Artykuł

Kryzys uchodźczy i oddolna porażka

autorzy: Towarzysz Rafał, Towarzysz Komunista

Wielu lewicowców zachwyca się oddolnym sposobem zarządzania, zdecentralizowanym i opartym na dobrowolnych kolektywach. Kryzys uchodźczy pokazuje jednak, że taki sposób organizacji okazał się porażką. Spóźniona reakcja państwa spowodowała, że zasadniczym elementem pomocy stały się fundacje, stowarzyszenia i inne jednostki pozarządowe, a także indywidualni Polacy i ich naprędce zorganizowane zrzeszenia. Obserwacja tego, co wydarzyło się we wczesnym etapie kryzysu uchodźczego, pozwala nam stwierdzić, że ten sposób radzenia sobie z podobnymi sytuacjami jest niewydolny i nie spełnia podstawowego celu, jakim jest szybka i wydajna pomoc napływającym masom ludzi. Szczególnie podobny typ aktywności upodobali sobie anarchiści oraz różnej maści „wolnościowi” socjaliści, którzy z reguły źle postrzegają odgórną działalność państwową. Pozbawiony centralnego kierownictwa i koordynacji ruch pomocowy, oparty na anarchii i indywidualnej inicjatywie, nie wykorzystuje maksymalnie potencjału zaangażowanych w jego działalność, nie jest w stanie zbierać i wykorzystywać informacji dot. zasobów, braków i zapotrzebowania, racjonalnie rozporządzać zasobami czy relokować wolontariuszy.

Pierwszy przykładem mogą być informacje dotyczące handlu ludźmi. Sygnały takie zaczęły wysyłać na początku fundacje jak La Strada lub Ośrodek Badań Handlu Ludźmi Uniwersytetu Warszawskiego. Informacje przekazane przez zaangażowanych wolontariuszy informowały o braku jakiejkolwiek weryfikacji kierowców oferujących podwózkę spod granicy. Odruch serca ludzi chcących za darmo pomóc i przewieźć uchodźców do bezpiecznego miejsca jest istotny, jednak sytuację taką z pewnością wykorzystują przestępcy, podszywający się pod wolontariuszy.

Uchodźcy po przejściu granicy powinni udać się do specjalnego punktu recepcyjnego, skoordynowanego za pomocą państwa. Jednakże, większość z nich tego nie robiła, ani nie była w żaden sposób skutecznie do tego skłaniana. Od razu po przekroczeniu rogatki granic znajdowali się w pustym polu otoczeni przez wolontariuszy, służby oraz anonimowych ludzi z wypisanymi odręcznie kartkami, informującymi o możliwości podwózki. Na kartce zwykle lakoniczna informacja typu “Berlin, Essen (i ilość wolnych miejsc)”. Zdarzały się przypadki, gdy po nazwie miasta padało jeszcze wymowne „nur fur ladies” (niem. tylko kobiety). Chociaż uchodźcy zachowali w większości przypadków czujność, policja nie wyklucza, że część z nich mogła paść ofiarą handlu ludźmi i zamiast znalezienia schronienia, kobiety i dzieci trafiały do niemieckiego burdelu.

Gdy granicę Polską przekroczyło już ponad milion uchodźców, polskie państwo, zaalarmowane przez fundacje postanowiło zareagować i wydrukowane zostały ulotki przestrzegające przed podróżą z nieznajomymi oraz ograniczonym zaufaniu. Przy podróży najlepiej zapisać numer rejestracyjny pojazdu i przesłać go rodzinie. Fundacja Feminoteka informuje natomiast, że poproszenie kierowcy o dowód osobisty nie byłoby niczym nieodpowiednim.

Przy okazji kryzysu w 2015 roku, po przekroczeniu granicy krajów europejskich zaginęło kilka tysięcy dzieci, których nie znaleziono do dziś. Co zaś kryje się pod hasłem “handel ludźmi”? Zmuszanie do pracy, w tym prostytucji, handel narządami oraz tkankami. Mimo tego, że europejskie instytucje informują, iż nie ma pewności co do tego, co się z nimi działo po zaginiećiu, domyślać się można, że większość z nich spotkał tragiczny los. A to wszysto ze względu na słabość państwa, ze względu na poleganie na wolontariuszach (bo taniej) i nieskomunikowanych ze sobą fundacjach. Podobna sytuacja miała miejsce w Polsce i w tym roku, z tym, że w niecały miesiąc granicę przekroczyło więcej osób niż w całym 2015, a państwo zareagowało jak zwykle z opóźnieniem.

Uchodźcy szukający dachu nad głową aktualnie lokowani są u rodzin, które zechcą je przyjąć do swojego domu. Poleganie na odruchu współczucia i gotowości Polaków do przyjmowania Ukraińców jest niebezpieczne. Socjologowie alarmują bowiem, że gdy „miesiąc miodowy” intensywnej pomocy ze strony Polaków dobiega końca, zaczynają pojawiać się zniechęcenie. Uchodźcy straumatyzowani wojną nie rzadko nie są prostymi i bezkonfliktowymi ludźmi. Dochodzi do tego również bariera językowa, gdyż większość z nich posługuje się językiem ukraińskim bądź rosyjskim, którymi to nie posługuje się większość Polaków. Wielu ludzi dochodzi do wniosku po pierwszym miesiącu życia razem, że wzięli na swoje barki zbyt wielki wysiłek i zastanawiają się nad tym, jak pozbyć się dopiero co przyjętych pod dach rodzin.

Problem ten mógłby być rozwiązany, gdyby odpowiednio zaaranżować do celów mieszkalnych znajdujące się na terenie polski pustostany. Szczególnie zaś te, które pozostają we własności państwa, bądź samorządów, ale nie tylko. Odpada wtedy całkowicie kwestia związana z tym, czy ktoś ma chęć do zapewnienia schronienia uchodźcom i jak długo ona potrwa. Problem w tym, iż ani państwo, ani samorządy nie posiadają dokładnego, łatwo dostępnego spisu swoich pustostanów. Natomiast o tych, które znajdują się w rękach prywatnych jest wiadomo dopiero po przeprowadzeniu spisu powszechnego, który jest jedynym ogólnokrajowym badaniem ich ilości. Mogłaby to być trudność, gdyby nie fakt, że spis powszechny dopiero co został przeprowadzony, więc państwo powinno mieć te informacje. Kwestia braku centralnego rejestru pustostanów samorządowych i państwowych jest zwykłym zaniedbaniem. Chociaż wiele samorządów podjęło na własną rękę odszukanie i remont takowych, to są to sprawy pojedyncze, również polegające na dobrej woli samorządu, a nie odgórnie polecone.

Najnowsze, dostępne dane o ilości pustostanów pochodzą z 2002 roku (te z ostatniego spisu jeszcze nie zostały upublicznione). Według tych informacji 6% wszystkich mieszkań w Polsce pozostawała niezamieszkana. Jeżeli współczynnik ten się nie zmienił, to – jak podaje Polityka – oznaczałoby to, że około 900 tys. mieszkań w Polsce to pustostany, które to z odpowiednią inicjatywą państwa mogłyby posłużyć uchodźcom. Takiej inicjatywy jednak nie ma, polega się całkowicie na wolontariacie.

Nie brakuje również przypadków, gdy w masie nieweryfikowanych wolontariuszy pojawiają się osoby, których jedynym celem jest zarobić na cudzym nieszczęściu. Ludzie, którzy oferują transport, nie mówiąc nic o tym, że będzie on odpłatny, żądają od przewożonych pieniędzy w trakcie trwania podróży. Taką metodę na zarobek obrała dwójka z województwa lubelskiego, która została schwytana przez policję. Służby jednocześnie informują, że oszustwa takie są rzadkością oraz apelują do uchodźców, by zachowali czujność i alarmowali w takich przypadkach policję. Ilu natomiast z nich dla świętego spokoju zapłaciło? Takich danych policja nie posiada, a skoro przykuło to ich uwagę, to proceder musiał być w miarę szeroki. Dowodzi to, że nieskoordynowana pomoc jest zagrożeniem dla uchodźców, którzy licząc na uczciwych ludzi, trafiają w ręce przestępców, którzy chcą zarobić.

W Warszawie pojawił się natomiast wysyp ofert mieszkań za 800 zł. Jednakże, nie za miesiąc, ale za jedną noc. Sytuacja ta nagłośniona została przez aktywistów z różnych fundacji. Oszustwem wzbogacił się Polak z Kielc, który zaoferował mieszkanie Ukraińce, informując ją jednocześnie o tym, by jak najszybciej zapłaciła, nawet bez wizyty na miejscu, gdyż chętnych miało być bardzo dużo. Mieszkanie nigdy nie istniało, a pieniądze zasiliły konto oszusta.

Brak struktur i odgórnego spojrzenia, pozwalającego na uwzględnianie braków i zapotrzebowania, pilności uzupełnień, ich miejsca itd., uniemożliwia odpowiednie wykorzystanie dostępnych do pomocy zasobów, kierowanie ich do obszarów o zwiększonym zapotrzebowaniu i brakach, odsyłanie ich z regionów z nadwyżkami i niskim zapotrzebowaniem. Problem dotyczy nie tylko już zgromadzonych zasobów, lecz także samego procesu ich gromadzenia. Chęć do pomocy i oddawania w jej ramach np. artykułów spożywczych może być różna w różnych rejonach kraju i może nie pokrywać się z rzeczywistymi potrzebami; dochodzi więc do gromadzenia się nadwyżek towarów, które, w związku z brakiem koordynacji, brakiem zorganizowanej logistyki i informacji o zapotrzebowaniu ciężko odesłać do miejsc, w których mogłyby stać się przydatne. Problemy związane z brakami i nadwyżkami w różnych rejonach są dziś wyraźnie; od miesiąca słychać głośno o zalegającym w punktach pomocowych papierze toaletowym czy masowym oddawaniu wózków dziecięcych do punktów, w których już od dawna jest ich za dużo. Nieprzydatne zasoby zalegają na stanie i pozostają nieużywane, są wyrzucane i marnotrawione. Oddolna pomoc jest więc nie tylko mniej efektywna, lecz także bardziej zasobochłonna.

Prócz przesycenia wielu regionów niepotrzebnymi artykułami, niedoboru tych artykułów w innych regionach oraz braku możliwości racjonalnego dysponowania nimi, w ramach akcji opartych na indywidualnej inicjatywie możliwie jest gromadzenie jedynie tych artykułów, które zorganizować i dostarczyć mogą pojedyncze jednostki. Jednostki te, dysponujące określonymi funduszami i możliwościami, określoną logistyką itd. (w przytłaczającej większości są to zwykli obywatele, o niskich zarobkach), dostarczają więc wyłącznie produkty leżące w ich bezpośrednim zasięgu, takie jak artykuły spożywcze, produkty pierwszej potrzeby, przedmioty o niewielkich gabarytach; w warunkach oddolnej inicjatywy, braku koordynacji i aktywnego zaangażowania państwa nie jest możliwe efektywne gromadzenie wielu kluczowych dla zorganizowania skutecznej pomocy rzeczy, takich jak np. łóżka polowe i sprzęt o zwiększonych gabarytach. Skuteczną organizację tych zasobów, ich koordynację, logistykę, rozdysponowanie itd., może wziąć na swoje barki wyłącznie aparat państwowy, korzystający z efektu skali i zdolny do zapewnienia znacznie szerszej pomocy materiałowej, zorganizowania i rozdysponowania większej ilości zasobów.

Pomoc oddolna nie ma i nie może mieć ciągłego charakteru. Liczebność kadr zależy w jej warunkach od tkwiących w społeczeństwie chęci i zapału; chęci te, naturalnie, największe są w pierwszych dniach i tygodniach pomocy, pokrywają się z ogólnospołecznym poruszeniem i rozpoczęciem kampanii medialnej, wywierającej ogromny wpływ na zachowanie ludności. Zapał obywateli nie jest więc trwały i nie utrzymuje się wiecznie na tym samym poziomie; kolejne dni, upływające pod znakiem ogólnokrajowej, oddolnej kampanii stają się dla jej uczestników coraz bardziej wyczerpujące. Biorący w niej udział ludzie, robotnicy, studenci, uczniowie i inni, mają wiele innych obowiązków i łączenie ich z wolontariatem, jakkolwiek akceptowalne przez dzień lub dwa, staje się na dłuższą metę uciążliwe i, siłą rzeczy, niemożliwe w przytłaczającej większości przypadków. Zmniejszająca się z czasem liczba chętnych do pomocy, prócz przemęczenia i braku czasu wiąże się z naturalną po upływie dłuższego okresu utratą początkowego entuzjazmu. Wysoka liczebność kadr w warunkach oddolnej, opartej na indywidualnej inicjatywie akcji pomocowej nie jest więc możliwa do utrzymania w dłuższej perspektywie. Co więcej spadek ten, jak obserwujemy na przykładzie obecnego kryzysu, nie koreluje ściśle że spadkiem zapotrzebowania na kadry. Liczba aktywnie uczestniczących w akcji nie jest więc tożsama z rzeczywistym potrzebami, które, jak może się zdarzyć, na początku, w czasie największego zaangażowania społeczeństwa, mogą być mniejsze niż w późniejszym okresie, w czasie mniejszego zaangażowania społeczeństwa. Odgórna, planowa koordynacja kadr i personelu, wykorzystanie wojska i innych służb pozwala na przezwyciężenie tego problemu; taka forma organizacji, wbrew zarzutom anarchistów pokroju: ,,Odgórna organizacja zła, bo rozleniwia ludzi, ludzie są mniej chętni do pomocy”, wcale nie czyni ludzi biernymi, nie skreśla zaangażowania i pomocy zwykłych obywateli, nie czyni ich obojętnymi. Przeciwnie, państwo, w ramach odgórnie koordynowanej akcji pomocowej, ma możliwość korzystania z pomocy chętnych do działania wolontariuszy, może także dużo skuteczniej wykorzystać tkwiący w społeczeństwie zapał, racjonalnie dysponując dostępnym potencjałem ludzkim, wysyłając wolontariuszy tam, gdzie są najbardziej potrzebni, korzystając z ich pomocy przy logistyce i transporcie. Wychodząca od społeczeństwa chęć pomocy, w ramach skoordynowanej akcji odgórnie zarządzanej przez państwo pożytkowana jest dużo lepiej, niż w trakcie chaotycznej akcji oddolnej.

Pomoc oddolna, wiążąca się z napływem szerokich, chcących się zaangażować mas, niesie ze sobą wysokie ryzyko nadużyć, dopuszcza do uchodźców, oprócz osób chętnych do pomocy, jednostki pragnące wykorzystać sytuację na swoją korzyść. Takie przypadki, w warunkach braku jakiejkolwiek kontroli i weryfikacji wolontariuszy, nie mogą nie mieć miejsca i są oczywistą konsekwencją samowolki.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments