Artykuł

Wszystkich Świętych w PRL

Trudno znaleźć w polskim kalendarzu świąt dzień, który tak skłania do nostalgicznych wspomnień jak pierwszy listopada. Pamięć o ważnych dla nas ludziach, których niestety nie ma już z nami, wyrażana w obchodach Wszystkich Świętych jest istotną częścią kultury polskiej. Jak przykre jest to, że nawet takie święto może być wykorzystywane przez wrogie nam ośrodki do szerzenia propagandy antykomunistycznej.

Praktycznie każdy portal, który poruszał już tematykę Wszystkich Świętych w PRL-u, wspomina o rzekomej walce władzy z obchodami tego święta. Ponownie „złowrodzy komuniści” robią wszystko, aby uprzykrzyć życie szaremu obywatelowi. Jeśli jednak poszukamy przykładów takiej antyspołecznej działalności, zobaczymy, że ta narracja jest jedynie podszyta fałszem.

Zmiana nazwy na Wszystkich Zmarłych, która ma być dowodem na wrogi stosunek władzy do kościoła, wynikała z bardzo praktycznej przyczyny — nie każdy obywatel PRL deklarował się jako osoba wierząca. O kuriozum zahaczałoby, składanie wieńców pod pomnikiem osoby niewierzącej w ramach „święta świętych”, jednak zdaje się, że demagogom katolickim raczej nie przeszkadza tak rażąca niekonsekwencja. PZPR walcząc o sprawiedliwość społeczną, nie odebrał możliwości prowadzenia obchodów religijnych tego dnia według swojego uznania, co pokazuje, jak puste są wszelkie obiekcje w tym temacie,

Dodatkowo, ta sama „zła partia”, aby służyć obywatelom, wprowadzała udogodnienia w postaci dodatkowych pojazdów komunikacji miejskiej, dowożących ludzi na cmentarze jak i regulując ruch uliczny przy pomocy milicji obywatelskiej. Czy można sobie wyobrazić bardziej antyspołeczną postawę?

Jeśli już mowa o milicji, to warto też poruszyć fejk, który w swojej śmiałości dorównuje tylko największym kłamstwom historycznym — milicja kradnie wieńce. Wśród aspołecznej części obywateli PRL, znajdowały się jednostki, które wpadały na pomysł, w jaki sposób zarobić szybko, potencjalnie i bez większych kłopotów, ale nielegalnie. Skoro pierwszego listopada dużo osób znosi wieńce na cmentarz, to rodzi to okazję kradzieży użytych już raz chryzantem i ponownej ich sprzedaży. Milicja w ramach swoich obowiązków, walczyła z tymi złodziejaszkami i paserami. Jednak widok MO, która podchodzi do stanowiska i odbiera asortyment nieuczciwemu sprzedawcy, dzięki antykomunistycznej propagandzie spotykał się z odbiorem, sugerującym, że to podła milicja napastuje bogu ducha winnego obywatela, nie mając nic lepszego do roboty.

Proste znicze, brak wyboru wieńców; nie to, co teraz panie! — zdaje się krzyczeć, większość liberalnych mediów, kontrastując tamtą Polskę z obecną sytuacją. Nie jestem do końca przekonany, czy to uczciwe zaprezentowanie tego problemu. Dla mnie pierwszy listopada w PRL miał klasę, której brakuje dzisiejszym obchodom z elektrycznymi lampkami i plastikowymi wieńcami. Głównie dlatego, że było to święto, które mogło w swoich obchodach połączyć nas wszystkich. Trudno jest powiedzieć to samo o dzisiejszych obchodach. Rok rocznie, słyszymy o kolejnym zdewastowanym pomniku czy cmentarzu, upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej, czy ponawiające się doniesienia o zdewastowanych grobach polskich komunistów. Może czas na mniej szkodliwych dla środowiska plastikowych ozdób, a więcej szacunku dla drugiego człowieka, którego to święto miało uczyć.


Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments