Artykuł

Kapitalizm to inflacja i wysokie ceny

Wzrost cen uważany jest za nieodłączny element codzienności, charakterystyczny dla każdej gospodarki. Burżuazyjni ekonomiści, pytani o wysoką inflację i jej przyczyny odpowiadają wymijająco, odciągając odpowiedzialność od obecnego systemu i obarczając nią „zewnętrzne” procesy, takie jak polityka rządu (ceny wysokie, bo podatki i polityka socjalna — stara śpiewka korwinistów). Takie stanowisko, rozmywające odpowiedzialność i obarczające nią wszystko tylko nie kapitalizm, ukazuje ciągły wzrost cen jako typowy dla państw socjalistycznych, opartych na własności społecznej. Tym samym wzrost cen przedstawiany jest jako zjawisko charakterystyczne dla gospodarki socjalistycznej, której towarzyszyć musi inflacja, niska produktywność i deficyt towarowy; jednocześnie wszystkie te problemy nie dotyczą gospodarki rynkowej, która „sama” w magiczny sposób reguluje wysokość cen. Takie spojrzenie jest współcześnie jedynym „akceptowalnym”, nosi znamię „prawdy objawionej”, której nie można i nie należy podważać. Spojrzenie to ciężko nazwać inaczej jak zbiorem bredni i frazesów, niemających nic wspólnego z rzeczywistością, bezczelnie zakłamujących ją i wywracających do góry nogami. Ciągły i ciągle przyspieszający wzrost cen, wbrew temu co się dziś krzyczy, jest zjawiskiem całkowicie obcym gospodarce socjalistycznej; nie jest natomiast obcy gospodarce kapitalistycznej.

Cena to, w oczach konsumenta, pieniężny wyraz wartości towaru. Ten, na pierwszy rzut oka oczywisty obraz, nie jest jednak tak prosty i kryje za sobą procesy wpływające na ostateczną cenę towaru, za którą pozyskać go można na rynku. Ostateczna cena towaru nie jest bowiem równa łącznej wartości surowców przeznaczonych do jego produkcji, czasu pracy potrzebnego na jego wytworzenie; krótko mówiąc, rynkowa cena towaru nie równa się kosztom wytworzenia towaru. To najbardziej oczywisty wniosek, podstawa obrotu towarowego; każdy kapitalistyczny podmiot dąży bowiem do zysku, który zdobyć można jedynie poprzez sprzedanie towaru powyżej kosztów jego produkcji; nadwyżka „wartości zawartej w towarze” nad kosztami produkcji i kosztem siły roboczej użytej do wytworzenia towaru — to ona dopiero przynosi zysk. Większa wydajność produkcji, związana z coraz to lepszymi metodami produkcji, oznacza możliwość wytworzenia większej ilości towaru w tym samym czasie, a to z kolei oznacza spadek jego wartości. W największym uogólnieniu wyższe ceny towarów wiążą się z mniejszą wydajnością produkcji towarowej, spadkiem wydajności pracy i, tym samym, wzrostem kosztów produkcji. Wynikający z tych czynników wzrost cen nazywany jest inflacją podażową.

Kapitalizm, jako system oparty na działalności wielu pojedynczych podmiotów, nie jest w stanie zorganizować sił wytwórczych w najbardziej efektywny sposób. Podmioty te dążą do maksymalizacji własnej korzyści, maksymalizacji zysków, nie bacząc na ogólnospołeczne konsekwencje. Produkcja kapitalistyczna nie ma na celu maksymalizacji wydajności pracy czy tempa wzrostu innowacji — podstawowym celem produkcji kapitalistycznej jest maksymalizacja zysków. W drodze do maksymalnych zysków ograniczanie innowacji (i realnej produktywności) bywa korzystniejsze niż dążenie do ich rozwoju. Za przykład posłużyć tu może psujący się ciągle sprzęt AGD, od lat nierozwijany, produkowany tandetnie w celu sztucznego zwiększenia popytu. Fakt ten pokazuje, że istota kapitalizmu nie pozwala na maksymalne wykorzystanie potencjału twórczego ludności. Możliwe jest to jedynie w ramach gospodarki kierującej się interesem całego społeczeństwa, dążącej do całościowego wzrostu i postępu. Ta, charakterystyczna dla kapitalizmu cecha, a więc jego mniejsza produktywność w porównaniu do socjalizmu, eksploatowanie kończących się surowców i wzrost kosztów produkcji sprawia, ze ceny w kapitalizmie muszą być wyższe niż w socjalizmie.

Najwyższe od lat ceny, z jakimi boryka się dziś większość państw świata, utożsamiać więc można ze spadkiem wydajności produkcji, wzrostem cen surowców itd. Analiza ostatnich lat obnaża bezpośrednie przyczyny spadku produktywności i zwiększenia cen. Rok 2020 przyniósł początek pandemii COVID-19, będącej ogromnym wyzwaniem społeczno-ekonomicznym. Wyzwanie to rzuciła przyroda wszystkim krajom bez wyjątku, ścierając je z realnym, największym od czasów hiszpanki zagrożeniem. Pierwszym krajem dotkniętym przez chorobę były Chiny, które na przełomie stycznia i lutego zaczęły notować zwiększoną liczbę przypadków koronawirusa, jak się później okazało, niezwykle groźnego dla zdrowia. Wysoka zaraźliwość wirusa i jego szybkie rozprzestrzenianie skłoniło rząd Chiński do podjęcia stanowczych działań antykryzysowych. Miasto Wuhan, pierwotne ognisko pandemii, objęte zostało bezwzględną kwarantanną, znacząco ograniczono możliwości poruszania się w mieście, wjazdu do miasta bądź jego opuszczania. Zaangażowano wojsko i inne służby państwowe, biorące udział w planowanej i ściśle skoordynowanej akcji ograniczenia transmisji wirusa. Wysoka, organizacyjna wydajność państwa chińskiego pozwoliła na natychmiastowe wykorzystanie dostępnych środków i skierowanie ich do bieżącej walki. Jednocześnie, obecne w gospodarce Chin rozwiązania planistyczne i kontrola partii pozwoliły uzyskać ogromne tempo rozbudowy koniecznej infrastruktury (szpitale budowane w tydzień), dając też, w razie potrzeby, możliwość częściowego przeorganizowania gospodarki. Po krótkim okresie zawirowań w Chinach (które bez problemu sobie z nimi poradziły) przyszedł czas na państwa zachodu; w marcu pandemia dotarła do Włoch, roznosząc się na całą Europę. Dla Włoch uderzenie choroby było ciosem niemal śmiertelnym; pierwsze tygodnie rozwoju epidemii przyniosły pierwsze oznaki zbliżającego się kryzysu. Niedługo potem nadeszły tragiczne doniesienia z Lombardii, której ludność, pogrążona w chaosie, umierała na ulicach bez pomocy medycznej, pozbawiana źródeł utrzymania. Cały kraj ogarnął największy od lat krach społeczno-ekonomiczny. Krach ten dotknął wkrótce wszystkie państwa Europy Zachodniej — we Francji, w Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii, w Polsce, w USA i w szeregach innych krajów doprowadził do setek tysięcy „nadmiarowych” zgonów, całkowicie sparaliżował ich systemy medyczne, zapoczątkował wielki kryzys gospodarczy, którego skutki odczuwamy do dziś. Powstaje więc pytanie — dlaczego ta sama choroba poczyniła w tych krajach dużo większe spustoszenie niż w Chinach? Odpowiedź znajdujemy w charakterze gospodarek tych krajów, w charakterze kapitalizmu. Doświadczenie ostatnich lat udowadnia ponad wątpliwość nieudolność kapitalizmu, pokazuje, że system ten nie jest w stanie skutecznie przeciwdziałać kryzysom i skutecznie im zapobiegać. Wywołany przez pandemię kryzys rozwinął swe skrzydła dzięki bezradności kapitalizmu. Tym samym jasne jest, że jego społeczne i ekonomiczne skutki, w tym spadek produktywności, gospodarczy zastój i największy od lat wzrost cen są w istocie skutkami kapitalizmu.

Nagłe zwiększenie cen towarów może być więc efektem kryzysów, prowadzących do skurczenia się produkcji i spadku jej efektywności. Logicznym wydawałoby się stwierdzić, że odwrotna sytuacja, a więc zwiększenie się produkcji i wzrost jej efektywności, prowadzić musi zawsze do zmniejszenia rynkowych cen towarów. Obserwacja realiów pokazuje jednak, że wcale być tak nie musi — okazuje się, że w warunkach gospodarki burżuazyjnej wzrost wydajności pracy nie musi oznaczać spadku cen towarów. Paradoksalnie oznacza często ich wzrost. Jak to możliwe?

Zysk, będący podstawą produkcji kapitalistycznej, zdobywany jest w drodze sprzedaży towaru powyżej kosztów jego produkcji. Jest więc jasne, że kapitaliści, pragnący zarobić na sprzedawanych produktach jak najwięcej, dążyć będą do ustalenia jak największej różnicy między kosztem wyprodukowania produktu a ceną jego sprzedaży; słowem, robić będą wszystko, by cenę wywindować możliwie najwyżej przy jednoczesnym zachowaniu minimalnych nakładów na produkcję. Tym samym część producentów, zamiast „dla konkurencyjności” obniżać ceny produktów, próbuje sprzedawać je po wyższych cenach używając przy tym nieuczciwych chwytów i praktyk marketingowych, celowo wprowadzając klientów w błąd np. poprzez udzielanie nieprawdziwych informacji dot. jakości i pochodzenia towaru. Zjawisko to przybrało na sile współcześnie, w epoce imperializmu i dominacji monopoli które, dzięki ogromnym, możliwościom finansowym, wykorzystaniu wpływu reklamy i socjotechniki wpychają ludziom towary tandetne i drogie, często de facto niepotrzebne.

Sztuczne „windowanie cen” nie może trwać jednak w nieskończoność i jest utrudnione w warunkach zwiększenia masy (ilości) towarów trafiających na rynek. W przypadku zwiększenia masy towarów dochodzi, siłą rzeczy, do spadku ich wartości i spadku ich ceny rynkowej. W okresie spadku cen rynkowych monopoliści nie mogą zgodzić się na pełne wykorzystywanie możliwości produkcyjnych — zbyt niskie ceny rynkowe, nawet mimo dużej liczby sprzedawanych towarów, mogą skutkować skurczeniem się zysków. Za przykład służy tu światowy rynek ropy. Gdy tylko ceny ropy zaczynają spadać, monopoliści naftowi robią wszystko, co w ich mocy, aby ograniczyć wydobycie ropy, zmniejszyć ilość ropy na rynku, aby powstrzymać spadek cen ropy. Dochodzi więc do celowego ograniczenia produkcji służącego ponownemu zwiększeniu cen. Ujawnia się tu wyraźnie sprzeczność produkcji kapitalistycznej — z jednej strony tendencja do bezwzględnego zwiększania masy dóbr, prowadzącego do spadku ich wartości, z drugiej strony ograniczanie produkcji w celu zachowania istniejącej wartości i jej zwiększania.

Gospodarcza nieudolność i anarchia produkcji (oznaczająca spadek produktywności), niezdolność optymalnego wykorzystania zasobów, bezradność wobec kryzysów, nieustanne konflikty interesów i, w związku z tym, spekulacja i podbijanie cen — wszystko to nierozerwalna część kapitalizmu, wszystko to naturalne podłoże dla rozwoju inflacji. Kapitalizm to inflacja i wysokie ceny.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments