Artykuł

Mit bestialskiej kolektywizacji

Kolektywizacja rolnictwa, przeprowadzona w latach 30-tych w ZSRR i wdrażana w pierwszych latach PRL, przedstawiana jest przez antykomunistów jako polityka „antyludzka” i „zbrodnicza”, prowadząca do buntów i głodu. Takie spojrzenie na kolektywizacje jest dziś powszechne i wynika z narosłych wokół niej mitów, demonizujących ją i przekręcających jej definicję. Mity te mają swe źródła w manipulacjach burżuazyjnych historyków, biorących „na warsztat” doświadczenia kolektywizacji i ukazujących ją jako ekonomiczną i humanitarną katastrofę. Oceniając efektywność skolektywizowanego rolnictwa, kierując się „danymi”, oraz „humanitaryzmem” kolektywizacji, kierując się „liczbą ofiar” tego procesu, burżuazyjni „historycy”, dziwnym trafem, ignorują wszelkie dane oraz wskaźniki i nie definiują procesu kolektywizacji. Jak więc, nie mając elementarnej wiedzy na temat danego rozwiązania gospodarczego, nie znając procesu jego wdrażania oraz nie mając żadnych danych na temat jego (nie)efektywność można oceniać, i to tak jednoznacznie, dane rozwiązanie gospodarcze? Bardzo łatwo – wystarczy kłamać

Kłamstwa, obarczające kolektywizację odpowiedzialnością za śmierć „milionów niewinnych chłopów”, kręcą się najczęściej wokół pierwszych miesięcy od czasu jej rozpoczęcia. Burżuazyjni propagandyści opierają krytykę na dwóch zasadniczych fundamentach; po pierwsze, powołując się na święte prawo własności, które posiadać ma każdy chłop indywidualny, uważają kolektywizację za politykę z gruntu antyludzką i amoralną, pozbawiającą szerokie masy chłopstwa jednego z ich podstawowych praw. Po drugie, sposób „pozbawiania chłopstwa własności”, „odbierania” ziemi, gospodarstw, narzędzi itd., uważają za bestialski i wynaturzony, oparty na bezpośrednim przymusie i bezwzględnym łamaniu oporu, prowadzącym do mordów na całych rodzinach, tłamszenia i zastraszenia milionów chłopów, a w konsekwencji buntów chłopskich, równie brutalnie tłumionych. Taki obraz kolektywizacji roztaczają przed nami burżuazyjne podręczniki historii, tak przedstawiają kolektywizację burżuazyjni propagandyści.

Zarysowany w ten sposób przebieg kolektywizacji pośrednio opisuje spojrzenie propagandystów na samą własność kolektywną , jej strukturę organizacyjną, sposób organizacji rolnictwa w jej warunkach itd. Co więc burżuazyjny opis kolektywizacji mówi nam o skolektywizowanym rolnictwie? Odbieranie chłopom ich własności, a wiec ziemi, narzędzi/maszyn służących do jej obrabiania, gospodarstwa, działki, zwierząt itd. i pozbawienie ich prawa dysponowania owocami pracy, oto co, w mniemaniu propagandystów, nieść ma ze sobą kolektywizacja. W gąszczu tych „źle brzmiących” określeń nie trudno znaleźć zasadniczy błąd (wynikający z niewiedzy bądź celowej manipulacji) popełniany przez antykomunistów; po spojrzeniu na ich argumenty staje się jasne, że kolektywizację rolnictwa utożsamiają oni z nacjonalizacją rolnictwa, przejęciem wszystkich gospodarstw rolnych na własność państwowego monopolu, włączeniem ich w poczet własności ogólnonarodowej. Takie spojrzenie zdaje się prezentować np. Jakub Maciejewski, który podczas rozmowy z tow. Arkiem (PPR) w telewizji „wPolsce” powiedział:

„…[W czasach Bieruta] Chłopów wywłaszczono, próbowano im siłą odebrać ziemię, udało się skolektywizować 10 % ziemi i stworzyć PGR-y. Czy Pan uważa, że to, co w Związku Radzieckim nazywano Kołchozami, a u nas PGR-ami, to jest właśnie to bogacenie społeczeństwa, czy to było właściwe rozwiązanie ekonomiczne, odebrać ziemię chłopom i zmusić ich do pracy w kolektywnych przedsiębiorstwach?”

Szanowny redaktor jak widać twierdzi, że kolektywizacja w Polsce odbyła się w drodze wywłaszczania chłopów indywidualnych i oddania ich gospodarstw na własność państwu, przymusowego włączenia ich do PGR. Takie spojrzenie na sprawę jest nieprawdziwe i wynika z całkowitego niezrozumienia kolektywizacji, niezrozumienia jej celu i motywów. Należy więc zadać pytanie: Czym jest kolektywizacja i z czym się ona wiąże?

Po pierwsze, kolektywizacja rolnictwa nie oznacza wykorzystania ziemi chłopów do tworzenia PGR-ów, nie oznacza włączenia majątków chłopskich w poczet wielkiego państwowego przedsiębiorstwa takiego jak PGR. Włącznie to byłoby bowiem równoznaczne z nacjonalizacją gospodarstw indywidualnych (poprzez upaństwowienie), przekazaniem ich na własność ogólnonarodową. Czy kolektywizacja oznacza nacjonalizację? Nie, nie oznacza. Kolektywizacja to kolektywizacja, a nacjonalizacja to nacjonalizacja. Kolektywizacja rolnictwa oznacza jego uspółdzielczanie.

Uspółdzielczanie to polega na łączeniu gospodarstw indywidualnych w większe spółdzielnie rolnicze, zrzeszające od kilku do kilkunastu rodzin chłopskich. Chłopi zrzeszeni w gospodarstwach spółdzielczych (kołchozach) nie tracą prawa do użytkowania swojej ziemi, przeciwnie, użytkują ją i pracują na niej w ramach gospodarstwa spółdzielczego. Tym samym ziemia, oficjalnie należąca do państwa i dzierżawiona przez kołchoz, pozostaje do dyspozycji uprawiających ją kołchoźników, którzy sami, w ramach rady czy zebrania gospodarstwa, decydują o podziale pracy i obowiązków, a także o podziale owoców pracy na podstawie wkładu pracy i osiągniętych rezultatów. Oprócz tego kołchoźnicy posiadają na własność osobistą działkę przyzagrodową i określoną ilość zwierząt hodowlanych, w tym krów, owiec, świń, ptactwa itd. Taka forma spółdzielczości pozwala na znaczące zwiększenie wydajności pracy, przełamanie anarchii produkcji na wsi, zwiększenie tempa mechanizacji i modernizacji rolnictwa. Kolektywizacja w ZSRR, w połączeniu z dynamicznym rozwojem przemysłu i techniki, przyniosła ze sobą znaczący wzrost udziału maszyn w produkcji rolnej i wzrost wydajności produkcji. Gospodarstwom spółdzielczym państwo udostępnia najnowszy i najlepszy sprzęt, dzięki samej strukturze własności wykorzystywany nieporównywalnie efektywniej; ciągnik kupiony przez indywidualnego rolnika przez pewien czas pracuje na jego polu, przez pozostały czas, w większości przypadków, stoi nieużytkowany. Ciągnik w kołchozie, dzięki racjonalnemu rozplanowaniu i podziałowi prac polowych , pracuje nieustannie i wykonuje w tym samym czasie znacznie więcej pracy, obsługując nieporównywalnie większy obszar. Oto, na czym polega kolektywizacja. Formowanie i poszerzanie PGR odbywało się zaś w drodze nacjonalizacji gruntów należących nie do chłopów indywidualnych, a do wielkich właścicieli ziemskich, kułaków i instytucji takich jak kościół, posiadających niegdyś na własność ogromne tereny.

Widzimy, że obraz kolektywizacji, wdrażania własności spółdzielczej przedstawiany przez burżuazję jest całkowicie błędny, wynika z przekręcenia jej definicji. Jest więc jasne, że z gruntu błędne przedstawianie kolektywizacji, mieszanie jej z nacjonalizacją i sugerowanie, że wywłaszczono, w celu rozszerzenia PGR-u, miliony indywidualnych gospodarstw, czyni z gruntu błędnymi „argumenty” mówiące o tragicznych skutkach kolektywizacji. Jeśli bowiem, zgodnie z kłamliwą narracją powielaną przez Maciejewskiego, chłopi „kładli się pod traktory”, „buntowali się i walczyli o swoje” z powodu masowych wywłaszczeń, pozbawiania ich ziemi i bezpośredniej „władzy” nad owocami pracy, to jasne jest, że jest to nieprawda -rozwiązania gospodarcze, które miały podpalić chłopów przeciwko władzy i zmusić ich do „kładzenia się pod traktorami”, w rzeczywistości nigdy nie zostały wprowadzone. Znaczy to, że twierdzenia o „wielkich buntach” czy „krwawych powstaniach chłopstwa” mają z prawdą tyle wspólnego, co najnowsza trylogia opowiadań dla dzieci. Mogą być też opisem alternatywnej rzeczywistości, w której bolszewicy okazali się nie być bolszewikami. Bolszewicy bowiem dlatego zdecydowali się na kolektywizację, gdyż słusznie uznali, że uspółdzielczenie rolnictwa jest jedynym możliwym sposobem wdrożenia wsi na drogę socjalistycznej przebudowy w warunkach, w których chłopi, indywidualnie gospodarujący ziemię, stanowią ogromną większość społeczeństwa. Gdyby, zamiast tworzyć gospodarstwa spółdzielcze, postanowiono wywłaszczyć szerokie masy chłopstwa i dokonać natychmiastowej nacjonalizacji – skutecznie podpalono by chłopstwo i obrócono przeciwko proletariatowi, doprowadzając do rzeczywistych powstań i buntów chłopskich. Kolektywizacja nie tylko nie doprowadziła do takich buntów, lecz także im zapobiegła. Rolnictwo uspółdzielczone, prócz zwiększenia wydajności pracy, miało pomóc w przezwyciężeniu i ostatecznym porzuceniu wszelkich indywidualistycznych tendencji na wsi, przygotowując grunt dla przejścia w rolnictwie z własności spółdzielczej do ogólnonarodowej.

Kolektywizacja, wbrew twierdzeniom burżuazyjnych propagandystów, nie miała i nie mogła mieć „bestialskiego charakteru”, przeciwnie, jej wdrożenie pozwoliło na uniknięcie konfliktów i buntów chłopskich, stanowiło odpowiedź na dominację rozproszonej i indywidualnej (a więc reakcyjnej) własności na wsi i powszechność indywidualistycznych tendencji. Pokonanie tych tendencji w drodze zrzeszania gospodarstw indywidualnych w spółdzielnie rolnicze, same rozdzielające pracę i dysponujące owocami swojej pracy, pozwalające na dużo efektywniejsze i bardziej skoordynowane gospodarowanie bez wywłaszczania chłopów i utraty ich zaufania – oto, co rozumie się przez kolektywizację, przez uspółdzielczenie rolnictwa, oto, dlaczego twierdzenia, że kolektywizacja to „otwarta wojna z chłopstwem” i „drastyczny opór chłopstwa” stawiają rzeczywistość na głowie.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments