Artykuł

Star Wars: Visions na tle walki postępu i wstecznictwa

Oglądając wydany w drugiej połowie roku 2021 serial Star Wars: Visions zwróciłem moją uwagę na pewien wątek zawarty w dwóch jego odcinkach: „Lop i Ochou”, i „Oblubienica”. Mianowicie ścieranie się dwóch przeciwstawnych postaw i grup za nimi podążających. Przybierających postać postępu/idealizmu kontra wstecznictwa/idealizmu. W szczególności skupię się na pierwszym z wymienionych odcinków, jako tym, w którym kwestia ta jest najmocniej rozbudowana.

Serial już z nazwy mówi nam, w jakim uniwersum rozgrywa się akcja. Jest on, jednak o tyle ciekawy, że można znaleźć w nim silne japońskie „elementy”. W pewnym sensie, jest to plus, biorąc pod uwagę sprawy, jakie poruszam. W pierwszym z wymienionych odcinków widzimy pewną planetę, na którą Imperium zwróciło swoją uwagę. Miejscowa elita (klan „samurajów”, którego częścią są dwie tytułowe bohaterki) doszła z nim do porozumienia, na mocy którego w zamian za pomoc w unowocześnieniu planety Imperium odniosło spore korzyści. Doprowadziło to jednak do znacznego wzrostu jego wpływów, a co za tym idzie pewnego uzależnienia. Co można było zobaczyć w postaci szturmowców stacjonujących na planecie.

Negatywne elementy obecności Imperium zauważył w pewnym momencie przywódca klanu i zaczął potajemnie działać, ażeby przywrócić stary porządek rzeczy. Zwrócił tutaj uwagę, choćby na zły wpływ rozwoju przemysłu na stan środowiska, choć oczywiste było, że to nie jedyna zmiana, jaka mu ciążyła. Jako człowiek przywiązany do tradycji nie potrafił zaakceptować śmierci starego porządku, nawet jeśli nowy był lepszy. Doszło tutaj, jednak do rozłamu w jego rodzie, gdyż jego córka (Ochou) uznała, że zmiany, jakie zaszły były ostatecznie korzystne i potrzebne dla planety. Dlatego też opowiedziała się przeciw działaniom ojca, by w pewnym momencie wprost opowiedzieć się przeciw niemu. Wcześniej próbując odwieść ojca od jego dążeń i przekonując władze Imperium, że poradzi sobie z tym problemem.

I w tym momencie kreuje się obraz kolaborantki, która zdradziła swoją nację na rzecz Imperium. W kontrze do jej ojca i siostry, która go poparła. Jest to jednak błędna optyka. Po pierwsze oczywistym powinno być, że postęp jest nieunikniony, zaś stanie w miejscu tak naprawdę cofa cię w tył. Co niechybnie prowadzi do upadku. Tak tutaj wartości, jakie przyświecały jej ojcu jedyne, do czego, by doprowadziły to do ruiny. Wystarczy tylko spojrzeć na historię, żeby zobaczyć, jak wyżej rozwinięte narody podbijały te mniejsze (które często nawet chciały się zmienić, ale zabrakło im czasu np. Korea). Prowadząc nawet do ich eksterminacji (faktycznej bądź kulturowej). I tutaj nasuwa się skojarzenie z Japonią, która podążyła drogą Ochou, by dogadać się z Zachodem i się unowocześnić (okres Meiji). Kończąc na tym, że była ona jedynym realnie krajem azjatyckim nieskolonizowanym przez Zachód, który na dodatek stał się mocarstwem. Alternatywą był podbój, i to, co on ze sobą niósł. Co zresztą ona sama trafnie wyraziła:

„Bez pomocy Imperium, niezależnie od tego, czy jest wojna, czy nie, nie będziemy mieli szans na postęp. Imperium zapewnia nam i oferuje wsparcie. Powinniśmy być wdzięczni”

Trudno zaprzeczyć jej słowom. Bez postępu jej planeta, jako zacofana stałaby się łatwym łupem dla sił zewnętrznych, w tym dla samego Imperium. Zaś, wchodząc w układ z Imperium miała okazję temu zapobiec. Oczywiście tutaj też istniało zagrożenie, jednak było ono nieproporcjonalnie niższe od opcji zachowania status quo. Tutaj warto wspomnieć drugi z odcinków, w którym widzimy planetę, która została wyeksploatowana przez separatystów, a jej mieszkańcy nie odnieśli z tego tytuły żadnych korzyści. De facto była to tylko kolonia surowcowa, w której silniejsi wyciągnęli to czego potrzebowali, zaś sam ekosystem na tym mocno ucierpiał. Autochtoni też nie wykazywali wysokiego poziomu rozwoju co można było łatwo zauważyć. Podsumowując byli na całkowicie przegranej pozycji w przeciwieństwie do mieszkańców Tao (planety, na której toczy się akcja pierwszego z odcinków).

Widzimy więc dwie drogi: Drogę racjonalną (Ochou) i drogę idealistyczną (ojciec Ochou i Lop). Jedna z nich prowadziła do prawidłowego analizowania sytuacji i wyciągania trafnych wniosków, zaś druga nie mogła pogodzić się z rzeczywistością i w imię samych tylko ideałów prowadziła aracjonalne działania. Zresztą konfrontację tych ideałów było widać, kiedy większość mieszkańców Tao nie opowiedziało się za buntem przeciw Imperium. Pokazując, że zmiany większości z nich się przysłużyły (w innym razie bunt byłby silniejszy).

Konkludując tym, co możemy wyciągnąć z tych odcinków i ich fabuły, jest to, że świat niejako dzieli się na dwa obozy. Z których jeden dąży do poprawy świata na lepszy, a drugi do zatrzymania tych zmian (a nawet ich cofnięcia). Istotne przy tym, jest to, że drugi z nich w rzeczywistości ostatecznie nie osiągnie swojego celu; gdyż nawet chwilowe zwycięstwo tylko opóźni to, co nieuniknione. Chcąc zaś uzasadnić swoją pozycję często tak, jak rodzina Ochou odwołują się do idealizmu i własnych emocji. W przeciwieństwie do niej, która kierowała się chłodną logiką dla dobra ojczystej ziemi. Analizując historyczne doświadczenia, możemy tylko utwierdzić się w przekonaniu słuszności jej postawy. Postawy, która pokazuje, że w konfrontacji idealizmu z materią to jednak ostatecznie materia zawsze wygrywa.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Kisy
Kisy
16 dni temu

No tyle ze racjonalizm to tez idea. Ostatecznie wszystko jest idea. Nihilizm dobrze to udowadnia.