Artykuł

50 lat od haniebnego dekretu. Państwowy antykomunizm w RFN

28 stycznia minęło 50 lat od dnia uchwalenia w RFN “Dekretu przeciwko radykałom”, zaostrzającego antykomunistyczną retorykę i dającego władzy nowe, daleko idące środki represji, takie jak masowe kontrole policji “w poszukiwaniu ekstremistów” ,czy możliwość wyrzucenia z pracy (m.in w szkołach i urzędach) z uwagi na “lewicowy ekstremizm”. Decyzja wzmogła trwające od dawna prześladowania działaczy komunistycznych, cementując politykę państwowego antykomunizmu. Haniebny dekret pojawił się w czasie dynamicznego rozwoju ruchu robotniczego w Niemczech zachodnich, rosnącej popularności idei komunistycznej i powszechnej sympatii dla NRD, które rozwijało się wyraźnie szybciej od sąsiada. Okoliczności te, dostrzeżone przez burżuazyjne władze, nie mogły pozostać bez odpowiedzi aparatu państwowego stojącego na straży interesów kapitału.Masowe represje wobec komunistów skutecznie podważają promowaną wszem i wobec bajeczkę o “demokracji” czy “władzy ludu”,nie tylko w kontekście wykluczania komunistów, lecz przede wszystkim w kontekście stosunków klasowych, definiujących charakter nadbudowy politycznej. W warunkach kapitalizmu nadbudowa ta, cały aparat państwowy i policyjny stoi na straży interesów kapitalistów, cementuje ich klasowe panowanie, uderzając w przeciwne mu siły a w razie konieczności bezlitośnie je tłamsząc.

Ugrzecznione frazesy o “demokracji” są niczym innym jak użytecznymi hasełkami, powtarzanymi by omamić społeczeństwo i zamknąć ludziom oczy na źródła ich problemów, wmawiając im, że to oni rządzą. Duszą systemu jest jego baza ekonomiczna; znaczy to, że dopóty, dopóki baza ekonomiczna pozostaje burżuazyjna, dopóki burżuazja okrada i uciska resztę społeczeństwa, dopóty burżuazja trzyma władze. Jest więc jasne,że nie sposób zmienić stosunków klasowych i obalić władzy burżuazji działając jedynie w ramach burżuazyjnej ,,demokracji”, jest jasne, że burżuazja bronić się będzie rękami i nogami przed władzą klasowych przeciwników, dyskredytując ich czy stosując represje polityczne. Tym właśnie tłumaczy się los zachodnioniemieckich komunistów, którzy wobec rosnącej popularności komunizmu i poparcia klasy robotniczej stali się ofiarami licznych prześladowań, rozpoczętych na szeroką skalę w kilka lat po wojnie i trwających w najlepsze przez następne kilkadziesiąt lat.

W związku z 50-leciem “Dekretu o radykałach” na stronie gazery “Prawda” opublikowany został artykuł o prześladowaniach komunistów w RFN. Tłumaczenie z j. rosyjskiego.

Kiedy pół wieku temu kanclerz partii socjaldemokratycznej (SPD) Willi Brandt i ministrowie spraw wewnętrznych krajów związkowych podpisali tak zwany „Dekret o radykałach”, nie był to początek, lecz logiczna kontynuacja polowania na komunistów i działaczy lewicowych w Republice Federalnej Niemiec. Rozprawianie się z komunistami nie było niczym nowym – reakcyjna prawica w sojuszu z SPD oficjalnie rozpoczęła je 17 sierpnia 1956 roku, delegalizując Komunistyczną Partię Niemiec (KPD).

Podczas gdy w powojennych Niemczech Zachodnich nazistowscy poplecznicy i zbrodniarze z łatwością awansowali, także na najwyższe urzędy państwowe, orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego o delegalizacji KPD doprowadziło od 1956 roku do 200 000 dochodzeń przeciwko członkom i przywódcom partii komunistycznej. W 2004 roku adwokat Heinrich Hanover – prawdopodobnie najbardziej znany obrońca ruchu lewicowego w Niemczech – napisał, że 2364 wyroki skazujące wydane po 1972 roku to “niewielki ułamek” wielu tysięcy ofiar zachodnioniemieckiego wymiaru sprawiedliwości z lat 50. i 60.

„Potępienie, aczkolwiek werbalne, faszyzmu i militaryzmu w pierwszych latach powojennych zostało zastąpione wrogą deklaracją przeciwko lewicy” – analizował dolnosaksoński politolog Jürgen Seifert w swoim raporcie “Ustawa zasadnicza i restauracja” z 1977 roku. Po pierwszych latach po wojnie, kiedy komuniści byli zaangażowani w komisji parlamentarnej, która opracowała ustawę zasadniczą RFN, a nawet awansowali na ministrów w niektórych rządach regionalnych, siły reakcyjne zwróciły się do otwartego ataku na Partię Komunistyczną.

W praktyce oznaczało to, że już we wrześniu 1950 roku rząd federalny pod przewodnictwem kanclerza Konrada Adenauera, wspieranego przez socjaldemokratów, postanowił zrównać działalność organizacji komunistycznych z działalnością organizacji nazistowskich, jak zauważa Seifert: „W ten sposób możliwość zmiany kapitalistycznego sposobu produkcji została zastąpiona chwytliwą, typowo pruską konstrukcją ideologiczną: państwo musi bronić się w równym stopniu przed “ekstremizmem” – “prawicowym” i “lewicowym”. Dla wszystkich było jasne, że jest tylko jeden główny wróg, którym niewątpliwie są komuniści.

W listopadzie 1970 roku, kierownictwo SPD wykluczyło możliwość poparcia komunistów. W styczniu 1972 r. przekroczona została granica między jednoznacznym, ale dotychczas czysto politycznym podziałem a deklaracją wrogości z konsekwencjami prawnymi i sankcjami. Podpisując “dekret o radykałach”, socjaldemokratyczny kanclerz poddał komunistów szeroko zakrojonym represjom.

Co mogło skłonić Brandta do zadawania sobie trudu ogłaszania wrogów, można tylko spekulować. W reakcyjnym środowisku politycznym, stworzonym w Niemczech Zachodnich przez politykę “reńskiego katolicyzmu” Adenauera, Brandta przez lata nazywano “zdrajcą ojczyzny” za to, że był w opozycji do reżimu nazistowskiego i musiał opuścić III Rzeszę pod groźbą umieszczenia w obozie koncentracyjnym.

Dawne kadry nazistowskie, które znalazły schronienie w Partii Demokratycznej i Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, nie chciały okazywać byłemu bojownikowi ruchu oporu żadnego szacunku. Dla nich nie był to Willy Brandt, który walczył z nazistami jako wygnany dziennikarz w Norwegii, lecz “przestępca polityczny” Herbert Frum (prawdziwe nazwisko Willy’ego Brandta), który niesławnie wystąpił z “Volksgemeinschaft” (po niemiecku “wspólnota ludowa” – ideologiczny banał nazistowskiej propagandy).

W 1966 r. Brandt został ministrem spraw zagranicznych w rządzie koalicyjnym z CDU/CSU, kierowanym przez Kurta Georga Kiesingera, byłego propagandystę NSDAP, urzędnika MSZ i łącznika Goebbelsa. Według współpracowników Brandt, rozumiejąc realia powojennych Niemiec Zachodnich, cierpiał na kompleks niższości i starał się jak najlepiej udowodnić swoją przynależność do powojennej niemieckiej elity. Dlatego też ministrem finansów w koalicyjnym rządzie socjaldemokratów i liberałów, na czele którego stanął po wyborach w 1969 roku, został Karl Schiller, były członek SA i NSDAP.

Nawet jako burmistrz Berlina Zachodniego w latach 1957-1966 Brandt w prawie każdym przemówieniu domagał się od swoich ludzi i narodu Republiki Federalnej szacunku i poważania dla “amerykańskich przyjaciół”. To właśnie oni od końca lat 50. postrzegali Brandta jako “prawicowca dobrze przebranego za lewicowca” i popierali jego “nową politykę wschodnią”, której celem była “zmiana poprzez zbliżenie”. Twierdzenie, że Brandt był lewicowcem czy nawet “przyjacielem NRD i ZSRR” jest mitem.

„Dekret o radykałach” potwierdza, że w ten sposób Brandt po raz kolejny ustawił się po “właściwej” stronie politycznej, obok swoich “amerykańskich przyjaciół”. Kanclerz, który prowadził kampanię pod hasłem “Więcej demokracji!”, użył niemieckich służb wywiadowczych i wymiaru sprawiedliwości do polowania na komunistów i krytycznie nastawioną młodzież.

Konsekwencje szybko odczuły osoby podejrzane ze wszystkich klas i środowisk w Republice Federalnej. W trakcie “kontroli zgodności” urzędnicy wyższego szczebla, administracja uniwersytecka i szkolna, Bundeswehra i wreszcie sądownictwo decydowały, czy kandydat na urząd publiczny jest ‘’zdolny do życia w demokracji” i zaangażowany w “wolny demokratyczny porządek”. Przeprowadzano też kontrole, w wyniku których usuwano komunistów z urzędów. W ciągu prawie 20 lat weryfikacji poddano około 3,5 miliona osób. 1250 kandydatów na nauczycieli, którzy zaliczali się do kategorii “lewicowych ekstremistów” nie zostało zatrudnionych, a około 260 nauczycieli zostało zwolnionych.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Karol
Karol
6 miesięcy temu

Przynajmniej zachodnioniemieccy komuniści nie byli bezbronni i działała Rote Armee Fraktion. My w Polsce też powinniśmy powołać gwardię Czerwoną i kiedy narodowcy zaczną do nas strzelać musimy umieć walczyć. I tak jak straż narodowa chroni miejsc dla siebie świętych tak i my nie możemy pozwolić na likwidację kolejnego pomnika postawionego w czasach PRL.