Artykuł

Jak CIA finansowało solidarność

Artykuł opublikowany na stronie gazety Prawda”. Tłumaczenie z j. rosyjskiego

CIA było aktywnie zaangażowane w organizowanie nielegalnych struktur opozycyjnych w Polsce.

Niedawno opublikowana została książka o Solidarności i CIA, napisana przez amerykańskiego politologa S. Jonesa, byłego członka US Special Operations Command (USSOCOM), a obecnie eksperta ds. terroryzmu w Center for Strategic and International Studies (CSIS) w Waszyngtonie. W przeszłości napisał również książkę o roli CIA w tworzeniu afgańskich grup mudżahedinów. Mamy więc do czynienia z ekspertem w tej dziedzinie, który patrzy na problem z samego centrum struktur szpiegowskich i obcej ingerencji. Dlatego nie można lekceważyć jego pracy, która podaje wiele szczegółów na temat zakresu ingerencji USA i ich sojuszników w wewnętrzne sprawy Polski.

Książka potwierdza tezę, że oprócz finansowania ze środków publicznych prywatnych instytucji i „organizacji społeczeństwa obywatelskiego”, amerykańska CIA była aktywnie zaangażowana w organizowanie i finansowanie struktur nielegalnej opozycji w Polsce. Pozwala też zrozumieć, dlaczego struktury „Solidarności” były tak bardzo uzależnione od politycznego, gospodarczego i ideologicznego wpływu Waszyngtonu. Na podstawie swoich badań autor dowodzi, że CIA wydała bezpośrednio na podziemną Solidarność co najmniej 20 mln dolarów (obecnie byłoby to około 40 mln dolarów). Podkreśla, że pomoc ta została zorganizowana w taki sposób, że pieniądze te w znacznym stopniu uniemożliwiły zidentyfikowanie ich pierwotnego źródła.

С. Jones jest zwolennikiem polityki USA w zakresie ingerencji za granicą i dlatego pozytywnie ocenia rolę CIA w Polsce, podobnie jak we wszystkich innych krajach. Opierał się na dokumentach znajdujących się w archiwach Centrum Wywiadowczego Maryland, a także na zeznaniach emerytowanych agentów CIA, byłych urzędników czy byłych dygnitarzy Białego Domu, z którymi miał okazję się spotkać. Na publikację jego książki zgodziła się również sama CIA, uznając tym samym, że publikacja ta będzie potwierdzeniem prawomocności tej instytucji w oczach zwolenników „amerykańskiej demokracji”.

Stany Zjednoczone są aktywne w Polsce od dłuższego czasu. Utrzymywały one kontakty w kręgach opozycji intelektualnej co najmniej od lat siedemdziesiątych, a tajne służby mocarstw kapitalistycznych nawiązywały kontakty z przywódcami Solidarności od momentu jej narodzin. Mimo to dopiero pod koniec 1982 r. prezydent R. Reagan zatwierdził procedurę pomocy tajnym strukturom „Solidarności”, podpisując dokument o kryptonimie „QRHELPFUL”.

Prekursorem tej operacji CIA była inna akcja o kryptonimie „QRBERETTA”, która początkowo, w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, miała na celu pomoc polskiemu miesięcznikowi kulturalno-politycznemu „Kultura” oraz Instytutowi Literackiemu z Maisons-Laffitte, który wydawał dzieła literackie i książki o tematyce historycznej i społeczno-politycznej. Instytutem kierował Jerzy Giedroyc, imigrant i ziemianin pochodzący z Kresów Wschodnich.

Ten rodzaj pomocy, pochodzącej bezpośrednio z funduszy CIA, według Jonesa, stopniowo wzrastał od kilkudziesięciu tysięcy dolarów w pierwszych latach do kilkuset tysięcy w latach 70. Płynęła ona równolegle z pomocą udzielaną przez organizacje mniej lub bardziej związane z amerykańskim kierownictwem. Dotyczyło to związków zawodowych, partii politycznych, stowarzyszeń, organizacji zbierających fundusze oraz finansowania instytucji stricte publicznych, takich jak Radio Wolna Europa z siedzibą w Monachium. Widzimy więc, że światowe mocarstwo nie zawahało się użyć swoich potężnych środków i metod, o których wykorzystywanie systematycznie i obłudnie oskarżało wroga.

Głównym celem dyrektywy QRHELPFUL było ukrycie pochodzenia funduszy i sprzętu wysyłanego do Polski, tak aby członkowie rządu USA mogli zawsze publicznie zapewniać, że ich kraj nie angażuje się w takie działania zabronione przez prawo międzynarodowe i zasady dyplomacji. Dlatego do zacierania śladów i obmyślania tras przerzutu potrzebna była cała sieć pośredników, korzystająca zwłaszcza z doświadczeń zdobytych od początku wojny w Afganistanie. Widzimy tu, że stanowisko mediów w krajach socjalistycznych, w szczególności w Polsce Ludowej, potępiające tego rodzaju działania (które na Zachodzie przedstawiano jako prymitywną propagandę komunistyczną) było w pełni zgodne z prawdą.

Oficerowie CIA mieli kontakty z polskimi emigrantami mieszkającymi w różnych krajach zachodnich — we Francji, Niemczech Zachodnich, Anglii, Belgii, Szwecji, Włoszech, ale głównie we Francji — Paryżu, który odegrał kluczową rolę w historii Solidarności. Wsparcie CIA obejmowało zarówno finansowanie prac literackich poprzez wysyłanie kserokopiarek czy drukarek, jak i pomoc w utrzymywaniu kontaktów z polskimi internowanymi, ich rodzinami czy emigrantami.

Jones szacuje, że ponad 30 agentów CIA było stale zaangażowanych w tę pracę. Nawiązywali kontakty z emigrantami, dyplomatami z różnych krajów, biznesmenami związanymi z Polską, którzy byli w stanie zorganizować transport towarów do tego kraju, ale, według Jonesa, żaden z tych agentów nigdy nie spotkał się osobiście z przywódcami Solidarności, którzy z tego powodu mogli nie dostrzegać lub udawać, że nie dostrzegają prawdziwych źródeł finansowania i wsparcia dla swoich działań. Świadczy to o tym, że w tamtych czasach takie zachowanie było w dużej mierze uważane za wstydliwe.

Osoby, z którymi kontaktowali się agenci CIA, miały dostęp do przewoźników, kierowców ciężarówek lub innych pośredników. Można było sprowadzać nielegalne towary (tusz sympatyczny, kopiarki, drukarki, plakaty itp.), które sprytnie umieszczano w skrytkach w dużych ciężarówkach, co pozwalało omijać kontrole celne na granicach Polski lub innych krajów socjalistycznych, przez które przejeżdżały pojazdy. Wszystko po to, aby w przypadku zatrzymania ciężarówki na granicy, jej kierowca nie znał tożsamości osób dostarczających zakazany towar. W ten sposób nie można było dotrzeć do źródła.

Nawet przywódcy polskiej organizacji podziemnej, którzy byli odbiorcami tych dóbr czy funduszy, nie znali dokładnie tożsamości osób, które je nadają i przewożą. Członkowie konspiracji zwykle woleli nie zadawać pytań o pochodzenie tego, czego używali do prowadzenia akcji przeciwko rządowi polskiemu. Wszystko odbywało się w taki sposób, aby ograniczyć się do plotek bez żadnych dowodów. Pozwalało to polskiej opozycji wierzyć, że ma zaplecze wiarygodnych partnerów, którzy jej nie zawiodą, ale nie zadawać sobie pytań o moralny sens i uzasadnienie tego partnerstwa.

Pomoc pochodząca bezpośrednio od CIA była dodawana do innej pomocy, która również pochodziła, oczywiście, od tajnych służb, ale formalnie od organizacji publicznych lub prywatnych, w zasadzie bardzo szanowanych, takich jak związki zawodowe i organizacje pozarządowe (NGO). Przywódcy polskiej opozycji mogli więc odnieść wrażenie, że liczą na szeroki, uniwersalny ruch społeczny, łączący wszystkich członków „demokratycznej rodziny”.

Oczywiście trzeba też pamiętać, że podziemne struktury Solidarności były infiltrowane przez agentów służb bezpieczeństwa państwa polskiego. Dlatego tak ważne było, aby źródła amerykańskiej pomocy pozostały jak najmniej przejrzyste. Kluczową rolę w tworzeniu całej tej siatki odegrała CIA, niekiedy przy współudziale innych służb, takich jak brytyjskie MI6 czy izraelski Mossad.

Uwaga: jeśli Paryż stanowił ważną bazę działań wymierzonych w Polskę, to władze francuskie i służby specjalne musiały być o tym poinformowane, aby mieć pewność, że działania te nie dotyczyły także Francji. W zamian za te wiedzę Francuzi „przymknęli” oko na działania swoich amerykańskich kolegów (a w praktyce także je wspierali. Ponadto Amerykanie uzyskali zgodę i wsparcie państw zachodnioeuropejskich, na których terytorium zbudowano sieć, w szczególności Francji, Niemiec Zachodnich i Szwecji.

Według Jonesa, Watykan również wiedział o tych działaniach, choć nigdy nie został poinformowany o konkretnej formie, jaką przybierały. Jones wspomina, że ówczesny dyrektor CIA Bill Casey był katolikiem, co jego zdaniem mogło pomóc w ukształtowaniu jakiejś formy porozumienia między tymi dwiema instytucjami zaangażowanymi z różnych powodów w walkę z komunizmem.

Oficjalne wsparcie CIA dla podziemnych polskich struktur opozycyjnych trwało od 1981 do 1990 r., po czym de iure się zakończyło. W tym czasie jednak wielu amerykańskich doradców zainwestowało w liczne polskie ministerstwa i agencje najwyższego szczebla, a także w niektórych przywódców politycznych, dziennikarzy, wyższych urzędników, oficerów wojskowych, oficerów polskiego wywiadu, którzy zostali przeszkoleni w Stanach Zjednoczonych, w tym w siedzibie CIA. Według Jonesa, dokumenty dotyczące tych operacji zostały następnie spalone. Oficerowie odpowiedzialni za ten sektor otrzymali inne misje w innych krajach, gdzie, jak można przypuszczać, korzystali z doświadczeń zdobytych na froncie polskim.

Książka S. Jonesa pozwala również zastanowić się nad faktem, że CIA nie próbuje już, jak w latach 70. i 80. oraz podczas tworzenia niemal rządowego National Endowment for Democracy, będącego przykrywką dla operacji specjalnych, ukrywać swojej ingerencji. Jednocześnie zachodnie media prowadzą jedną kampanię za drugą na temat rzekomej rosyjskiej, a nawet chińskiej ingerencji w życie polityczne mocarstw zachodnich. Można przypuszczać, że kampanie te mają na celu uzasadnienie coraz bardziej agresywnej polityki zagranicznej tych mocarstw i przyczynić się do „militaryzacji” morale Zachodu.

Książka wywołała już pewien rezonans w Polsce, przyczyniając się do dyskusji, które dzielą społeczeństwo, a dotyczą zewnętrznego finansowania Solidarności, związków polskich dysydentów z obcymi mocarstwami, zdrady pułkownika Kuklińskiego lub innych obywateli polskich itp. Polacy są podzieleni na tych, którzy uważają, że Polska Ludowa była w istocie ich ojczyzną, której nie wolno zdradzić, i na tych, którzy uważają, że mocarstwa zachodnie, a zwłaszcza USA, były i zawsze pozostaną naturalnym i godnym zaufania sojusznikiem ich kraju.

Po 30 latach medialnych kampanii potępiających w imię moralności byłych (do 1989 roku) funkcjonariuszy polskiego aparatu bezpieczeństwa, musimy postawić pytanie o moralność tych, którzy współpracowali z organizacją, która w skali globalnej była odpowiedzialna za wiele ofiar śmiertelnych, a ponadto była organizmem obcym dla Polaków. Co prawda antykomuniści podkreślają: Polska Ludowa i jej służby też były związane z obcym mocarstwem — Związkiem Radzieckim, ale zapominają, że polskie służby specjalne nigdy nie przekazały nazwisk swoich agentów radzieckim towarzyszom.

W przeciwnym obozie Amerykanie mieli pełną wiedzę o wszelkich poczynaniach swoich podopiecznych, którzy także po 1989 r. przekazywali (i przekazują) im informacje o wszystkich polskich siatkach wywiadowczych. Szczególnie podczas polsko-amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r., kiedy to władze w Warszawie ujawniły nazwiska agentów mających powiązania ze służbami wywiadowczymi Iraku, ułatwiając tym samym inwazję na ten kraj. Zostało to odebrane jako zdrada ze strony Arabów, która zniszczyła korzystny wizerunek Polski w Iraku i krajach sąsiednich. Z państwa, które aktywnie uczestniczyło w rozwoju gospodarczym i kulturalnym Iraku, Algierii, Libii, Syrii etc., Polska nagle zamieniła się w wasala na usługach możnych. W oczach świata nowa Polska jest dużo mniej suwerenna niż ta, która rozwijała się w warunkach „ograniczonej suwerenności” (jak to cynicznie nazywają antykomuniści) w czasach radzieckich.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Lech200
Lech200
1 miesiąc temu

Szczera prawda, widzialem z bliska zdrajcow Polski Ludowej i ich poplecznikow. oraz głupców ktorzy ulegli tej podlej propagandzie