję do tych osób w przypadku, których zwiększenie ich konsumpcji da największy przyrost poziomu życia, czyli do najbiedniejszych. Przekazanie dodatkowej kwoty środków na konsumpcję do uboższych da większy przyrost sumy użyteczności niż przekazanie ich do bogatszych. Maksymalną zaś użyteczność krańcową z pewnej sumy środków przeznaczonych na konsumpcję, społeczeństwo osiąga wtedy gdy środki są wykorzystane w sposób, najrównomierniej pokrywający potrzeby jego członków.

Nierówności dochodowe są więc problemem ze względu na to, że czynią mniej efektywnym wykorzystanie sumy środków na konsumpcję jakimi dysponuje społeczeństwo. Już przez samo to nierówności są problemem, a przynajmniej zjawiskiem negatywnym.

Socjalizm może dopuszczać nierówności, które mają pozytywny wpływ na rozwój sił wytwórczych i wzrost sumy dóbr. Z tej przyczyny socjalizm popiera na przykład systemy akordowe wynagrodzeń i zasadę “każdemu według pracy”. Są to nierówności wynikające z nagradzania i motywowania do zwiększania sumy dóbr do podziału jakimi dysponuje społeczeństwo. Akceptowanie nierówności wynikających z premiowania załóg zakładów, które osiągnęły lepsze wyniki, a także ludzi, którzy pracują więcej czasu, czy pracujących w zawodach na tyle ciężkich, że niezbędne są wyższe od średnich wynagrodzenia aby zachęcić do podejmowania w nich pracy. Korzyści jakie tego typu rozwiązania dają społeczeństwu dzięki wspieraniu powiększania puli do podziału przeważają nad stratami wynikającymi z mniej równomiernego zaspokojenia potrzeb.

Socjalizm natomiast zwalcza i nie akceptuje dochodów pasywnych takich jak dochody z najmu czy dochody wynikające z posiadania prywatnej własności przedsiębiorstw dlatego, że generują one różnice dochodowe będące zjawiskiem negatywnym ze względu na spadek sumarycznej użyteczności dochodu dla konsumentów, a jednocześnie nie daje żadnego pozytywnego wpływu na ogólną sumę dóbr, który mógłby zrekompensować ten efekt negatywny. Z tej samej przyczyny socjalizm sprzeciwia się także zbyt wysokim wynagrodzeniom na stanowiskach kierowniczych, gdy korzyści w postaci motywacji kadry kierowniczej nie są w stanie zrekompensować strat wynikających z mniej równomiernego, a więc co do zasady mniej efektywnego podziału dóbr.

Wyeliminowanie tego typu nierówności to tylko jedna z wielu przewag socjalizmu nad kapitalizmem. Socjalizm jako system znoszący ograniczenia dla rozwoju sił wytwórczych jakie nakłada kapitalizm skupia się nie tylko na tym by zapewnić bardziej sprawiedliwy podział dóbr niż w kapitalizmie ale też szybszy niż byłby możliwy w kapitalizmie wzrost sumy dóbr.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments