Artykuł

Antyimperialistyczny głos– doroczna konferencja prasowa Putina

Władimir Putin, począwszy od 2001 roku, ustanowił doroczną tradycję konferencji prasowych z udziałem setek dziennikarzy z całego świata. Na czwartek 23 grudnia przypadła jej tegoroczna odsłona. Przyjrzyjmy się najistotniejszym wątkom, jakie poruszono w czasie konferencji.

Zachodni imperializm ciągle daje się nam we znaki. Jego zbrojne ramię – NATO – nieustannie zagraża pokojowi. Burżuazja ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej, mająca swą reprezentację w aparacie państwowym jej krajów, stara się poszerzać swoje panowanie na coraz większe obszary, czyli w praktyce na ogół coraz bardziej na wschód. Zasoby naturalne, infrastruktura, obiekty przemysłowe i siła robocza niezdobytych krain to dla niej zdobycz pożądana niczym Helena przez Parysa. Zmorą nie dającą zaś spać wielkiemu kapitałowi, są antyimperialistyczne kraje, które stanowią dla niego konkurencje. Aby jeszcze bardziej powiększać swoje kieszenie i zabezpieczyć swe interesy, kapitaliści z Zachodu sięgają po wszelkie metody na różnych frontach. Ten właśnie aspekt, sprawa imperializmu, zdominowała konferencję prasową Putina.

NATO

Kwestia niebezpiecznych poczynań podżegaczy wojennych z NATO stanowiła znaczny wątek na konferencji prezydenta Rosji. Putin wyraził stanowczy sprzeciw wobec zagrażających pokojowi działań tej bandyckiej organizacji. Wprost przeciwstawił się wpychaniom swych chciwych łap coraz bardziej w kierunku wschodnim przez imperialistów z Zachodu. Rosja dała jasno do zrozumienia, iż jakikolwiek ruch NATO na wschód jest niedopuszczalny– oświadczył Putin. Rosyjski przywódca wyraził też swoje zaniepokojenie amerykańskimi zbrojeniami. Jak to ujął, Stany Zjednoczone rozmieszczają systemy rakietowe niedaleko naszych domów, na naszych gankach. Słowa te są szczególnie istotne w obecnej scenerii, kiedy to zachodni kapitał straszy rzekomą rychłą napaścią Rosji na Ukrainę, pogłębiając wszechobecną demonizację Moskwy, która dalej pozostaje dla niego poza ścisłą sferą wpływów, a nawet stanowi dla niego konkurencję. W podobnym tonie, w zeszłym tygodniu rosyjskie MSZ zażądało końca zwodniczego kokietowania Ukrainy przez NATO, prowokacji wojennych i dalszego poszerzania szeregów North Atlantic Terrorist Organization.

Postawa i słowa Putina są jak najbardziej właściwe, uzasadnione i konieczne. Organizacja Paktu Północnoatlantyckiego istnieje po to, by na froncie militarnym zabezpieczać interesy zachodniej burżuazji i zdobywać dla niej coraz więcej niepodbitych jeszcze przez nią rynków. W ramach tego zadania dokonuje licznych prowokacji i zastraszeń, a w niektórych przypadkach ucieka się wprost do użycia siły, czy wręcz napaści. W 1999 roku zbombardowali Jugosławię, w 2001 roku zaatakowali Afganistan, a w 2003 roku ich celem stał się Irak. Nie wzgardzili się też wobec wysłania swoich wojsk do Libii w czasie rebelii z 2011 roku. Napastniczy Pakt stale zaznacza swoje umiłowanie do szkodzenia pokojowi. Manifestację tego widzimy też poza otwartymi przejawami agresji. Dość wspomnieć, że co roku organizowane są manewry wojskowe Defender, między innymi u wschodnich granic NATO. Doroczny rytuał to też odbywające się na Morzu Czarnym ćwiczenia Sea Breeze. Warto zaznaczyć, że w ramach tegorocznej edycji tych manewrów brytyjski okręt HMS Defender wpłynął na wody terytorialne Federacji Rosyjskiej. Nieustannie obserwujemy również medialne i dyplomatyczne ataki na kraje sprzeciwiające się hegemonii zachodniego kapitału. Amerykańskie bazy rozmieszczone są po całym świecie, między innymi na wschodniej flance NATO w Polsce. Imperialiści z NATO starają się umożliwić swojej burżuazji wkroczenie na wschód, naruszając wszystkie granice i wszelkim kosztem. Putin to jeden z tych przywódców, którzy sprzeciwiają się tym działaniom. A sam fakt obecności jego postawy jest niebagatelny, bo gdyby jej zabrakło, imperializm zachodni miałby możliwość zbierania jeszcze większego żniwa.

Putin zwrócił też uwagę (zresztą nie pierwszy raz), na fakt złamania obietnicy o nierozszerzaniu Paktu Obrony Interesów Burżuazji Zachodniej, na wschodnie tereny z 1990 roku. Powiedzieliśmy: ani kroku na wschód. Taka była gwarancja NATO w 1990 roku. I co się z tym stało? Oszukali nas – przypomniał przywódca Rosji.

Powtarzany przez rosyjskiego prezydenta fakt tego, że w 1990 roku NATOwscy imperialiści, w odniesieniu do aneksji NRD przez RFN, obiecywali nie rozszerzać szeregów swej zbrodniczej organizacji na wschód od Republiki Federalnej Niemiec, to prawda niewątpliwie warta nieustannego przypominania. Mocne gwarancje bezpieczeństwa daje ZSRR fakt, że nie zamierzamy kwaterować wojsk NATO poza terytorium Republiki Federalnej – takie słowa padły z ust ówczesnego sekretarza generalnego NATO, Manfreda Wörnera, w czasie konferencji 2+4. Czasem, daje się słyszeć nieudolne próby tłumaczenia ze strony samych imperialistów, jak i piewców ich propagandy, że nie ma to zbyt dużego znaczenia, bo deklaracja ta została wypowiedziana w innych warunkach geopolitycznych, w czasie, kiedy istniał jeszcze Układ Warszawski. Kłam tym przynajmniej śmiesznym próbom wyjścia z patowej sytuacji zadaje fakt, iż w tymże momencie we wszystkich demoludach rozpoczął się już proces pełnej restauracji kapitalistycznych stosunków produkcji, a władzę przejęli lub przejmowali reakcjoniści zapatrzeni w Zachód, a sama Polska miała już sporządzony ze Stanami Zjednoczonymi de facto neokolonialny traktat handlowy. Przewidzenie przyszłych wypadków nie było więc niczym trudnym i siłą rzeczy perspektywa nadchodzącego upadku Układu Warszawskiego mieniła się jako coś oczywistego. Zresztą, o tym właśnie wspomnieli sami politycy z USA i RFN w innych obietnicach! Niezależnie od tego, co się stanie w Pakcie Warszawskim, nie będzie rozszerzenia terytorium NATO na wschód, to znaczy bliżej granic ZSRR… Zachód musi zdać sobie sprawę, że przemiany w Europie Wschodniej i zjednoczenie Niemiec nie mogą naruszyć sowieckich interesów bezpieczeństwa– to słowa RFNowskiego ministra spraw zagranicznych, Hansa Dietricha Genschera; ten sam polityk niedługo później stwierdził w podobnym tonie: Rosjanie muszą otrzymać jakieś zapewnienie, że jeśli, dajmy na to, rząd polski miałby kiedyś wyjść z Paktu Warszawskiego, to nie przystąpi do NATO. Amerykański sekretarz stanu, James Baker, złożył za to taką deklarację Michaiłowi Gorbaczowowi w lutym 1990 roku: Rozumiemy, że nie tylko dla ZSRR, ale także dla innych krajów europejskich ważne są gwarancje, iż – jeśli USA utrzymają swą obecność w Niemczech w ramach NATO – to jurysdykcja czy obecność wojskowa sojuszu ani o cal nie przesunie się w kierunku wschodnim. Uważamy, że konsultacje i obrady w ramach mechanizmu 2+4 muszą dać gwarancje, że zjednoczenie Niemiec nie pociągnie za sobą rozszerzenia na wschód militarnej organizacji NATO. Jak dobrze wiemy, wszystkie te szczodre obietnice okazały się być kłamliwe. W 1999 roku stało się właśnie to, co tak bardzo stać się nie miało – poszerzono NATO jeszcze bardziej na wschód, dołączając w jego skład Polskę, Czechy i Węgry, a następnie w latach 2004, 2009, 2017 i 2020 kolejne 11 państw. Oprócz tego próbowano tego dokonać w przypadku Ukrainy w ramach Euromajdanu. Ze strony Putina dobrze, że przypomina o tym perfidnym kłamstwie i sprzeciwia się dalszemu łamaniu obietnicy, które stanowi nie tylko przejaw wiarołomności, ale przede wszystkim oznacza spore zagrożenie dla pokoju, bo czymże jest poszerzanie organizacji stworzonej do militarnego egzekwowania interesów wielkiego kapitału, jak nie podważaniem fundamentów pokojowego świata?

Bojkot igrzysk olimpijskich w Pekinie

Nie zabrakło też miejsca na element wojny, tym razem dyplomatyczno – ekonomicznej, z największym konkurentem zachodnich imperialistów – Chińską Republiką Ludową. Władimir Putin skomentował zapowiadany cyrk, jakim ma być bojkot przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Pekinie. Powtórkę z 1980 roku w wykonaniu USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanady, Litwy i Kosowa, ujął w słowa: Sport, podobnie jak sztuka, służy do jednoczenia ludzi, więc jeśli odbierzemy sportowi jego główną wartość, ucierpi na tym cała społeczność międzynarodowa. To słuszna uwaga. W obronie swoich interesów burżuazja z państw centrum zatraca nawet piękno idei sportu. Putin wskazał też na zasadniczy cel bojkotu, jakim jest utrudnianie rozwoju Chin – czyli tego, co stanowi obecnie największy problem dla imperialistów z Zachodu.

Chińska Republika Ludowa znacząco utrudnia Zachodowi drenaż kapitału na całym świecie, stanowiąc dla niego czołową konkurencję. Kraje Trzeciego Świata wiedzą już dobrze, że przyjacielska ręka to ta chińska, a nie amerykańska. Zamiast totalnej eksploatacji przez zachodnie korporacje, morderczej pracy w kopalniach kobaltu i ciągłego głodu bez perspektywy jego zakończenia, dostają braterską pomoc humanitarną oraz partnerskie stosunki dyplomatyczne i handlowe. Amerykanie pałają szczególną nienawiścią wobec ChRL. To państwo, które odbiera im wpływy także w Europie, gdzie stało się już głównym partnerem handlowym ponad połowy krajów, a także samej Unii Europejskiej. Potęga Chin jest jednak zbyt duża i nie można w tym przypadku rozważać opcji działań zbrojnych. Pozostaje więc wojna handlowa, zainicjowana przez Donalda Trumpa (która to jednak oznacza nie lada wyzwanie dla Waszyngtonu) czy też agresja dyplomatyczna, taka jak właśnie w przypadku bojkotu Olimpiady. W obronie chiński przyjaciół staje Władimir Putin.

Sprawa Memoriału

Poruszony został też temat ukrócenia działalności reakcyjnej, antyradzieckiej, prozachodniej i po prostu kłamliwej działalności szczekaczki Memoriał, która jest rosyjskim odpowiednikiem IPNu, z tą różnicą, że nie mówimy tu o organizacji rządowej. Kwestia nadchodzącego zamknięcia tego stowarzyszenia, słusznie określonego jako zagraniczna agentura i wysunięcia zarzutów niektórym jego wyjątkowo niebezpiecznym członkom, bardzo paliła cały antykomunistyczny obóz, wrogo nastawiony do Rosji. Putin okazał się niezbyt przejęty psioczeniem o Memoriale i wskazał na to, że więźniowie polityczni zawsze byli i będą w każdym kraju, ale nie można popełniać zbrodni maskując ją swą aktywnością polityczną. Oświadczył też, że finansowane z zagranicy organizacje (np. wspomniana wytwórnia bredni o ZSRR) mają być przejrzyste, a także zauważył, że w gruncie rzeczy przepisy rosyjskie są pod tym kątem bardziej liberalne niż ich amerykańskie odpowiedniki.

Lansowanie pseudonaukowej, antykomunistycznej propagandy (a)historycznej o socjalistycznej przeszłości to zabieg mający na celu przyćmienie gospodarczych, społecznych, kulturowych i naukowych sukcesów państw socjalizmu, przepychając ich zmyślony wizerunek, w ramach którego jawią się jako zbrodnicze, zniewalające i totalitarne. W ten sposób perspektywa obalenia klasowego panowania burżuazji mieni się jako scenariusz jeszcze gorszy, niż status quo przy kapitalizmie. Dzięki temu rodzimi kapitaliści państw postsocjalistycznych mogą zachować swoją władzę. A to z kolei idealna sytuacja dla burżuazji zachodniej, która przy takim stanie rzeczy ma możliwość wywożenia kapitału z tychże krajów, co nie byłoby oczywiście możliwe przy socjalizmie. Dlatego też takie organizacje jak Memoriał mają spore wsparcie z Zachodu. I tu Putin, w obronie swojego kraju, sprzeciwia się zagranicznej agenturze.

Rosja Putina to kraj pozostawiający sporo do życzenia –mówimy tu państwie kapitalistycznym, w którym oligarchowie mają się dobrze. Mimo to Federacja Rosyjska pod przewodem tego polityka posiada jednak wiele plusów, zwłaszcza na arenie polityki zagranicznej. Konsekwentnie utrzymuje linię wymierzoną w zachodni imperializm i stoi na stanowisku antyNATOwskim, co zostało potwierdzone na tegorocznej konferencji Putina. Wyrażała sprzeciw wobec bandyckich napaści na Afganistan, Irak i Libię, wciąż wypomina zbrodniarzom spod niebiesko – białej flagi hekatombę, jaką urządzili w Jugosławii, stoi też po stronie państw, które ma na celowniku kapitał z salonów amerykańskich, brytyjskich, francuskich czy niemieckich (takich jak KRLD, Iran, Boliwia, Białoruś czy Wenezuela), a do tego utrzymuje proradziecki ornament i posiada stosunkowo spory udział własności państwowej i poziom etatyzmu, jak na obecne, neoliberalne czasy. Wszystko to połączone z faktem słabości rosyjskiej burżuazji, która nie ma wystarczająco sił do zagrabiania kapitału z innych krajów, tak jak robi to burżuazja np. amerykańska oraz jako tako semiperyferyjnym położeniem Rosji, a także bliskością kulturowa i geograficzną, czynią z niej głównego kandydata na czołowego sojusznika II Polski Ludowej. Podjęcie z państwem rosyjskim ścisłego sojuszu wydaje się być najbardziej racjonalną decyzją.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Sławomir
Sławomir
23 dni temu

„Antyimperializm” kapitalistycznej Rosji przejawił się w Afryce, gdzie działają rosyjskie prywatne firmy wojskowe, a rosyjski kapitał wydobywa surowce.

Karol
Karol
21 dni temu
Reply to  Sławomir

Bo Rosję trudno nazwać antyimperialistyczną. Także chce poszerzać swoje wpływy.

Kacper
Kacper
16 dni temu
Reply to  Karol

dokładnie

Karol
Karol
21 dni temu

Komuniści powinni przestać się cofać. Najwyższy czas przejść do ofensywy. Putin zamiast budować socjalistyczną Rosję buduje kolejny pałac dla siebie, a Zachód śmieje się z biedy która powstała w Rosji za czasów zdrajcy jelcyna i często istnieje nadal. Putin to rywal Ameryki, ale po co komuniści mają wspierać tą rywalizację. W Rosji istnieje dużo organizacji komunistycznych które o wiele bardziej zasługują na władzę w Rosji. I to jest ta ofensywa. Wspierać komunistów we WSZYSTKICH państwach. Nawet w tych które są antyimperialistyczne ale nie rządzi partia marksistowsko leninowska.