Artykuł

Rozwój Polski przy socjalizmie i kapitalizmie – fakty zamiast fantazji FOR

Autorzy : Towarzysz Arek i Towarzysz Lebab

Leszek Balcerowicz świętował ostatnio swoją 75. rocznicę urodzin. Skutki jego reform były dla Polski niewątpliwie tragiczne. Za sprawą tego neoliberalnego znachora, kraj nasz trafił w okowy kapitalizmu, co zaskutkowało zahamowaniem wzrostu gospodarczego, destrukcją polskiego przemysłu, bezrobociem i ubóstwem tysięcy polskich rodzin. Mimo to, na górze strony fundacji autora narodowej tragedii – Firmy Ogłupiającej Rodaków (FOR) – znaleźć możemy przypięty raport żołnierzy Balcerowicza, który miałby wykazywać pozytywny charakter reform ich guru (https://for.org.pl/pl/publikacje/raporty-for/rozwoj-polski-po-socjalizmie-7-najbardziej-niewygodnych-faktow-dla-krytykow-transformacji). W żaden sposób jednak tego nie czyni. Sprostujmy brednie, jakie się w nim pojawiły.

Pierwszy punkt to chwalenie się tym, że rozwój w Polsce był najszybszy ze wszystkich krajów postsocjalistycznych. Nie może to jednak służyć jako argument za słusznością cofnięcia się od socjalizmu do kapitalizmu. To, że te same liberalne reformy przyniosły jeszcze gorsze rezultaty w innych krajach transformacji nie oznacza, że sama transformacja była czymś dobrym. Ciężko też mówić w ogóle o sukcesie. Przedstawiony przez apologetów przemian neoliberalnych wzrost o 202% w latach 1989-2017 może wydawać się imponujący, jeśli nie mamy żadnego punktu odniesienia. W końcu widzimy tu dużą, trzycyfrową liczbę, nieprawdaż? Wyniki te bledną jednak, jeśli zestawimy je ze wzrostem w czasach socjalistycznych, w analogicznym okresie 1950-1978, kiedy to dochód narodowy na mieszkańca wzrósł o 391%. (wyliczenie własne na podstawie danych GUS)

Kolejną bzdurą jest porównywanie Polski z USA i stwierdzanie, że ostatnie 30 lat to największy sukces gospodarczy od 1918 roku. Według autorów z FOR: „poziom życia Polaków w przededniu I wojny światowej w 1913 r., na koniec II RP w 1938 r. i na koniec PRL w 1988 r. oscylował wokół 20% PKB na mieszkańca USA, o tyle – dzięki rozwojowi w III RP – obecnie stanowi już ok. 50% PKB na mieszkańca USA.”
Ciekawe tylko, że zapomnieli napisać, co działo się z Polską w latach 1939-1950, a co z USA. Otóż nasz kraj w wyniku II wojny światowej poniósł ogromne straty, w wyniku których przedwojenny poziom gospodarki osiągnięto dopiero w 1950 roku. Oznacza to, że przez całe dziesięciolecie Polska w ogóle się nie rozwijała. W tym samym czasie Stany Zjednoczone były całkowicie nietknięte zniszczeniami wojennymi, a zbrojenia stały się źródłem niemałych zysków. Choćby sprzedaż broni w ramach programu Lend-Lease przynosiła gospodarce USA znaczące dochody. Oczywiście II wojna światowa to mało istotny szczególik, którym wykształciuchy z FOR przejmować się nie muszą. Druga rzecz to załamanie polskiej gospodarki wskutek paraliżu spowodowanego masowymi strajkami, stanem wojennym i wywołanymi na jego skutek sankcjami, co sprawiło, że poziom z 1979 roku udało się odzyskać dopiero w 1988 roku. Gospodarka USA zaś przez te 8 lat wcale nie stała w miejscu.
Niemniej przez pierwsze 20 lat od zakończenia etapu odbudowy, gospodarka PRL cały czas odrabiała straty w stosunku do gospodarki USA. Wzrost dochodu narodowego w latach 1950-1970 w Stanach Zjednoczonych wynosił 3,7% rocznie, co po korekcie o przyrost ludności daje nam około 2,18% rocznie. W tym samym czasie w PRL powiększał się on o 6,8% w ciągu roku, a po uwzględnieniu wzrostu ludności 5,5%. Daje to ponad 3 punkty procentowe różnicy rocznie na korzyść Polski, co oznacza, że Polska socjalistyczna sprawnie nadganiała USA. (Andrzej Karpiński „Gospodarcza pozycja Polski w świecie”, Warszawa 1973.)
Wynika z tego, że gdyby nie ryzykowna i populistyczna polityka Gierka oraz rebelia „Solidarności”, bez problemu dalibyśmy radę zmniejszyć dystans między USA a Polską. W pierwszym 20-leciu PRL goniliśmy Amerykanów znacznie szybciej niż obecnie. W latach 1989-2017, na które uwagę zwracają wielce wykształceni ekonomiści z FOR, PKB na głowę w USA rósł w tempie średnio 2,5%, a nad Wisłą zaś około 3,7%. Przewaga Polski wyniosła więc 1,2 punkta procentowego. To połowa tego co przy socjalizmie. Nasze nadganianie do USA przebiega więc pod kapitalizmem dwa razy wolniej niż w czasach Bieruta i Gomułki. (Baza danych projektu Maddison 2020 (Bolt i van Zanden, 2020))

W dalszej części wyznawcy Mengelego polskiej gospodarki wskazują na przewagę w tempie rozwoju Polski nad średnią unijną. Po pierwsze, porównują tu państwo kapitalistyczne z innymi państwami kapitalistycznymi, co nijak ma się do rzekomej wyższości kapitalizmu nad socjalizmem, którą chcieliby wykazać. Secundo, należy uwzględnić wywóz polskiego kapitału za granicę (III RP ma przecież w Europie peryferyjną pozycję), który jednak nie jest widoczny w statystykach bazujących na wskaźniku PKB, a więc realna wielkość gospodarki Polski jest mniejsza, niż by z nich wynikało, a w przypadku państw imperialistycznych, stanowiących niemałą część Unii – większa. I wreszcie – dlaczego FORowcy porównują Polskę z wybraną grupą państw (UE), zamiast z trendem światowym, dającym przy zestawieniu lepszy ogląd pozycji polskiej gospodarki?
Spójrzmy więc na wzrost Polski w kontekście trendów globalnych. W okresie 1950-1970 dochód narodowy per capita rósł na świecie w tempie 3,4% rocznie. Oznacza to, że wzrost w socjalistycznej Polsce był o 2,1 punkta procentowego ponad średnią światową. W latach 1989- 2017 średni wzrost PKB na głowę na świecie wyniósł 1,94%. Oznacza to, że przewaga Polski w czasach twardego socjalizmu była o 0,4% punkta procentowego wyższa niż dziś. (Baza danych projektu Maddison 2020 (Bolt i van Zanden, 2020))

Jeszcze śmieszniej sprawa prezentuje się przy chwaleniu „rozkwitu przemysłu” w kapitalistycznej III RP. Wzrost produkcji przemysłowej w okresie 1990-2018 (przez 28 lat) o 292% ponownie może wyglądać imponująco, dopóki nie zestawimy go z sukcesami, jakie udało osiągnąć się pod rządami komunistów. I tu ponownie Polska Ludowa bije na głowę swoją reakcyjną następczynię. W latach 1950-1963 (w ciągu 13 lat) osiągnęła ona wzrost produkcji przemysłowej o 326%. Socjalistyczna Polska była w stanie osiągnąć więcej niż kapitalistyczna w ponad dwukrotnie krótszym czasie. (Andrzej Karpiński „Dwudziestolecie 1944- 1964 w rozwoju gospodarczym Polski i świata”. Książka i wiedza 1964.)

W punkcie piątym dostajemy dane dotyczące rzekomych korzyści społecznych z kontrrewolucji. Kapitalizm, na przykładzie Polski, miałby w ich mniemaniu sprawniej zwiększać długość życia, a zmniejszać śmiertelność niemowląt. Problem w tym, że w omawiany przez FOR okres Polski Ludowej (1960-1989), wliczają się lata epidemii alkoholizmu i problemów gospodarczych, spowodowanych masowymi strajkami ,,Solidarności” oraz amerykańską blokadą handlową, która to dodatkowo przyniosła brak potrzebnych leków zza granicy dla milionów Polaków. Nie są więc to lata reprezentatywne.
Porównajmy to jednak z czasem głębokiego socjalizmu, kiedy nie mieliśmy do czynienia z podobnymi czynnikami (1950-1970), a więc możliwymi do uczciwego zestawienia z III RP. W 1950 roku oczekiwana długość życia w Polsce wynosiła 56,1 lat dla mężczyzn i 62,1 lata dla kobiet, zaś w 1970 roku było to 66,7 lat dla płci męskiej, a 73,4 lata dla żeńskiej. Oznacza to wzrost o odpowiednio 10,6 lat i 11,3 lat. W analogicznym okresie kapitalistycznej III RP (1994-2014), średnia długość życia w naszym kraju urosła o 6,3 lata dla mężczyzn i 5,6 lat dla kobiet (przedział wybrany ze względu na wypłaszczenie krzywej w ostatnich latach). Polska socjalistyczna była więc w stanie wydłużyć o 4,3 lata dłużej czas życia Polaków i o 5,7 lat dłużej czas życia Polek, niż jej burżuazyjna odpowiedniczka.
PRL osiągała na tym polu lepsze wyniki również od większości krajów kapitalistycznych. Przykładowo, w tym samym czasie (1950-1970), długość życia przeciętnej Francuzki zwiększyła się o 6,7 lat, Brytyjki – 3,8 lata, a Szwedki – 4,4 lata, a więc o odpowiednio 4,6 lata; 7,5 lat i 6,9 lat mniej niż w Polsce. W przypadku Panów oczekiwana długość życia wzrosła o 4,7 lata we Francji; 2,6 lata w Wielkiej Brytanii i 2,0 lata w Szwecji. To kolejno 5,9; 8,0 i 8,6 lat krócej, niż w Polsce socjalizmu. (dane dotyczące oczekiwanej długości życia pochodzą z Wydziału Ludności ONZ (wersja z 2019 roku))
Teraz omówmy kwestię śmiertelności niemowląt. Poddani ucznia Hansa Franka z FOR wskazują na sporą dysproporcję w tej dziedzinie w Polsce i Niemczech w 1989 roku i bardzo niewielką różnicę w 2017 roku. Umknął im jednak fakt, że po osiągnięciu niskiej wartości tego wskaźnika rzędu kilku promili, tak jak w przypadku choćby naszych zachodnich sąsiadów w 1989 roku, dalsze jego zmniejszanie, nawet na przestrzeni wielu lat, jest znikome z racji na zbliżanie się do zera. Inną sytuację mamy przypadku Rzeczpospolitej, która startowała z niemal 20 zgonów/1000 urodzeń żywych w 1989 roku.
I w tym również przypadku jednakże, osiągnięcia Polski burżuazyjnej nie mienią się jako powalające, jeśli zestawimy je z Polską Ludową. W 1950 roku w Polsce umierało aż 90,7/1000 niemowląt. Gigantyczna poprawa warunków w związku z socjalistyczną polityką pozwoliła zaś na redukcję tego wskaźnika do 34,5 zgonów/1000 urodzeń żywych w 1970 roku. W latach 70. rozpoczęły się wspomniane wcześniej problemy, co zredukowało tempo spadku, niemiej jednak w 1980 roku umieralność niemowląt wynosiła 25,9 promili, a po znaczącym pogorszeniu sytuacji w dekadzie lat 80. – 19,5 promili w 1989 roku. Oznacza to, że szybciej goniliśmy wówczas Niemcy, które w 1950 roku startowały z poziomu, jaki my osiągnęliśmy dopiero w 1962 roku – 51,1 zgonów/1000 żywych urodzeń. RFN, będąca jedną z najlepiej rozwijających się gospodarek kapitalistycznych, wolniej zmniejszała ten współczynnik – w 1970 roku wynosił on 21,9 zgonów/1000 urodzeń żywych. Nie tknęły ją również takie problemy, jakie przydarzyły się Polsce Ludowej i w 1980 roku umierało tam 13,7 niemowląt/1000, a w 1989 – 7,8/1000. (ONZ, Perspektywy Populacji Świata).

W kolejnej części raportu  informacje (od przypomnijmy, klimatycznych denialistów), że gospodarki centralnie planowane okazały się mniej dbać o środowisko od ich rynkowych odpowiedników, a następnie spostrzegamy wykres z którego odczytać można wyraźny spadek emisji CO2 w III RP. Z czego to wynika? W omawianym okresie wspomniane bogate kraje kapitalistyczne przenosiły swoją produkcję poza ich terytorium, do Trzeciego Świata. Produkty tam wytwarzane są przez nie wykorzystywane, ale powstają poza ich granicami, a więc emisja gazów w czasie ich wytwarzania nie wlicza się na ich konto. W przypadku państw socjalistycznych mamy zaś do czynienia z  krajami rozwijającymi swoją gospodarką narodową jedynie na swoim terenie i z wykorzystaniem jedynie swoich, krajowych zasobów, toteż cała polucja wlicza się w ich dane.
Spadek emisji w III RP także nie optuje za sukcesem neoliberalnego szarlatana. Polska dołączyła w tym czasie do grona krajów korzystających z produkcji odbywającej się poza jej granicami, a ponadto nastąpił nad Wisłą spadek produkcji w niektórych sektorach wysokoemisyjnych (przykładowo produkcja stali surowej w zmalała z 13,6 milionów ton w 1990 roku do 9,1 milionów ton w 2019 roku [źródło – GUS]). Należy dodać również, że redukcja emisji dwutlenku węgla o 20% w stosunku do tej z 1990 roku była sama w sobie ponadto zobowiązaniem, jakie w ramach celu politycznego narzuciła na Polskę Unia Europejska. Przy tym wszystkim spadek emisji CO2 w III RP nie powinien w żaden sposób dziwić i nie świadczy w żadnym wypadku o proekologicznym charakterze burżuazyjnej republiki.
Będąc przy tym aspekcie należy jednak wskazać na pewną istotną kwestię – kraje socjalistyczne, jak na swoje czasy, bardzo dobrze dbały o środowisko. Przykładowo, PRL w omawianym okresie osiągnęła średni wzrost dochodu narodowego na głowę rzędu 5,5% za cenę średniego wzrostu emisji o 5,0 %. Natomiast światowy wzrost wynoszący 3,4% odbył się kosztem wzrostu emisji o 4,6%. (Global Carbon Project, wersja z 2021 roku)

Na koniec reakcyjnego raportu autorzy próbują nas przekonać, że dzięki kapitalizmowi Polska to teraz się liczy gospodarczo w świecie, nie to co za komuny. Jako dowód dostajemy wykres, na którym udział Polski i Węgier w światowym eksporcie od 1990 roku wzrósł, zaś Niemiec spadł. O ile przypadek niemiecki nic nie wnosi, tak z polskiego i węgierskiego można by odnieś wrażanie, że teza zamieszczona na początku tego akapitu jest prawdziwa. Nic bardziej mylnego! Manipulacja tu zastosowana polega na tym, że w 1990 roku wskaźniki ekonomiczne krajów socjalizmu, szczególnie Polski, są na ogół dużo niższe od tych z 1988 roku, z racji przeprowadzenia na przełomie lat 1989/90 restauracji kapitalizmu i szoku ekonomicznego spowodowanego transformacją. W naszym przypadku w grę wchodzi też spadek spowodowany dekadą lat 80., którego to przyczyny zostały już w tym artykule omówione. Prawdziwy obraz rzeczywistości możemy za to dostać wtedy, kiedy sprawdzimy, jak zmieniał się udział polskiego PKB w gospodarce światowej w PRL i jak to się ma do obecnych realiów. Startowaliśmy w poziomu 0,8% w 1945 roku. Polska, jako państwo socjalistyczne, dynamicznie się rozwijała, znacznie powyżej średniej światowej i wartość ta systematycznie się zwiększała, osiągając w 1980 roku wartość 2,4%. Problemy gospodarcze lat.80 spowodowały spadek tego procenta, co zaostrzyło się jeszcze bardziej po restauracji kapitalizmu. I tak, ostatecznie w 2015 roku udział polskiego PKB w światowej gospodarce wyniósł zaledwie 0,6%, czyli jeszcze mniej, niż w 1945 roku (ANGORA, nr 27/2015 (1307), s. 63). A więc pozycja gospodarcza Polski na świecie po powrocie kapitalistycznych stosunków produkcji wyraźne zmalała.

Raport FOR zawiera sporo błędów i manipulacji. I trudno się dziwić, jako że jego zadaniem jest przekonywać odbiorcę do rzekomej wyższości kapitalizmu nad socjalizmem i wywołać u niego wrażenie, że skutki planu Balcerowicza okazały się być dobre dla Polski. A tak bzdurnych i nienaukowych tez nie da się wykazać za pomocą uczciwego, rzetelnego i poprawnie przeprowadzonego badania. Faktem jest zaś wyższość systemu socjalistycznego nad kapitalistycznym, która to została udowodniona w niniejszym artykule na przykładzie Polski. Rzuca się ona jeszcze bardziej w oczy kiedy uzmysłowimy sobie, co zresztą nasi rodzimi neoliberałowie (choćby ci z FOR w omawianym raporcie) często lubią powtarzać, że kontrrewolucja zebrała w naszym kraju najmniejsze żniwo ze wszystkich państw, jakie cofnęły się od socjalizmu do kapitalizmu.



Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Karol
Karol
7 miesięcy temu

Tak samo czasów Breżniewa nie można nazwać stagnacją. To pojęcie wymyślone przez Gorbaczowa i podchwycone przez wrogów Związku Radzieckiego które nie jest prawdziwe.