Artykuł

Protest medyków w Warszawie, największy od 2007 roku!

Trwa właśnie zapowiadany protest pracowników ochrony zdrowia. Jest on odpowiedzią na brak oczekiwanych reakcji ze strony ministerstwa zdrowia i rządu na próby wypracowania kompromisu przez związki zawodowe.  

Ulicami Warszawy przeszedł tłum protestujących medyków liczący co najmniej kilka tysięcy osób. Marsz rozpoczął się na Placu Krasińskich, obok Sądu Najwyższego, następnie zatrzymał się pod budynkiem Ministerstwa Zdrowia, Pałacem Prezydenckim i budynkiem Parlamentu. Ostatnim przystankiem była Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, gdzie marsz przerodził się w obozowisko. Założono tak zwane „białe miasteczko”, nawiązując w ten sposób to protestów pielęgniarek w 2007 roku. Medycy deklarują, że będą koczować pod kancelarią aż do spełnienia postawionych przez nich warunków.  

Protestujący domagają się zarówno podwyżek dla personelu medycznego, ale także przeprowadzenia niezbędnych reform w ochronie zdrowia. Oba te zagadnienia są ze sobą połączone. Niskie płace w tak niezbędnych zawodach jak pielęgniarka czy ratownik, skutecznie odstraszają od nich wielu młodych ludzi zainteresowanych niesieniem pomocy. Przekłada się to na braki w personelu co z kolei powoduje przeładowanie obowiązkami pracujących aktualnie osób.  

„Pracujemy ponad normy czasu pracy. To jest praca po 300 godzin w miesiącu w dwóch, trzech miejscach. W tej chwili w szpitalach tymczasowych. Jesteśmy przemęczeni, zestresowani i pytamy, jak mamy ratować ludzkie życie, skoro pracujemy w ograniczonej liczbie kadr medycznych. Czy na pewno szpitale są bezpieczne, skoro dwóch ratowników, dwie pielęgniarki i dwóch lekarzy opiekuje się 80 pacjentami? – powiedziała Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych oraz szefowa branży ochrony zdrowia w Forum Związków Zawodowych. 
 
 

Taki stan rzeczy powoduje stopniową zapaść w ochronie zdrowia. Już przed pandemią leczenie się w publicznych placówkach wiązało się z niezliczonymi problemami. Kolejne oddziały w szpitalach były zamykane. Kolejki na badania i zabiegi dłużyły się miesiącami a nawet latami. Koronawirus dokończył jedynie dzieła zniszczenia zmuszając do oddelegowania nielicznego już personelu medycznego do walki z nią. Tu pojawia się pytanie, co ze stanowiskami, które medycy musieli opuścić? Przecież stare choroby nie zniknęły wraz z nadejściem pandemii.  

„Protestujemy, bo chcemy przekazać społeczeństwu i rządzącym, że możliwy jest dalszy, a nawet większy niż dotychczas paraliż służby zdrowia. Wynika to z tego, że pensje, które proponuje dla medyków minister zdrowia są tak niskie, że już niedługo nie będzie komu pracować. A nie ma jak dotąd samoobsługowych, szpitali, pracowni diagnostycznych. Nie ma medyków, nie ma leczenia. To jest prosty przekaz, który chcemy przekazać. Jest obawa, że tych lekarzy nie będzie. (…) Lekarze, pielęgniarki będą po prostu odchodzić powoli albo z zawodu, albo z publicznej ochrony zdrowia, albo będą gdzieś dorabiać i nie będzie komu pracować. Twierdzenie, że możemy zaoszczędzić na pensjach, po to, żeby było więcej na leczenie jest kłamstwem” – mówi Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.  

Protestujący są niezadowoleni z działań rządu. „Propozycja złożona przez ministra zdrowia jest dla nas medyków i w naszej ocenie niesprawiedliwa. Uważaliśmy, że jest błąd metodologiczny, podziały pracowników i współczynniki wynagrodzeń nie odzwierciedlają naszego nakładu pracy, wartości pracy, odpowiedzialności, obciążeń psychofizycznych” – powiedziała Krystyna Ptok. Medycy uważają, że ich pensje są niewspółmiernie niskie w stosunku do wykonywanej przez nich pracy. Zauważono, np. że szeregowiec w wojsku zarabia znacznie więcej od pielęgniarki. Jednym z rozwiązań proponowanym przez protestujących jest uzależnienie pensji personelu medycznego od średniej krajowej, tak aby automatycznie zarobki dostosowywały się do zmieniających się warunków w Polsce.  

Jest to pierwszy raz, kiedy wszystkie zawody medyczne idą razem. To daje popis ministerstwu zdrowia i całemu rządowi, który może prowadzić negocjacje z wieloma związkami pracowniczymi równolegle. Pokazuje to też, że cała służba zdrowia jest w złym stanie, a nie tylko konkretny zawód, który można łatwo obrzydzić w mediach. Zjawisko lekarzy czy pielęgniarek, które wyjeżdżają na Zachód oraz prywatnych praktyk jest w dużej części wynikiem niepoprawnej polityki rządowej. Zarówno w sferze edukacji, gdzie uczy się zbyt małą ilość osób na kierunkach medycznych jak i w samych placówkach medycznych, gdzie nie ma kogo zatrudnić. 

Protest spotkał się z pozytywnym odzewem ze strony sił opozycyjnych. Warto tu nadmienić jednak, że pośród protestujących znaleźli się także lekarze specjaliści, którzy już teraz zarabiają wielokrotność pensji minimalnej a domagają się kolejnych podwyżek. Tego typu indywidua i ich irracjonalne postulaty ściągnęły do protestu liberałów, a nawet faszyzujących libertarian z Konfederacji. Występuje też wątek ataku na osoby niepełnosprawne. Bezimienny fizjoterapeuta wypowiadał się, że rząd marnuje pieniądze, wydając renty osobom niepełnosprawnym i uważa, że fizjoterapia magicznie ich wszystkich uzdrowi, bez żadnego odzewu ze strony strajkujących kobiet, które stały wokół. Z takim nastawieniem, ciężko, aby szacunek i empatia w zawodach ochrony zdrowia były używane regularnie w kontaktach z pacjentem. Nie zabrakło też obowiązkowego wątku antykomunistycznego. Jeden z organizatorów otóż skarży się, że nawet ci straszni, uważający lekarzy za burżujów komuniści oferowali im lepsze płace. Trzeba przyznać jednak, że widoczny jest krok w dobrą stronę, ponieważ dowiadujemy się, że komuna jednak miała swoje plusy. 

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments