Artykuł

Recenzja programu Nowej Lewicy

Współautor: Towarzysz Komunista

Program przedstawiony przez Nową Lewicę do nietrwających nawet miesiąc konsultacji absolutnie NIE nadaje się do przyjęcia. Na dopracowanie go przed kongresem, na którym ma być głosowany zostało tylko 3 tygodnie.

Program, a raczej jego namiastka, zaczyna się od stwierdzenia, że Nowa Lewica wzięła się z ducha optymizmu. Zdecydowanie z optymizmu, bo na pewno nie z realizmu. Więc po kolei, co jest nie tak z programem Nowej Lewicy?

Nie ma tam ani słowa o polityce rolnej ani nic o rozbudowie spółdzielczości. To nawet PiS w swoim programie „Polski Ład” przedstawił jakieś sensowne propozycje dla rolnictwa, zawierające nawet próby wsparcia dla spółdzielczości. Nowa Lewica natomiast sprawia wrażenia jakby w ogóle nie chciała otrzymać ani jednego głosu na wsi. Rolnikom nie ma absolutnie nic do zaoferowania.

W programie Nowej Lewicy nie ma też nic o rozbudowie państwowych przedsiębiorstw i zakładów produkcyjnych. Ten punkt to jest niezbędne minimum dla uznania partii za lewicową. Postulat ten znalazł się w programie przedstawionym 1 maja 2021 roku przez młodzieżówkę (FMS). Młodzieżówka mówiła także o zakazie jednostronnego wsparcia publicznego dla prywatnych przedsiębiorstw. To jest minimum lewicowości by domagać się, aby mogło ono odbywać się tylko poprzez w pełni państwowe kredyty lub wykup udziałów przez skarb państwa. Jednak nawet ten rozsądny i wcale nie aż tak radykalny, socjaldemokratyczny postulat nie został uwzględniony w projekcie programu Nowej Lewicy. Młodzi ludzie są fajni, gdy mogą ładnie wyglądać na konwencji czy robić za tło do zdjęć dla posłów, ale gdy chcą autentycznie lewicowych rozwiązań i gdy chcą mówić o trapiących ich pokolenie problemach, mają się zamknąć.

W dziale “troska o gospodarkę” są tylko 3 słownie: TRZY punkty. A przecież to stosunek do spraw gospodarczych określa, czy dane ugrupowanie jest lewicowe, czy prawicowe. Ich „troska o gospodarkę”, która zamiast być pierwszym rozdziałem programu jest ostatnim podpunktem ostatniego punktu.

Jakby tego było mało, jeden z nich, czyli postulat o wsparciu małych przedsiębiorstw jest postulatem prawicowym. To, że większość Polaków pracuje w małych i średnich przedsiębiorstwach jest właśnie słabością strukturalną polskiej gospodarki. Autorzy programu z jednej strony twierdzą, że „na dobrze działające państwo potrzebne są pieniądze”, a z drugiej strony w tym samym punkcie postulują obniżkę podatków dla małych i średnich przedsiębiorstw. Bardzo mocno jedzie to korwinowskim sloganem, że im niższa stawka podatków tym wyższe wpływy z podatków. Wygląda na to, że w ogóle nie chcą robić lewicy, tylko chcą robić za tęczowe skrzydło Konfederacji.

Ponadto znajduje się w nim korporacyjny postulat ułatwienia zrzeszania się pracodawców, który oznacza po prostu ułatwienie lobbingu i umocnienie dyktatury właścicieli nad pracownikami. Pracodawcy przecież już mają potężną reprezentację w postaci Związku Pracodawców i Przedsiębiorców czy ZP Lewiatan. Natomiast jeśli chodzi o uzwiązkowienie pracowników, jest ono bardzo słabe na tle Europy. Postuluje się tam także zwiększenie dialogu między pracownikami a pracodawcami, czyli korporacyjną kolaborację klasową. Korporacjonizm zaś jako doktryna i wariant gospodarki kapitalistycznej jest podstawą faszyzmu. Zamiast lewicy – tęczowy faszyzm.

Podobnie prawicowym wolnorynkokretynizmem jest stawianie na oddolne inwestycje prosumenckie w zakresie energii odnawialnej, które miałby magicznie wystrzelić po uwolnieniu cen. Tak się transformacji energetycznej zrobić nie da. Taki model transformacji energetycznej nie zadziała, ponieważ tego typu rozwiązania oparte na ułatwieniach administracyjnych czy nawet dopłatach próbowano bez powodzenia stosować w II RP dla przeprowadzenia elektryfikacji. Dopiero przeprowadzona przez komunistów w oparciu o bezpośrednie inwestycje państwa i państwowych podmiotów kampania elektryfikacji pozwoliła wydobyć Polskę z ciemnych wieków. Nie inaczej wygląda rozwiązanie problemu współczesnej transformacji energetycznej. Aby zasilić miasta i przemysł potrzebne są inwestycje publiczne w gminne biogazownie, wielkie wieże słoneczne, zapory na rzekach, wielkie turbiny wiatrowe na pomorzu etc.. Nawet dla systemów działających w rozproszeniu takich jak pompy ciepła potrzebne jest zbudowanie dużych państwowych fabryk dostarczających podzespoły na rynek.

Poza tym program ochrony środowiska jest pozbawiony najważniejszego punktu jakim jest ochrona przed niekorzystnymi wahaniami poziomu wód. Ale cóż ich to obchodzi? Przecież i tak nie zależy im na poparciu cierpiącej z tego powodu wsi czy ludzi biednych, którzy najboleśniej odczuwają podwyżki cen żywności spowodowane słabymi zbiorami.

W polityce zagranicznej nie ma nic o potępieniu nastawionej na destabilizację i wywoływanie nowych wojen polityki USA. Nie uwzględniono też w żaden sposób wniosków z klęski NATO w Afganistanie. Mimo że pojawia się okazja na wyrwanie się spod zależności Stanów Zjednoczonych, Nowa Lewica nie zamierza zrobić nic by z tej szansy skorzystać. Czyni to tym samym gówno wartym postulat opodatkowania korporacji cyfrowych, ponieważ jak długo Polska jest w strefie wpływów militarnych i gospodarczych USA, nie ma zgody ze strony hegemona na uszczknięcie choćby centa z zysków amerykańskich koncernów.

Brakuje też tak oczywistych postulatów jak te o likwidacji IPN, dbania o dobrą pamięć socjalistycznej Polski i przywrócenia emerytur funkcjonariuszom służącym Polsce Ludowej (czyżby po usunięciu Andrzej Rozenek nie było już tam na górze nikogo, kto by się o nich upominał?). Program ten ignoruje pokolenie, które najwięcej poświęciło służbie na rzecz obrony lewicowych wartości i które najlepiej rozumie czym jest, a czym nie jest lewica. Przyzwalając na dalszą działalność IPN, pozwalają na to, by faszyści uczyli nasze dzieci historii.

Jeśli porównać ten program z programem FMS czy choćby nawet z wysuwającym skromniejsze postulaty programem Młodej Lewicy, to to jest porażka i totalna nędza intelektualna. Przyjęcie tego gówna mając rozbudowane i znacznie bardziej merytorycznie uzasadnione pomysły młodzieży jest napluciem w twarz całemu młodemu pokoleniu. Przyjęcie tego programu to pokazanie, że bardziej od troski o przyszłe pokolenia liczy się akceptacja przez mieszczańskie elity myślące schematami Leszka B. (znanego jako Mengele polskiej gospodarki).

Nie ma sensu nawet prowadzić konsultacji nad tym programem, który nie nadaje się na program lewicowej formacji. Tym bardziej, że jej młodzieżówki mają już programy bardziej zaawansowane i reprezentujące wyższy poziom merytoryczny niż coś, co właśnie wystawia się do konsultacji. Tak NIE wygląda program, który lewicowa formacja przedstawia do konsultacji. Nie było czasu na dyskusję w kręgu członków partii, nie było możliwości wymiany polemik w prasie partyjnej, nie było dyskusji na zebraniach kół i zbierania przez zespół programowy płynących od nich opinii i argumentów. To, że program nie został podany dyskusji wewnątrzpartyjnej świadczy o tym, że Nowa Lewica jest ugrupowaniem niedemokratycznym (w odróżnieniu do np. Polskiej Partii Robotniczej, której program pisali wszyscy jej członkowie). To, że konsultacje odbywają się tylko w większych miastach świadczy o tym, że kierownictwo Nowej Lewicy nie zna Polski i nie chce jej poznać.

Projekt programu stanowi regres nawet w stosunku do programu wyborczego z 2019 roku (który też jakoś nie zachwycał). W tamtym programie był przynajmniej postulat leków za 5 złotych. Został on jednak wykreślony i nie znalazł się w nowym projekcie. A co nie zostało wykreślone? Powołanie rzecznika praw zwierząt. Pokazuje to, że dla lewactwa schorowana emerytka jest mniej warta niż piesek czy kotek.

Niestety grupą docelowej formacji nie są już ani pracownicy, ani emeryci, ale geje (i to też tylko ci, którzy nie mają większych problemów w życiu niż te wynikające z mniejszościowej orientacji seksualnej) i dziewczynki z kolorowymi włosami. Bo kierownictwo tej partii, w której kiedyś nadzieję widziało ponad 40% wyborców, nie ma ambicji na więcej niż zamknięcie się na zawsze tylko w tej grupie, która nigdy nie da więcej niż kilka procent głosów. Według sondażu IPSOS z 23 września 2021 Lewica (czyli Nowa Lewica łącznie z Razem) miała 7% poparcia. Właśnie tyle zostało z 12,5% poparcia jakie miała w 2019. Zdaje się, że nikomu ten stan rzeczy nie przeszkadza. To wygląda tak jakby nie chcieli nawet przejąć władzy. Skoro jednak nie chcą przejąć władzę to po co obywatel ma na nich głosować?

Jak taka partia ma w ogóle czelność listę wyborczą rejestrować?

Na SLD, gdy odnosiła sukcesy ludzie nie głosowali ze względu na stanowisko w sprawie aborcji, kościoła czy mniejszości seksualnych (podobnie jak dziś większość wyborców PiS nie głosuje na PiS z powodu stosunku do tych kwestii). Warto przypomnieć, co powiedział we wrześniu 2020 roku działacz opolskiego SLD Andrzej Namysło:

„To, że myśmy w 2001 roku zdobyli 41% poparcia to nie dlatego, że mieliśmy taki rewelacyjny, wspaniały program, tylko po tych 10 latach neoliberalnej gospodarki, która zepchnęła na margines miliony ludzi. Uzyskaliśmy poparcie, bo ludzie myśleli, że my przywrócimy socjalizm.”

Partia ta w tej właśnie kadencji zawiodła oczekiwania swoich wyborców. Ten najnowszy projekt programu jest ostatecznym zerwaniem z jakimikolwiek odwołaniami do lewicowości.

Do tej partii dziś świetnie odnosi się to, co jej założyciel w 1983 roku mówił do przedstawicieli „Solidarności”:

„To są szczyty głupoty politycznej. Himalaje to są średniej wielkości góry przy tej głupocie.”

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Kisy
Kisy
25 dni temu

Zamiast lewicy – tęczowy faszyzm”
Lepsze to niz czerwony faszyzm gdzie za bycie gejem sie szlo do lagru a aborcja zostala zakazana przez fyurera Stalina. Troche mniej samo-zadufania.